Fot. Kacper Trzmiel / MNK
Najnowsza wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie, poświęcona gotykowi w Karpatach, nie jest łatwa – mimo „oswajającej” aranżacji, emocjonalnie odwołującej się do atmosfery średniowiecznej katedry czy klasztoru. Wymaga czasu, uwagi i cierpliwości, a być może także pewnej wiedzy i sympatii dla przestrzeni geograficzno-kulturowej, w której mieszczą się zarówno Austria, Czechy i Słowacja, jak i Węgry oraz Rumunia (dobrym przygotowaniem do wizyty może być lektura wydanej niedawno przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie – świetnej – książki Macieja Janowskiego pt. „Karpaty. Opowieść o pewnych górach”).

Geografia przed polityką
I nic w tym dziwnego, prezentacja stanowi przecież (tak jak poświęcony jej katalog) dopełnienie długofalowego, międzynarodowego projektu badawczego, którym kierował dr Wojciech Marcinkowski. Badacz i główny kurator projektu proponuje nowy punkt wyjścia do myślenia o kulturze tamtych czasów. Pisze: „Stawiamy hipotezę, że adekwatne ramy przestrzenne dla badania i prezentowania sztuki gotyku, jak i każdej innej epoki, trzeba definiować nie przez byty państwowo-prawne (zwłaszcza gdy opisują one naszą, a nie średniowieczną rzeczywistość), tylko przez pojęcia topograficzne. Te są prymarne, bo wynikają z warunków naturalnych, z konfiguracji powierzchni, która jest pierwotna, wyjściowa w stosunku do ekonomii, duchowości, państwa i prawa. Jednym z takich pojęć są
Karpaty. (…) Stawiamy dalej kolejną tezę, że te góry (podobnie jak wszystkie inne) nie dzieliły, tylko łączyły”.
Tak było przynajmniej do czasów ekspansji tureckiej. I tak jest znowu – od roku 1989. I w tym momencie pojawia się najważniejsze pytanie, które zadali sobie naukowcy:
„Czy Karpaty były jedynie korytarzem tranzytowym, czy może zbliżyły się – choćby przejściowo – do statusu autonomicznego regionu artystycznego?”
Cała wystawa koncentruje się wokół tej właśnie kwestii.
Z krajów, jak czytamy w katalogu, „naznaczonych przez Karpaty”, a więc tych, w których znajduje się ten łańcuch górski oraz tych, które pozostają niejako w jego cieniu. Część artefaktów pochodzi także z Francji, Belgii, Szwajcarii i Niemiec (szczególne znaczenie ma Madonna z Użhorodu, wypożyczona z Luwru).
Niektóre – sprowadzone z kościołów i klasztorów, przygotowane konserwatorsko przez dr Monikę Tarnowską-Reszczyńską – zostały zaprezentowane w przestrzeni muzealnej po raz pierwszy. W przypadku, gdy obiektów nie dało się pokazać w oryginale (są elementami architektury albo ich stan na to nie pozwala), obecne są w Krakowie za pośrednictwem fotografii.

Uroda akademickiej rozprawy
Dominuje, co oczywiście, sztuka sakralna. Ale są też dzieła odnoszące się do panujących w tym regionie dynastii, do ważnych wydarzeń politycznych, wreszcie, do codziennego życia (pamiętajmy, że gotyk to pierwszy styl w sztuce, który dostępny był nie tylko dla elity). Scenariusz ma bardzo rzeczowy, wręcz akademicki charakter, co w tym przypadku jest atutem (zwłaszcza, że aranżacja dyskretnie ułatwia „lekturę” tej wystawy-rozprawy).
Najpierw wchodzimy w świat polityki konkurujących ze sobą na tym obszarze dynastii: Andegawenów, Luksemburgów, Habsburgów, Hunyadich i oczywiście Jagiellonów.
Przypomnijmy, że obszar ten w późnym średniowieczu podzielony był między Rzeszę Niemiecką, Królestwo Polskie i Królestwo Węgier.
Na terenie Karpat zdarzało się, że o potędze świeckich władców świadczyły elementy… ołtarzy. Za przykład niech posłuży nastawa ołtarzowa, którą dwóch książąt habsburskich, bracia Albrecht III i Leopold III ufundowali dla kaplicy na zamku Tirol koło Meranu. Widzimy na niej fundatorów wraz z żonami, polecanych Ukrzyżowanemu, Matce Boskiej i św. Janowi przez niezidentyfikowanych świętych. Całości dopełniają tarcze herbowe – Austrii i Tyrolu. Ta ostatnia pojawia się, gdyż retabulum ma przypominać o układzie, który Habsburgowie podpisali w 1369 r. z Wittelsbachami, włączając Tyrol do Austrii. Tak oto strefa poświęcona sacrum staje się pretekstem do wyrażenia chwały władców ziemskich.
Uniwersalna lokalność
Następna sekwencja poświęcona jest relacji między uniwersalnością gotyckiej sztuki sakralnej a jej lokalnymi wersjami. Przechodzimy między krucyfiksami – o różnych formach, pochodzeniu, przeznaczeniu: umieszczanych pod tzw. „łukiem tęczowym”, na przejściu między nawą a prezbiterium, używanych podczas procesji, służących prywatnej dewocji.



