Gliwice – radiostacja
Pomniki Historii

Gliwice – radiostacja

Z tego artykułu dowiesz się:
  • dlaczego to śląskie miasto wybrano do budowy radiostacji
  • co oznaczało hasło „Babcia umarła”
  • że gliwicki maszt nadawczy jest najwyższą konstrukcją drewnianą w Europie

Wszystko się zaczęło jak w zwykłym napadzie na bank: przebrani mężczyźni, odludne miejsce, właściwie żadnej ochrony, do tego akt przemocy: na miejscu został ciepły trup niewinnej ofiary. I nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, lecz nie o bank tu chodziło, tylko rozgłośnię radiową.

Wojciech Wójcik / Forum
Gliwice – radiostacja
Gliwice – radiostacja, 2014 r.

Mogę napisać, że całe życie jestem rodzinnie powiązany z pracownikami rozgłośni radiowych, jako ich syn i mąż, i nieodmiennie śmieszył mnie fakt, że ich ochrona chodzi uzbrojona; no bo po co? Przecież nikt aż tak nie chce wtargnąć do studia i wykrzyczeć swoje prawdy.

Myliłem się bardzo. W tamtym wypadku komuś zależało; ale nie chodziło o własne prawdy, tylko prawdy miejscowego przeciwnika. Dopiero tu historia staje się prawdziwie zagmatwana. 

Polsko-niemiecki pokaz siły… radiowej

Rzecz działa się w rozgłośni w Gliwicach, na dzień przed rozpoczęciem drugiej wojny światowej. Gliwice o tę rozgłośnię musiały się bardzo starać: pierwsze na całym Śląsku niemieckie radio uruchomiono oczywiście we Wrocławiu, a o prawo retransmitowania jej audycji walczyły choćby Zabrze czy Bytom. Ostatecznie wybrano Gliwice: władze miejskie nie tylko oddały parcelę pod budowę, ale i sfinansowały całą budowę. 

Budynek zaprojektował gliwiczanin Artur Jung, mieściło się w nim studio mikrofonowe, urządzenia nadawcze i wzmacniające sygnał, a antena, początkowo o mocy półtora kilowata, zapewniała dystrybucję sygnału.

Jej moc wzmacniano najpierw do dwóch, następnie do pięciu kilowatów. Przy budynku zbudowano pierwotnie dwie wieże o konstrukcji stalowej, każda o wysokości 75 metrów, pomiędzy którymi zawieszono poziomą antenę nadawczą. Pierwsza audycja została wyemitowana w 1925 roku. Była to pierwotnie typowa stacja przekaźnikowa, podająca dalej sygnał z Wrocławia, i dopiero od 1927 roku rozpoczęła równolegle emisję własnych programów. Jej program bogaty, obejmował wszystkie formy radiowej twórczości łącznie z reportażem. Sytuacja taka pozostawała niezmieniona przez kilka lat: jeszcze przed 1933 rokiem zaczęto zmieniać formułę niemieckiego radia. Rozgłośnie, pierwotnie prywatne, przeszły w ręce państwa i zaczęły propagowały linię narodowego socjalizmu, a niemieckie radio stało się jednym z głównych źródeł propagandy III Rzeszy. Nawet pod dyrekcją Ślązaka pochodzącego z polskojęzycznej części regionu, Radiostacja w Gliwicach nie była tu wyjątkiem. Dlatego też sąsiedzi zza miedzy nie pozostawali dłużni: pod koniec 1927 roku rozpoczęła emisję swoich audycji rozgłośnia Polskiego Radia w Katowicach, dysponująca nadajnikiem o dużo większej mocy niż gliwicka. Zagłuszała częściowo fale niemieckie; niemieckojęzyczna prasa ochrzciła ją nawet mianem „radiowego walca parowego”. Prowadzono nasłuch, żeby reagować na wzajemne oskarżenia, polska rozgłośnia zmuszana była do okresowego obniżenia mocy – na przykład po to, by Niemcy mogli w święta wysłuchać z radia kolęd.

To wszystko nie wzięło się znikąd: ludność Górnego Śląska za sprawą gwałtownego uprzemysłowienia tylko w latach 1873-1910 wzrosła z 234 do 833 tys., a więc o ponad 250 procent. Przed pierwszą wojną światową tutejsze kopalnie dawały jedną czwartą całego urobku w skali ogólnoniemieckiej, mieściły się tu liczne kopalnie cynku i ołowiu, huty żelaza, cynku, ołowiu i srebra i grubo ponad setka zakładów przetwórczych rud metali. Górny Śląsk stanowił jeden z głównych okręgów przemysłowych całych Niemiec. Sprawa granicy polsko-niemieckiej stanęła na wokandzie międzynarodowej po klęsce Niemiec w pierwszej wojnie światowej: Wojciech Korfanty żądał przyłączenia do Polski nie tylko Wielkopolski, Pomorza Zachodniego, ale również Górnego Śląska; jako główne kryterium podawał jego przeważająco polską przynależność kulturową i językową.

