Dawna jadalnia na parterze, obecnie jedna z sal koncertowych
Fot. Rafał Masłow
Artykuły

Las Vegas zamknięte we wnętrzach

Z tego artykułu dowiesz się:
  • z którego włoskiego budynku znajdziemy w pałacu Poznańskich najwięcej cytatów
  • co oznacza sformułowanie „architektura, która mówi”
  • w których pomieszczeniach nie użyto historycznego kostiumu

Oparty na regularnej siatce ulic urbanistyczny układ Łodzi nie sprzyja ekspozycji budynków o wyższej randze. By podkreślić znaczenie siedziby projektowanej dla spadkobiercy największej łódzkiej fortuny, architekt odsunął więc obiekt parę metrów od linii zabudowy przyjętej dla sąsiednich kamienic. Dzięki temu budynek wyposażono w ogrodzenie z efektownymi, przykuwającymi uwagę kutymi elementami. Dla wzmocnienia efektu w narożniku, przy krzyżujących się ulicach, zaprojektował rotundę z płaską kopułą. Widoczna z czterech stron, zespala skrzydła pałacu – jedno biegnące wzdłuż ul. Gdańskiej, drugie – ul. 1 Maja. Bogate w detale, światłocieniowo opracowane elewacje także przyciągają wzrok, tym bardziej że dla opatrzonego oka wydają się dziwnie znajome. Ich opracowanie to architektoniczny koktajl, którego głównym składnikiem są elementy zaczerpnięte z florenckiego Palazzo Rucellai.

Fot. Rafał Masłow
Las Vegas zamknięte we wnętrzach
Widok budynku od ul. Gdańskiej / al. 1 Maja

Gładkie, jasne pilastry, opracowanie zamkniętych łukiem maswerkowych okien ze smukłymi kolumienkami, głębokie boniowanie ścian – to wszystko cytaty z projektu Leone Battisty Albertiego (1404–1472), malarza, poety, kartografa, poety, urbanisty i architekta – pierwszego człowieka renesansu.

Architektoniczne cytaty z Albertiego zostały potraktowane w Łodzi bardzo dowolnie, z twórczą nonszalancją. Florencki pierwowzór nie tylko jest wyższy, lecz także nie ma ani rotundy, ani balkonów, ani podjazdu – jest typową dla XV-wiecznych Włoch miejską rezydencją na planie zbliżonym do kwadratu z rytmicznymi elewacjami. Cytaty użyto dowolnie, ale nie przypadkowo – miały być rozpoznawalne dla znających świat gości możnych właścicieli i przywoływać wspaniałość stolicy bankierów, która stała się też kolebką odrodzenia.

Pałac nowej arystokracji

Karol Poznański (1859–1928), na którego zlecenie powstał pałac, podobnie jak florenccy mecenasi renesansu nie był arystokratą, tylko członkiem rodziny, która sama doszła do majątku. Bajeczna fortuna zgromadzona przez jego ojca – słynnego „króla bawełny”, Izraela Poznańskiego – miała świeżą metrykę.

Poznańscy, jak przystało na rodzinę nouveau riche, akcentowali swoje możliwości, kontakty i horyzonty, budując w ten sposób status nowej arystokracji – nie urodzenia, lecz pieniądza. Mogli pozwolić sobie na wszystko i wcale tego nie ukrywali.

Zaprojektowanie swojego domu Karol i jego żona Felicja powierzyli łódzkiemu architektowi żydowskiego pochodzenia Adolfowi Zeligsonowi (1867–1919). Zeligson, który po studiach w renomowanym petersburskim Instytucie Inżynierów Cywilnych wrócił do rodzinnego miasta i założył pracownię, miał wzięcie wśród miejscowych żydowskich elit. Sprawdził się, przebudowując pałac głowy rodu Poznańskich i zapewne to otworzyło mu drogę do zleceń dla synów Izraela – Maurycego, a później Karola.

Prace rozpoczęły się w dość niefortunnym czasie, bo na rok przed rewolucją 1905 roku, która dotknęła fabrykancką Łódź i doprowadziła do wstrzymania ruchu budowlanego na wiele miesięcy.
Budowę ukończono więc w 1908 roku.

Miejski pałac jest zaprojektowany na planie podkowy. Towarzyszą mu zabudowania pomocnicze i ogród. Całość zajmuje większą część kwartału.

Przyciągające uwagę, pełne erudycyjnych cytatów z historii architektury elewacje okazują się jednak skromne w porównaniu z orgią materiałów, faktur i kolorów, która zaczyna się od wejścia do pałacu. Majętność inwestora i chęć jej odzwierciedlenia we wnętrzach rezydencji kazała zaprojektować pomieszczenia we wszystkich modnych stylach epoki.

Mury pełne znaczeń

Koniec XIX wieku przyniósł solidną wiedzę na temat historycznej architektury i rzemiosł.

