Willa Książków. Tarnów, październik 2024 r.
Fot. Maciej Czarnecki
Artykuły

Nowoczesność na prywatny użytek

Z tego artykułu dowiesz się:
  • dlaczego współpracę z architektem przy budowie willi Książków w Tarnowie właściciele określali jako „ciężką”
  • po zaplanowano specjalne okienko w sypialni
  • na co mieszkańcy wymienili kolorowe lampy w salonie

Ciekawa sprawa z tym domem Książków: im więcej się o nim wie, tym więcej pytań chciałoby się zadawać. O inwestora, twórcę, sąsiedztwo i – chyba przede wszystkim – o miasto i czasy, w których wyrósł. Tak, by poznać kontekst i lepiej zrozumieć tę wybitną realizację.

Inny niż wszystko

Lubili patrzeć na dom. Siadali po drugiej stronie ulicy, na rogu Chopina i Starowolskiego, na schodach prowadzących do zakładu krawieckiego i obserwowali: jak sportowy samochód przyjeżdża i wyjeżdża, jak zasłony w oknach zasuwają się i rozsuwają, zawsze płynnie, jakby poruszane na korbkę, jak zapalają się wielkie lampy. Intrygowały ich filary. Czy dom stoi na nich dlatego, że w podziemiach jest basen?

Dom-atrakcja, dom-dziwo. Raz weszli do środka.

Akurat szli ulicą, banda nastolatków, kiedy doktor zaczepił ich zza ogrodzenia.

– Nie chcieliby panowie zarobić kilku złotych?

Oczywiście, że chcą zarobić, i to w tym domu! Zadanie do wykonania: ustawić donice w ogrodzie. Noszą rośliny i oglądają: podświetloną mozaikę z czarnych i czerwonych grudek szkła, rytmiczny układ oświetlenia nad tarasem, intensywne kolory: pomarańcz balkonów, fiolet jednej z ogrodowych ścian, wypielęgnowaną, starannie zaplanowaną zieleń. Donice też mają ułożyć w ściśle określonych miejscach. Basenu nie udaje się wypatrzeć.

Za zarobione pieniądze kupują lody, liżą i patrzą na dom. Mogliby iść do parku, ale po co. – Tutaj było ciekawiej – wspomina Paweł Półkoszek, który na początku lat 80. był jednym z nastolatków zafascynowanych budynkiem. – Dom wydawał się nam obiektem z kosmosu, który dziwnym trafem wylądował w sąsiedztwie. Tak inny od wszystkiego, co znaliśmy.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, elewacje od strony skrzyżowania ul. Chopina i Starowolskiego. Tarnów, październik 2024 r.

Dom „z kosmosu”, czyli willa Barbary i Stanisława Książków na tarnowskiej działce przy ulicy Chopina 16 ,
zaczął wyrastać w 1967 roku.

Za sąsiedztwo miał secesyjne kamienice, trochę przedwojennych domów jednorodzinnych i nowe bloki. Inwestycja powstawała długo, 10 lat, i choć kształt, który przybierał obiekt, był wyjątkowy, sam widok kręcących się na placu robotników raczej nikogo nie dziwił. Bo w tym okresie w Tarnowie nieustannie coś projektowano, pod coś lano fundamenty, coś oddawano do użytku.

Miasto, które dziś mierzy się z depopulacją, wtedy przechodziło okres intensywnego wzrostu. Było nowoczesne i było coraz większe – szacowano, że pod koniec lat 70. liczba mieszkańców osiągnie ćwierć miliona.

– Dynamicznie rozwijał się przemysł – do pracy w Zakładach Azotowych, Zakładach Mechanicznych i Zakładach Elektrycznych Tamel ciągnęli ludzie ze wsi – mówi Barbara Bułdys, kierująca Działem Sztuki w Muzeum Ziemi Tarnowskiej. – Żeby zapewnić im komfortowe warunki życia, Azoty, największy ówczesny sponsor, stawiał żłobki, przedszkola, basen, stadion. Przede wszystkim jednak potrzeba było mieszkań, więc w północno-wschodniej części miasta, tam gdzie do niedawna rosło zboże, pojawiały się osiedla z prefabrykatów: najpierw XXV-lecia PRL (obecnie Niepodległości), potem Jasna I, Jasna II.

