- jak musiały wyglądać sklepowe szyldy po powstaniu listopadowym
- który budynek jako pierwszy utracił bizantyjską fasadę po wkroczeniu Niemców
- gdzie wykorzystano marmurowe kolumny z rozebranego soboru św. Aleksandra Newskiego
Odżywające co jakiś czas spory dotyczące wyburzenia Pałacu Kultury i Nauki są odbiciem dyskusji na temat naszego stosunku do komunistycznej przeszłości. Od kilkunastu lat obiekty architektury socrealistycznej trafiają do rejestru zabytków, mimo to stosunek do tego dziedzictwa ciągle wywołuje duże emocje.
Jednak chyba nikt już dzisiaj nie ma emocjonalnego stosunku do symboli rosyjskiej dominacji w Warszawie okresu zaborów.
Podjęta wówczas przez zaborców próba uczynienia z Warszawy typowego gubernialnego miasteczka nie powiodła się, a do dzisiaj nie przetrwało zbyt wiele jej śladów. Nie bulwersuje nas już więc np. odtworzenie w latach 90. XX wieku rosyjskojęzycznej reklamy odlewni Adolfa Witta na ścianie kamienicy przy ulicy Emilii Plater. Czas wycisza emocje.

Unicestwione portrety
Pierwsze znaczące represje spadły na Warszawę po upadku powstania listopadowego, kiedy to zlikwidowano uniwersytet, Szkołę Przygotowawczą do Instytutu Politechnicznego (poprzedniczkę politechniki) i Towarzystwo Przyjaciół Nauk.
W systemie polskiego szkolnictwa wyższego car Mikołaj I widział przyczynę buntowniczego nastawienia młodzieży.
Po powstaniu został także zdewastowany Zamek Królewski. Większość zachodnioeuropejskich dzieł sztuki z zamkowej kolekcji wywieziono do Petersburga, a wszystko, co w jakikolwiek sposób łączyło się z Polską, zniszczono. Tajny radca A. Płaton w swoim raporcie pisał:
„Zgodnie z poleceniem J.W. Pana (…) dotyczącym zniszczenia z (Jego) rozkazu portretów, obrazów i innych dzieł sztuki (…) przywiezionych z Warszawy w 37 skrzyniach, mam zaszczyt donieść, że (…) wszystkie te obrazy, portrety, inne dzieła sztuki zostały unicestwione – spalone poza (…) portretem Aleksandra I”.
Z arsenału i katedry wywieziono do Petersburga sztandary wojsk polskich i chorągwie zdobyczne, chcąc zatrzeć ślad dawnych polskich zwycięstw.
Potwór z paszczami armat
W północnej części Warszawy w latach 1832–1834 wzniesiono Cytadelę Aleksandrowska, nazwaną tak na cześć cara Aleksandra I, poprzednika cara Mikołaja I, który zlecił jej budowę. Bliskie sąsiedztwo Starego i Nowego Miasta pozwalało w razie kolejnego wybuchu walk na zbombardowanie Warszawy.
Gdy w 1835 roku car Mikołaj I, po raz pierwszy po powstaniu listopadowym, odwiedził Warszawę, zgromadzonym w Łazienkach przedstawicielom warszawskiego patrycjatu powiedział:
„Jeżeli będziecie się upierać przy waszych marzeniach o odrębnej narodowości, o Polsce niepodległej i przy wszystkich tych złudzeniach, ściągniecie na siebie wielkie nieszczęście. Kazałem tu zbudować Cytadelę Aleksandrowską i oświadczam wam, że przy najmniejszym zaburzeniu każę miasto zbombardować, zburzę Warszawę i z pewnością nie ja ją odbuduję”.
Po powstaniu styczniowym rozbudowano system umocnień, który ostatecznie oplatał Warszawę dwoma pierścieniami.
W wielu z nich powstały restauracje i sklepy, niektóre wciąż czekają na zagospodarowanie.
Pod budowę fortów wyburzano kolejne dzielnice i pojedyncze ulice. Żeby zrobić miejsce samej cytadeli, zburzono m.in. część Marymontu, Nowego Miasta czy Pragi. Na kilkadziesiąt lat z mapy Warszawy zniknął m.in. Żoliborz, a w konsekwencji zatrzymano rozwój miasta.

