Łopatki do serwowania sardynek firm Norblin (fasony borówka i wieńcowy) oraz Fraget (fason francuski)
Fot. archiwum redakcji
Artykuły

Rybka lubi błyszczeć

Choć dziś kojarzą się z niepozorną puszką, sardynki mają za sobą długą i zaskakująco arystokratyczną historię. Te niewielkie ryby z rodziny śledziowatych przez wieki uchodziły w Europie za produkt wykwintny, podawany na dworach, w eleganckich salonach i najlepszych restauracjach portowych miast.

Historia spożywania sardynek sięga starożytności.

Fot. Bew
Rybka lubi błyszczeć
Świeże sardynki na lodzie. Marsylia, Francja

Już w czasach Imperium Rzymskiego ryby te były powszechnie poławiane w basenie Morza Śródziemnego. Nazwa „sardynka” wywodzi się od wyspy Sardynia, wokół której występowały ogromne ławice tego gatunku. Rzymianie solili je i konserwowali w oliwie, a także wykorzystywali do produkcji słynnego sosu garum. Wbrew pozorom nie było to jedzenie biedoty – dobrej jakości ryby konserwowane w oliwie należały do towarów handlowych o wysokiej wartości.

W średniowieczu sardynki były szczególnie popularne w krajach nadmorskich: Portugalii, Hiszpanii i Francji. Dzięki rozwojowi żeglugi i handlu morskiego trafiały również w głąb kontynentu. W okresach postu, gdy Kościół zakazywał spożywania mięsa, ryby – w tym sardynki – stanowiły cenny i pożądany produkt.

Fot. Bew
Rybka lubi błyszczeć
Połów sardynek u wybrzeży Galicji, fragment ilustracji z „La Ilustración Española y Americana”. Rys.: A. de Caula. Rytownik: Arturo Carretero, 1884 r.

Za moment przełomowy uważa się XIX wiek, kiedy we Francji rozwinęła się technologia konserwowania żywności w puszkach. W regionie Bretanii powstawały pierwsze manufaktury, w których ręcznie oczyszczano sardynki, smażono w oliwie i starannie układano w metalowych opakowaniach. Produkcja była pracochłonna, a wysokiej jakości oliwa kosztowna, dlatego puszkowane sardynki uchodziły za towar luksusowy.

W epoce belle époque elegancko zapakowane sardynki trafiały na stoły paryskiej burżuazji. Były podawane jako wyrafinowana przystawka, często z cytryną, świeżym pieczywem i winem. Liczyła się nie tylko zawartość, lecz także oprawa – zdobione puszki z kolorowymi etykietami stały się małymi dziełami sztuki użytkowej.

W XX wieku sardynki zaczęły być kojarzone z codziennym produktem, zwłaszcza w czasie wojen, gdy konserwy stanowiły podstawę racji żywnościowych. Jednak w ostatnich dekadach przeżywają renesans jako produkt premium. Rzemieślnicze wytwórnie w Portugalii czy Hiszpanii oferują sardynki sezonowane przez kilka lat, w oliwie z pierwszego tłoczenia, z dodatkiem przypraw, cytrusów lub papryki. Najlepsze serie osiągają ceny porównywalne z wykwintnymi serami czy winami.

W czasach, gdy sardynki były symbolem elegancji, dużą wagę przywiązywano do sposobu ich podania.

Fot. archiwum redakcji
Rybka lubi błyszczeć
Naczynie do podawania sardynek, Fabryka Norblina
Fot. archiwum redakcji
Rybka lubi błyszczeć
Łopatki do serwowania sardynek firm Norblin (fasony borówka i wieńcowy) oraz Fraget (fason francuski)

Używano specjalnych naczyń i akcesoriów, które podkreślały prestiż dania. Do moich zbiorów platerów udało mi się zdobyć kilka takich przedmiotów. Przed laty w Rydze, jakby nie było – mieście portowym, w antykwariacie trafiłem na naczynie do serwowania sardynek dekorowane figurką ryby, wyprodukowane w warszawskich zakładach Norblina. Ta wytwórnia produkowała także łopatki do serwowania sardynek, które umożliwiały odcedzenie oliwy przy ich nakładaniu. Sprzedawano trzy podstawowe rodzaje łopatek, z których każdy był dostępny w różnych fasonach – tak jak różne były fasony podstawowych sztućców. Podobnie w różnych fasonach można było kupić łopatkę firmy Fraget. Łącznie łopatek do sardynek zgromadziłem kilkanaście.

Dziś sardynki ponownie są odkrywane przez szefów kuchni i smakoszy.

W restauracjach serwuje się je na grzankach z masłem ziołowym, w towarzystwie naturalnych win lub jako element wyrafinowanych tapas.

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl
Rybka lubi błyszczeć
Sardynki w ofercie jednej z łódzkich restauracji

To fascynujący przykład produktu, który przeszedł drogę od starożytnego przysmaku, przez XIX-wieczny rarytas, po masową konserwę – by znów stać się symbolem kulinarnego wyrafinowania. Tylko łopatek i pojemników do serwowania sardynek nikt już dzisiaj nie używa.

Tekst ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 3/2026.

Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Michał Laszczkowski

Historyk, aktywista kultury, menedżer dziedzictwa, działacz społeczny. Założyciel i prezes Fundacji Dziedzictwa Kulturowego, gdzie koordynuje jedne z największych programów konserwatorskich realizowanych za granicą z polskich środków publicznych. W poprzednich latach był m.in. dyrektorem Narodowego Instytutu Konserwacji Zabytków, wicedyrektorem programowym Instytutu Adama Mickiewicza, a wcześniej rzecznikiem prasowym Narodowego Centrum Kultury.

Popularne