Julia Wyszyńska (Florentyna), Jacek Braciak (Tomasz Łęcki) i Sandra Drzymalska (Izabela Łęcka) w serialu „Lalka”
Julia Wyszyńska (Florentyna), Jacek Braciak (Tomasz Łęcki) i Sandra Drzymalska (Izabela Łęcka) w serialu „Lalka”
Fot. R. Pałka / Netflix
Wywiady

Sam kostium już jest historią

Nie wierzę, gdy aktor mówi, że kostium jest nieważny. To jego narzędzie pracy. Zawsze staram się oferować mu jak najbardziej trafny, bo wiem, że gdy mi się uda, aktor będzie nie tyle grać, ile stanie się swoją postacią – mówi Dorota Roqueplo, jedna z najbardziej cenionych kostiumografek, która odpowiada za stroje do serialu „Lalka”.

Fot. Tomasz Adamowicz / Forum
Sam kostium już jest historią
DOROTA (WŁAŚC. DOROTHÉE) ROQUEPLO: Kostiumografka, pracowała m.in. przy takich filmach jak „Mój Nikifor”, „Młyn i krzyż”, „Miasto 44”. Laureatka pięciu nagród indywidualnych za kostiumy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za siedem filmów, a także sześciu Orłów i Nagrody Specjalnej PSC Polskiego Stowarzyszenia Autorek i Autorów Zdjęć Filmowych 2026 za całokształt pracy. Jest członkinią Polskiej Akademii Filmowej, Europejskiej Akademii Filmowej i Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej

Kiedy zaczyna pani pracę przy nowym projekcie, od razu wie, jak powinien wyglądać konkretny kostium? To wynik nagłego olśnienia czy długiej kalkulacji?

Różnie bywa. Zazwyczaj intuicja od razu mi coś podpowiada. Dużo widzę, gdy czytam scenariusz. Najlepsze są te, w których postacie są precyzyjnie nakreślone, żywe, namacalne – wtedy jako kostiumograf od razu wiem, jak pomóc aktorom je urzeczywistnić. Czasem postacie nie są tak wyraziste i żeby je sobie wyobrazić, muszę postawić wiele pytań.

Kostiumograf jest wszystkim po trochu: etnologiem, psychologiem, dyplomatą…

Musi szukać różnych sposobów, by dotrzeć do bohatera, zrozumieć jego osobowość i przełożyć ją na strój. Powinien też umieć porozumieć się z całą ekipą, rozmawiać z reżyserami, operatorami, scenografami, oczywiście aktorami, bo praca przy filmie to praca zespołowa, którą można porównać do łańcucha – wszystkie jego ogniwa muszą być z sobą dobrze połączone.

W których pani filmach bohaterów można było od razu zobaczyć?

Na przykład „Mój Nikifor” Krzysztofa Krauzego, to był magiczny film. Wszystkie postacie były świetnie napisane, bardzo charakterystyczne. Łatwiej mi też, gdy dostaję scenariusze o ludziach, którzy rzeczywiście istnieli, jak van Gogh, bo mamy ich portrety, obrazy, różne dokumenty z epoki i mogę się na nich oprzeć, projektując kostiumy wrócić do faktur, które istniały, zafarbować materiał, by wyglądał dokładnie jak ten sprzed kilkuset lat. Wiele z tych pomysłów pojawia się już w fazie czytania scenariusza, potem muszę tylko je urzeczywistnić.

Fot. Netflix
Sam kostium już jest historią
Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka
Fot. Netflix
Sam kostium już jest historią
Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski

A jak było z serialową „Lalką” Pawła Maślony?

To skomplikowane. Przystępując do pracy nad tym projektem, miałam w głowie nie tylko książkę, lecz także polską historię i ówczesną modę, a przede wszystkim scenariusz, który mnie zainspirował do tego, by podejść do tworzenia kostiumów od zaskakującej strony.

To znaczy?

Zobaczyłam, że ten tekst nie jest wiernym odzwierciedleniem książki i XIX wieku, wyłamuje się z tych ram, ma autorski rys. Wtedy pomyślałam, że projektując kostiumy, również mogę trochę zaszaleć, trzymać się XIX wieku, ale niekoniecznie Polski tego okresu.