Z tego okresu pochodził także, słynny skądinąd w okresie II wojny światowej, gmach więzienny tzw. Pawiak. Na więzienie zostaje także przebudowany zostaje arsenał, którego zdobycie było pierwszym sukcesem powstańców listopadowych. Wiele nowych budynków koszarowych, powstających w drugiej połowie XIX wieku, było budowanych w typowym rosyjskim stylu.
Obelisk siedmiu łajdaków
Równolegle postępowała ekspansja rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. W 1834 roku powołano pierwszego biskupa, który co prawda mówił po polsku i znał „ducha i obyczaje Polaków”, ale z czasem język polski został usunięty z liturgii. Pierwsza prawosławna katedra – sobór św. Trójcy – powstała w ufundowanym przez króla Jana Kazimierza kościele pijarów przy ulicy Długiej, który został odebrany zakonnikom za wsparcie powstania 1830 roku. W tym wypadku, co ciekawe,
– jak na owe czasy była suma olbrzymia. Kościół został przebudowany w rosyjsko-bizantyjskim stylu cerkiewnym, z charakterystycznymi cebulowymi kopułami na wieżach. Jednym z autorów przebudowy był warszawski architekt Antonio Corazzi, znany już z wielu klasycystycznych obiektów w Warszawie.


Po stłumieniu powstania styczniowego zlikwidowano znaczną część autonomii Królestwa Polskiego, na którego czele stał już nie namiestnik, ale generał-gubernator – za zasługi w tłumieniu powstania dożywotnio tytułu namiestnika używał Fiodor hr. Berg. Zlikwidowano odrębny bank królestwa i zamknięto mennicę warszawską.
W 1870 roku wobec „politycznej konieczności pozbawienia (…) Warszawy dotychczasowego charakteru stołecznego” zlikwidowano odrębność zarządu miejskiego, podporządkowując go, zwłaszcza w kwestiach finansowych, Petersburgowi. Wprowadzono jako urzędowy język rosyjski. Obowiązujące od 1844 roku, choć niezbyt gorliwie przestrzegane, rozporządzenie w sprawie szyldów – które musiały być albo dwujęzyczne, albo tylko rosyjskie – od 1864 roku zostało obwarowane sankcją w postaci groźby zamknięcia danego zakładu.
Napis w języku rosyjskim był umieszczany na górze lub z lewej strony, napis w języku polskim – na dole lub po prawej.
Od 1885 roku język rosyjski obowiązywał w nauczaniu wszystkich przedmiotów, a od 1871 roku język polski stał się już tylko jednym z przedmiotów nadobowiązkowych.
Rusyfikacja postępowała wraz z napływem Rosjan, którzy sukcesywnie zastępowali Polaków jako nauczyciele i urzędnicy.
Urodzony w 1880 roku Stanisław Brzeziński, późniejszy prezes Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, wspominał swój pobyt w gimnazjum:
„Straszne to były czasy niewoli, prześladowań i ucisku, o których późniejsze pokolenia pojęcia nie miały. Ale chyba najgorzej było w szkołach i w Uniwersytecie, gdzie starano się zrusyfikować całą młodzież polską, co im się jednak, mimo tylu lat niewoli, nie udało”.
Zmieniono też nazwy ulic i tak powstały w Warszawie ulice: Aleksandryjska (od cara Aleksandra), Erywańska (od hrabiego erywańskiego Iwana Paskiewicza), Włodzimierska (od ruskiego księcia Włodzimierza), Moskiewska, Petersburska, a później także Berga (od wspomnianego już namiestnika) i Koztebuego (od Paula von Kotzebuego, pierwszego warszawskiego generała-gubernatora).