Alternatywą dla bloków były domy. Z uwagi na obowiązujące wówczas przepisy, wyznaczające limity powierzchni użytkowej, przybierały zwykle formę kostek o płaskich dachach, wąskich balkonach, z parterem udającym piwnicę (w rzeczywistości pełniącym funkcję mieszkalną) i wejściem podniesionym na poziom pierwszej kondygnacji.

Dom Książków nie mógł być dalszy od tej kostkowej stylistyki. Zamiast zwartego sześcianu – kompozycja modułów, rytmicznie cofających się i występujących ku przodowi, zamiast monotonnych płaszczyzn – kontrasty kierunków, poziomów balkonów, pionów kolumn, a zamiast jednolitych materiałów: kombinacja szkła, metalu, drewna i kamienia.

Dom niby z tego miasta, a jak z innego świata.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, wejście. Tarnów, październik 2024 r.

Nic dziwnego, że jeszcze nim zyskał tabliczkę, ludzie snuli na jego temat różne teorie. Może to dom kultury? Może biblioteka? Może ambasada? Kiedy wreszcie pojawił się napis „Lekarz Stanisław Książek Zakład Rentgena”, na niektórych jego treść podziałała motywująco. – Mijałem go w drodze do szkoły i myślałem sobie, że jeśli kiedyś zostanę lekarzem, to będę mieszkał właśnie tak: bogato, pięknie, inaczej niż wszyscy – wspomina Jacek, który dziś faktycznie może pochwalić się dyplomem z medycyny.

Wychodząc na chwilę poza tarnowski kontekst, można by powiedzieć: nic zaskakującego w tym, że lekarz ma elegancki dom. – W PRL na luksusowy dom jednorodzinny mogło pozwolić sobie kilka grup obywateli: osoby związane z władzą, właściciele prywatnych biznesów oraz niektórzy przedstawiciele inteligencji wykonujący wolne zawody, w tym właśnie lekarze – mówi dr Agata Szydłowska, badaczka designu, autorka książki „Futerał. O urządzaniu mieszkań w PRL”. – Często były one niepozorne z zewnątrz, otoczone szczelnym ogrodzeniem, by nie kłuły w oczy mniej zamożnych obywateli. Jednak

dom Książków to zupełnie inna historia nie tylko z uwagi na formę łączącą wysoki modernizm z lokalnymi materiałami, takimi jak drewno, lecz także rodzaj śmiałości.

Chciałoby się powiedzieć, że ten dom jest dumny, śmiało wystawia się na wzrok okolicy. Jakby zdawał sobie sprawę, że jest dziełem totalnym i mówił:

„Proszę mnie podziwiać”.

Gabinet na lewo, salon na prawo

– Kiedy babcia szła na RTG, to było wydarzenie – wspomina pochodząca z Tarnowa Dominika i dodaje, że choć w poczekalniach zwykle rozmawia się o chorobach, przy Chopina temat był zgoła inny. – Wszyscy komentowali dom, oczywiście oceniając go w pozytywnym tonie. 

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, Klatka schodowa i drzwi do poczekalni dla pacjentów. Tarnów, październik 2024 r.

Chociaż podczas wizyt zdarzały się i nerwowe momenty: ponoć pacjent po wejściu do budynku potrafił najpierw zderzyć się z lustrem, a potem skierować swoje kroki do salonu zamiast do gabinetu. Czy chodziło o stres związany z wizytą? Być może, jednak przyczyną zamieszania była raczej sama architektura. Bo

dom, niezwykły na zewnątrz, w środku okazywał się jeszcze bardziej fascynujący.