Na mocy traktatu wersalskiego o losach regionu miały rozstrzygnąć plebiscyty. Głosy rozłożyły się dość niekorzystnie dla Polski, w stosunku mniej więcej sześćdziesiąt do czterdziestu procent; w plebiscytach wzięli udział niemal wszyscy uprawnieni.

Tu rzeczywiście liczby przemawiały za Polakami. Polską propozycję poparła Francja; Anglia zaś poparła dążenia niemieckie, czyli pozostawienie Górnego Śląska w obrębie Niemiec, w obawie przed wzmocnieniem pozycji międzynarodowej Francji. Niemcy kontrargumentowali następująco: od sześciu wieków tereny Górnego Śląska były niemieckie, to Niemcom region zawdzięczał rozwój i postęp, zaś rozważania językowe ucinano twierdząc, że język śląski nie ma z polskim nic wspólnego.

Na mocy traktatu wersalskiego o losach regionu miały rozstrzygnąć plebiscyty. Głosy rozłożyły się dość niekorzystnie dla Polski, w stosunku mniej więcej sześćdziesiąt do czterdziestu procent; w plebiscytach wzięli udział niemal wszyscy uprawnieni. W efekcie doszło w 1921 roku do wybuchu powstania śląskiego, podczas którego powstańcy Korfantego zajęli niemal cały obszar, którego zajęcie przez Polskę postulował ich przywódca. Ostatecznie o losach regionu musiała decydować Liga Narodów: Niemcy otrzymały dwie trzecie jego obszaru, Polska jedną trzecią (ale zamieszkiwaną przez niemal połowę ludości). Granica miała często karykaturalny przebieg, przecinała wsie, kopalnie, nawet pojedyncze gospodarstwa; nie udało się też odseparować grup etnicznych, bo najzwyczajniej były ze sobą wymieszane w gęstej tkance zabudowy. Jednak, co może najważniejsze, to Polsce przypadły w udziale w olbrzymiej większości złoża węgla kamiennego, rud żelaza i cynku, a także kluczowe dla regionu zakłady przemysłowe.

Strony zawarły umowy dotyczące granicy i okopały się na swoich terenach: Niemcy umacniali „bastion niemieckości”, Polacy pielęgnowali tradycje piastowskie. Po połączeniu ze Śląskiem Cieszyńskim utworzono tez nowe województwo śląskie z centrum w Katowicach. Wzajemna wrogość stron utrzymywała się aż do wybuchu drugiej wojny światowej.

Podrzucanie „konserw”

Ton tej debaty zradykalizował się od wiosny 1939 roku: Niemcy szukali pretekstu do rozpoczęcia wojny, usilnie próbując udowodnić polską winę. Podobnie jak rok wcześniej, kiedy Reinhard Heydrich, szef Służby Bezpieczeństwa, później Gestapo i Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, polecił opracować plan „incydentów” granicznych, mających na celu wywołanie konfliktu i ostatecznie przyłączenie Czech i Moraw do Rzeszy, tak i teraz postanowiono opracować całą serię wydarzeń na granicy, które sprawiałyby wrażenie polskiej prowokacji. Za wykonanie zadania odpowiadali SS-Reichsführer i szefa policji Heinrich Himmler, jego podwładny szef Policji Bezpieczeństwa (Sipo) i Służby Bezpieczeństwa (SD) SS-Gruppenführer Reinhard Heydrich oraz SS-Oberführer Heinrich Müller, szefa Wydziału II Gestapo. Incydenty nosiły kryptonimy „Tannenberg” i „Himmler”. Heydrich osobiście udał się na Śląsk, zadania koordynowała placówka w Opolu. Przeprowadzono kilka, akcji, m.in. na moście na Wiśle w Tczewie, w Stodołach (atak na niemiecką komorę celną, gdzie podrzucono „konserwy”, ciała uśpionych i zastrzelonych na miejscu więźniów obozów koncentracyjnych, przebrane w polskie mundury) i w Byczynie, gdzie „napadnięto” na leśniczówkę, zważając, żeby nikogo nie zranić.

Główny wykonawca ataku na niemiecką rozgłośnię radiową, Alfred Naujocks, zabrał ze sobą sześciu ludzi; w tej liczbie był technik radiowy i żołnierz mówiący płynnie po polsku. Tekst przemowy rzekomo ułożył sam. 31 sierpnia o wpół do pierwszej w nocy Adolf Hitler podpisał rozkaz ataku na Polskę dnia następnego o 4.45. O 16 Heydrich zadzwonił do hotelu, pod numer Naujocksa, kazał oddzwonić; a kiedy ten wykonał rozkaz, powiedział tylko: „Babcia umarła”. Wiem, jak to brzmi: kiepsko, jak dialog rodem z peerelowskiego filmu o niemieckich szpiegach fajtłapach. Co jednak począć, jeśli Heydrichowi nic lepszego niż owo „babcia umarła” nie przyszło na myśl? Zostawiam go tu z tym idiotycznym hasłem na ustach, niech ma za swoje. Tym bardziej, że zginął człowiek, samotnik, czterdziestolatek z Łubia, niejaki Franz Honiok, powstaniec śląski, choć obywatelstwo miał niemieckie. Posłużył jako „konserwa”, aresztowano go w gospodzie dzień wcześniej.