Po powstaniu listopadowym Rosjanie zaczęli także w Warszawie stawiać pomniki swoich bohaterów. I tak Warszawa miała np. aż dwa pomniki Aleksandra I (w cytadeli i w parku Belwederskim), pomnik Piotra I czy kilka popiersi innych członków rodziny carskiej. W 1835 roku został odsłonięty pomnik siedmiu generałów, zastrzelonych przez powstańców listopadowych w dniu wybuchu powstania. Monumentalny 13-metrowy obelisk ozdobiony odlewami orłów i lwów zawierał ułożoną przez samego Mikołaja I inskrypcję: „Polakom poległym 17 (29) listopada 1830 roku za wierność swojemu monarsze”. Warszawska ulica ukuła o nim nawet wierszyk: „Osiem lwów, czterech ptaków pilnuje siedmiu łajdaków”. Pomnik w 1894 roku został przeniesiony z placu Saskiego na plac Zielony (obecnie Jana Henryka Dąbrowskiego), musiał bowiem ustąpić znacznie bardziej monumentalnemu obiektowi – soborowi św. Aleksandra Newskiego.
W latach 40. XIX wieku Warszawie dla upamiętnienia zdobycia miasta i przegranej przez Polaków bitwy pod Grochowem w 1831 roku ustawiono dwa pomniki w formie wysokich ośmiobocznych obelisków zwieńczonych cerkiewnymi kopułami. Były one replikami podobnych pomników stawianych w Rosji dla upamiętnienia zwycięskich walk z Napoleonem w 1812 roku. Swoich popiersi doczekało się także kilku rosyjskich wojskowych zasłużonych lub poległych w walkach z Polakami, jak Juliusz Walentynowicz Śliwicki czy Grzegorz Iwanowicz Jachimowicz, a także Michaił Dmitriewicz Skorbielew.
Największym z nich był jednak ustawiony na polecenie cara przed pałacem Namiestnikowskim (obecnie Prezydenckim) pomnik Iwana Paskiewicza, głównodowodzącego wojskami rosyjskimi w powstaniu listopadowym, w latach 1832–1856 namiestnika Królestwa Polskiego.
Pomnik stanął w miejscu pierwotnie przeznaczonym dla pomnika Józefa Poniatowskiego, który Paskiewicz przejął i wywiózł do swojej rezydencji w Homlu.

Duchowe ramię caratu
Pierwsze cerkwie wznoszone w Warszawie (oprócz katedry) niczym się specjalnie nie wyróżniały. Dopiero od 1875 roku, zgodnie z zarządzeniem Berga,
„we wszystkich od nowa budowanych i przebudowywanych świątyniach zachowany winien być koniecznie styl bizantyjski lub moskiewsko-bizantyjski”.
W tym duchu m.in. zbudowano cerkiew św. Michała w Alejach Ujazdowskich czy istniejącą do dziś cerkiew św. Marii Magdaleny na Pradze.
Na świątynię prawosławną przerobiono cerkiew greckokatolicką na Miodowej (obecnie ponownie służy unitom), a wśród przebudowanych kościołów oprócz kościoła pijarów szczególnie symboliczne było przebudowanie na cerkiew Matki Bożej Włodzimierskiej kościoła św. Wawrzyńca na Woli, który stał w miejscu, „wokoło którego w roku 1831 zbudowano fortyfikacye, szturmem zdobyte przez wojska cesarsko-rosyjskie”. Nazwiska poległych Rosjan umieszczono na srebrnych tablicach wewnątrz świątyni.
Swoje cerkwie miały wszystkie stacjonujące w Warszawie pułki. Cerkiewne krzyże zdobiły także kopułę nad wejściem do dzisiejszej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – wówczas siedziby rosyjskiego Korpusu Kadetów im. Aleksandra Suworowa, który w 1794 roku dokonał rzezi Pragi – a także pałac Staszica (dziś siedziba PAN), którego klasycystyczną fasadę przebudowano w stylu rosyjsko-bizantyjskim, dodając piętro i cebulastą kopułę, która zdominowała otoczenie, sięgając wyżej niż wieże kościoła św. Krzyża. Jak pisał korespondent „Dziennika Poznańskiego”, chodziło o to, „aby najpiękniejszą z ulic Warszawy oszpecić i ostemplować architektonicznie pieczęciami bizantyńskimi”.

W Warszawie powstało łącznie kilkadziesiąt cerkwi prawosławnych. Po powstaniu listopadowym rozpatrywano nawet przebudowę niedokończonego jeszcze Teatru Wielkiego na prawosławny sobór, ale z powodów finansowych wybrano wspomniany już dawny kościół pijarów.