Swoją ekspresją uwagę zwracają dwa, niejako dopełniające się – zachowane we fragmentach. Jeden z nich, torso pozbawione kończyn i belek krzyża, pochodzi z Ostrzyhomia (ale naukowcy znajdują tu podobieństwo z krucyfiksem tęczowym z kościoła Mariackiego w Krakowie). Chrystus ma przymknięte oczy i rozchylone usta. Korona cierniowa ciężko naciska na głowę. To moment agonii. Drugie torso znalazło się w zbiorach MNK za sprawą Jana Matejki, który odkrył go w kościele św. Wojciecha w Starym Wiśniczu. Na ciele zakrzepły strużki krwi. Głowa miękko opadła na ramię. Zdajemy się słyszeć: „Dokonało się”.
Nie wolno zapomnieć o jeszcze jednym obiekcie obecnym na wystawie: krucyfiksie siedmiogrodzkim z wiedeńskiego kościoła franciszkańskiego, w którym fachowcy odnajdują cechy twórczości Wita Stwosza z okresu krakowskiego. Ma ciekawą historię: po 1699 r. przywiózł go do Austrii z Sybina hrabia Rabutin, komendant wojskowy siedmiogrodzki w służbie cesarskiej. A w Wiedniu karpacki krucyfiks stał się – i nadal pozostaje – ważnym obiektem kultu.

Krucyfiksy prowadzą nas do kolejnych wątków: powraca Vir Dolorum (Mąż Boleściwy) – w wersjach z Ostrzyhomia i Sybinu, „Ostatnia Modlitwa Panny Marii” – z kościoła św. Władysława w Spišský’m Štvrtoku czy z żywieckiej kontrkatedry (to zresztą ciekawy temat, łączy bowiem ostatnie chwile Matki Bożej na ziemi z modlitwą Jezusa w Ogrojcu), kolejni, popularni święci – z Jakubem Większym w pielgrzymim stroju (co świadczy, że przez Karpaty szły trasy prowadzące do punktów wyjścia szlaku wiodącego wprost do Santiago de Compostella) i św. Elżbietą Turyngską – urodzoną w 1207 r. córką króla Węgier, żoną landgrafa Turyngii a później franciszkanką, której kult rozwinął się w Koszycach… Postacią, która w pewien sposób jest symbolem regionu.


Artyści na karpackich szlakach
Kolejny rozdział wystawy otwiera dość pojemny tytuł: „Zadania sztuki przedstawiającej”. W pewnym sensie ma on charakter podręcznikowy. Odbiorca może zapoznać się z konstrukcją retabulum ołtarzowego, schematami ikonograficznymi dominującymi w przedstawieniach upamiętniających ważne postaci albo wydarzenia, obiektami wykorzystywanymi podczas procesji Niedzieli Palmowej czy do dekoracji Grobu Pańskiego, wreszcie – służącymi niegdyś prywatnej dewocji.
Znaleźć tu można wzruszające „drobiazgi”, by wymienić choćby tylko tors Chrystusa, który był niegdyś częścią Osiołka Palmowego – rekwizytu używanego podczas procesji w Niedzielę Palmową z Rzepiennika Biskupiego koło Tarnowa (dziś MNK) czy figury śpiących żołnierzy z warsztatu Wita Stwosza.
Jednak najbardziej intrygujące wydają się finałowe sekwencje krakowskiej prezentacji, opowiadające o wędrówkach – artystów, dzieł i idei: z Zachodu Europy w Karpaty, z Karpat na Zachód, z północnej strony gór na południe – i w drugą stronę. Mają wymiar powieści przygodowej, wiążą się przecież z rzeczywistymi, czasem pełnymi niebezpieczeństw historiami.
Ktoś decydował się osiąść gdzieś daleko na wschodzie, na ziemi wyludnionej po najazdach mongolskich – i dla ochrony zabierał ze sobą drewnianą figurkę Matki Boskiej. Na miejscu okazywało się, że miejscowym rzemieślnikom spodobała się tak bardzo, że zaczęli ją powtarzać. Po pewnym czasie jeden z nich postanawiał wyruszyć po naukę tam, skąd ta rzeźba pochodziła (pierwsi, dwaj rzeźbiarze, bracia Marcin i Jerzy oraz malarz Tomasz, działający w 2. połowie XIV w. wyruszyli na Zachód z Kluż-Napoki). Inni nie wyprawiali się tak daleko, ale do sąsiadów – z Koszyc do Krakowa albo z Krakowa do Bardejowa.

