- co zamek polskich królów łączy z katedrą Notre Dame
- dlaczego konserwującego Wawel nazywano – z przekąsem – Adolf „Wszystko” Bohusz
- kto przed Bohuszem kierował pracami konserwatorskimi na wzgórzu wawelskim
Dziś trudno wyobrazić sobie Kraków bez Wawelu. Jeszcze trudniej wyobrazić sobie polską pamięć historyczną bez królewskiego wzgórza. Zamek i katedra są czymś więcej niż zabytkami – stanowią jeden z najważniejszych symboli polskiej państwowości. Warto jednak pamiętać, że Wawel, który znamy współcześnie, nie jest jedynie średniowiecznym i renesansowym reliktem przeszłości. W dużej mierze jest także dziełem przełomu XIX i XX wieku. Efektem wielkiego programu restauracji, który sam stał się polem sporów, ideologicznych napięć i naukowych dyskusji.
Historia odzyskiwania Wawelu po opuszczeniu go przez Austriaków jest bowiem opowieścią nie tylko o remoncie zabytku. To historia narodzin nowoczesnej polskiej historii sztuki, kształtowania się konserwatorstwa jako odrębnej dyscypliny oraz zmieniającego się stosunku społeczeństwa do przeszłości.

Romantyczne odkrywanie przeszłości
Aby zrozumieć emocje towarzyszące Wawelowi na początku XX wieku, trzeba cofnąć się do wieku XIX. Europa przeżywała wówczas prawdziwą fascynację historią. Romantyzm przyniósł odkrycie średniowiecza, zainteresowanie ruinami, dawnymi zamkami i narodowymi mitami. Powstawały pierwsze wielkie muzea historyczne, rozwijała się archeologia, a zabytki zaczęto traktować nie jako użyteczne budynki, lecz świadectwa przeszłości.
Nie był to proces przypadkowy. W epoce budzenia się świadomości narodowych poszukiwano materialnych dowodów własnej historii. We Francji odkrywano gotyckie katedry, Niemcy budowali swoją tożsamość wokół średniowiecza i cesarzy, Czesi odnawiali Hradczany, a Węgrzy tworzyli narrację wokół Budy. To wreszcie czas wszelkich historyzmów w architekturze – od neogotyku począwszy aż po rozmaite odmiany renesansu i baroku.
Dla Polaków, pozbawionych własnego państwa, zabytki nabierały znaczenia szczególnego. Stawały się substytutem utraconej państwowości. Wśród nich żaden nie miał znaczenia większego niż Wawel.
To właśnie wtedy królewskie wzgórze zaczęło funkcjonować jako miejsce niemal sakralne. Nieprzypadkowo Stanisław Wyspiański stworzył wizję Akropolis – monumentalnego narodowego… hm… centrum kultury i sztuki, które miałoby powstać na Wawelu. Była to utopia architektoniczna, ale dobrze oddająca atmosferę epoki. Wawel nie był już ruiną dawnego zamku, a stawał się symbolem przyszłej Polski.
Austriacka twierdza
Tymczasem rzeczywistość wyglądała znacznie mniej romantycznie. Od końca XVIII wieku Wawel znajdował się pod kontrolą austriacką. Po zajęciu Krakowa przez wojska Habsburgów wzgórze zostało przekształcone w nowoczesną twierdzę wojskową. Wyburzono część zabudowy, wzniesiono koszary, magazyny i umocnienia. Dawne królewskie komnaty podzielono ścianami, zamieniając je na pomieszczenia użytkowe.
W oczach XIX-wiecznych patriotów był to akt profanacji narodowego sanktuarium. Trzeba jednak pamiętać, że dla wojskowych był to proces całkowicie racjonalny. W całej Europie dawne zamki i klasztory adaptowano na koszary, magazyny czy urzędy. Austriacy nie działali wyjątkowo brutalnie jak na standardy epoki, i to bynajmniej nie z szacunku. Raczej z braku pomysłu i braku zapalczywości w walce z Polakami znajdującymi się pod ich zaborem.
Problem polegał na tym, że w międzyczasie zmieniło się postrzeganie zabytków. To, co pod koniec XVIII wieku wydawało się zwykłą adaptacją budynku, sto lat później uchodziło za niszczenie narodowego dziedzictwa.
Narodziny historii sztuki
W tym samym czasie rodziła się nowa dyscyplina naukowa – historia sztuki. Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku dzieła sztuki opisywano głównie z perspektywy estetycznej lub kolekcjonerskiej. Dopiero badacze tacy jak Jacob Burckhardt, Giovanni Morelli, Max Dvořák, Heinrich Wölfflin czy później Alois Riegl zaczęli traktować sztukę jako przedmiot systematycznych badań naukowych.
Szczególnie ważna była szkoła wiedeńska. To właśnie z jej kręgu wyszły idee, które miały ogromny wpływ na przyszłe losy Wawelu. Alois Riegl zwracał uwagę, że zabytki posiadają różne wartości – historyczną, artystyczną, emocjonalną, użytkową. Nie zawsze da się je ze sobą pogodzić. To stwierdzenie wydaje się dziś oczywiste, ale na przełomie XIX i XX wieku było rewolucyjne.
Wcześniej konserwatorzy często próbowali przywracać budynkom wyidealizowany wygląd. Dla Eugène’a Viollet-le-Duca restauracja oznaczała doprowadzenie zabytku do stanu, którego być może nigdy nie osiągnął. Konserwator stawał się niemal współautorem dzieła, czego przykładem była m.in. Katedra Notre Dame, dziś będąca kwintesencją średniowiecza w wyobraźni odwiedzających (no, może nieco po pożarze zmieniliśmy optykę, czego przykładem są komentarze internetowe głoszące, że wygląda „zbyt nowo”).
Przeciwne stanowisko reprezentował John Ruskin. Według niego każda restauracja była formą zniszczenia, ponieważ odbierała zabytkowi autentyczność. Spór między tymi dwiema koncepcjami zdominował europejskie konserwatorstwo końca XIX wieku. I właśnie w samym środku tej debaty znalazł się Wawel.

