Fot. NAC
Katarzyna Wąs i Leszek Wąs, dwa pokolenia antykwarycznej rodziny, tym razem w cyklu „NieWĄSkie spojrzenie” przyglądają się… swoim rodzinnym stronom. Czyli córka dyskutuje z ojcem o potencjale Bielska-Białej jako miasta, które w 2026 roku nosi zaszczytne miano Polskiej Stolicy Kultury.
Europejska Stolica Kultury to jedna z najbardziej prestiżowych inicjatyw Unii Europejskiej w dziedzinie kultury zapoczątkowana w 1985 roku. Polskie miasta już dwukrotnie nosiły ten szanowany tytuł, Kraków w 2000 roku i Wrocław w 2016. W zeszłym roku spośród nadesłanych propozycji na rok 2029 wybrano Lublin. Wybór dla mnie wątpliwy, ale nie mnie o tym decydować. Dużo ważniejsze i znacznie bardziej satysfakcjonujące jest dla mnie wybranie Bielska-Białej na Polską Stolicę Kultury na 2026 rok. To znakomita inicjatywa, by miasta ubiegające się o europejski tytuł kolejno pełniły te zaszczyty w granicach kraju. Tak kolejno po Bielsku tytuł będą nosić Katowice i Kołobrzeg. Ale wróćmy do naszego Bielska, bo wątków wartych poruszenia mamy aż nadto. Spróbujmy stworzyć mały przewodnik ciekawostek bielsko-bialskich dla osób, które zdecydują się odwiedzić miasto. Pierwszym obiektem, będącym doskonałym otwarciem opowieści o Bielsku, jest dworzec kolejowy. Zacznijmy zatem od niego.

Osoba przyjeżdżająca na dworzec w Bielsku na południe kraju (warto nadmienić, że istnieje dobre kolejowe połączenie z polskiego wybrzeża, z Gdyni via Warszawa) przeczyta ku swojemu zdziwieniu, że na zabytkowym budynku dworca istnieje niemieckojęzyczny napis odnoszący się do jakiejś kolei północnej: „K.K. Privilegirte Kais. Ferd. Nordbahn”.
Pozwól, że zacytuję fragment twojego tekstu z 2008 roku, czyli tuż po wejściu Polski do strefy Schengen: „Nazwa »Kolej Północna« jest też nostalgiczną pamiątka po czasach, kiedy nad morze z Bielska jechało się w kierunku południowym, a więc nad Adriatyk, może do Poli (obecnie Pula) na Istrii, gdzie miała swój port marynarka wojenna c.k. Austrii”. Warto zauważyć, że podróż ta przebiegała bez przekraczania granic, choć to wcale nie jest tak oczywiste. Wyjaśnijmy zatem pokrótce historię obecnego dwumiasta – Bielska-Białej.
Biała prawa miejskie otrzymała od Augusta II Mocnego w 1723 roku, co zostało upamiętnione tablicą na bialskim rynku w 300-lecie tego wydarzenia. Bielsko z kolei od Mieszka I Cieszyńskiego, pierwszego księcia cieszyńskiego z linii Piastów, w 1312 roku.

