Miron Białoszewski na balkonie swojego mieszkania na "Chamowie", kwiecień 1974 r.
Miron Białoszewski na balkonie swojego mieszkania na “Chamowie”, kwiecień 1974 r.
Fot. Aleksander Jałosiński / Forum
Artykuły

Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej

Z tego artykułu dowiesz się:
  • czym w Żarnowcu wyróżniał się dom Konopnickiej i Dulębianki
  • o istnieniu jakiego kwiatu Miron dowiedział się na Podkarpaciu
  • jak krowy robiły poetę w konia

Do dworku Marii Konopnickiej w Żarnowcu Miron Białoszewski trafia dzięki Leszkowi Solińskiemu zaprzyjaźnionemu z tym miejscem. Daje ono początek ich wspólnym wyprawom od Krosna po Łemkowszczyznę, co jest jak haust wolności w powojennych realiach PRL.

„Był warszawiakiem, mieszczuchem, nie znał i nie lubił wsi. Aż tu nagle zakochał się w Rzeszowszczyźnie!” – opowiadała o Białoszewskim Teresa Chabowska-Brykalska w książce „Miron. Wspomnienia o poecie” opracowanej przez Hannę Kirchner. Powodem tej miłości był urodzony w Żarnowcu i wychowany w sąsiedztwie dworku Marii Konopnickiej Leszek Soliński, wieloletni partner artysty, spadkobierca jego praw autorskich. To właśnie Leszkowi i jego matce Bronisławie poeta zadedykował debiutancki tomik „Obroty rzeczy” (1956). W zamieszczonych tam „Balladach rzeszowskich” przewijają się ślady wspólnych wędrówek: Haczów, Binarowa, Biecz, Krosno.

Fot. Biblioteka Narodowa Polona
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Dworek w Żarnowcu na pocztówce z początku XX w.

Włóczęgi po tamtych terenach wprawiały Białoszewskiego w „nieustanne uroczyste zdziwienie”, jak pisał w wierszu „O mojej pustelni z nawoływaniem”. Ten zachwyt został odwzajemniony. „Przy drogach, kościołach, we wsiach stały świątki. Poznał się z nimi i był zdumiony – wspominał Leszek Soliński. – Zresztą świątki cieszyły się jego przyjazdem. Wszystkie boginki, topielice, kijanówki ożywiły się, bo czuły, że ktoś rozpocznie z nimi rozmowę (…) Pokazywałem mu: – Widzisz, one rajcują, tańczą. Cieszą się i chcą ci służyć” („Poezja” 12/1985).

Repr. East News
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Zjazd rodzinny w Kapitule pod Łowiczem u syna poetki Jana. Od prawej: Anna (wnuczka), Jarosław Konopnicki (mąż), Zofia (córka), Jadwiga (żona Jana), Jan, Zofia (wnuczka – na ręku niani), Maria Konopnicka – stoi w drzwiach, Stanisław (syn), Maria Dulębianka, Laura (córka), Stanisław Pytliński, Janusz (wnuk), stoi Bolesław Królikowski, 1899 r.

Witaj nam, pieśniarko ludu

1902. Maria Konopnicka jest fetowana z powodu obchodów 25-lecia swojej pracy artystycznej. Ma wówczas 60 lat, opinię wieszczki narodowej i sześcioro dorosłych już dzieci, które wychowywała sama po rozstaniu z mężem. Kiedy były samodzielne, opuściła Warszawę, by pisać i podróżować. Europejskie miasta zwiedza w towarzystwie Marii Dulębianki, przy czym są to podróże niskobudżetowe, a Konopnicka, sama w pocerowanej sukni, musi zastawiać pierścionki, kiedy honorarium się spóźnia. Jej kilkanaście lat młodsza towarzyszka, malarka i emancypantka, nosi się po męsku (kamizelka, krawat, koszule z mankietami i spinkami), ma krótkie włosy, a pisarka nazywa ją w listach „Pietrek”. Kiedy Polacy w darze narodowym przekażą Marii Konopnickiej dworek szlachecki w podkrośnieńskim Żarnowcu, artystki zamieszkają tam razem, a Dulębianka urządzi pracownię na piętrze w bocznym skrzydle posiadłości.

