Reszki z Solnej
„Niewielkie resztki z Solnej. Izaak Celnikier wobec doświadczenia zagłady” wystawa w Żydowskim Instytucie Historycznym
Fot. G. Kwolek / ŻIH
Recenzje

Reszki z Solnej

Wystawa „Niewielkie resztki z Solnej” w Żydowskim Instytucie Historycznym przypomina nieznaną część twórczości Izaaka Celnikiera. Stawia też kluczowe nadal pytanie o to, jak w sztuce mówić o doświadczeniu Zagłady.

„W pracy nad życiem i dorobkiem twórczym Izaaka Celnikiera towarzyszył mi niepokój, czy to, co robię, nie stoi w sprzeczności z uczuciami samego artysty (…) Przez wiele lat odmawiał udziału w krajowych wystawach” – pisze Zuzanna Benesz-Goldfinger w tekście zamieszczonym w bardzo starannie przygotowanym katalogu towarzyszącym wystawie. I stawia pytanie, czy teraz, ponad 10 lat po jego śmierci, jest uprawnione „organizowanie jego wystawy w Warszawie”. Dylematy kuratorki dobrze pokazują skomplikowanie problemu, którym jest mówienie, dziś także o doświadczeniu Holokaustu.

Fot. Zbiory Muzueum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma
Reszki z Solnej
„Autoportret”, po 1945 r., płótno, olejk

Artysta wyjechał z Polski w 1957 roku na stypendium do Paryża. I już do niej nie wrócił. Był przerażony nasilaniem się antysemityzmu po październiku 1956 roku. Wydarzenia 1968 roku potwierdziły jego przekonania o trwałości polskich uprzedzeń wobec Żydów. Podjął świadomą decyzję o wykluczeniu się z naszego obiegu artystycznego – dopiero w 2005 roku Muzeum Narodowe w Krakowie przypomniało jego dorobek. A jednocześnie był obecny w każdym poważnym opracowaniu dotyczącym polskiej sztuki po 1945 roku. Nie można było go pominąć, pisząc o pamiętnej wystawie w Arsenale w 1955 roku, którą uznano za początek odwilży w sztuce, a jego

„Getto” – obok „Napiętnowanych” Marka Oberländera – stało się jednym z ikonicznych przedstawień Zagłady.

A jednocześnie przez ponad 70 lat był w Polsce nie do końca obecny.

Ułamki sekund

Urodził się w Warszawie w 1923 roku.
Z powodu zapalenia wsierdzia musiał w latach 1934
1938 pozostawać po opieką Janusza Korczaka w Domu Sierot przy ul. Krochmalnej. To tam zainteresował się sztuką.

Rozpoczął naukę w pracowni rzeźby Natana Rapoporta, przyszłego autora pomnika Bohaterów Getta. Po wybuchu II wojny światowej wyjechał z rodziną do Białegostoku. Od 1941 roku przebywał w tamtejszym getcie, a po jego likwidacji przeszedł przez niemieckie obozy w Stutthofie, Auschwitz, Flossenbürgu i Dachau. Po wojnie rozpoczął studia w praskiej Wyższej Szkole Rzemiosła Artystycznego – uczył się malarstwa monumentalnego pod kierunkiem Emila Filli, jednego z najważniejszych przedstawicieli czeskiej sztuki nowoczesnej, oraz u Feliksa Kowarskiego w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Obydwaj jego nauczyciele wpłynęli na styl jego wczesnego malarstwa. Po zakończeniu studiów w 1952 roku szybko włączył się w życie artystyczne Polski Ludowej. Potem była wystawa w warszawskim Arsenale i wyjazd do Francji, w której pozostanie do końca życia. Umiera w 2011 roku.

