Fot. Biblioteka Narodowa Polona
- który znany wojskowy z czasów II RP uchodził za wziętego malarza
- kim w Legionach Piłsudskiego był Leon Wyczółkowski
- pod jakim pseudonimem skryła się jedna z artystek służących w oddziałach
W Legionach Polskich służyli profesorowie, lekarze, pisarze, architekci, a także… rzeźbiarze i malarze. Z samej krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych wyszło kilku przyszłych generałów, a wielu jej studentów i absolwentów znalazło się w legionowych szeregach. Jedni zamienili pędzle na karabiny, inni walczyli obrazem.

„Z samej tylko krakowskiej ASP wyszli generałowie: Henryk Minkiewicz, Czesław Jarnuszkiewicz, Kazimierz Dąbrowa-Młodzianowski, marszałek Edward Śmigły-Rydz, Józef Kordian-Zamorski, Mariusz Zaruski. A iluż tam studiowało późniejszych pułkowników i majorów…
Krakowska Akademia Sztuk Pięknych na początku XX wieku była polską uczelnią wojskową”
– zauważył Antoni Kroh w książce „O Szwejku i o nas”.
Brzmi to jak efektowna publicystyczna przesada, a jednak u progu XX wieku Akademia przy placu Matejki kształciła artystów, którzy sztukę, politykę i walkę o niepodległość traktowali jako części tego samego projektu. Wyobraźnia artystyczna oraz wyobraźnia polityczna często wyrastały z tego samego buntu przeciw rzeczywistości.
Niektórzy dosłużyli się nawet generalskich szlifów, inni zginęli, zanim zdołali stworzyć swoje najważniejsze dzieła. Jedni walczyli na froncie, drudzy dokumentowali życie oddziałów, jeszcze inni trafiali do struktur zajmujących się działalnością artystyczną i propagandową. Granice między tymi rolami pozostawały płynne.
W dwudziestoleciu międzywojennym o Legionach mawiano, że były „najinteligentniejszą armią świata”. W ich szeregach rzeczywiście roiło się od lekarzy, prawników, profesorów, dziennikarzy i literatów. Walczyli w nich późniejsi ministrowie, parlamentarzyści, dyplomaci i ludzie kultury.
Była to w znacznej mierze armia ochotnicza, stworzona przez środowiska, które niepodległość najpierw wymyśliły, opisały i narysowały.
Artyści znaleźli się wśród szczególnych uczestników tego przedsięwzięcia. Byli żołnierzami, lecz stawali się również pierwszymi kronikarzami własnej legendy. Zanim historycy uporządkowali daty bitew, artyści zapisali twarze, gesty, krajobrazy i codzienność wojny. Dzięki nim Legiony otrzymały wizualną pamięć niemal równocześnie z tym, jak tworzyła się ich historia.
Nie była to zresztą zwykła kronika. Każdy portret żołnierza zawierał obietnicę ocalenia go od anonimowości. Każdy rysunek obozowiska przekonywał, że skromny epizod frontowego życia jest fragmentem sprawy większej niż los pojedynczego człowieka. Sztuka dokumentowała wojnę, ale jednocześnie nadawała jej sens. Prowadziła własną ofensywę – na wyobraźnię społeczną.
Marszałek przed sztalugami
Najbardziej spektakularnym przykładem połączenia sztuki i wojskowości pozostaje Edward Rydz-Śmigły. Pamiętamy go przede wszystkim jako marszałka Polski, generalnego inspektora Sił Zbrojnych i Naczelnego Wodza we wrześniu 1939 roku. Rzadziej przypominamy, że zanim rozpoczął wielką karierę wojskową, chciał zostać malarzem.


Studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, między innymi pod kierunkiem Leona Wyczółkowskiego i Józefa Pankiewicza. Kształcił się również w Monachium czy Wiedniu. Przeszedł regularną edukację artystyczną i wystawiał swoje prace. W 1916 roku na krakowskiej wystawie poświęconej Legionom pokazano sześć jego akwarel oraz cztery rysunki. Rok później w warszawskiej Zachęcie prezentowano wykonane przez niego studium głowy Leopolda Gottlieba. I uchodził dzięki swym artpoczynaniom za wziętego malarza.
Szczególną sławę zdobył „Poległy legionista” z 1916 roku, dzieło wpisujące żołnierską śmierć w estetykę patriotycznego misterium. Rydz-Śmigły tworzył także portrety, pejzaże i sceny rodzajowe. Malował nawet po klęsce wrześniowej, podczas internowania w Rumunii. W zbiorach Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku znajdują się jego prac z 1939 roku, w tym akwarelowa „Martwa natura”.