W każdym razie babcia umarła, na radiostację napadnięto, tylko sukces był mniej niż połowiczny: bandyci nie mieli pojęcia o jednym, zdawać by się mogło, istotnym szczególe: radiostacja miała swoją wieżę nadawczą z anteną, zaplecze techniczne i wyposażenie, ale program nadawany był z centrum miasta, nie z jego obrzeży.

Prowokacja gliwicka, akt stanowiący niewątpliwie pogwałcenie międzynarodowego pokoju, stanowiła pierwszy akcent drugiej wojny światowej; ale choć Alfred Naujocks, przywódca grupy prowokatorów, po przesłuchaniach w Wielkiej Brytanii został wysłany na proces do Norymbergi, a jego zeznania przyczyniły się do uznania SD za organizację zbrodniczą, to on sam uniknął kary.

Audycje przekazywano do radiostacji przez łącze telefoniczne. Pozostało im jedynie pobić pracowników za odmowę współpracy, bo ci zasłaniali się niewiedzą. Audycji nie udało się przerwać, ponoć technik po wielkich trudnościach użył tak zwanego mikrofonu burzowego, przez który nadawać było komunikaty o nadchodzącej nawałnicy, i odezwa Naujocksa ostatecznie słyszana była (czy raczej: mogła być słyszana) w promieniu ledwie paru kilometrów, w bardzo nielicznych gospodarstwach. Akcja, nazwana mianem prowokacji gliwickiej, skarlała do rozmiarów bulwarowej burleski (tylko ten trup Franza Honioka na podłodze, tylko tamci ciężko pobici pracownicy rozgłośni).

Prowokacja gliwicka, akt stanowiący niewątpliwie pogwałcenie międzynarodowego pokoju, stanowiła pierwszy akcent drugiej wojny światowej; ale choć Alfred Naujocks, przywódca grupy prowokatorów, po przesłuchaniach w Wielkiej Brytanii został wysłany na proces do Norymbergi, a jego zeznania przyczyniły się do uznania SD za organizację zbrodniczą, to on sam uniknął kary. Mówił między innymi: „Otrzymany przez mnie rozkaz brzmiał: opanować radiostację i utrzymać się w niej tak długo, aż mówiący po polsku Niemiec wygłosi przez radio odezwę w języku polskim. Do mojej dyspozycji przydzielono owego władającego językiem polskim Niemca. Heydrich powiedział, że odezwa ma zawierać sformułowanie o tym, że nadszedł czas rozprawy między Polakami a Niemcami, że Polacy jednoczą się i pokonają każdego Niemca, który stawi im opór.

Heydrich powiedział też, że za kilka dni oczekuje ataku Niemiec na Polskę”. Po wojnie Naujocks mieszkał w Hamburgu, z pomocą austriackiego dziennikarza Güntera Paisa napisał wspomnienia „The Man Who Started the War”, w których przypisywał sobie podobną rolę, jaką odegrał w historii zabójca arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie 1914 r.: własnoręcznie rozpętał wojnę światową. Dopiero względny rozgłos enerdowskiego filmu i uczestnictwo prowokatora w dyskusjach kinowych doprowadziły do ponownego zainteresowania prokuratury całą sprawą: zanim jednak doszło do wyroku, Naujocks zmarł na serce.

Pozostałością po tamtych wydarzeniach jest Radiostacja: zachował się wyremontowany kompleks budynków oraz maszt nadawczy – jeden, bo dwa stalowe, zakłócające sygnał, zastąpiono wyższym, z modrzewia syberyjskiego i pionowo umieszczoną anteną linową – ta się nie zachowala. Aby nic nie zakłócało jej pracy, konstrukcja wieży powstała bez użycia gwoździ, użyto za to 16.100 śrub mosiężnych: nic dziwnego, cała wieża ma sto jedenaście metrów wysokości, jest nie tylko najwyższą konstrukcją drewnianą w Europie, ale i najwyższą zachowaną wieżą nadawczą na świecie. Kompleks budynków znajduje się pod opieką Muzeum w Gliwicach, został ponownie scalony na powiększonej działce, a wieża zyskała nowe, uwypuklające jej walory otoczenie. To jeden z największych – w sensie ścisłym – powodów do dumy wśród gliwiczan. 

Wojciech Nowicki

Popularne