Od momentu zrzeczenia się całego Śląska na rzecz Korony Czeskiej przez Kazimierza Wielkiego w 1339 roku, Bielsko pozostawało w granicach tegoż państwa. Od 1526 roku znajdowało się w monarchii habsburskiej do końca I wojny światowej, a formalnie zostało włączone w obręb odrodzonej Rzeczypospolitej w 1920 roku, kiedy Rada Ambasadorów zadecydowała o podziale Śląska Cieszyńskiego między Polskę a nowo powstałą Czechosłowację. Ważną cezurą było zagarnięcie w wyniku wojen śląskich w połowie XVIII wieku większej części historycznego habsburskiego Śląska przez Prusy, w wyniku czego w dawnych granicach państwa tej dynastii pozostały tylko księstwo cieszyńskie z Bielskiem, opawskie i karniowskie – obecnie część Śląska w granicach Republiki Czeskiej. Co ciekawe, podział ten znajduje swoje odbicie do dzisiaj w dosyć mglistym postrzeganiu odmienności dawnego Śląska austriackiego od reszty ziem śląskich.
Na pewno jest mało przejrzysty z perspektywy warszawocentrycznej. Kiedy wspominam, że pochodzę ze Śląska, wiele osób pyta mnie o znajomość stereotypowej gwary, znanej reszcie Polaków z licznych przekazów w mass mediach i popkulturze. Tłumaczenie, że na Śląsku Cieszyńskim nie posługujemy się gwarą górnośląską, powoduje często konsternację podobnie jak fakt, że u nas zaborów nigdy nie było. Ponieważ rozmawiamy na łamach „Spotkań z Zabytkami”, warto wskazać kilka obiektów, które tę skomplikowaną historię ilustrują.

Zacznijmy chronologicznie. Najstarszym, widocznym do dziś obiektem są ślady średniowiecznego grodziska w Starym Bielsku, nazywanego potocznie przez mieszkańców „szwedzkie szańce” jako pamiątka stacjonowania w tym miejscu wojsk szwedzkich w czasie wojny 30-letniej i w tejże dzielnicy gotycki kościółek pw. św. Stanisława z rzadko spotykanym zachowanym oryginalnym średniowiecznym wystrojem.
W samym centrum Bielska najważniejszym zabytkiem jest zamek, wybudowany pierwotnie przez Piastów cieszyńskich jako nadgraniczna warownia, a od połowy XVIII wieku siedziba książęcego rodu Sułkowskich. Ponieważ do czasu XIX-wiecznej industrializacji zarówno Bielsko, jak i galicyjska Biała nie były zbyt dużymi ośrodkami miejskimi, nie ma na ich terenie znaczących zabytków z epoki renesansu czy baroku z wyjątkiem katolickiego kościoła w Białej pw. Opatrzności Bożej, niegdyś jezuickiego, z imponująca łodziową amboną z przedstawieniem Jonasza. Prawdziwym cudeńkiem jest drewniany Kościół św. Barbary w Mikuszowicach Krakowskich (obecnie dzielnicy Bielska-Białej) zaraz przy rzece Białej, która przez lata była granicą księstw, granicą Królestwa Polskiego i Czeskiego, granicą Galicji i Śląska Austriackiego.
Dodałabym trzy zabytkowe świątynie protestanckie powstałe dzięki patentowi tolerancyjnemu, wydanemu przez cesarza Józefa II w 1781 roku. To kolejno Kościół Zbawiciela w Bielsku, Kościół Marcina Lutra w Białej (pierwszy kościół protestancki w Galicji) oraz Kościół Jana Chrzciciela w Starym Bielsku, będące odzwierciedleniem konfesyjnego charakteru obu miast nad Białą o przeważającej ludności wyznania luterańskiego.
W tym miejscu można się odnieść do często wykorzystywanego popularyzatorsko określenia miasta jako „małego Wiednia”, które jest o tyle nieprecyzyjne, że – jak powszechnie wiadomo – zarówno sam Wiedeń, jak i cała monarchia były krajem ultrakatolickim, a Śląsk cieszyński i część galicyjskiej ludności Białej była ostoją protestantyzmu już od połowy XVI wieku. Absolutnym unikatem w skali całej Polski jest pewien pomnik stojący w obrębie tzw. Bielskiego Syjonu, czyli swoistego centrum wyznaniowego, w którego skład wchodzi zbór Zbawiciela, dawne szkoły ewangelickie, ewangelicka szkoła średnia im. Mikołaja Reja oraz współcześnie funkcjonująca drukarnia Augustana. Wspomniany pomnik to
odlana z brązu nadnaturalnej wielkości statua dr. Marcina Lutra, autorstwa wiedeńskiego rzeźbiarza Franza Vogla. Odsłonięta w 1900 roku przy udziale polsko- i niemieckojęzycznej ludności z Bielska i okolic.