Rozwijająca się przez całe stulecie nowa dyscyplina, jaką była historia sztuki, w poszukiwaniu metodologii wzięła przykład z nauk przyrodniczych. Z precyzją botaników czy geologów historycy sztuki zaczęli destylować i opisywać cechy charakterystyczne dla twórczości w kolejnych epokach,

tak jakby były obiektywną rzeczywistością. Powstała historia stylów, którą posługujemy się do dziś, mimo że mamy świadomość umowności tego konstruktu. Naukowe opracowania dotyczące motywów, proporcji i materiałów właściwych dla kolejnych historycznych epok zachęciły do replikowania dawnych wzorców.

Procesowi systematyzowania wiedzy o stylach towarzyszyło zjawisko przypisywania im różnorodnych pozaartystycznych znaczeń. W architekturze XIX wieku style pojmowano jako ujęcie w materialną formę stanów emocjonalnych i postaw intelektualnych.

Świadomi odbiorcy byli wrażliwi na walory skojarzeniowe, jakość naśladownictwa, poprawność czy odwagę zestawień i przetworzeń. Historyk architektury Nikolaus Pevsner uznał wręcz, że podstawową cechą historyzmu była ewokatywność, czyli wywoływanie automatycznego skojarzenia – określony typ architektury przywołuje określone przeznaczenie budynku. Ten sposób postrzegania stylów historycznych sprawiał, że wyboru kostiumu stylistycznego dokonywano na podstawie jego ewokacyjnych właściwości. I tak styl neorenesansowy część niemieckich elit uznała za najlepszy do ewokowania burżuazyjnej zamożności.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Dzięki stałym kontaktom łódzkich fabrykantów z Niemcami neorenesans święcił triumfy także tu, co przesądziło o charakterze wielu ówczesnych rezydencji.

Barokowi, szczególnie ulubionemu przez elity francuskie, przypisywano podobny zestaw znaczeń. Gotyk uznano za styl niosący przekaz o duchowości i władzy intelektu i z równą pasją projektowano gotyckie kościoły czy uniwersytety. Style klasyczne ewokowały stateczność i chętnie ich używano, projektując budynki publiczne. Rokoko – uznawane za kobiece, wyrafinowane i frywolne – niosło obietnicę luksusu, a przez to znakomicie nadawało się do miejsc poświęconych rozrywce, jak np. teatry. Koncept architecture parlante – architektury, która mówi, był chwiejny i zależał od lokalnych uwarunkowań oraz gustów. Był jednak powszechnie kultywowany. I tak od połowy XIX stulecia Europę i jej kolonie oraz Amerykę Północną zalała fala mniej lub bardzie twórczych replik i fantazji na tematy historyczne, które przy okazji niosły dodatkowy przekaz. Rozwój techniki sprzyjał eksperymentom, a rosnąca mobilność elit pozwalała odwoływać się do coraz to nowych wzorców.

1. Fot. Rafał Masłow
2. Fot. Rafał Masłow
Las Vegas zamknięte we wnętrzach
Sala balowa na pierwszym piętrze
Dawna jadalnia na piętrze, obecnie jedna z sal koncertowych (slajd pierwszy) i sala balowa na pierwszym piętrze (slajd drugi)

Feeria stylów

Dla westybulu prowadzącego od jednego z wejść do głównego holu pałacu Poznańskich wybrano styl francuskiej regencji – z rocaille’ami (rocaille – ornament charakterystyczny dla zdobnictwa rokokowego – przyp. red.) w kutej balustradzie marmurowych schodów i ścianami z jasnego piaskowca. Kontrastujący z westybulem hol z ciemnymi boazeriami i tkaninami bordo na ścianach odnosi się stylistycznie do północnego renesansu i wczesnego baroku z przypisywaną im stabilnością i dobrobytem. Wystarczy jednak przekroczyć próg, by znaleźć się w rokokowej paradnej jadalni z boazeriami, złoconymi sztukateriami na sufitach, ciężkimi, haftowanymi zasłonami w oknach i tapiseriami na ścianach wykonanymi na wzór XVIII-wiecznych oryginałów. Z holu prowadzą też drzwi do stosunkowo niewielkiej biblioteki, której wnętrze operuje językiem ociężałej stabilności wyciosanej w barokizujących szafach i boazeriach.

Druga rozleglejsza klatka schodowa z biegnącymi po łagodnym łuku marmurowymi stopniami i ścianami malowanymi w imitację kamiennych okładzin, nakryta kopułą z okulusem, naśladuje cięższe w wyrazie rokoko znane z niemieckich rezydencji. Nie jest jednak w tym wystroju konsekwentna. Jednorodność jest przełamana przez prostą, zwalistą oprawę lustra z czerwonego kamienia w stylistyce typowej dla początku XX wieku zapowiadającej już modernizm.

