Wilhelm Kotarbiński, Satyr (Faun), ok. 1900 (?), olej, płótno, Narodowa Galeria Sztuki w Kijowie
Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Recenzje

Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków

W czasie, kiedy relacje polsko-ukraińskie pełne są turbulencji, warto pokazać, że udaje nam się dobrze współpracować. A dowodem tego jest wystawa w Muzeum Narodowym w Krakowie, prezentująca polonica pochodzące z kolekcji Kijowskiej Narodowej Galerii Sztuki.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Wilhelm Kotarbiński, „Ofiarowanie (At the Altar)”, koniec lat 90. XIX wieku, olej, płótno, Narodowa Galeria Sztuki w Kijowie

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, jak ważnym ośrodkiem polskości w czasie zaborów był Kijów.

Po powstaniu listopadowym ponad 60 procent studentów Uniwersytetu św. Włodzimierza stanowili Polacy.

W latach 1860-1863 prezydentem miasta był pochodzący z Wilna Józef Zawadzki, księgarz i drukarz (zapewne sprawowałby swoją funkcję dłużej gdyby nie powstanie styczniowe, które zamknęło Polakom drogę do kariery w imperium rosyjskim). Co ważne, wydawał w Kijowie mnóstwo polskich tytułów.

Biznesmen i bon vivant, architekt i myśliwy

W Kijowie urodził się Karol Jaroszyński – człowiek, którego majątek wynosił równowartość dzisiejszych 200 miliardów złotych.

Bon vivant, który wygrawszy w 1909 roku w Monte Carlo 2 miliony franków, zaczął je mądrze inwestować

– najpierw w Kijowski Bank Cukrownictwa, potem w kolejne banki, kopalnie, stalownie, fabryki, towarzystwa ubezpieczeniowe, firmy naftowe czy kolejnictwo… Miał wspaniałe nieruchomości w Kijowie, Petersburgu, Odessie, Paryżu i Londynie. Z rewolucyjnej Rosji uciekł – tracąc większość majątku – do Warszawy, gdzie najpierw próbowano zabić go w zamachu (zapewne za działalność antybolszewicką), później zaś został pokonany przez dur brzuszny.

Polskim pochodzeniem legitymował się urodzony na Podolu Leszek Dezydery Władysław Horodecki herbu Kornic, nazywany „kijowskim Gaudim”, architekt, który stworzył m.in. słynny kijowski Dom pod Chimerami – architekturę rozedrganą, dynamiczną, z fasadą zapełnioną drapieżną dekoracją rzeźbiarską, pełną scen z polowań. Zresztą, sam Horodecki to postać na tyle barwna, że warta osobnego portretu: zapalony myśliwy, polował w Azerbejdżanie, Turkmenistanie, na Syberii, w Afryce. Po przejęciu władzy w Kijowie przez bolszewików, wyjechał do Polski, ale – mimo wszystkich komplikacji początków Rzeczpospolitej Odrodzonej – było mu tu zbyt spokojnie, zbyt swojsko. Wyjechał do Teheranu, gdzie zmarł w 1930 roku (pochowano go na Cmentarzu Polskim).

Nawiasem mówiąc, od 2007 roku

Dom pod Chimerami to jedna z oficjalnych rezydencji ukraińskich władz.

To właśnie przed nim 25 lutego 2022 roku stanął Wołodymyr Żeleński wraz ze współpracownikami, by ogłosić, że w obliczu wojny nie zamierza opuścić kraju.

To tylko kilka przykładów. Tymczasem, jak podaje Violetta Wiernicka, autorka książki „Polacy w Ukrainie. Czasy carskie”:

„w 1881 roku odnotowano w Kijowie 10409 naszych rodaków
(ok. 8 % ogólnej liczby mieszkańców),
a w 1887 roku – 19397 (11,7%).

Spis powszechny z roku 1897 ujawnił, że język polski jako ojczysty zadeklarowało 16 579 osób (5,6%). W 1909 roku doliczono się 44 409 naszych rodaków (9,8%).

Nic więc dziwnego, że założona w 1922 roku Kijowska Narodowa Galeria Sztuki – obejmująca czternaście tysięcy obiektów od XIII wieku po dzień dzisiejszy – dysponuje bardzo ciekawym zbiorem polskiego malarstwa.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Krakowsko-kijowskie korespondencje

We współpracy kijowskiej Galerii i krakowskiego Muzeum Narodowego już w 2023 roku zrodziła się koncepcja wystawy, którą możemy dziś oglądać w Sukiennicach. Pokazano na niej – w porządku chronologicznym, co w tym przypadku nie jest zarzutem – dzieła dziewięciu polskich artystów, od wczesnego romantyzmu po międzywojnie, na co dzień znajdujące się w stolicy Ukrainy.