Rydz-Śmigły jest jednym z najbardziej niezwykłych przypadków w kulturze XX wieku: malarzem, który znalazł się na samym szczycie wojskowej hierarchii.
Wojna narysowana na gorąco
Leopold Gottlieb jako ceniony malarz wstąpił do Legionów i stał się jednym z najważniejszych dokumentalistów ich codzienności. Przed wojną należał już do rozpoznawalnych twórców. Studiował w Krakowie u Jacka Malczewskiego i Teodora Axentowicza, działał w Paryżu, współtworzył Grupę Pięciu. Legionowa przygoda nie była więc młodzieńczym epizodem poprzedzającym właściwą karierę, lecz decyzją dojrzałego artysty.
W 1915 roku przydzielono mu osobne pomieszczenie przy kwaterze dowódcy, które stało się polową pracownią. Zaczęła się wielka akcja portretowania. Gottlieb uwieczniał Piłsudskiego, Władysława Belinę-Prażmowskiego, Felicjana Sławoja Składkowskiego, Edwarda Rydza-Śmigłego, ale równie chętnie rysował żołnierzy, których nazwisk historia nie zachowała.

pod Kostiuchnówką”, litografia barwna, 1936 r.


Właśnie te anonimowe wizerunki bywają dziś najbardziej przejmujące. Żołnierze Gottlieba nie zawsze stoją na baczność. Odpoczywają, śpią, czekają, opierają się o karabiny. Są zmęczeni, wychudzeni, zamyśleni. Wojna nie przybiera tu wyłącznie postaci bohaterskiej szarży. Jest przede wszystkim czasem długiego oczekiwania, niewygody i niepewności.
Artyści zdawali sobie sprawę, że uczestniczą w wyścigu ze śmiercią. Portret należało wykonać natychmiast, bo model za kilka dni mógł już nie żyć. Gottlieb, Wincenty Wodzinowski, Stanisław Janowski, Jan Gumowski, Karol Maszkowski, Zygmunt Rozwadowski, Jan Rembowski czy Tadeusz Pruszkowski stworzyli łącznie tysiące podobizn legionistów. Powstał niezwykły zbiorowy portret formacji, która bardzo szybko zaczęła przechodzić z historii w mit.
Nie wszystkie rysunki były propagandą w prostym znaczeniu tego słowa. W wielu nie ma pomnikowej pozy, patosu ani heroicznej dekoracji. Jest za to kruchość człowieka.
Wyczółkowski na wojnie
W legionową opowieść zaangażowali się także najważniejsi mistrzowie epoki: Julian Fałat, Wojciech Kossak czy Leon Wyczółkowski. Nie wszyscy walczyli na pierwszej linii. Przydzieleni byli bowiem do tej komórki Komendy Głównej Legionów, która odpowiadała za propagandę. Część działała w strukturach dokumentacyjnych i informacyjnych, przygotowywała wystawy, teki graficzne oraz wizerunki dowódców. Ich prace miały informować, mobilizować i przekonywać społeczeństwo, że oto odradza się polskie wojsko, skutecznym narzędziem wojennej propagandy.