Wielowyznaniowości miast dopełniała oczywiście ludność żydowska, ortodoksyjna w Białej i reformowana na wzór zachodnioeuropejski w Bielsku. Los obu społeczności znalazł tragiczny finał na początku II wojny światowej – nastąpiła deportacja ludności, synagogi zniszczono. Znakomitym opracowaniem tej tematyki są prace naukowe dr. Jacka Proszyka, które dogłębnie kreślą historię tych społeczności od momentu osiedlenia aż do czasów powojennych. Warto wspomnieć ciągłe funkcjonowanie gminy żydowskiej w Bielsku i jej obecną działalność kulturalną.
Ale wróćmy do zabytków. Po pożarze w 1836 roku zamek Sułkowskich został poddany gruntownej przebudowie w duchu neorenesansu, co świetnie wpisywało się w radykalną przemianę architektoniczną miasta w związku z industrializacją. Bielsko wyrosło na jeden z ważniejszych ośrodków przemysłu włókienniczego i maszynowego w całej monarchii habsburskiej i później austro-węgierskiej. Efektem tych przemian był gwałtowny rozwój budownictwa mieszkaniowego w postaci luksusowych kamienic mieszkalnych, willi przemysłowców oraz osiedli robotniczych. Określenie Bielska-Białej jako „małego Wiednia” ma pewne uzasadnienie w zabudowie o charakterze wielkomiejskim. Jest zauważalne w bogatych elewacjach historyzujących i secesyjnych kamienic oraz okazałych budynkach użyteczności publicznej takich jak szkoły, teatr miejski w Bielsku, a także imponujący, neomanierystyczny gmach obecnego ratusza (dawna kasa oszczędności) w Białej.

Najwybitniejszą realizacją architektoniczną odwołująca się do Wieży św. Marka w Wenecji była przebudowa kościoła parafialnego pw. św. Mikołaja, dzisiejszej katedry, wykonana w latach 1908–1910 według projektu wiedeńskiego architekta Leopolda Bauera, której efektem jest najbardziej dominująca w pejzażu miasta kampanila w stylu włoskim. Uzupełnieniem tej przebudowy jest zespół wybitnych, secesyjnych witraży autorstwa Rudolfa Harflingera. Mimo trudnych nowych uwarunkowań po I wojnie światowej Bielsko pozostało ważnym ośrodkiem przemysłowym w granicach odrodzonej Rzeczypospolitej, czego wyrazem jest powstanie wielu budynków modernistycznych. Dużym zespołem takich budynków jest nowe śródmiejskie osiedle, powstałe w miejsce dawnych książęcych ogrodów w zakolu rzeki Białej, co ciekawe – zwane przez zasiedziałych Bielszczan „naszym Tel Awiwem”.
Skąd taka nazwa?
Architektura powstałych tam budynków i ich mieszkańcy to w zminiaturyzowanej skali odzwierciedlenie powstających wtedy nowych dzielnic Tel Awiwu.