Repr. A. Łokaj
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Powitanie Marii Konopnickiej na stacji w Jedliczu

Na stacji kolejowej w Jedliczu 8 września 1903 roku stawia się Lwowski Komitet Jubileuszowy, ostatni właściciel dóbr Stanisław Biechoński, posłowie i spora grupa oddająca honory Marii Konopnickiej, która w dworku napisze najprawdopodobniej „Rotę”. Ale budynek – ustrojony w dniu powitania napisem „Witaj nam, pieśniarko ludu, na tym zagonie” – choć malowniczo położony na skarpie opadającej ku rzece Jasiołce i otoczony starodrzewiem, ciąży kobietom. Woła o remont, a zimą nie daje się w nim wytrzymać z powodu temperatur i obfitych śniegów. Żeby nadać korespondencję, trzeba iść do najbliższej poczty sześć kilometrów.

„jak Konopnicka chciała iść do lasu 
z Panną Dulębą
to Hela za nią włóczyła krzesło
jak Konopnicka w lesie ziopała zmęczona
to Hela podtykała podstawiała
córka jej – Babka po niej siedziała
we dworze sowa żarnowiecka
mama to była taka mała sówka
choinówka”

– pisał Miron Białoszewski w wierszu „Na jubileusz Konopnickiej” (1959), przyrównując córkę Marii – Zofię – do sowy, a matkę fruwającą po świecie do motyla („sówka choinkówka”).

Fot. Monkpress / East News
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Portret Konopnickiej z jej autografem, eksponowany w muzeum pisarki

Autorka „Roty” po cichu marzy o tym, żeby w ogródku odkryto źródło ropy naftowej, a póki marzenie się nie ziszcza, w dworku bywa w kratkę, opędzając się od próśb, by nauczała wiejskie dzieci. Zaglądają znajomi: Wyspiański, Tetmajer, Rydel. Kobiety jeżdżą na rowerze, gimnastykują się, co budzi zdziwienie mieszkańców. Żadna z nich nie chodzi do kościoła – Konopnicka jest przeciwna pośrednictwu instytucji w sprawach wiary, a kiedy w 1935 roku (25 lat po mamie) umrze jej najmłodsza córka, aktorka Laura Pytlińska, znana jako Lorka, będzie to pierwszy świecki pogrzeb w Jedliczu.

Dworek jest przestrzenią swobody religijnej, obyczajowej, artystycznej. Konopnicka spędzi w nim mniej więcej połowę z siedmiu ostatnich lat życia.

1. Fot. Biblioteka Narodowa Polona
2. Repr. East News
Konipnicka i Dulębianka (w koszu) na werandzie dworku w Żarnowcu (1907 r.)
Maria Dulębianka w okresie kiedy kandydowala do Sejmu (1908 r.)
Konopnicka i Dulębianka (w koszu) na werandzie dworku w Żarnowcu, 1907 r. (slajd pierwszy) i Maria Dulębianka w okresie kandydowania do Sejmu, 1908 r. (slajd drugi)

I posypały się wiersze

1950. Białoszewski pracuje jeszcze w „Świecie Młodych”, ale w drodze do Zakopanego, gdzie jedzie na reportaż, zatrzymuje się w Krakowie, żeby pokazać swoje wiersze Kazimierzowi Wyce. Zagląda na jego wykład na polonistyce UJ. Tam z kolei poznaje Leszka Solińskiego (który potem przeniesie się na historię sztuki). W drodze powrotnej odwiedza go w akademiku. Jest zafascynowany atmosferą miejsca i samym Le., jak będzie o nim pisał w dziennikach. W porównaniu do Krakowa Warszawa jest ruiną, Miron współdzieli pokój na Poznańskiej jak nie z matką, to z lokatorem gotującym za drewnianym przepierzeniem kapustę. Kiedy po czterech miesiącach znajomości Leszek zaprasza go na wakacje do rodzinnego domu w Żarnowcu, wsiada w pociąg. Mimo wyraźnych wskazówek („powtarzałem mu, żeby wysiadł tam, gdzie Maria Konopnicka, w Jedliczu”) przegapia stację. Soliński wskakuje do wagonu, znajduje Mirona wpatrzonego w okno, pociąg rusza. Wysiadają przystanek dalej w Krośnie. Miron nie ma żadnego bagażu, podczas późniejszych włóczęg cały jego dobytek zmieści papierowa torba. Idą do Żarnowca siedem kilometrów i podczas tej wędrówki Białoszewski utwierdza się w przekonaniu, że wylądował na końcu świata, ale ten świat go uwodzi. Przyroda oszałamia. To na Podkarpaciu dowie się o istnieniu koszajca („Miron zobaczył ładne dzikie kwiaty, których nazwą się zachwycił”), napisze o nim w połowie lat 50. wiersz „Spowodowanie kwiatu”. Na miejscu trafia na „wódkę poweselną” siostry Leszka i jego liczną rodzinę, która przygląda się – wówczas jeszcze dziennikarzowi – z Warszawy. „Bardzo grzeczny, ale nie umie nadskoczyć” – ocenia mama. „On musi mieć matkę bardzo powszednią” – dzieli się refleksją ciotka Genowefa ze Świerzowej uwieczniona w „Donosach rzeczywistości” („– Mówię ci, Lesiu, te sny to człowieka nieraz na cały dzień zrujnują”).

Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Leszek Soliński i Magdalena Samozwaniec, Warszawa, ok. 1970 r.

Leszek Soliński: „Miron zawsze sypiał na ganku, tam miał najwięcej powietrza. Do okien zaglądały róże, jaśminy, floksy. Gdzieś do roku 1952, nim założyli światło, wszyscy skupiali się wokół lampy naftowej”. (…) Powtarzał: tu jestem wolny od wszystkiego”.

Mniej palił, dużo czytał, pasąc krowy Kapryśkę, Tyrolę i Malwę, które robiły go w konia i wyjadały drugie śniadanie. Miron: „Szedłem sam. Ciepło. Rozbuchane zielska. Kwitły floksy. I nagle poczułem, że to taka chwila jak potem zima w Garwolinie”. I posypały się wiersze, te, które później weszły do „Obrotów rzeczy”.

Cały we wstęgach

Lata 70. „Któregoś wieczoru wyłonił się ze swojej kuchni-salonu półnagi, cały we wstęgach z jubileuszu Marii Konopnickiej, z napisem »Zasłużonej Obywatelce…« – pisze o Leszku Solińskim Tadeusz Sobolewski – i czytał nam jej listy do swoich dzieci – miał je z Żarnowca od córki Konopnickiej, Zofii Mickiewiczowej, która go – chłopskie dziecko z sąsiedztwa – dokształcała i emancypowała niczym Janka Muzykanta”. To relacja z pierwszej ręki, bo Tadeusz Sobolewski, autor biografii „Człowiek Miron” przez 13 lat uczestniczył, początkowo jako student polonistyki, w tzw. wtorkach. Były to cotygodniowe spotkania w mieszkaniu poety na pl. Dąbrowskiego, gdzie mieszkał także Le., samozwańczy strażnik pamięci dworku.

Fot. Janusz Sobolewski / Forum
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Miron Białoszewski w swoim mieszkaniu przy pl. Dąbrowskiego w Warszawie, 1964 r.

„Jak on to robił – nie wiem, ale wiem, że Miron chłonął chciwie jego relacje o Konopnickiej, o Lorce, sąsiadce z żarnowieckiego dworku, córce poetki, którą w dzieciństwie ponoć widywał, o dziesiątkach innych postaci” – mówiła Chabowska-Brykalska.

Klimat tych re(we)lacji można znaleźć w „Tajnym dzienniku”, który ujrzał światło dzienne dekadę temu. Białoszewski notuje wizytę u Le. To już 1977 rok, po ich rozstaniu:

„Le. opowiada, jak babka Mickiewiczowa wróciła po powstaniu z Warszawy, szła przez puste pokoje z wyciągniętymi rękami do matki, do Konopnickiej na portrecie, i pierdziała.

– To by jeszcze nie było nic, miała zepsuty żołądek, ona nie lubiła być nieelegancka, ale Hanka, Łemka służąca, na cały głos: »Ale pani dziś pierdzą!«. Ja byłem jak dojrzewający kwiatek między nimi. Leśny. A one wielkie, żylaste. Drzewa przeginające się nade mną. Babka Mickiewiczowa, Lorka, Siemaszkowa”.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Kiedy w czasie wojny budynek w Żarnowcu plądrują sowieccy żołnierze, Soliński ratuje wyrzucone nad Jasiołkę rzeczy, w tym listy Lorki, która korespondowała m.in. ze Stanisławem Przybyszewskim (wychowywała jego syna po śmierci Dagny). To jej popiersie znajduje roztrzaskane na kawałki i ocala z niego kawałek twarzy – kopię można obejrzeć dziś na cmentarzu w Jedliczu, gdzie leży niespełniona w dużej mierze aktorka – mama była przeciwna takiej karierze i blokowała sceniczne występy córki.

W czasie wojny dworek marnieje, mieści się w nim szpital wojskowy – Lorki już nie ma, a mąż Zofii, Adam S. Mickiewicz, który współpracuje z podziemiem, zostaje aresztowany. Umiera w 1942 roku w Oświęcimiu. Na warcie zostaje Hanka, niepiśmienna Łemka. To ona ukryje w gabinecie Konopnickiej konie, żeby nie zabrali ich wycofujący się Niemcy.

