Fot. Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Wyborcza.pl
- dlaczego Hydropolis ulokowano akurat w zbiorniku nr 1 zakładu wodociągowego
- w jaki sposób inwestycji „pomogła” powódź z 1997 roku
- jak we wrocławskiej placówce połączono technikę ze sztuką
Współczuję temu panu – zauważyła przytomnie jedna z uczennic, kiedy podczas zwiedzania wrocławskiego Hydropolis znalazłem się nagle pośrodku rozkrzyczanej grupy w wieku średniopodstawówkowym, akurat przy wizerunkach dość strasznych ryb głębinowych. Choć widok na upiorną ławicę wydawał się przez chwilę znacznie lepszą propozycją niż otaczający mnie hałas, to muszę przyznać:
Hydropolis jest znakomitym miejscem dla szkolnych wycieczek.

To centrum edukacyjne stworzono w XIX-wiecznym, podziemnym zbiorniku wody czystej na terenie Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji we Wrocławiu. Takich nowoczesnych placówek w zabytkowych murach powstało ostatnio kilka, by wymienić zabrzańskie Carboneum – centrum wiedzy o węglu – umiejscowione w odnowionej wieży ciśnień czy hydroekologiczną część wystawy stałej „Węzły” otwartej w bydgoskich Młynach Rothera.
We Wrocławiu także mamy do czynienia z ekspozycją pełną wody, jako że jesteśmy u zbiegu nurtów Odry i Oławy, w dodatku na terenie ponad 150-letniego zakładu wodociągowego. Przedsiębiorstwa z tej branży mają zwykle długą historię, zatem stanowią też magnes dla dorosłych pasjonatów techniki. Wycieczki po warszawskich Filtrach cieszą się niesłabnącą popularnością, a wejściówki do zabytkowego łódzkiego zbiornika wody na Stokach, opróżnionego akurat z wody na potrzeby okresowej konserwacji, rozeszły się ostatnio w mgnieniu oka. We Wrocławiu też jest co oglądać i o czym opowiadać.

We Wrocławiu też jest co oglądać i o czym opowiadać. Decyzja o ulokowaniu serca miejskiego systemu wodociągowego przy ulicy Na Grobli (wówczas Am Weidendamm) zapadła w latach 60. XIX wieku. Za oficjalną datę powstania przedsiębiorstwa przyjmuje się 1 sierpnia 1871 roku – wtedy to uruchomiono pierwszy mechaniczny wodociąg centralny na Dolnym Śląsku i jeden z pierwszych na ziemiach dzisiejszej Polski.
Zakład widać z daleka – dominantą obiektu jest 40-metrowa wieża ciśnień wzniesiona na planie kwadratu, zaprojektowana przez Johna Moore’a, rezydującego w Berlinie Brytyjczyka. Wieża przetrwała do dziś z modyfikacjami wprowadzonymi przez Carla Johannesa Zimmermanna, miejskiego radcę budowlanego – dziś powiedzielibyśmy: architekta miejskiego Wrocławia.
Początkowo wodociągi we Wrocławiu pobierały wodę z Odry i zanim trafiła do sieci miejskiej, musiała przejść przez filtry powolne, czyli otwarte baseny wypełnione piaskiem i żwirem. Woda z rzeki przesiąkała powoli przez żwirowe złoże, gubiąc przy tym część zanieczyszczeń.

W zakładzie Na Grobli działały cztery filtry powolne, jednak w latach 1890–1892 zbudowano jeszcze jeden. Filtr nr 5 – w przeciwieństwie do wcześniej zbudowanych basenów – został zaprojektowany jako zbiornik zamknięty.



Zbiornik w trzech odsłonach
To zresztą nie pierwsza zmiana przeznaczenia podziemnego obiektu. Jego flirt z filtrowaniem nie trwał długo, bo już na początku XX wieku wrocławskie wodociągi zaprzestały pobierania wody rzecznej – zastąpiono ją wodą gruntową. Okazało się jednak, że surowiec, choć czysty i pozbawiony bakterii, zawiera dużo związków żelaza i manganu, zatem nie nadaje się do picia. Zakład trzeba było dostosować do przerobu takiej wody, a do jej magazynowania – już po oczyszczeniu – potrzebny był osobny zbiornik. Zapadła decyzja, by wykorzystać na ten cel bezużyteczny wówczas filtr powolny nr 5.

I tak przez kolejne cztery dekady. W 1945 roku, podczas walk o Wrocław, jego strop został podziurawiony przez rosyjskie bomby i pociski. Tuż po zakończeniu działań wojennych dokonano niezbędnych napraw i zbiornik znów gromadził wodę dla miasta. Był eksploatowany przez kolejne 50 lat, bez napraw i czyszczenia, bo ciągły niedobór wody w stolicy Dolnego Śląska uniemożliwiał nawet czasowe jego wyłączenie.
Z paradoksalną pomocą nadeszła… woda. 12 lipca 1997 roku fala powodziowa zalała budynki i urządzenia zakładu Na Grobli. Ucierpiał także zbiornik nr 1 i, aby znów można było go wykorzystać w produkcji wody pitnej, konieczne było gruntowne czyszczenie.
To była już jednak końcówka jego „kariery”. W 2002 roku rozpoczęła się zasadnicza modernizacja przedsiębiorstwa. Wtedy też zespół wodociągów został wpisany do wojewódzkiego rejestru zabytków (sama wieża ciśnień trafiła tam wcześniej, w roku 1970). Podziemny zbiornik doczekał się niewielkiego remontu, jednak już wówczas było wiadomo, że wkrótce zostanie wyłączony z eksploatacji.