Święta z 39 kawałków
Jak ciekawe mogą być te opowieści, świadczy historia „Świętej z warkoczem”, być może św. Barbary, powstałej między rokiem 1410 a 1420. Rzeźbę tę znaleziono w 1969 r. podczas prac remontowych w piwnicy budynku na Małym Rynku nr 4 w Krakowie – w 39 kawałkach, w okresie baroku posłużyła bowiem do wypełnienia przemurowań. Konserwatorzy zabezpieczyli te fragmenty, oczyścili z zaprawy murarskiej, a potem scalili za pomocą prętów ze stali nierdzewnej i mosiądzu.
Emanuje miękką harmonią proporcji, gracją ruchu, elegancją pofałdowanych fałd stroju – przynależy wszak do „stylu pięknego”. Ą jednocześnie fragmentaryczność tej figury, jej ułomność, kruchość nadaje średniowiecznej świętej nieoczekiwanie współczesny wymiar. Forma wyrosła z tej historii tej rzeźby dobrze korespondowałaby np. z pracami Aliny Szapocznikow (które w MNK prezentowane są właśnie piętro wyżej). Skąd pochodzi ta piękna święta? Najprawdopodobniej przywędrowała, o czym świadczy materiał, z którego została wykonana: tuf wulkaniczny z Południa – z Kotliny Koszyckiej.
Na krakowskiej wystawie musiały pojawić się dwa najbardziej znaczące dla sztuki gotyckiej naszego regionu nazwiska: Wit Stwosz i Paweł z Lewoczy. Ten pierwszy obecny jest niejako per procura – poprzez Wita Stwosza młodszego działającego w Braszowie, jednego z trzech synów mistrza ołtarza Mariackiego, którzy osiedli w Siedmiogrodzie. Artystę reprezentuje lipowa rzeźba przedstawiająca św. Jana Chrzciciela z centralnej części nastawy ołtarzowej znajdującej się niegdyś w kościele ewangelickim w Roadeș: dojrzały, dość masywny mężczyzna w jednej ręce trzyma Pismo, drugą, bardzo żylastą, skierował w dół, wskazując na niewielkiego baranka, który przysiadł mu u stóp.

Mistrz Paweł z Lewoczy reprezentowany jest m.in. doskonałą figurą Chrystusa Frasobliwego z katedry w Preszowie: widzimy oto młodego mężczyznę o delikatnej, arystokratycznej urodzie, który łagodnym gestem wsparł głowę na dłoni. Korona cierniowa niemal nie rani mu głowy, ale zdaje się przytłaczać ciężarem. Wizerunek nie epatuje grozą, fizycznym cierpieniem. Zamiast tego wyczuwamy inny, cichy ból smutku przeradzającego się w melancholię.
Wystawa „Gotyk w Karpatach” (GALERIA ZDJĘĆ)
*
W dawnym kościele parafialnym Najświętszej Marii Panny w Sybinie (dzisiejszej katedrze ewangelickiej) znalazł się efektowny ołtarz Krzyża Świętego. Na jego predelli przedstawiona została scena Opłakiwania Chrystusa; niektóre przedstawione w niej postaci (Józef z Arymatei, Nikodem, Maria Magdalena) to kryptoportrety postaci ważnych dla życia politycznego siedmiogrodzkich Sasów. Jedną z nich jest Paulus de Tomor (Pál Tomori) – arcybiskup Kalocsa-Kecskemét, a przy tym wybitny dowódca wojskowy. W 1526 r. zginie w bitwie pod Mohaczem (tak jak Ludwik Jagiellończyk).

W bitwie, która na długie lata podzieli Węgry między Osmanów i Habsburgów. Zniszczy imperialne marzenia Jagiellonów. I załamie karpacką wspólnotę, która dopiero teraz pomału się odbudowuje, odzyskując samoświadomość.
„Gotyk w Karpatach”, Muzeum Narodowe w Krakowie
Kurator i autor scenariusza wystawy: dr Wojciech Marcinkowski
Koordynacja: Katarzyna Pawłowska (współpraca: dr Štefan Valášek)
Projekt aranżacji i identyfikacji graficznej wystawy: nowy motyw – dr Adam Orlewicz, Agata Rościszewska, Daniel Stelmach
Wystawa czynna do 9 sierpnia 2026 r.
Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje sie jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!




