Miłość i inne nieszczęścia
Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Recenzje

Miłość i inne nieszczęścia

Muzeum Narodowe w Kielcach przygotowało wystawę poświęconą przedstawieniom miłości w sztuce. Kończy ona cykl rozpoczęty w 2012 roku ekspozycją o czasie. Po nim w 2019 roku otwarto „Strach”. Ułożyły się w opowieść o ludzkim doświadczeniu. Kolejność ekspozycji nie była zresztą przypadkowa, bowiem – jak podkreślono w tekście towarzyszącym obecnej ekspozycji – miłość „potrafi rzucić wyzwanie zarówno strachowi, jak i czasowi. To jedna z niewielu sił, które zmieniają naszą percepcję”.

Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Miłość i inne nieszczęścia
Wystawa “Miłość” w Muzeum Narodowym w Kielcach

Przygotowanie wystawy na temat miłości w sztuce zapewne nie było łatwym zadaniem. Problemem nie jest brak dzieł, ale ich nadmiar i różnorodność. Niewiele bowiem tematów równie często było podejmowanych przez artystów. Uobecnianie miłości uznawano nawet za jeden z istotnych celów twórczości artystycznej. Wreszcie, w myśli o sztuce łączono ją z kluczowym zagadnieniem piękna, którego – jako pisał w „Promethidionie” Cyprian Kamil Norwid – „kształtem jest miłość”.

Czytać jak książki

W Muzeum Narodowym w Kielcach znalazło się kilkadziesiąt dzieł, przede wszystkim obrazy, ale też prace na papierze oraz rzeźby i rzemiosło artystyczne. Już sam zestaw zgromadzonych prac sprawia, że wystawę należy zobaczyć. Znane, jak „Wyspa miłości” (1935), jedno z najpiękniejszych dzieł Zygmunta Waliszewskiego, są na niej wyjątkiem. Przeważającą większość stanowią obiekty rzadko pokazywane lub nieobecne w obiegu publicznym. „Miłość” daje unikalną okazję ich zobaczenia. A są wśród nich dzieła wybitne, jak „Wenus z Amorem” (po 1528) łączona z wybitnym niderlandzkim malarzem i grafikiem Lucasem van Leydenem, „Para nowożeńców w łodzi” (1840-1850) Moritza von Schwinda, jednego z najważniejszych przedstawicieli Biedermeieru, czy „Śpiący Amor” (1896) jednej pierwszych polskich rzeźbiarek, Natalii Andriolli.

Dzieła zgromadzone na wystawie powstały od XVI wieku po współczesność. Jednak to nie chronologia porządkuje prace pokazane na wystawie. Kluczem do niej nie jest też tematyka mitologiczna czy religijna. Kuratorka Joanna Kaczmarczyk odwołała się do emocji, jakie zostały na nich przedstawione (choć warto podkreślić, że nie zawsze zresztą możliwe jest jednoznaczne ich odczytanie). Symbolizują je użyte na wystawie kolory ścian. Pomarańczowy jest tu związany z miłością radosną, szczęśliwą, ale też z dojrzałymi uczuciami. Zielonemu przypisano rodzące się uczucia, stan zakochania i fascynacji. Niebieskiemu zaś miłość porzuconą, wzgardzoną lub zdradzoną. Są wreszcie: brązowy – symbolizujący uczucia macierzyńskie, i czerwony, będący odpowiednikiem miłości zmysłowej. Ten emocjonalny klucz został wzmocniony przed dodatkowe elementy scenograficzne, ale też przez muzykę –

wykorzystano fragment „The Right to Destroy Myself” Okady (Gregory’ego Pappasa) z wydanej w 2019 płyty „Life is But An Empty Dream”.

Powstała „przestrzeń, w której dzieła sztuki można czytać jak książki – aby jednak obrazy naprawdę przemówiły, trzeba poznać albo przypomnieć sobie historie, do których odwołują się poszczególne dzieła” – podkreśla Joanna Kaczmarczyk.

1. Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
2. Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Wystawa "Miłość" w Muzeum Narodowym w Kielcach
Wystawa "Miłość" w Muzeum Narodowym w Kielcach
Widok wystawy “Miłość” (slajd pierwszy) oraz jeden z obiektów, czyli instalacja inspirowana spektaklem Leszka Mądzika “Zielnik” – autor rzeźby: Michał Obiedziński, autor instalacji: Jarosław Figura (slajd drugi)

Jednak to zadanie oglądający wystawę muszą wykonać samodzielnie, bowiem na wystawie znalazły się jedynie podstawowe informacje o zaprezentowanych obiektach.

To decyzja trochę w kontrze do dominujących obecnie praktyk wystawienniczych, których zasadą stało się zasypywanie odbiorczyń i odbiorców tekstami. Jednak – i to też trzeba przyznać – nie jest to dla osób zwiedzających łatwe przedsięwzięcie, bo dzieła zgromadzone w kieleckim Muzeum Narodowym wymagają poradzenia sobie z bardzo szerokim kontekstem. „Miłość” opowiada bowiem nie tylko zmianach, jakie zachodziły w sztuce od czasów nowożytnych po współczesność, ale też o przemianach społecznych czy obyczajowych mających miejsce w tym czasie.

Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Miłość i inne nieszczęścia
Wystawa “Miłość” w Muzeum Narodowym w Kielcach

„Jedno gasi pragnienie, drugie w nim się budzi”

Kielecka wystawa przypomina, jak ogromne znaczenie na sposób myślenia i obrazowania miłości miał antyk: historia starożytna, a zwłaszcza mitologia. I jak ważne dla wyobraźni kolejnych pokoleń artystek i artystów były „Metamorfozy” Owidiusza, czyli złożony z piętnastu ksiąg poemat epicki przedstawiający stworzenie i historię świata. Rzymski poeta opowiada w nim aż 250 mitów.

Wśród nich znalazły się historie m.in. Apolla i Dafne, Hiacynta i Narcyza, Diany i Akteona czy Adonisa i Wenus.

Wszystkie one były wielokrotnie podejmowane przez artystów i artystki. Podobnie jak spotkanie porzuconej przez Tezeusza Ariadny z bogiem wina Bachusem, przedstawione na powstałym w latach 1770-1807 obrazie Franciszka Smuglewicza eksponowanym na kieleckiej wystawie.

Poemat Owidiusza i inne antyczne teksty narzuciły obraz rozmaitych form miłości, która wpływa na życie zarówno bogów, jak i ludzi. Emocji towarzyszących temu uczuciu, pragnień, pożądań.

„Jedno gasi pragnienie, drugie w nim się budzi.

Pijąc, własnej piękności odbiciem się łudzi,

Kocha obraz bez ciała, w czczym się kocha cieniu.

Niewzruszony jak posąg, cały w zadumieniu,

Patrzy się, nachylony nad przejrzystą wodą.

Niebaczny, sam się swoją zachwyca urodą.”

– opisywał Owidiusz los Narcyza, który wzgardził miłością nimfy Echo.

„Metamorfozy” ostrzegały przed uleganiem miłości. Przypominały o tym, jak zgubne mogą być jej konsekwencje, co było zgodne z przeświadczeniami starożytnych Rzymian.

Miłość jako pozytywne doświadczenie, wychwalane i opiewane jest bowiem znacznie późniejszym konstruktem kulturowym, mającym swe źródła m.in. w poezji średniowiecznych trubadurów.

Wpływ Owidiuszowych opowieści przetrwał przez stulecia. Przypomina o tym na wystawie „Leda z łabędziem” z roku 1928 autorstwa Jerzego Hulewicza.

Wątki z nich są też podejmowane przez współcześnie tworzące osoby, m.in. przez Mikołaja Sobczaka, który poświęcił prześladowanym mniejszościom powstały w latach 2020-2021 cykl obrazów zainspirowany „Metamorfozami” i ich malarskimi przedstawieniami m.in. Tycjana.

Mity antyczne okazały się nie tylko uniwersalne, ale stale podlegające aktualizacji. Co więcej, dostarczyły pewnych wzorców ikonograficznych, które na trwałe weszły do wizualnego zasobu. Wystarczy wymienić figurę Amora, którego liczne przedstawienia znalazły się na wystawie w kieleckim muzeum.

Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Miłość i inne nieszczęścia
Wystawa “Miłość” w Muzeum Narodowym w Kielcach

Miłość na amen

Jednak nie mniej istotna jest tradycja judeochrześcijańska, która wpłynęła na obecne do dziś rozumienie miłości. Tradycja ta też niezwykle mocno odcisnęła się na przedstawianiu jej w sztuce. Na wystawie przywołano jedynie kilka przykładów. Jedynym z nich jest starotestamentowa opowieść o dwóch kobietach, które przyniosły przez oblicze Salomona swoje dzieci: jedno z nich było martwe, drugie zaś stało się przedmiotem sporu.

Rozetnijcie to żywe dziecko na dwoje i dajcie połowę jednej i połowę drugiej!”

– ogłosił król. I decyzja matki, której dziecka jeszcze żyło – „Litości, panie mój! Niech dadzą jej dziecko żywe, abyście tylko go nie zabijali!” – stały się symbolem mądrości władcy, ale też matczynej miłości. Sąd Salomona zaś jedynym z tematów przez stulecia podejmowanym w sztuce.

Jednak przede wszystkim wzorem miłości matki stała się Maria. Na wystawie pominięto dzieła o przeznaczeniu dewocyjnym.

Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Miłość i inne nieszczęścia
Wystawa “Miłość” w Muzeum Narodowym w Kielcach

Znalazły się natomiast współczesne prace nawiązujące do słynnych przedstawień Matki Bożej trzymającej na kolanach martwego syna, jak „Pieta z Avignon” (1973-1974) Zbyluta Grzywacza, w której artysta nawiązał do słynnego obrazu przechowywanego obecnie w Luwrze.

Umieścił swój autoportret w miejscu zarezerwowanym dla postaci donatora oraz uwypuklił ludzki wymiar dramatu: miłość Marii Magdaleny do Jezusa.