Reszki z Solnej
Ludmila Stehnova, „Głowa Izaaka Ccelnikiera”, 1954 r., gips patynowany. W tle Izaak Celnikier w swojej pracowni na Solnej, ok 1956 r. Fragment wystawy „Niewielkie resztki z Solnej. Izaak Celnikier wobec doświadczenia zagłady” w żydowskim Instytucie Historycznym

„Ułamki sekund, ustawiają się do strzału. Na oczach Niemców czołgam się na czworaka poza pole odstrzału, od szyny do szyny. Oni robią zakłady o moją głowę, dwóch żołnierzy idzie moim śladem, śmieją się i zakładają: czy sam zdechnę, czy mnie odstrzelą

śmieją się. Kilka kroków za mną zaczyna się odstrzał. Dwustu zabitych” – zanotował Izaak Celnikier w powstałych w 2009 roku wspomnieniach „Moja lektura Rembrandta”. I relacjonował dalej: „Chowam się głęboko ukryty w sianie, z nosem przy przerwach w deskach, by się nie udusić. Na trzeci dzień jestem rzucony na ziemię, wślizguję się pomiędzy trupy. Ktoś próbuje ściągnąć ze mnie portki, odpycham go prawą nogą, pada. Rankiem z 20 na 21 kwietnia (1945 roku – P.K.) Amerykanie znajdują mnie jeszcze żywego pomiędzy trupami”.

Bez większego znaczenia

Traumatyczne doświadczenia z czasów wojny stały się dla stałym punktem odniesienia.

W 1945 roku jedzie do Białegostoku, gdzie pracuje przy ekshumacjach na cmentarzu dawnego getta i graweruje nazwiska ofiar na tablicach umieszczanych na ich mogiłach. W 1949 roku powstaje pierwsza wersja „Getta”. Drugą, namalowaną w 1955 roku, wystawia w Arsenale. Oba te dzieła – obecne jedynie w postaci pokazu wyświetlanego na ścianie klatki schodowej ŻIH – tworzą swoistą ramę całej ekspozycji. Wystawa skupia się przede wszystkim na tym, co wydarzyło się między tymi dwiema datami.

To niewielkie resztki z Solnej, które są „bez większego znaczenia” – pisał artysta w liście do Aleksandra Lewina, swojego wychowawcy z Domu Sierot. Celnikier wraz z innymi artystami, m.in. Janem Dziędziorą i Markiem Oberländerem, otrzymał pracownię w nowo wybudowanym bloku u zbiegu ulic Solnej i Elektoralnej na warszawskim Mirowie. Zamieszkał tam z rzeźbiarką Ludmiłą Stehnovą, którą poznał w Czechosłowacji. W tej pracowni po jego wyjeździe pozostały prace tworzone w okresie powojennym. Rozproszone potem po kilku kolekcjach przez lata w większości nie były publiczne pokazywane. I to one wypełniają główną część warszawskiej wystawy.

Fot. Zbiory Muzueum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma
Reszki z Solnej
„Pejzaż – Kazimierz nad Wisłą”, 1956 r., karton, tusz, akwarela

W latach 50. Izaak Celnikier jest bardzo aktywny. Współpracuje z „Nową Kulturą” i „Przeglądem Kulturalnym”. Dla obu redakcji tworzy ilustracje do tekstów m.in. Marka Hłaski, Władimira Majakowskiego i Tadeusza Różewicza. Wykonuje ilustracje do książek, w tym do „Płomieni” Andrzeja Mandaliana.

Przed wyjazdem tworzy także ilustracje do publikacji: „Ojsgewełte werk” (Dzieł wybranych) Abrahama Rejzena i „Lider” (Wierszy) Dawida Sfarda. Przede wszystkim maluje. Powstają portrety i akty. Rozpoczyna wreszcie prace nad monumentalnym obrazem „Korea”.

W pracach powstałych w tym czasie nie opowiada o Zagładzie. Jednak czy pamięć o niej nie jest obecna w jego twórczości? Autorzy wystawy przekazują, że nieustannie odnosi się do własnego doświadczenia. W ŻIH pokazano, jak w trakcie prac nad obrazem upamiętniającym ofiary armii amerykańskiej w Korei coraz bardziej uniwersalizuje temat – w ostatecznej wersji odchodzi od realizmu w ukazaniu ofiar i ich katów. Własna historia pomogła mu w utożsamieniu się z jej ofiarami, ale znaczenie miała też – jak podkreślono na wystawie – „oficjalna narracja porównująca nazistowski system opresji i eksterminacji z systemem kolonialnym, a także przedstawianie obu jako emanacji imperializmu”.