Szczególne miejsce zajmuje „Legionowo” Wyczółkowskiego. Sędziwy już artysta w 1916 roku odwiedził kwaterę Komendy Legionów Polskich na Wołyniu. Nie pociągała go jednak wyłącznie oficjalna ikonografia. Rysował drewniane zabudowania, sanitariuszy, kuchnie polowe, trębaczy, mogiły i cmentarze. W jego wspomnieniach pojawia się obraz nocnego pożaru oraz „synteza wojny, żalu”. Z tych obserwacji powstała teka „Wspomnienia z Legionowa 1916”
To wojna widziana przez artystę, który całe życie badał światło, materię i naturę. Nawet na froncie nie przestawał patrzeć jak malarz. Jednocześnie samo jego nazwisko pracowało na rzecz niepodległościowej sprawy.
Obecność profesora Akademii, jednego z najwybitniejszych polskich twórców, nadawała Legionom kulturową rangę. Młodziutka armia zapożyczała autorytet od starego mistrza.
Obok Wyczółkowskiego działali również Kossak i Fałat. Trudno się dziwić, że po sztukę sięgnięto tak szybko. Polska nie istniała na mapie, ale od dawna istniała w obrazach. Matejkowskie wizje historii, batalistyka Kossaków i symbolizm Młodej Polski przez dziesięciolecia zastępowały państwową ikonografię. Legiony nie musiały więc tworzyć wizualnego języka od zera. Mogły wykorzystać gotowy arsenał symboli.
Zygmunt Tarło, czyli rzeźbiarka w kawalerii
Historia legionowych artystów nie jest wyłącznie historią mężczyzn. We wrześniu 1915 roku Zofia Trzcińska-Kamińska, późniejsza znana rzeźbiarka i medalierka, zaciągnęła się w Lublinie do II Brygady Legionów. Ponieważ wojsko pozostawało dla kobiet zamknięte, wystąpiła w męskim przebraniu jako Zygmunt Tarło. Wybrała kawalerię, a więc formację wymagającą szczególnej sprawności i wytrzymałości.

Jej służba trwała krótko – według różnych przekazów od kilku tygodni do kilku miesięcy – lecz ten epizod ma ogromną siłę symboliczną. Artystka nie tylko przekroczyła granicę między sztuką a wojną, ale również naruszyła jeden z najsilniej strzeżonych podziałów swojej epoki. Aby zostać żołnierzem, musiała najpierw stworzyć własną postać.
Z Legionami wiązana była także Zofia Lubańska, znana lepiej z nazwiska „po mężu” – Stryjeńska. Przebywała wówczas na Wołyniu. Jej obecności nie należy jednak utożsamiać z regularną służbą wojskową. To ważne zastrzeżenie, bo w legionowej legendzie role żołnierza, artysty, sympatyka i obserwatora z czasem zaczęły się na siebie nakładać.

Od szabli do kilimu
Jedną z najbardziej niezwykłych postaci tego kręgu był Kazimierz Dąbrowa-Młodzianowski, malarz, legionista, późniejszy tytularny generał brygady, komendant Policji Państwowej, wojewoda poleski i pomorski oraz minister spraw wewnętrznych. Nawet robiąc karierę państwową, nie porzucił działalności artystycznej.
Młodzianowski malował farbami olejnymi, tworzył akwarele, gwasze, pastele i grafiki, projektował polichromie, kilimy oraz metalowe naczynia. Co ważne, już po wojnie, w 1926 roku współtworzył Spółdzielnię Artystów „Ład”, jedną z najważniejszych instytucji polskiego wzornictwa międzywojennego, dla której tworzył wzory kilimów. Był również autorem wzoru szabli oficerskiej piechoty z 1916 roku, używanego później w Wojsku Polskim.
Podobną drogę przeszedł Wojciech Jastrzębowski, żołnierz Legionów, późniejszy profesor i rektor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, współtwórca polskiej sztuki użytkowej. W legionowych szeregach znalazł się także architekt Bohdan Pniewski, który w II Rzeczypospolitej stał się jednym z najważniejszych projektantów gmachów państwowych.
Rzeźbiarze, taternicy i malarze w pancernym pociągu
Lista artystów związanych z Legionami przypomina momentami scenariusz historycznej superprodukcji. Był wśród nich Mariusz Zaruski – malarz, fotograf, pisarz, taternik i żeglarz, współtwórca oraz pierwszy naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, późniejszy generał brygady. Aresztowany w 1940 roku przez NKWD, zmarł w następnym roku w więzieniu w Chersoniu.
Był Zygmunt Rozwadowski, malarz batalista, współautor – obok Jana Styki i Wojciecha Kossaka – „Panoramy Racławickiej”. Był Stanisław Kamocki, profesor krakowskiej ASP, który służył pod przybranym nazwiskiem Stefan Kozłowski. Był Wilhelm Wyrwiński „Wilk”, malarz i grafik, późniejszy dowódca pociągu pancernego „Piłsudczyk”. Był Henryk Kunzek, rzeźbiarz, malarz i lekarz I Brygady, portretujący rannych i chorych żołnierzy. Był wreszcie Włodzimierz Konieczny – rzeźbiarz i grafik, który poległ w 1916 roku pod Kostiuchnówką. Nie zdążył wrócić do pracowni.
W ruch legionowy angażowali się także artyści, którzy nie zostali żołnierzami frontowymi. Konstanty Laszczka wspierał Legiony finansowo i tworzył wizerunki Piłsudskiego. Stefan Filipkiewicz projektował mundury dla ułanów, Antoni Procajłowicz – odznaki, a Kazimierz Kostynowicz karykaturami przypominał, że nawet armia budująca własną legendę potrafiła się z siebie śmiać.
Mundur jako kostium nowoczesności
Obecność artystów w Legionach nie była barwnym marginesem wielkiej historii. Miała znaczenie zasadnicze.
Legiony potrzebowały znaków rozpoznawczych, mundurów, odznak, portretów dowódców, pocztówek, plakatów i wystaw. Potrzebowały obrazu, który wyprzedzał polityczną rzeczywistość.
Polski wciąż nie było na mapie, ale na rysunkach i fotografiach istniało już polskie wojsko.

