Fot. archiwum autora
Nieustający postęp cywilizacyjny i przyspieszenie życia powodują, że na każdym kroku dążymy do upraszczania pracy, rozrywki, a nawet… sposobu jedzenia. Przy okazji coś nam jednak umyka.
W czasach, gdy wspólny posiłek był związany z odpowiednią celebrą, korzystano z różnego rodzaju sztućców, których przeznaczenie nie jest dzisiaj większości z nas znane. Obiekty na zdjęciach nie są jednak sztućcami. To tzw. koziołki, czyli podstawki, na które można było odłożyć nóż czy łyżkę podczas krótkiej przerwy w jedzeniu.
Platerowane (srebrzone) koziołki produkowała większość warszawskich fabryk platerów jeszcze w XIX wieku. Zakłady Frageta, Norblina, Braci Buch czy Braci Henneberg w swoich ofertach miały ich kilkadziesiąt rodzajów.

Niegdyś powszechnie stosowane i dostępne, z czasem stały się tylko ekskluzywnym prezentem i mimo że także współcześnie są wytwarzane, niemal całkowicie wyszły z użytku. A szkoda, bo nie sposób odmówić im uroku, który czynił posiłek bardziej eleganckim.
Koziołki przeważnie składają się poprzecznego pałąka – bywa, że mającego formę figuralną, zwierzęcą czy roślinną – wspartego na różnego rodzaju, często również dekoracyjnych nóżkach. Czasem tymi nóżkami są po prostu zakończone kulkami krzyżaki, nierzadko nóżki są stylizowane, np. na konary drzewa, inne formy roślinne albo zwierzęce. Wzory koziołków bywały łączone z fasonem samych sztućców lub wzorem dekorującym komplet np. do kawy lub herbaty. W słynnych norblinowskich fasonach Aleksandra, borówka czy wieniec elementem zestawu były także podstawki pod noże i widelce.

Pierwsze koziołki kupiłem, na sztuki, na jednym z popularnych portali aukcyjnych – były to najbardziej typowe fragetowskie krzyżaki zakończone kulkami. Nie pamiętam, ile ich było, ale na pewno nie tworzyły całego kompletu. Potem koziołki wpadały mi w ręce przy różnych okazjach: na targach, bazarach, w antykwariatach i oczywiście w internecie.
Najbardziej lubię koziołki Norblina jako uzupełnienie kompletu sztućców. Mój ulubiony fason, borówka, pojawił się w Polsce w początku XX wieku, ale największą popularność zyskał dopiero w latach 20. i 30. Trafiłem na niego na warszawskim Kole w nietypowy sposób. Otóż na tym warszawskim targu zaprzyjaźniłem się z panią, u której co jakiś czas kupowałem pojedyncze sztućce. Wciąż wspominała, co jeszcze skrywa jej magazyn. Trwało to kilka miesięcy, aż w końcu zdecydowała się przywieźć swoje skarby i je sprzedać. To wtedy kupiłem swoje pierwsze „borówki”. Tydzień później na kolejne sześć sztuk natrafiłem w internecie.
Pamiętajmy więc, żeby pięknych przedmiotów szukać nie tylko w sieci, lecz także – by rozmawiać o nich z ludźmi. W końcu koziołki wymyślono dla tych, którzy nie jedzą posiłków samotnie.
Artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 2/2025