Równolegle w końcu XIX wieku ze składek i z fundacji polskich zaczęto jednak wznosić i rozbudowywać także kościoły katolickie, m.in. kościół św. Piotra i Pawła na Koszykach, św. Floriana na Pradze, św. Augustyna na Woli czy – znacząco – kościół na placu Trzech Krzyży (do dziś po wezwaniem św. Aleksandra). Niejako w formie przeciwwagi dla tych budowli w 1894 roku przystąpiono do budowy monumentalnego soboru św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim, który miał być i był symbolem rosyjskiej dominacji nad Wisłą.
Świątobliwy Synod Rządzący w Petersburgu nie owijał w bawełnę: „Proponowana budowa soboru prawosławnego w Warszawie powinna być zaliczona do takich przedsięwzięć, które podyktowane są nie tylko potrzebami ludności miejscowej, ale jeszcze bardziej interesem państwa”. Jaki to był interes, napisano w „Zwiastunie diecezji chełmsko-warszawskiej” w 1893 roku: „Właśnie minęło stulecie od wstrzymania przez były rząd polski w Warszawie ucisku zachodnioruskiego narodu. Stanowi on wystarczający powód, by wznieść w Warszawie monumentalną na wskroś świątynię świadczącą o wielkości Rosji”.
2. Z kolekcji Michała Laszczkowskiego
Powstała budowla monumentalna, która swoim ogromem zdominowała otoczenie, kontrastując stylem i skalą z architekturą Warszawy. Pozłacane kopuły były widoczne z daleka, a ponad 70-metrowa dzwonnica stała się najwyższym obiektem w mieście. Gmach mógł imponować, ale zbudowany został w złej intencji, dlatego też w przyszłości jego wyburzenie stało się symbolem odradzania się państwa polskiego i usuwania prób zdominowania polskiej kultury. Nie była oczywiście jedyną, która drażniła Polaków. Jeszcze w czasie zaborów symbole Rosji stawały się celem zamachów. I tak 18 września 1905 roku w wyniku podłożenia bomby uległa zniszczeniu dolna część pomnika zdobycia Warszawy przez Rosjan w 1831 roku. Wiemy również, że późniejszy kawaler Krzyża Niepodległości z Mieczami, bojownik Polskiej Partii Socjalistycznej, Henryk Kunicki, w 1891 roku specjalnie wynajął mieszkanie w bezpośrednim sąsiedztwie soboru przy ulicy Długiej oraz zaprojektował podkop, a następnie rozpoczął jego budowę, by wysadzić świątynię. Kres rosyjskiej przemocy symbolicznej przyniosła I wojna światowa.

Zbawienny niemiecki 1 września…
5 sierpnia 1915 roku Niemcy zajęli Warszawę. Uciekający Rosjanie zdążyli ograbić miasto, wywieźć m.in. sprzęty uniwersytetu i politechniki, a także wysadzić w powietrze wszystkie mosty. Zdjęcia tych ostatnich i uciekających Rosjan były później wykorzystywane w niemieckiej propagandzie, niemniej
przybycie Niemców powitano z ulgą. Ich wkroczenie zakończyło kilkudziesięcioletni okres przymusowej rusyfikacji i degradacji Warszawy.

Nowi okupanci skutecznie grali na emocjach Polaków, pozwalając na wiele działań, które nie mogły mieć miejsca pod zaborem rosyjskim. I tak otwarto całkowicie już polskie uczelnie wyższe (uniwersytet i politechnikę). 22 sierpnia 1915 roku weszło w życie obwieszczenie wojskowego gubernatora miasta mówiące m.in., że
wszystkie napisy w języku rosyjskim na gmachach rządowych i publicznych, z wyjątkiem kościołów i pomników, winny być usunięte przez zarząd miasta przed 1 września.
Na tablicach ulicznych przed 10 września należało zatrzeć nazwy rosyjskie, aby były niewidoczne, a napisy rosyjskie na gmachach prywatnych, sklepach itp. miały być zlikwidowane przez ich właścicieli przed 21 września 1915 roku pod karą 600 rubli grzywny lub sześciu tygodni aresztu. W kolejnym obwieszczeniu nakazywano do 21 września 1915 roku ze wszystkich gmachów prywatnych, szyldów firmowych itp. usunąć także orły rosyjskie oraz wszelkie inne oznaki państwowe. Jak można się spodziewać, działania te przebiegały nad wyraz sprawnie.