Fot. dp
Sam kostium już jest historią
Bolesław Prus, „Lalka”, 1887–1889 r., karta z rękopisu powieści przygotowanej do publikacji w odcinkach w „Kurierze Codziennym”, zbiory Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy – Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego

Pozostałam zatem wierna krojowi ubrań, temu, jakie warstwy stroju człowiek nosił na sobie, jakie były elementy garderoby, ale już nie koloru. Kolorystyka filmu objawiła mi się podczas wizyty w muzeum w Amsterdamie, gdzie pojechałam z moją drugą kostiumografką, Marzeną Wojciechowską. Był tam obraz motyla i gdy go zobaczyłam, pomyślałam: „To jest nasza »Lalka«”! W skrzydłach tego owada były wszystkie kolory, które weszły potem do filmu. Miały w sobie barwy strojów chłopów, Żydów, robotników, szlachty. Odkąd go zobaczyłam, kliknęło mi w głowie i już zaczęłam sobie wyobrażać, jak to wszystko ma wyglądać.

XIX wiek to czasy ścisłych etykiet, kodów zachowania, których trzeba było przestrzegać. Strój musiał to oddawać, pomóc wtopić się w świat, odzwierciedlić czyjeś miejsce w społecznej hierarchii. Czasem chyba sam kostium opowiadał jakąś historię.

Niezależnie od tego, czy kostium jest historyczny, czy współczesny, zawsze opowiada historię jakiegoś człowieka. W filmach historycznych bywa osobną opowieścią o aspiracjach, obowiązującym kodzie społecznym, statusie materialnym ludzi.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Sam kostium już jest historią
Suknia jedwabna dwuczęściowa, twórca nieznany, Polska, jedwab, ryps, bawełna, koronka maszynowa, szycie maszynowe, szer. pleców 36 cm, dł. stanika z tyłu 51,5 cm, dł. Draperii 41 cm, dł. Rękawków 26 cm, dł. Spódnicy z przodu 104 cm / z tyłu 131 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie

W Warszawie schyłku lat 70 . XIX w., którą opisuje Prus, zasady rządzące strojem były mocno określone:

to czas schyłku epoki krynoliny, powoli zaczynają królować suknie pozostające bliżej ciała, z mocno zdobionym tyłem, formowanym przez turniurę, czyli rodzaj poduszki lub konstrukcji z fiszbinów, która unosiły materiał sukni z tyłu. Ważne były dodatki: kapelusze, te dla kobiet często strojone piórami i kwiatami, rękawiczki, wachlarze, parasolki, a dla mężczyzn laski, które uchodziły za symbol statusu.

Podstawą zaś męskiego stroju był surdut, który także podkreślał status społeczny, a jego forma różniła się w zależności od okazji. To, jak ubierały się poszczególne klasy społeczne, było bardzo zróżnicowane, choćby pod względem materiałów i liczby posiadanych ubrań. Kontrast między eleganckimi salonami a biedą z Powiśla był wyraźny. W końcu szycie było drogie, a wszystko się przecież szyło. Dlatego później nosiło się ubrania latami, a potem jeszcze przerabiało, np. na ubrania dla dzieci. Nie było marnotrawstwa.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Fot. Netflix
Sam kostium już jest historią
W serialu Netfliksa Magdalena Cielecka gra Kazimierę Wąsowską a wrocławski Plac Uniwersytecki – warszawską ulicę

U Prusa i Wokulski, i Łęcka to postacie mocno określone przez strój. Pani też szukała sposobu, by to oddać w serialu.

Oczywiście każda z tych postaci jest bardzo ważna i ma swój styl. Jeśli chodzi o Wokulskiego, to zależało mi, by pokazać to przejście: najpierw był wolnym człowiekiem, który się dorobił, potem poznał Łęcką i ta fascynacja nią spowodowała, że sam siebie zaczął więzić, wchodzić w zbroję. Narzucił sobie pewien reżim, zaczął choćby nosić gorset.

Nie każdy o tym wie, że mężczyźni też nosili gorsety, bo nie wypadało mieć brzucha.

