Dyrekcja Robót Publicznych ma siedzibę przy samym Rynku Głównym, w pałacu Pod Krzysztofory, zwanym potocznie Krzysztoforami. W biurze konstrukcyjnym pracuje sześć osób, w tym dwóch kreślarzy i ona – Diana Reiter. Diana – inżynier. Diana – pionierka, jedna z pierwszych absolwentek Wydziału Architektury Politechniki Lwowskiej, pierwsza architektka w Krakowie... W prestiżowej instytucji na deski kreślarskie trafiają prestiżowe projekty. Rozbudowa Krzysztoforów, wiele budynków dla UJ: Zakłady Anatomii Porównawczej, Psychogenetyki oraz Zoologii, Zakład Embriologii, Biologii i Histologii, Szkoła Pielęgniarek i Higienistek i inne. Pod wszystkimi widnieje podpis „inż. Reiterówna” – sama lub z zespołem.
„Społeczność domaga się nowych pięknych wzorów” – pisała Wanda Telakowska, caryca powojennego wzornictwa, w 1956 roku, a to przesłanie okazuje się aktualne również dziś, siedemdziesiąt lat później. Rozstrzygnięcie trzeciej edycji konkursu Kunszt być może da zadość vox populi. Przed nami prawdziwe święto kreatywności i młodego polskiego dizajnu...
Franz Komnick pochodził z podmalborskiego Tropiszewa (Trappenfelde). Jako młody człowiek terminował w ojcowskiej kuźni, by później pojechać w świat po nauki – wiedzę techniczną zdobywał w Berlinie, Düsseldorfie, Hanowerze – m.in. w fabrykach lokomotyw, maszyn rolniczych i samochodów. Studiował przy tym budowę maszyn...
Karol Poznański (1859–1928), na którego zlecenie powstał łódzki pałac, podobnie jak florenccy mecenasi renesansu nie był arystokratą, tylko członkiem rodziny, która sama doszła do majątku. Bajeczna fortuna zgromadzona przez jego ojca – słynnego „króla bawełny”, Izraela Poznańskiego – miała świeżą metrykę. Poznańscy, jak przystało na rodzinę nouveau riche, akcentowali swoje możliwości, kontakty i horyzonty, budując w ten sposób status nowej arystokracji – nie urodzenia, lecz pieniądza. Mogli pozwolić sobie na wszystko i wcale tego nie ukrywali...
– A co to za plac? – Plac Piłsudskiego, panie marszałku! – Bardzo dobrze. A to, co to za ulica? – Marszałkowska, panie marszałku! – Bardzo dobrze. A ten plac jak się nazywa? – Plac Zbawiciela, panie marszałku! – Wiem, że chcieliście dobrze, ale czy to aby nie przesada?
Dziesięcioletni chłopiec kupuje od ulicznego handlarza kilka rakiet-fajerwerków i przyczepia je do dziecięcego wózka. Iskra, syk, płomień – i wehikuł z łoskotem pędzi przez Tiergartenallee, główną aleję miasta. Przechodnie w popłochu uskakują na boki, koń w zaprzęgu staje dęba, a policjant chwyta niesfornego konstruktora i odprowadza go do ojca...
Jak ludzie minionych wieków wyobrażali sobie ledwo widoczne planety? Czy były one zaledwie przyklejonymi do firmamentu ciałami niebieskimi, w otoczeniu gwiazd? Nocą na niebie niezakłóconym sztucznym światłem rozgwieżdżony, pulsujący nieboskłon zdawał się bardzo bliski, niemal namacalny...
W historii europejskiego fryzjerstwa są dwa wielkie nazwiska: Léonard-Alexis Autié (około 1751–1820) i Antoni Cierplikowski (1884–1976). Obaj są rozpoznawani jedynie po imionach. Autiégo zwano po prostu Léonardem, Cierplikowski zaś powszechnie jest znany pod francuską wersją swojego imienia – Antoine (czasami jako Antoine de Paris)...
Polacy nie mając miejsca na mapie politycznej świata, szukali sposobów odzyskania wolności. Jeden z nich to romantyczna walka naznaczona krwawymi powstaniami narodowymi, drugi to pozytywistyczne budowanie potencjału ekonomicznego i edukacyjnego, który w efekcie miał budować poczucie przynależności do narodu polskiego i przygotować społeczeństwo na odzyskanie wolności...
Polskie tradycje świąteczne to nie tylko te łączące się z Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Istnieje wiele innych, wiekowych i często dziwnych zwyczajów, które bywają kultywowane do dziś...
To miejsce przyciągało mnie od zawsze, jeszcze w liceum intrygował niedostępny ceglany mur i wiecznie zamknięta metalowa czarna brama. Chciałem zobaczyć, co się za nią kryje. Pierwszy raz na cmentarz żydowski przy ulicy Okopowej trafiłem podczas otwartego oprowadzania w rocznicę...
„Madonna Różańcowa adorowana przez kartuzów” Francisco de Zurbarána to klejnot kolekcji malarstwa hiszpańskiego w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Przyciąga wzrok wielkością, żywymi kolorami i połyskującą złotą ramą. Nie jest to jednak oryginalna oprawa obrazu. Co więcej, malowidło nie zostało zakomponowane, by oglądać je z bliska. Jego przeznaczeniem nie były bowiem ściany jakiejkolwiek galerii, chociaż zdobił w swojej historii kilka, i to znakomitych. Pierwotnie obraz był częścią ogromnego retablo – wielkiej nastawy ołtarzowej, zamykającej prezbiterium w należącym do zakonu kartuzów kościele Nuestra Señora de la Defensión w andaluzyjskim miasteczku Jerez de la Frontera niedaleko Kadyksu...