„Zofia w tym czasie była w Warszawie, dworek opuściła armia, nie było drzwi i okien, hulał wiatr i deszcz. Ale pilnowałem tego domu, jak mogłem – zapewniał Leszek Soliński. – Wszystkie rzeczy, jakie tam były i są, ocalone zostały moimi rękami”.

1. Fot. Waldek Sosnowski / Forum
2. Fot. Jan Włodarczyk / Bew
Dworek marii Konopnickiej w Żarnowcu (współcześnie)
Dworek Marii Konopnickiej w Żarnowcu - współcześnie
Dworek Marii Konopnickiej w Żarnowcu – współcześnie

Sowa żarnowiecka

1950. Miron jest ciekaw Zofii Mickiewiczowej – „wypytywał ciągle, co Zofia robiła w tym Żarnowcu. Jak ona tu wytrzymała? Co było nerwem jej życia? Pytania te były dla mnie szokujące, bo naturalną rzeczą wydawał mi się dworek wraz z panią Mickiewiczową – mówił Soliński, zaznaczając jednak, że „w hierarchii Żarnowca ona nie zajmowała pierwszego miejsca, nie stała na szczycie tej drabiny feudalnej, mimo że była PANIĄ ze DWORU”.

Mickiewiczowa oprowadza poetę po dworkudługa sień, łóżko po Konopnickiej, w którym zmarła Laura, a potem w 1947 roku jej przyjaciółka, też aktorka i reżyserka teatralna Wanda Siemaszkowa, przebywająca z córką w Żarnowcu. Wiersze poety chwali. Z kolei Białoszewski ma wstrzemięźliwy stosunek do twórczości jej matki. „Rozeszła się na ilość” – kwituje przy Leszku, nie bez racji, bo Konopnicka zarabiała piórem na całą rodzinę. W przeciwieństwie do męża, którego pieniądze się nie trzymały i który jeszcze w czasach małżeńskich wykupywał chłopów, zaniedbując dzieci, wspierała je finansowo. Dużo bardziej Białoszewski cenił listy wieszczki.

O ulubionej noweli Le. „Martwa natura” miał powiedzieć nawet: „Ale prostota! Bez cienia fumów, i po nikim”.

Cztery lata po śmierci Zofii Mickiewiczowej, która przepisuje dworek wraz z parkiem narodowi polskiemu, w 1960 roku otwiera się Muzeum Marii Konopnickiej. „Teraz dworek jako muzeum wieje nudą. Córka Konopnickiej już nie siedzi za którymś oknem, cały szyk przeniósł się do domu Le. Teraz tam dwór” – notuje Miron Białoszewski.

Fot. NAC
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Teatr Mirona Białoszewskiego – fotografia pozowana na tle dekoracji z programu piątego, klasycznego. Warszawa lata 50.

Okropnie nam się zachciało ikony

1958. Białoszewski i Le. proponują wspólny wyjazd w Bieszczady Teresie Chabowskiej-Brykalskiej, może są już sobą znudzeni? Przyjaciółka zapamiętuje kłótnie między nimi, demitologizuje podkarpackie wyprawy. „Było lato, pociąg z Krakowa do Sanoka tak nabity, że tylko miejsca stojące, toaleta zajęta przez objuczoną tobołkami matkę z dziećmi”.

Dalej raz na piechotę, raz na ciężarówce wiozącej drewno do tartaku, raz pociągiem. Drewniane cerkwie pootwierane, ogołocone, a ich zawartość zmagazynowana w siermiężnych warunkach w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Nabierają apetytu na własną ikonę („okropnie nam się zachciało jakiejś ikony”).

„I oto nagle, w kolejnej cerkiewce – wymiecionej dokładnie ćwierćruinie widzę, że ze ściany nad drzwiami zakrystii jakieś oko do mnie mruga. Zainteresowali się tym obaj” – wspominała Chabowska-Brykalska. – Sama nie wiem, jak z naszymi dechami dotarliśmy pod wieczór na stacyjkę kolejową, bo ciężkie to było i nieporęczne. I oto klops – pociąg do Sanoka dopiero rano!”. We trójkę przesypiają noc na stole w poczekalni, Teresa w środku, bo zmarznięta i tylko w letniej sukience. Spod farby klejowej na jej desce w Warszawie ukazuje się orantka, a spod części Mironowo-Leszkowej – prorocy.

To czas, kiedy drewniane świątynie zapadają się, a po wysiedleniach Łemków zostają zgliszcza, w których Miron grzebie „tak jak się grzebało w warszawskich ruinach, i z popiołów wyciągał »spaleniałki« – główki aniołków” – pisał Tadeusz Sobolewski.