Wielka historia w tle, a ja chciałabym zapytać cię o twoje bardziej osobiste wspomnienia związane z naszym miastem.
Mimo że dzieciństwo spędziłem w niedalekim małym Skoczowie, często odwiedzałem naszą rodzinę mieszkającą w Bielsku. Pamiętam z tego okresu naukę pływania na pięknym basenie Panorama i tu nie mogę się oprzeć również historycznej refleksji. Basen ten, zbudowany w 1936 roku, będący jedną z inwestycji wspieranych przez ówczesnego śląskiego wojewodę Michała Grażyńskiego (inne to nowoczesna szkoła, obecne LO im. Mikołaja Kopernika, czy budynek bielskiego aeroklubu) wiąże się z historią społeczności żydowskiej, a dokładnie z pływaczką Gertrudą Dawidowicz. Urodziła się w Bielsku między 1910 a 1913 rokiem. Była zawodniczką żydowskiego klubu sportowego Hakoah Bielsko (Siła Bielsko), który był wówczas niezwykle mocnym sportowym klubem żydowskim, a Bielsko należało do najważniejszych ośrodków pływackich w kraju. Była wielokrotną rekordzistką i mistrzynią Polski.
Szkoda, że miasto nie pielęgnuje tych historii i pamięci o swoich mieszkankach. Dawidowicz nie doczekała się swojej ulicy ani nawet skwerku, podobnie jak Erna Singer, jedna z pierwszych kobiet, które ukończyły medycynę w monarchii austro-węgierskiej, czy Selma Kurz, jedna z najsłynniejszych europejskich sopranistek.
Jej kariera została dramatycznie przerwana wydarzeniami 1939 roku, a była szykowana do olimpiady 1940 roku. Szczęśliwie przeżyła wojnę, zmarła w Wiedniu.
Przy wejściu na Panoramę do dziś stoi brązowa figura skaczącej do wody pływaczki, wzorowana właśnie na Dawidowicz. Trzeba przyznać, że przed wojną zawodowa sportsmenka w stroju kąpielowym była figurą bardzo nowoczesną i społecznie odważną.
Pamiętam również, że jako dziecko z zafascynowaniem oglądałem film „Jutro Meksyk” w reżyserii Ścibora Rylskiego, z główną rolą wybitnego aktora Zbigniewa Cybulskiego, do którego większość scen nakręcono właśnie na wspomnianej Panoramie.
Ha! Klisze ze Studia Filmów Rysunkowych z przedstawieniami Bolka i Lolka oraz Reksia, które wisiały nad moim dziecięcym łóżeczkiem. Stare klisze wtedy były powszechnie obecne, dzisiaj to obiekty w pełni kolekcjonerskie. Reksio towarzyszy mi do dzisiaj: kilka murali z jego przedstawieniem rozwesela Sady Żoliborskie w Warszawie, na których mieszkam. Wiele postaci znanych z bajek tworzonych w SFR pojawia się w przestrzeni Bielska w postaci brązowych odlewów. Jakie jest twoje zdanie o współczesnej architekturze i sztuce w przestrzeni publicznej miasta?
Czy ma być grzecznie i laurkowo?
Tato, zawsze szczerze… poproszę o twoje subiektywne zdanie.