Jak odbudować symbol?
Gdy w 1905 roku cesarz Franciszek Józef zgodził się na opuszczenie Wawelu przez wojsko austriackie, rozpoczął się jeden z najważniejszych procesów konserwatorskich w dziejach ziem polskich. Zadanie wydawało się proste: odbudować Wawel. Szybko okazało się jednak, że pod słowem „odbudowa” każdy rozumie coś innego. Pytań wokół tematu narosło sporo. Czy należy przywrócić wygląd renesansowej rezydencji Zygmunta Starego? A może uszanować wszystkie późniejsze nawarstwienia? Czy usuwać ślady austriackiej obecności? Czy rekonstruować elementy utracone na podstawie skąpych informacji? Czy zamek ma być muzeum, reprezentacyjną siedzibą państwa, a może narodowym panteonem? Każde z tych pytań prowadziło do kolejnych sporów. Nie chodziło jedynie o kwestie techniczne. W gruncie rzeczy dyskutowano o tym, czym jest historia i jak należy ją opowiadać.
Gdy w 1905 roku rozpoczęto przejmowanie zamku, sytuacja była daleka od romantycznych wyobrażeń. Wawel nie przypominał królewskiej rezydencji znanej z obrazów Jana Matejki. Był zespołem budynków przekształconych przez ponad stulecie wojskowego użytkowania.
W wielu miejscach historyczne układy wnętrz zostały zatarte, część zabudowań przebudowano, inne zniszczono lub podporządkowano potrzebom koszar.
Odpowiadający na początku za odbudowę Zygmunt Hendel stanął więc przed zadaniem przypominającym bardziej archeologię architektury niż klasyczną konserwację. Kierował szeroko zakrojonymi badaniami, odsłaniał historyczne relikty, analizował dawne fazy budowlane i stopniowo usuwał XIX-wieczne przekształcenia (m.in. odsłonił krużganki, które zostały zabudowane). To właśnie pod jego kierunkiem rozpoczęto systematyczne odkrywanie autentycznej substancji zamku.
Polskie grono konserwatorów reprezentowane przez Władysława Tomkowicza było bowiem zdania, że należy przywrócić oryginalną formę i charakter dziedzińca, natomiast znany wówczas autorytet międzynarodowy i jeden z ojców historii sztuki, Max Dvořák, do którego należało ostatnie słowo, uważał, że wszystkie nawarstwienia historyczne trzeba respektować i mocno przeciwstawiał się propozycji usuwania omurowań.