W styczniu 1916 roku Zarząd Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich wystąpił z inicjatywą zmiany nazw niektórych warszawskich ulic, jak pisano w dzienniku „Godzina Polska” – „w duchu narodowym i zgodnie z dawnymi tradycjami miasta”. Pierwsza została zmieniona nazwa ulicy Fiodora Berga na dyktatora powstania styczniowego, straconego przez Rosjan na stokach cytadeli – Romualda Traugutta. Powołana przez magistrat specjalna komisja przygotowała kompleksowe zmiany i tak m.in. ulicę Włodzimierską przemianowano na Tadeusza Czackiego, Pawła Kotzebuego – na Aleksandra Fredry, Erywańską – na Kredytową. Ulicę Nowoaleksandrowską na Mokotowie zmieniono na Puławską, Junkierską – na Kozią, a plac św. Aleksandra zmienił nazwę na Trzech Krzyży. Zmiany przeprowadzono też na Pradze, gdzie ulicę Aleksandrowską przemianowano na Zygmuntowską, a Konstantynowską – na Floriańską.
Równolegle zaczęły się pojawiać postulaty likwidacji rosyjskich pomników i przywrócenia przebudowanym na cerkwie gmachom pierwotnego wyglądu. Władze niemieckie nie godziły się na to aż do rewolucji lutowej w Rosji.
Jako pierwszy chciano zlikwidować pomnik generałów zabitych w 1830 roku. Mimo oporów części miejskich rajców, którzy obawiali się, że na świecie zostanie to odebrane jako „polski rewanżyzm”, ostatecznie w lutym 1917 roku uzyskano zgodę władz niemieckich i w ciągu kilku tygodni pomnik rozebrano, a metalowe materiały (oprócz złożonej w Muzeum Narodowym tablicy z nazwiskami) zostały zarekwirowane przez Niemców i użyte na potrzeby wojska, choć nie udało się ustalić precyzyjnie, do czego je wykorzystano.
Pomnik Paskiewicza na dziedzińcu Pałacu Namiestnikowskiego został zdemontowany po uchwale rady miasta w kwietniu 1917 roku i miał w przyszłości zostać wymieniony na wywieziony pomnik księcia Józefa Poniatowskiego.
Monument leżał przez kilka lat pod wiaduktem przy ulicy Karowej i po bezwarunkowym zwróceniu pomnika Poniatowskiego przez rząd bolszewicki ostatecznie w 1925 roku został przetopiony na złom. Podobny los spotkał pomnik bitwy grochowskiej z 1831 roku, sławiący zwycięstwo wojsk carskich, i pomnik zdobycia Warszawy, ustawiony na Woli. Nieznane są losy pozostałych rosyjskich pomników, ale w większości zostały rozebrane w latach 20., choć np. stojący na zamkniętych terenach wojskowych pomnik Skorbielewa został usunięty dopiero około 1935 roku. Tylko jeden rosyjski pomnik nie został zburzony – to popiersie Sokratesa Starynkiewicza, zasłużonego dla rozwoju Warszawy jej prezydenta, któremu miasto zawdzięcza m.in. wodociągi i kanalizację. Odsłonięty w 1907 roku, został zniszczony podczas II wojny światowej i zrekonstruowany w 1996 roku na terenie Filtrów.
Zburzenie molocha
W dawnym Pałacu Staszica został umieszczony Dom Żołnierza Niemieckiego i wojskowa loża masońska. Był to jednocześnie pierwszy budynek w Warszawie, który utracił swoją bizantyjską fasadę, skutą za zgodą władz niemieckich w 1917 roku.
Wraz z opuszczeniem Warszawy przez Rosjan w 1915 roku część cerkwi domowych czy prywatnych została zlikwidowana, część zostało przekazanych innym wyznaniom przez władze niemieckie. Część przed zburzeniem była wykorzystywana na magazyny. Cerkwie, które przetrwały, zostały przekazane innym związkom wyznaniowym. I tak już w 1916 roku sobór św. Trójcy oddano Kościołowi katolickiemu, a w latach 1923–1927 świątyni przywrócono wygląd sprzed przebudowy na cerkiew. Obecnie jest tu katedra polowa Wojska Polskiego. W budynku cerkwi św. Martyniana u zbiegu dzisiejszych ulic Szwoleżerów i Czerniakowskiej w Polsce niepodległej umieszczono kościół garnizonowy 1. Pułku Szwoleżerów, a obecnie jest to katedra Kościoła polskokatolickiego. Z kolei dawna cerkiew św. Apostołów Piotra i Pawła przy ulicy Puławskiej 2 to obecnie kościół ewangelicko-augsburski parafii Wniebowstąpienia Pańskiego.