Na samo dno
Wystawę stałą podzielono na siedem stref tematycznych, do których goście przechodzą po obejrzeniu imponującej projekcji na dookólnym ekranie. Głos nieocenionej Krystyny Czubówny towarzyszy opowieści o powstaniu i losach wody we wszechświecie. W pozostałych strefach patrzymy na H2O z różnych perspektyw. Przechodzimy od stanów skupienia wody przez wodę w ludzkim organizmie, ocean życia, głębiny (to tu miało miejsce moje spotkanie z młodzieżą szkolną), aż do miasta i inżynierii wodnej. W ostatniej z wymienionych sal można zrozumieć, jak skomplikowanym systemem są dziś miejskie wodociągi.

Hydropolis ma dwóch światowej sławy ambasadorów. Pierwszym był Amerykanin Don Walsh (1931–2023) oceanograf, eksplorator mórz i oceanów, pierwszy człowiek, który – w 1960 roku – dotarł do najgłębszego miejsca ziemskich oceanów – Głębi Challengera w Rowie Mariańskim. We Wrocławiu znajduje się jedyna na świecie replika batyskafu „Trieste”, w którym badacze (drugim śmiałkiem był Szwajcar Jacques Piccard) dokonali swojego wyczynu. – Poczułem się jak w domu – nie krył Don Walsh po tym, jak w 2016 roku wszedł do wnętrza tutejszej kapsuły. Zaraz jednak wyznał, że kiedy obaj wędrowcy po 14 godzinach wyprawy dotarli w końcu na samo dno, byli nieco rozczarowani zastanym widokiem.
Drugi z ambasadorów, Ryszard Horowitz, jest dowodem na to, że nurty techniczny i artystyczny mogą płynąć zgodnie. Przed dekadą urodzony w Krakowie fotografik uwiecznił architekturę wrocławskich wodociągów – m.in. wieżę ciśnień – a następnie zawiózł zdjęcia do swojej nowojorskiej pracowni, by przekształcić je w fotomontaże, podobne do tych, którymi zasłynął już wiele lat temu. Efektem tej pracy była wystawa „Woda. Wodociągi wrocławskie w obiektywie Ryszarda Horowitza” i towarzyszący jej album. Pomysł polegał tu na zestawieniu maszyn z formami organicznymi. Giętkimi, jak mówi artysta. Formami giętkimi, dodanymi przez Horowitza w procesie twórczym, są zwierzęta (na zdjęciach autorstwa Grzegorza Leśniewskiego). – Po obejrzeniu kilku wnętrz byłem wniebowzięty. Zachwycałem się każdym detalem, urządzeniami, których twórcy wykonali każdy element z olbrzymim pietyzmem. To fantastyczne połączenie obiektów przemysłowych i sztuki – mówił Ryszard Horowitz, dodając, że sama woda też jest fascynującym obiektem, materią, która przy odpowiednim oświetleniu tworzy niezwykle formy plastyczne.

Na koniec krótkie potwierdzenie tezy o tym, że szkolne wizyty – podobne do opisanej na początku – mogą kiedyś zaowocować konkretnymi rozwiązaniami. Podczas zorganizowanego w październiku 2023 roku pierwszego Młodzieżowego Wodnego Okrągłego Stołu uczniowie miejscowych szkół średnich mieli szansę na prezentację „zielonych” projektów, które mogłyby korzystnie wpłynąć na najbliższe otoczenie, promować szacunek do wody i zrównoważony styl życia. Młodzież przedstawiła rozwiązania na małą skalę (nagroda dla zwycięzcy to 10 tys. zł), jednak nie o rozmach tu chodzi, ale o to, by krople, które sączą do głów placówki takie, jak Hydropolis, drążyły skałę i zmieniały podejście do ekologii.
Dolnośląski Szlak Zabytków Techniki
Hydropolis znajduje się na DSZT zrzeszającym obiekty dziedzictwa przemysłowego i technicznego. Szlak obejmuje blisko 300 miejsc – zabytków związanych z energetyką, kolejnictwem, tradycją górniczą i hutniczą, z przetwórstwem, łącznością, uzdatnianiem wody oraz przemysłem spożywczym. Są też i czynne zakłady produkcyjne, zabytkowe parki maszynowe, skanseny, muzea, budynki użyteczności publicznej. Szlakiem zawiaduje Dolnośląska Organizacja Turystyczna.