Fot. Anna Olchawska / Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
„Korzenie i niebo. Polski rozdział w kolekcji Kijowskiej Narodowej Galerii Sztuki” – wystawa w sali Malarni w Galerii Sztuki XIX wieku w Sukiennicach

Zacznijmy od Aleksandra Orłowskiego (1777-1832, urodzony w Warszawie, zmarły w Petersburgu). To postać niemal emblematyczna dla części swojego pokolenia. Ubogi szlachcic zyskał protekcję księżnej Izabeli Czartoryskiej (kupowała jego obrazy), wziął udział w insurekcji kościuszkowskiej, bywał u księcia Józefa Poniatowskiego w Pałacu pod Blachą.

W 1802 wyjechał do Petersburga, gdzie zyskał tytuł nadwornego malarza księcia Konstantego i locum w Pałacu Marmurowym, a jednocześnie zaprzyjaźnił się z Marią Szymanowską i Adamem Mickiewiczem.

O Orłowskim wspomina Telimena w „Panu Tadeuszu”, a Aleksander Puszkin w poemacie „Rusłan i Ludmiła” zwraca się do niego słowami: „Orłowski, bierz ołówek swój, // I prędko maluj noc i bój”.

W kolekcji kijowskiej Galerii znajdują się niemal trzy tuziny rysunków i rycin artysty, który łączył fascynacje romantyczne z zachwytem nad Orientem. W Krakowie poza jakże charakterystycznymi dla malarza przedstawieniami baszkirskich, gruzińskich czy kozackich jeźdźców zobaczyć możemy także dowcipną litografię „Dandy w dorożce” czy pastelowy „Portret Włocha” – jakby wyjęty wprost z włoskiej części opowieści o hrabim Monte Christo Dumasa.

Jednocześnie te najbardziej emblematyczne kompozycje Orłowskiego, prezentujące dzielnych, orientalnych wojowników z pogranicza Europy i Azji, zyskują dzisiaj nowy wymiar. Nie są już tylko wyrazem fascynacji egzotycznymi, oryginalnymi kulturami, ale okazują się nieoczekiwaną opowieścią o brutalności i bezwzględności rozrastającego się imperium carów. I nagle współczesny polski odbiorca odkrywa jakąś wspólnotę z tymi dawnymi, groźnymi mężami.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Wilhelm Kotarbiński, „Modlitwa w Ogrójcu (The Agony in the Garden)”, lata 80. XIX w. olej, płótno, Narodowa Galeria Sztuki w Kijowie

Rzymski katolik w prawosławnej cerkwi

Ważnym punktem na wystawie w Sukiennicach jest twórczość Wilhelma Kotarbińskiego, polskiego szlachcica urodzonego w Nieborowie, wykształconego w Warszawie i Rzymie, który 30 lat życia spędził w Kijowie, gdzie – mimo iż był rzymskim katolikiem – zlecono mu wykonanie dekoracji malarskiej dla prawosławnego Soboru św. Włodzimierza, bardzo ważnego dla życia duchowego Rusi.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Wilhelm Kotarbiński, „Procesja aniołów. Wielka Sobota”, szkic malowidła lunety na południowej ścianie transeptu w chórze Soboru św. Włodzimierza w Kijowie, 1893–1894, ołówek włoski, pastel, papier; Kijowska Narodowa Galeria Sztuki

Malarstwo Kotarbińskiego było kiedyś bardzo modne na rosyjskich salonach: świetny warsztatowo, doskonale czujący kolor, integralnie wpisywał się w nurt akademicki

(w Rzymie zaprzyjaźnił się zresztą z Henrykiem Siemiradzkim), a jednocześnie czerpał z ducha romantycznego. Zafascynowany był Biblią, a także starożytnym Egiptem, Grecją i Rzymem. Oto np. dwa dekoracyjne, równie eleganckie co pełne przepychu panneaux przeznaczone pierwotnie do domu Bohdana i Wawry Chanenków: dwie wyprostowane, smukłe damy w bogatych, antykizujących strojach – pierwsza ma w ręce białego gołębia, druga delikatnym gestem podtrzymuje wazon na głowie. Kobiety mają w sobie, avant la lettre, coś ze złotego wieku Holywood.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Wilhelm Kotarbiński, „Kobieta z wazonem”, lata 90. XIX wieku, olej, płótno, Narodowa Galeria Sztuki w Kijowie
Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Wilhelm Kotarbiński, „Kobieta z gołębiami”, lata 90. XIX wieku, olej, płótno, Narodowa Galeria Sztuki w Kijowie