To artyści pomagali zamienić niewielkie oddziały w wizualną zapowiedź państwa. Mundur był nie tylko ubiorem, ale kostiumem nowoczesności. Odznaka stawała się miniaturowym manifestem politycznym. Portret Piłsudskiego działał jak ikona, a sceny obozowego życia przekonywały, że niepodległość ma swoich konkretnych bohaterów.
Dzisiaj, w epoce obrazów przesyłanych niemal natychmiast z pola walki, łatwiej zrozumieć, jak wielkie znaczenie miała ta działalność. Każda wojna toczy się także o sposób, w jaki zostanie zobaczona i zapamiętana.
Artyści legionowi pełnili funkcje, które dziś dzielą między siebie fotografowie wojenni, reporterzy, dokumentaliści. Ich szkicowniki były analogowym odpowiednikiem strumienia obrazów z frontu.
Nie oznacza to, że wszystkie te prace należy traktować bezkrytycznie. Sztuka legionowa dokumentowała rzeczywistość, ale również budowała mit. Pokazywała zmęczenie, cierpienie i śmierć, zarazem podporządkowując je opowieści o narodowym odrodzeniu. Nie była jedynie zapisem wojny. Była jednym z narzędzi, za pomocą których wojnie nadawano znaczenie.
Po odzyskaniu niepodległości legionowe wizerunki zaczęły żyć własnym życiem.

Trafiały na wystawy, pocztówki, do albumów i podręczników. Portrety dowódców stawały się oficjalnymi podobiznami państwowych bohaterów. Zwłaszcza że jako dar Naczelnego Komitetu Narodowego z 1920 roku wiele z nich wraz z archiwami trafiło do zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie. Dziś to najcenniejszych kolekcja sztuki obejmujący gromadzone w latach wojny prace artystów, służących w legionach, oraz dary osób prywatnych. To setki rysunków, akwarel, obiektów falerystycznych, umundurowania, oporządzenia i uzbrojenia. Są wreszcie życzenia zrzucane nad Krakowem z samolotów w 1919 roku, „w pierwszym roku wolnej Polski”, przez wojskowych pilotów.
Co ważne, archiwa związane z Legionami Polskimi – a dokładnie zespół akt Naczelnego Komitetu Narodowego (1914–1920) – zostały wpisane na listę krajową programu UNESCO „Pamięć Świata” 28 września 2018 roku.
Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!











![Chorąży Legionów Polskich [Alfred Wallner_] Leopold Gottlieb, „Chorąży Legionów Polskich [Alfred Wallner?]”, 1915 r.](https://spotkaniazzabytkami.pl/wp-content/uploads/2026/08/chorazy-legionow-polskich-alfred-wallner--800x1109.jpg)
