Najgłośniejszą likwidacją było wyburzenie soboru św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim. Jego budowę zakończono raptem w 1912 roku, a po opuszczeniu Warszawy przez Rosjan, mimo że był ikonicznym przykładem rosyjskiej architektury cerkiewnej, został świątynią katolicką. Po odzyskaniu niepodległości stał się kościołem garnizonowym i to w nim często odbywały się msze żałobne nad trumnami żołnierzy ginących w walkach 1918–1920. Mimo to pod wpływem presji społecznej 31 stycznia 1920 roku sejmowa podkomisja robót publicznych podjęła decyzję o wyburzeniu obiektu. Prace trwały aż do 1926 roku. Kosztowne materiały, w tym kamienne elementy dekoracyjne i mozaiki, zostały wykorzystane w licznych kościołach i cerkwiach na terenie całej Polski. Na przykład kościół w Pyrach pod Warszawą jest zbudowany w dużej mierze z fragmentów cerkwi, poza tym fragmenty mozaik czy kamiennych rzeźbionych dekoracji znajdują się w farze Witoldowej w Nowogródku na Białorusi czy w katedrze ormiańskiej we Lwowie.
Marmurowe kolumny zostały także wykorzystane przy budowie baldachimu nad zejściem do krypty w katedrze na Wawelu, w której spoczywa Józef Piłsudski, co było jednym z symboli zwycięstwa nad zaborcami.
W dzisiejszej Warszawie próżno szukać śladów po dawnej rusyfikacji Warszawy – lwia część została usunięta jeszcze przed II wojną światową. Większość cerkwi zostało zlikwidowanych (w tym wszystkie drewniane) lub przebudowanych w okresie II RP, np. tę przy Szpitalu Dzieciątka Jezus czy św. Michała w Alejach Ujazdowskich. Ostatecznie z 50 cerkwi funkcjonujących w Warszawie w 1915 roku w okresie II RP zachowały się trzy: św. Marii Magdaleny na Pradze, św. Jana Klimaka na Woli oraz niewielka cerkiew na Podwalu.
Derusyfikacja postępowała. Z gmachu budynku poczty przy placu Wareckim usunięto w 1921 roku rzeźbę czterech gigantów dźwigających globus jako „niewolniczą kopię” rzeźb zdobiących urzędy pocztowe w Petersburgu i Moskwie. Prawdopodobnie z tego samego powodu około 1930 roku z otoczenia kolumny Zygmunta zlikwidowano fontannę z rzeźbami trytonów. Postulowano nawet usunięcie bramy uniwersytetu przy Krakowskim Przedmieściu, ale los szczęśliwie okazał się dla niej łaskawy.
Ślady polityki rusyfikacyjnej częściej niż na warszawskich ulicach znajdują się w archiwach i muzeach oraz na zachowanych fotografiach i pocztówkach.
Na pierwszej pocztówce, która zainaugurowała moją kolekcję, jest panorama Warszawy uchwycona z gmachu budynku PAST-y – w jej centralnym punkcie widać górujący nad okolicą gmach soboru św. Aleksandra Newskiego. Z czasem udało mi się zgromadzić kilkadziesiąt pocztówek pokazujących te „rosyjskie pamiątki”.
Co zaskakujące, zachowała się w Warszawie jedna tablica, która wspomina, że budowę Filtrów zrealizowano za „jenerał-gubernatora” Josifa Hurki. Mamy więc w Warszawie tablicę po polsku, upamiętniającą człowieka, który ze szkół i z urzędów warszawskich wyrugował język polski. Ot, paradoks.
Artykuł pochodzi z kwartalnika „Spotkania z Zabytkami” nr 1/2026
Zachęcamy do zakupu prenumeraty, bądź numeru pisma