Fot. Rafał Masłow
Las Vegas zamknięte we wnętrzach
Klatka schodowa z witrażem autorstwa Richarda Schleina z Zittau

Hol piętra z boazeriami, efektowną intarsjowaną podłogą i złoconymi nadprożami jest mieszanką motywów historycznych wnętrz północnej Europy. Obok, w owalnej rotundzie, została ulokowana spora sala balowa utrzymana w ulubionym przez wnętrzarzy rokoka pudrowym różu dobrze komponującym się ze złotym wykończeniem. Sąsiaduje z nią pokój bilardowy w modnym stylu angielskiego ruchu Arts and Crafts, który propagował najwyższej klasy rzemiosło i był fundamentem brytyjskiej odmiany secesji. Tu boazerie są jaśniejsze, a motywy zdobnicze zgeometryzowane. Zachowały się wbudowane bufety i narożna skórzana kanapa. Wystarczy jednak znów przejść przez hol i rozsunąć szklone drzwi, by znaleźć się w ciężkiej mieszance manierystycznych form jadalni z opracowanym w drewnie sufitem i kredensem wbudowanym w niską boazerię. Za jadalnią został ulokowany zalany światłem ogród zimowy.

To ekscentryczne pomieszczenie przypomina nam, że jesteśmy w domu korzystającym z najnowszych osiągnięć inżynierii, która pozwala na tak duże i w miarę szczelne przeszklenia.

W rysunku żeliwnych ram widać poszukiwanie historyzującej formy dla nieznanych poprzednim pokoleniom konstrukcji niosących szklaną ścianę i sufit. Rozległe pomieszczenie służyło przyjemności zasiadania w ogrodzie przez okrągły rok

– było kolejnym świadectwem zamożności właścicieli, która pozwalała lekceważyć zmienność pór roku i temperatur.

W głębi domu, dalej od głównego korpusu dostępnego dla gości, zostały ulokowane pokoje właścicieli. W rokokowym buduarze pani kremowym, złoconym boazeriom towarzyszą ściany wyłożone seledynowymi jedwabiami. Przy buduarze znajduje się obszerna garderoba z umywalką w marmurowym blacie.

Dom był wyposażony w nowinki techniczne przybrane tam, gdzie to możliwe, w historyzujący kostium. Nowoczesną wygodę gwarantowały: centralne ogrzewanie, bieżąca woda, kanalizacja i elektryczność.

Fot. Rafał Masłow
Las Vegas zamknięte we wnętrzach
Dawna jadalnia na parterze, obecnie jedna z sal koncertowych

Mimo zastosowania wszystkich dostępnych udogodnień dom i zamieszkująca go rodzina wymagali stałej obsługi. Liczna służba gros czasu spędzała w przyziemiu, gdzie znajdowały się pomieszczenia techniczne, w tym kuchnie. Poruszała się równoległymi traktami, które w oczach dzisiejszych ludzi wydają się tworzyć trudną do zrozumienia plątaninę przejść i drzwi, a które zapewniały osobność i dystans nielicznym mieszkańcom i ich licznej obsłudze. Małe pokoiki dla służby znajdowały się na poddaszu. W te rejony domu historyczne neostyle nie dotarły – nie były tam potrzebne. Posłużono się formami najprostszymi w wykonaniu i utrzymaniu.

Dziś, kiedy dom Poznańskich służy Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi, trudno nam wyobrazić sobie jego codzienne życie w przeszłości. Pozostała architektoniczna skorupa – niezwykły pokaz nieograniczonego majątku właścicieli, ich ambicji i horyzontów. To miniatura burżuazyjnego świata – Las Vegas zamknięte we wnętrzach – z cytatami i odniesieniami do znanych z podróży czy albumów cudów i nowinek.

Artykuł pochodzi z kwartalnika „Spotkania z Zabytkami” nr 4/2024


Jarosław Trybuś

Historyk sztuki, wicedyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie, inicjator projektu teatralnego "Najlepsze miasto świata. Opera o Warszawie". W 2008 roku był współkuratorem wystawy w pawilonie polskim na XI Biennale Architektury w Wenecji nagrodzonej Złotym Lwem za najlepszą ekspozycję narodową. W 2024 roku, wraz z Piotrem Kordubą, wydał książkę "Mieszkania warszawskie. Biografie wnętrz, rzeczy i ludzi".

Popularne

Jak Polska nie została drugą Szwajcarią

„Musimy sobie postawić jako zadanie jak najszybsze osiągnięcie własnej masowej produkcji zegarków ręcznych i aparatów fotograficznych” – oświadczył szef rządzącej Polską partii komunistycznej w listopadzie 1953 roku. Nie był to oczywiście temat główny referatu Bolesława Bieruta na tematy gospodarcze. Ściśle biorąc, zegarkom i aparatom poświęcił on jedno zdanie. Lecz przekaz nie był błahy...