Moją solą w oku pozostaje zabytkowa ulica Podcienie, z którą już od dziesięcioleci nie radzą sobie kolejne władze w mieście. Ta najbardziej urokliwa uliczka na bielskiej Starówce straszy opuszczonymi XVII-wiecznymi kamieniczkami z odpadającym tynkiem. Druga bolączka to przeprowadzona w latach 2000. „rewitalizacja” staromiejskiego rynku, który został zamieniony w granitową pustynię z wątpliwej jakości małą architekturą. Do nielicznych współczesnych architektonicznych realizacji w Bielsku bardzo pozytywnie oceniam budynek Interaktywnego Centrum Bajki i Animacji „Oko” przy SFR oraz Cavatina Hall – mieszczące jedną ze scen muzycznych w Bielsku, co jest szczególnie istotne w mieście o bardzo wysokiej kulturze muzycznej, by wspomnieć chociażby o wydarzeniach takich jak Bielska Zadymka Jazzowa czy Sacrum in Musica. Nie mogę tak samo pozytywnie odnieść się do sztuki w przestrzeni publicznej, zdominowanej przez twórczość rzeźbiarską jednej artystki, której jakość pozostawiam ocenie specjalistów.
Tak, te rzeźby faktycznie są raczej w duchu figuratywnej „pomnikozy” niż progresywnych działań, jakie reprezentuje chociażby Galeria Bielska BWA. Instytucja, która przez ostatnie lata dzięki działaniom m.in. znakomitej kuratorki Ady Piekarskiej stała się jedną z czołowych galerii sztuki współczesnej w kraju. Bielska Jesień jest najważniejszym konkursem polskiego malarstwa, wyznaczającym trendy rynkowe. Kolekcja BWA dzięki temu konkursowi jest jedną z najlepszych w całej Polsce i może pochwalić się pracami laureatów tego konkursu: Wilhelma Sasnala, Ewy Juszkiewicz czy Karola Palczaka. Obrazami, na które na pewno nie byłoby stać Galerii Bielskiej przy obecnych cenach rynkowych, a ma je w swojej kolekcji dzięki czujnemu oku i szybkiej reakcji. Przecież obrazy Ewy Juszkiewicz to w tym momencie wydatek rzędu kilkuset tysięcy euro. Skoro jesteśmy przy wątkach rynkowych, odnieśmy się do tematów kolekcjonerskich. Co możesz o nich powiedzieć?
Warto przywołać absolutnie wyjątkową postać, Salomona Joachima Halberstama, urodzonego w 1832 roku w Krakowie, a działającego w Bielsku, który dzięki swoim kupieckim podróżom po Bliskim Wschodzie i południu Europy zgromadził w obecnie nieistniejącym domu przy ulicy Wzgórze u podnóża zamku kolekcję składająca się z 411 hebrajskich rękopisów i rzadkich druków.
Po jego śmierci kolekcja w formie rozproszonej trafiła do wielu znaczących bibliotek Nowego Jorku, Londynu i Wiednia. W 2009 roku z inicjatywy bielskiego grona miłośników książki ufundowano nowy nagrobek – macewę z czarnego dębu na bielskim cmentarzu – w miejsce zniszczonego w czasie wojny.
O wiele bardziej tajemniczą i mniej rozpoznaną jest postać kolekcjonera Ottona Milaka-Eichlera, który przybył do Bielska w czasie II wojny światowej najprawdopodobniej z terenu Protektoratu Czech i Moraw. Nie są znane źródła pochodzenia jego zbiorów. Czy przywiózł je z sobą, czy pozyskał na miejscu? O ich jakości świadczą jedynie obiekty, które znalazły się w kolekcji sztuki bielskiego Muzeum Historycznego. Trafiły tam po domniemanym samobójstwie kolekcjonera w 1945 roku. Mam na myśli takie dzieła jak obrazy szkół holenderskich, późnogotycki tryptyk antwerpski czy zupełnie nierozpoznane – a wspaniałe! – „Ofiarowanie w świątyni”, wykonane w wapieniu z Solnhofen.

Pośrednio z Bielskiem jest również związany słynny porcelanowy miśnieński serwis Sułkowskich, którego znaczna część była w posiadaniu rodziny książęcej na zamku do 1945 roku, a obecnie dzięki staraniom Muzeum Historycznego i pracy naukowej dr. Grzegorza Madeja na nowo jest gromadzony przez zakupy na rynku antykwarycznym.
Czasem ktoś mnie pyta, w jakim polskim mieście chciałabym mieszkać, i nie skłamię ani nie przysłodzę, jeśli powiem że w Bielsku. Poza walorami historycznymi, które – nie oszukujmy się – dla większości naszego społeczeństwa są, delikatnie mówiąc, drugorzędne, Bielsko posiada wiele atrakcji, jak chociażby przepiękne położenie u podnóża Beskidów, nowoczesną infrastrukturę narciarską i rowerową, sieć historycznych schronisk górskich, bliskość Wiednia, Pragi i Budapesztu.

Obecne Bielsko zaprzecza dawniejszej opinii mieszkańców centralnej Polski, że jest „jakąś miejscowością na drodze do Szczyrku”.
Artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” 3/2026. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!