Zdecydowano się na usunięcie tych nawarstwień, co w konsekwencji spowodowało wymianę ¾ elementów detalu architektonicznego. Ani jeden impost w formie dzbanuszka nie jest w tej chwili oryginałem. Sam spór przyjął bardzo gwałtowną formę. Ostatecznie Dvořák nigdy oficjalnie nie zgodził się na proces restauracyjny.
Co szczególnie istotne, Hendel należał do pokolenia konserwatorów wychowanych jeszcze w XIX wieku. Uważał, że podstawowym obowiązkiem jest ochrona oryginalnej substancji zabytku. Dzięki temu pierwsze lata restauracji Wawelu miały charakter przede wszystkim badawczy i dokumentacyjny. Dopiero na takim fundamencie mogły powstawać późniejsze projekty aranżacji wnętrz.
Pan „Wszystko”
Nie był jedynie architektem. Był również archeologiem, badaczem i historykiem architektury. Prowadził wykopaliska, analizował źródła, badał relikty dawnych budowli. Nie na darmo wiele lat później mówiono o nim – z przekąsem – Adolf „Wszystko” Bohusz.
Jego działania znakomicie pokazują napięcie między nauką a wyobraźnią. Z jednej strony dążył do maksymalnego wykorzystania wyników badań. Z drugiej – nie bał się rekonstrukcji tam, gdzie uważał ją za uzasadnioną.
Dla współczesnych konserwatorów część jego decyzji może wydawać się zbyt odważna. Jednak w realiach początku XX wieku uchodziły za nowoczesne i postępowe.
Wawel stawał się swego rodzaju laboratorium konserwatorskim, w którym testowano nowe metody badań i restauracji.

Spór o autentyczność
Najważniejszym problemem pozostawała autentyczność. Dziś często zakładamy, że zabytek powinien zachować wszystkie warstwy swojej historii. Sto lat temu nie było to takie oczywiste.
Dla wielu uczestników debaty najważniejsze było przywrócenie Wawelowi jego królewskiego charakteru. Oznaczało to usuwanie elementów kojarzonych z okresem austriackim. Inni podkreślali, że nawet te nielubiane ślady są częścią historii obiektu. W istocie był to konflikt między pamięcią narodową a pamięcią zabytku.
Naród chciał odzyskać symbol utraconej państwowości. Konserwatorzy coraz częściej przypominali, że historia budynku nie kończy się w XVI wieku. To napięcie pozostaje aktualne do dziś. Każda większa restauracja zabytku wciąż zmaga się z pytaniem, które warstwy przeszłości należy eksponować, a które usuwać.
Odbudowa Wawelu była również przedsięwzięciem politycznym. Jeszcze przed odzyskaniem niepodległości wzgórze królewskie stawało się materialnym dowodem ciągłości polskiej historii. Po roku 1918 nabrało dodatkowego znaczenia. Odrestaurowany zamek miał świadczyć o tym, że odrodzone państwo jest spadkobiercą dawnej Rzeczypospolitej.

Nieprzypadkowo prowadzono tu reprezentacyjne uroczystości państwowe. Nieprzypadkowo powstawały kolejne projekty urządzenia wnętrz i ekspozycji. Wawel stawał się przestrzenią, w której historia miała przemawiać do współczesnych.
Patrząc dziś na Wawel, łatwo zapomnieć, że jego obecny wygląd jest efektem dziesięcioleci dyskusji, kompromisów i decyzji podejmowanych w konkretnym momencie historycznym. Wzgórze królewskie nie jest jedynie świadkiem historii. Jest także świadectwem historii myślenia o historii. Odbudowa Wawelu zbiegła się bowiem z narodzinami nowoczesnej historii sztuki, profesjonalnego konserwatorstwa i współczesnej ochrony zabytków. To tutaj ścierały się romantyczne marzenia o odzyskaniu narodowej przeszłości z naukowymi próbami jej zrozumienia. Tutaj spotykały się emocje patriotów, ambicje architektów, dociekliwość archeologów i ostrożność konserwatorów.

W rezultacie powstał nie tylko odnowiony zamek. Powstał jeden z najważniejszych poligonów nowoczesnej polskiej ochrony dziedzictwa. Miejsce, w którym uczono się odpowiadać na pytanie, które do dziś pozostaje aktualne: czy konserwujemy przeszłość taką, jaka była, czy taką, jaką chcielibyśmy pamiętać? A odpowiedź jak zwykle brzmi: „to zależy”…
Więcej o tych zagadnieniach na wystawie „Wawel Podziemny. Lapidarium”
Zamek Królewski na Wawelu
Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


![_- [Wawel]. - - 0abc53e9-0e9a-455b-a1c3-3b9b4127e808 Zamek Królewski na Wawelu, fotografia czarno-biała, lotnicza, przed 1935r.](https://spotkaniazzabytkami.pl/wp-content/uploads/2023/11/Wawel.-0abc53e9-0e9a-455b-a1c3-3b9b4127e808-800x534.jpg)