Trzeba było trzymać dyscyplinę strojem. Gorset można nazwać tego symbolem. Ciekawym faktem z nim związanym jest to, że nosiła go nie tylko arystokracja, ale wszystkie warstwy społeczne. W XIX-wiecznym kostiumie obowiązywały ścisłe zasady. Łęcka ich przestrzegała. Lubiła modę, nie była przyzwyczajona do tego, by oszczędzać. Miała swój styl, pozostający jednak w ramach epoki. Nie była zbuntowana w ten sposób, że porzuciła gorset. Jeśli o nią chodzi, zafascynował mnie kolor i przez niego chciałam ją opowiedzieć. I przez szczegóły. Zawsze dopracowuję detale, nawet gdy ich nie będzie widać na ekranie.

W „Lalce” ważne były choćby pończochy. One długo były wiązane, często zjeżdżały kobietom z nóg.

W jednej scenie na początku „Lalki” widać, że lekko zjeżdżają z nóg Łęckiej. W innej scenie grająca tę rolę Sandra Drzymalska nosi sweterek z guzikami, które pochodzą z końca XIX wieku. To są drobnostki, które pozwalają naprawdę wejść w epokę.

Podobno to, by aktorzy w pełni zanurzyli się w rolę, jest dla pani tak ważne, że prosi ich pani, by ubrali nawet bieliznę z minionej epoki, mimo że nie będzie jej widać na ekranie.

Tak, bo to też coś narzuca. To ważne, czy ktoś nosi pantalony, halkę, czy stringi. Nawet bielizna wpływa na to, jak się czujemy. Kobieta, która nosi koronkową bieliznę, czuje się inaczej niż ta, która nosi sportową. Zawsze z ciekawością obserwuję aktorów, gdy ubierają się w stroje z epoki. Uważam, że gdy to robią, przeistaczają się. Bywa, że to właśnie kostium „robi” postać. Tak było z niedawno zmarłym Janem Fryczem: wkładał kostium i przeistaczał się w kogoś innego. Nie wierzę, gdy aktor mówi, że kostium nie jest dla niego ważny. To jego narzędzie pracy. Zawsze staram się oferować mu jak najbardziej trafne narzędzie, bo wiem, że gdy mi się uda, aktor nie będzie tylko grać, ale stanie się swoją postacią. Czasem ludzie nie zwracają uwagi na strój, myśląc, że to nieważne. A ta abnegacja też ich tworzy. To, jak się ubieramy, definiuje nas i określa w oczach innych. Wpływa też na nasze samopoczucie. Osobiście nie lubię czerwonego, źle się w nim czuję i nigdy mnie pani w tym kolorze nie zobaczy.

(…)

Całośc artykułu – w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 4/2026. Na rynku od 1 października. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Patrycja Pustkowiak

Pisarka. Wydała dwie powieści: „Nocne zwierzęta”, która znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2014 oraz była nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia 2014 oraz „Maszkaron”. Opowiadania oraz teksty o literaturze publikowała m.in. w „Dzienniku”, „Dwutygodniku”, „Gazecie Wyborczej”, „Wprost”, „Bluszczu”, „Piśmie”, „Lampie” i „Polityce”. Dla portalu spotkaniazzabytkami.pl opisała historię krakowskich kawiarni: https://kawiarnie.szz.pl/

Popularne

Murowane gwiazdy – zabytki kina przedwojennego

Od samych swoich narodzin film był narzędziem dokumentowania polskiej rzeczywistości przełomu XIX i XX wieku. To dzięki warszawskim kiniarzom powstały pierwsze ruchome obrazy pokazujące życie codzienne miasta, a kinowe obrazy realizowane w następnych dekadach uwieczniały zarówno najciekawsze zabytki, jak i obyczaje ówczesnej Warszawy...

Lotność fantazyi

Zmarł rankiem, w maju, we Lwowie. Jego ciało przywieziono do Krakowa koleją. Po południu przetransportowano zwłoki na Cmentarz Rakowicki i tam, w dzień jak na wiosnę zimny i pochmurny, spoczął „jeden z największych współczesnych architektów polskich”, o którym „pisma zagraniczne z najwyższemi pochwały się wyrażały”, a na jego grobie postawiono figurę sfinksa. Bardzo nietypowo, bardzo niezwykle, dokładnie tak, jak można się było spodziewać. Bo u Teodora Mariana Talowskiego za życia też wszystko było niezwykłe...