Pozostaje jednak pytanie, na ile to doświadczenie Zagłady – zwłaszcza dla osób o lewicowych poglądach, które podzielał od młodości Celnikier – nie były źródłem nadziei pokładanych w nowy system.

Fot. Zbiory Muzueum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma
Reszki z Solnej
Szkic ilustracji do „Powrotu na Stare Miasto” Romana Kołoneckiego, 1953 r., karton, tusz lawowany, ołówek

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Między obrazem a tekstem

Jednak przede wszystkim na wystawie doszukuję się śladów własnego doświadczenia artysty w ilustracjach wykonanych dla Idisz Buch. To najbardziej intrygująca część ekspozycji. Jej twórcy nie tylko podjęli trud identyfikacji rysunków, często jedynie drobnych szkiców, dotąd niełączonych z wydanymi książkami, lecz także pokazania – w przestrzeni ekspozycyjnej – związków między obrazem a tekstem. Wreszcie wystawa przypomina o znanym jedynie specjalistom fenomenie wydawniczym, którym była działalność w powojennej Polsce zajmującego się wydawaniem książek w jidysz Idisz Buch, które w latach 1947–1967 opublikowało około 350 tytułów.

Teksty zgromadzone w „Ojsgewełte werk” Abrahama Rejzena powstały przed Zagładą (w katalogu zamieszczono ich przekłady na polski i angielski). A jednak w rysunkach Celnikiera można odnaleźć ślady przeżyć artysty, chociaż pracując nad ilustracjami unikał on dosłowności. Jego prace nie miały być bowiem wizualnym odwzorowaniem literackiego oryginału. Jednak tym, co być może było decydujące dla artysty, to tematyka ilustrowanych utworów, np. stawiane przez Rejzena trudne pytania jak to, kto jest bohaterem podczas wojny. Ci, którzy odmawiają walki, bo mieli „bliskich wśród tych narodów, z którymi kazano im walczyć”? – pytał. Czy też narażający swoje życie walcząc, „by ratować sztandar, który już prawie wpadł w ręce nieprzyjaciela”? Po doświadczeniach 1939–1945 wszystkie te kwestie nabrały nowego znaczenia.

Wyryte w pamięci

Celnikier wraca do mówienia o Holokauście podczas pobytu we Francji. To tam powstają jego wielkoformatowe obrazy, do których wszystkie „resztki z Solnej” zdają się materiałem przygotowawczym.

Tam też w 1968 roku – po nagonce antysemickiej w Polsce – tworzy serię rycin „La Mémoire gravée” (Wyryte w pamięci), a potem grafiki o tematyce korczakowskiej. I to te prace stanowią swoiste preludium wystawy, a jednocześnie całość zamykają czasową klamrą. I to w nich znalazł wreszcie – nawiązując do prac graficznych Goi, a także Rembrandta – język pozwalający mu opowiedzieć o własnej historii. Odpowiedzieć na pytanie, które sam postawił w artykule opublikowanym w „Przeglądzie Kulturalnym” w 1955 roku: „Jak mają mówić o wymordowanych gettach ludzie, którzy przeżyli własny naród?”.

Artykuł pochodzi z kwartalnika Spotkania z Zabytkami nr 2/2024


Piotr Kosiewski

Krytyki sztuki, który publikuje m.in. „Tygodnika Powszechnego”. Jest też laureatem Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy. W przeszłości zajmował się też m.in. wymiarem historycznym ochrony zabytków. Jest współautorem antologii „Zabytek i historia”, XIX-wiecznych tekstów poświęconych konserwacji i ochronie zabytków.

Popularne