Wreszcie z Nowego Testamentu zaczerpnięto przykład innej miłości: bliźniego, o której mówi przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Temat opieki nad pobitym nieznajomym był wielokrotnie podejmowany prze kolejne pokolenia artystów.

Jednak nie tylko antyk oraz Stary i Nowy Testament były źródłem inspiracji. Na wystawie znalazł się „Tankred i Klorynna” nieznanego autora z przełomu XVII i XVIII wieku. Temat obrazu zaczerpnięto z opublikowanego w 1581 roku poematu heroicznego „Jerozolima wyzwolona” Torquata Tassa opowiadającego o pierwszych wyprawach krzyżowych. Dzieła, które szybko osiągnęło ogromną popularność – na polski zostało przełożone w 1618 roku przez Piotra Kochanowskiego – a dziś trochę zapomnianego. A niektóre jego wątki, jak tragiczna miłość jednego z przywódców krucjaty i Saracenki, były przez stulecia podejmowane w malarstwie, literaturze, ale też muzyce, by tylko wymienić opery Claudia Monteverdiego, George’a Friderica Handela czy Antonína Dvořáka.

Mali mistrzowie i wielkie pożądanie

Jednak nie tylko teksty dostarczały wzorów dla twórczości artystycznej. Sztuka dopracowała się własnego sposobu opowieści o miłości – poprzez alegorie czy symbole. Jedną z kluczowych była Caritas – przedstawienie miłości chrześcijańskiej, która zwycięża nad pożądaniem. Na wystawie znalazło się datowanie na 1561 rok dzieło nieznanego niderlandzkiego artysty będące realizacją tego tematu. Przedstawia młodą kobietę otoczoną dziećmi. Towarzyszymy mu czterowiersz: „Oto miłość, niebiańska piękna Bogini/Zdobna we wszelkie cnoty/Która więzi ślepą namiętność/Nękającą ludzi i całe stworzenie”.

1. Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
2. Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Wystawa "Miłość" w Muzeum Narodowym w Kielcach
Wystawa "Miłość" w Muzeum Narodowym w Kielcach
Widok wystawy “Miłość” (slajd pierwszy) oraz „Coppia per l’eternità II” Igora Mitoraja ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie (slajd drugi)

Jednak kostium mitologiczny, religijny czy historyczny z czasem bardziej przestawał być potrzeby. Powstanie malarstwa rodzajowego jako oddzielnego gatunku spowodowało, że codzienne życie we wszystkich jego przejawach wtargnęło do sztuki. Bywało przestawiane niejednokrotnie, jak w przypadku holenderskich XVII-wiecznych małych mistrzów, z niebywałą szczerością, odsłaniając to, co często było wstydliwe czy ukrywane, jak płatna miłość. Wreszcie, romantyzm postawił człowieka i jego uczucia w centrum twórczości artystycznej.

Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Miłość i inne nieszczęścia
Wystawa “Miłość” w Muzeum Narodowym w Kielcach

Wiele dawnych dzieł przestawiających miłość miało moralny charakter. Miały chwalić jedne, a ganić inne postawy. Jednak, o czym także przypomina kielecka wystawa, sięgnie po motywy mitologiczne czy historyczne niejednokrotnie służyło pokazywaniu tego, co było publicznie podejrzane: pożądania, seksualnych pragnień. Porzucenie tego przebrania przez artystki i artystów było zaś wynikiem zmian społecznych, w tym postępującej emancypacji całych grup.

Obecne na wystawie prace na papierze Mai Berezowskiej ujawniają takie inne spojrzenie: kobiety na cielesność i seksualność, własną i męską. W sztuce pojawia się wreszcie przestrzeń na manifestowanie nieheteronormatywnej seksualności, o czym przypominają obecne na ekspozycji prace japońskiego artysty Foujity, jednego z najważniejszych przedstawicieli École de Paris pokazujące intymne relacje między kobietami. Jednak już nie znalazło się na niej miejsce na podobne związki między mężczyznami.

Fot. Muzeum Narodowe w Kielcach (materiały prasowe)
Miłość i inne nieszczęścia
Wystawa “Miłość” w Muzeum Narodowym w Kielcach

Judith Butler podkreśla, że to, co uznajemy za miłość, pożądanie czy intymność, nie jest uniwersalne, ani nie wynika z naszych instynktów, lecz jest wytworem kulturowym. Jeżeli ma rację amerykańska filozofka, jedna z najważniejszych osób dla współczesnego feminizmu, to wystawa w kieleckim Muzeum Narodowym opowiada nie tylko o tym, jak przez wieki postrzegano miłość, ale też jak dostosowywano się do tych wyobrażeń i jak one kolejne pokolenia kształtowały.

Wystawa „Miłość”

Muzeum Narodowe w Kielcach, Dawny Pałac Biskupów Krakowskich

do 18 października 2026

Kuratorka: Joanna Kaczmarczyk

Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Piotr Kosiewski

Krytyki sztuki, który publikuje m.in. na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Jest też laureatem Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy. W przeszłości zajmował się też m.in. wymiarem historycznym ochrony zabytków. Jest współautorem antologii „Zabytek i historia”, XIX-wiecznych tekstów poświęconych konserwacji i ochronie zabytków.

Popularne