Stopniowo malarstwo Kotarbińskiego, wchodzące w świat symbolizmu i fin de siècle’u, stawało się coraz bardziej rutynowe, zbyt sentymentalne albo z naddatkiem niepotrzebnego patosu. Taki był gust coraz liczniejszej, bogatej klienteli. Potem nadeszły wojny i rewolucje, podczas których wiele prac artysty zaginęło. Stopniowo jego nazwisko ulegało zapomnieniu, aż nagle, na przełomie XX i XXI wieku znów stał się modny. Kolekcjonerzy zaczęli go poszukiwać, a na aukcjach uzyskiwał wysokie ceny. I tak np.

w 2007 r. „Nimfa wodna” Kotarbińskiego sprzedana została w Sztokholmie za 1800000 koron szwedzkich,
czyli ok. 753000 złotych.

Zawsze czuł się Polakiem: kiedy Paweł Trietiakow, wybitny rosyjski przedsiębiorca i kolekcjoner uwarunkował zakup obrazu od zmiany sygnatury – z alfabetu łacińskiego na cyrylicę – Kotarbiński kategorycznie odmówił. Jednocześnie, jak wskazuje Halyna Aławerdowa, kierownik Działań Naukowych Kijowskiej Narodowej Galerii Sztuki, artysta „odegrał znaczącą rolę w europeizacji kultury artystycznej na terenach Imperium Rosyjskiego na przełomie XIX i XX wieku”.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Wilhelm Kotarbiński, „Satyr (Faun)”, ok. 1900 (?), olej, płótno, Narodowa Galeria Sztuki w Kijowie

Znaki młodości, znaki dojrzałości

Orłowski i Kotarbiński to artyści najmocniej reprezentowani na krakowskiej prezentacji. Ale ważne są także drobiazgi – tylko w pierwszej chwili pozorne.

Wspomnieć warto niewielki pejzaż „Sorrento” Jana Ciąglińskiego, warszawianina działającego w Petersburgu, jedyny obraz tego autora znajdujący się dziś w Kijowie (był jeszcze drugi, „Dziewczyna-Ukrainka”, ale został skradziony podczas II wojny światowej).

Wart jest uwagi nie tylko ze względu na swój liryzm, harmonijną kolorystykę, wrażenie spokoju, ale także na samego autora. Ciągliński pozował bowiem Ilji Riepinowi do słynnego obrazu „Zaporożcy piszący list do sułtana” (1880-1891), który w 2022 roku za sprawą żywego obrazu stworzonego przez ukraińskich żołnierzy i rozpowszechnionego w mediach społecznościowych zyskał nowego adresata; tym razem list skierowano do Putina.

Wzruszają namalowane z oryginalnej perspektywy „Chryzantemy w doniczkach” Mariana Strońskiego, jakże charakterystyczne dla inteligenckich salonów międzywojnia. Obraz o tej samej tematyce tego samego autora znajduje się w Narodowym Muzeum Ziemi Przemyskiej (urodzony pod Tarnopolem, zdolny i świetnie wykształcony Stroński, który w Paryżu zaprzyjaźnił się z Boznańską i Soutinem, raz po raz tracił wszystko w wyniku kolejnych wojen i zawieruch politycznych – na stałe związał się z Przemyślem).

Są jeszcze rysunkowe portrety Leona Kowalskiego, Polaka urodzonego w Kijowie, który ostatecznie zamieszkał w Krakowie. Przedstawiają tę samą osobę, Katarynę z Zabiełłów Gajową, przedstawicielkę znaczącego rodu kozackiego, związaną rodzinnie z Nikołajem Gajem, ważnym malarzem historycznym i religijnym, członkiem Pieriedwiżników, najbardziej znanego stowarzyszenia artystów rosyjskich.

Pierwsza podobizna (1899) przedstawia postać o regularnych rysach, z wysoko zaczesanym kokiem. Delikatnie zarysowane kontury pociągłej, regularnej twarzy kontrastują z mocnymi, niecierpliwymi kreskami, które zaznaczają strój. Młoda kobieta przekracza właśnie granicę – wchodzi w dojrzałość.