Złocone, ponadpalane aniołki, ikony, menora, świątki, krzyże tworzą duchowy pejzaż mieszkania na pl. Dąbrowskiego, do którego Miron i Le. wprowadzają się w 1958 roku.

Fot. Marcin Sieczka
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Wystawa „Miłoszewski nieosobny”, Muzeum Woli, 2022 r.

„W Żarnowcu, Dukli, Krośnie, w połemkowskich opustoszałych okolicach, tam gdzie »starocerkiewna pogoda« i gdzie »umrzyki nie rosną«, bo wysiedlono ludzi, wszedł w obszar wprawdzie nasycony dawną sztuką, ale poetycko dziewiczy” – pisał o Białoszewskim Tadeusz Sobolewski, nawiązując do wiersza „Dziki kraj przyczyn”.

W 2011 roku uczestniczył w Muzeum Marii Konopnickiej w otwarciu wystawy z cyklu „Ludzie znani i Żarnowiec”, ukazującej prace Leszka Solińskiego, malarza samouka gustującego w kwiatach i świętych, kopistę Matki Boskiej. Ciekawszy od jego obrazów jest komentarz Mirona Białoszewskiego jeszcze do pierwszej wystawy Solińskiego:

Fot. Aleksander Jałosiński / Forum
Białoszewski, świątki, ikony i dworek Konopnickiej
Miron Białoszewski na balkonie swojego mieszkania na „Chamowie”, kwiecień 1974 r.

„Procent od tej ziemi dla mnie, procent od tej ziemi dla niego” – pisał w katalogu z 1966 roku. „Wydeptane. Wypatrzone. Doczute. Dowąchane. Te wszystkie ciuchy, haweloki, garczki pod cerkwiami. Prawie jaskinie. Tu było miejsce na tę kulturę. Odwschodnie, dokrakowskie. I to drugie centrum z domem urodzenia i życia w Żarnowcu, z dworkiem Konopnickiej, z aktorskimi wczasami córki Laury Pytlińskiej i wielkiej Siemaszkowej. Z gazonami, z parawanem pijanego Wyspiańskiego. Z portretami Boznańskiej, która wyskoczyła paryska, a wyszła krakowska. Bo to są klimaty dla osobowości”.

Tekst pochodzi z kwartalnika „Spotkania z Zabytkami” nr 1/2025

Korzystałam z następujących książek:

Miron Białoszewski, „Tajny dziennik” (Znak)

Lena Magnone, „Maria Konopnicka. Lustra i symptomy”, (słowo/obraz/terytoria)

„Miron. Wspomnienia o poecie” w opracowaniu Hanny Kirchner (Tenten)

Tadeusz Sobolewski, „Człowiek Miron” (Znak)

Wypowiedzi Leszka Solińskiego pochodzą z miesięcznika „Poezja” (numer „Mironiada i Konopnicka”, 12/1985)


Małgorzata Fiejdasz-Kaczyńska

Dziennikarka, redaktorka, współautorka książek i filmów dokumentalnych, m.in. „Dwie szuflady” o prof. Michale Głowińskim. Publikowała na łamach wielu pism, od „Newsweeka” i „Tygodnika Powszechnego” po „Vogue” i „Elle”. Autorka cyklu „Zestaw do tłumaczenia” na Culture.pl. Dla „Spotkań z Zabytkami” odkrywa różnorodną historię Podkarpacia, gdzie sięgają jej korzenie.

Popularne

Niekanoniczne życia pisarzy z kanonu

Okazuje się, że w zasadzie żaden z polskich pisarzy, którzy weszli do kanonu, nie miał uporządkowanego życia. Witkacy romansował z kim popadnie, Stefan Żeromski wiódł podwójne życie, Zofia Nałkowska jako dojrzała kobieta gustowała w młodych literatach, a wiele pisarek - w tym Maria Dąbrowska - w drugiej połowie życia związało się z kobietami. Oto burzliwe historie autorów szkolnych lektur.

Mesjasz jak malowany. Zaginione obrazy Brunona Schulza

Jak z goryczą stwierdzał Jerzy Ficowski, regułą w stosunku do spuścizny po Brunonie Schulzu, zwłaszcza rękopisów i listów, było zniszczenie podczas wojny. Katalog znanych dzieł drohobyckiego twórcy nie jest jednak zamknięty. Tytaniczną pracę w zakresie rekonstrukcji jego biografii, poszukiwania wspomnień i zachowanych tekstów, korespondencji i prac wizualnych wykonał sam Ficowski, zmarły w 2006 poeta i wyznawca literackiego dzieła Schulza, jego pierwszy i do dziś najważniejszy badacz...