Na drugim portrecie ta sama kobieta wygląda już zupełnie inaczej. Siwiejące włosy ukryła pod kapeluszem, twarz zmatowiała, sylwetka zdążyła się pochylić. Wokół oczu pojawiła się pajęczyna zmarszczek. To już nie dojrzałość, ale droga ku starości. Trudno uwierzyć, że między pierwszym a drugim rysunkiem minęły tylko trzy lata.

Tatrzański śnieg, ukraiński czarnoziem

Kijowskie polonica tak dobrze odnajdują się w krakowskich Sukiennicach, przede wszystkim dlatego, że wchodzą w dialog z obrazami, które znajdują się tu na stałe.

Prace Kotarbińskiego (ale także przywiezione ze stolicy Ukrainy szkice Henryka Siemiradzkiego) korespondują z widowiskowymi „Pochodniami Nerona” tego ostatniego, które rozpoczęły historię krakowskiego w Sukiennicach. Z kobietami w rzymskich szatach z akademickich płócien chętnie zapoznałby się zapewne krakowski „Ahaswer” z obrazu Maurycego Gottlieba.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Leon Wyczółkowski, „Orka na Ukrainie”, Muzeum Narodowe w Krakowie
Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Arcydzieła na trasie Kijów-Kraków
Henryk Siemiradzki, „Pochodnie Nerona”, Muzeum Narodowe w Krakowie

Najbardziej symboliczne wydaje się jednak spotkanie dwóch obrazów Leona Wyczółkowskiego. Krakowska kolekcja szczyci się bliską francuskiemu impresjonizmowi „Orką na Ukrainie”, gdzie artysta przebywał (z przerwami) w latach 1883-1911. To bardzo znany obraz. Na pierwszym planie, odwrócony tyłem do widza, stoi ekonom nadzorujący pracę. Patrzy na „procesję” zaprzężonych do pługa wołów. Biała skóra zwierząt, podobnie jak koszula nadzorcy, nabiera złotawego odcienia, płaty czarnoziemu rozjaśniły się błękitami i fioletami, wschodzące nisko słońce nadało niebu mleczny odcień.

Zupełnie inny charakter ma obraz, który na wystawę w Sukiennicach przyjechał z Kijowa. To pastel „U podnóża Giewontu”, który Wyczółkowski namalował w 1904 roku. Klimat górskiego pejzażu jest zupełnie inny: statyczny, utrzymany w chłodnej kolorystyce, niemal pusty. Cała przestrzeń zaanektowana została przez śnieg. Jedyny znak, że są tu jacyś ludzie, to kilka zabudowań, które zdają się kamuflować, ukrywać pod śniegiem.

I nagle okazuje się, że krakowski Wyczółkowski ma charakter ukraiński, zaś kijowski przywołuje atmosferę Podhala.

I nie jest to przypadek, ale pewien symbol, świadectwo ważnej, wspólnej historii.

„Korzenie i niebo. Polski rozdział w kolekcji Kijowskiej Narodowej Galerii Sztuki”; kurator: Halyna Alaverdova; scenariusz: dr Beata Studziżba-Kubalska; Muzeum Narodowe w Krakowie (Sukiennice); wystawa potrwa do 18 października.

Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Agnieszka Sabor

Jest historyczką sztuki i publicystką. Autorka recenzji, wywiadów oraz sylwetek artystów. Publikowała m.in. w “Tygodniku Powszechnym” oraz “Rzeczpospolitej”. Kuratorka wystaw.

Popularne

Sztuka nie zawsze przekracza granice

Jeśli weźmiemy pod uwagę dane statystyczne z ostatnich 20 lat, to liczba prób nielegalnego wywozu zabytkowych dóbr kultury zdecydowanie spadła – mówi Wojciech Krupiński z Zarządu Operacyjno-Śledczego Komendy Głównej Straży Granicznej. – Jednak przestępczość dotycząca zabytków ma bardzo szeroki kontekst – to także kradzieże, paserstwo, fałszerstwa, zniszczenia... Zatem diagnozowanie tej problematyki tylko w kontekście naszych działań byłoby niepełne – dodaje...

Dywizjon dziedzictwa

Do końca lutego 2024 roku zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo 902 obiektów zabytkowych objętych ochroną – wynika z danych ukraińskiego Ministerstwa Kultury i Polityki Informacyjnej. Rabowane są obiekty uznane za wartościowe dla narracji Kremla, mające dowodzić związków historyczno-kulturowych Ukrainy z „Mateczką-Rossiją” i uzasadniać roszczenia terytorialne...