Przede wszystkim był wygodny. Jego parter mieścił garaż, pierwsze piętro – gabinet i salon, drugie – sypialnie, łazienkę oraz bibliotekę na antresoli. Był też przestronny. O ile inni inwestorzy, by zmieścić się we wspomnianym normatywie, na dwóch piętrach umieszczali czasem cztery poziomy, o tyle sercem willi przy Chopina uczyniono wysoki na dwie kondygnacje salon o przeszklonych ścianach.

Wrażenie otwarcia na otoczenie pogłębiał zabieg polegający na kontynuacji zewnętrznej dekoracji mozaikowej we wnętrzu domu.

Willa Książków, Z myślą o wygodzie Barbary Książek blaty w kuchni 
umieszczono na wysokości niższej niż standardowa. Tarnów, październik 2024 r.
Willa Książków, Z myślą o wygodzie Barbary Książek blaty w kuchni
umieszczono na wysokości niższej niż standardowa. Tarnów, październik 2024 r.

Wysmakowany – i przy tym epitecie warto zatrzymać się na dłużej. Jak w „Futerale” tłumaczy Agata Szydłowska, większość luksusowych wnętrz tego okresu stanowiła połączenie elementów odwołujących się do rzekomej szlacheckiej przeszłości (panoplia, portrety, trofea myśliwskie) oraz rozwiązań postrzeganych jako przejaw nowoczesności (pokoje bilardowe, sauny, podwieszane stropy z reflektorami, akwaria w ścianach działowych). W domu Książków luksus przybiera zgoła inne oblicze. Przejawia się w wykorzystaniu szlachetnych materiałów, takich jak marmur i czeczota, oraz zaproszeniu do współpracy cenionych artystów, takich jak Helena i Roman Husarscy, odpowiedzialni za stworzenie mozaik, czy Bronisław Chromy, któremu przypisuje się projekt kominka.

I przede wszystkim: dostosowany do potrzeb mieszkańców. Gdyby któryś z pacjentów zabłąkał się aż do podziemi, mógłby przekonać się, że mieści się tam nie basen, lecz kanał do naprawy pojazdów – doktor wchodził do niego, by zaglądać w podwozie swojego sportowego pojazdu.

Miał komplet narzędzi umieszczonych w gablocie na ścianie, ułożonych na tyle estetycznie, że mogłyby uchodzić za dekorację pomieszczenia.

Takich spersonalizowanych rozwiązań w domu przy Chopina jest więcej. Z myślą o wygodzie filigranowej Barbary Książek blaty w kuchni umieszczono na niższej niż standardowa wysokości. Z kolei

by ułatwić rodzicielskie obowiązki, sypialnię i pokój dziecięcy połączono oknem: wystarczył rzut oka, by wiedzieć, czy u pociech wszystko w porządku.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, sypialnia właścicieli. Tarnów, październik 2024 r.

„Ja jestem zadowolony”

Znak umieszczony przed domem przy Chopina 16 zdradza może profesję właściciela, nie odpowiada jednak na pytanie: kim jest człowiek, który decyduje się postawić taki dom? Zostawały domysły: że zamożny, że rozkochany w nowoczesności, że pasjonat architektury, że wielki umysł.

Czy doktor Książek zdawał sobie sprawę, że jego dom jest obiektem rozmów pacjentów i ciekawości sąsiadów? Nawet jeśli tak, zdawało się to nie mieć dla niego znaczenia.

„Z nikim nie dyskutowałem, czy się podoba, czy nie. Najważniejsze, że mi się podoba; gdyby mi się nie podobał, to bym go nie budował”

– mówił w wywiadzie zamieszczonym w książce „Tarnów. 1000 lat nowoczesności”. W tym samym wywiadzie, pytany o historię domu, mówi:

„W 1965 roku nabyłem parcelę. W 1966 rozpoczęliśmy pracę nad projektem”.

O wytycznych dla architekta:

„[Powiedziałem], że chcę taki dom, jak tu teraz jest”.

O wzornictwie:

„Wszystko zrobione jest zgodnie z przepisami”.

O ostatecznym efekcie:

„Ja jestem zadowolony”.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, meble w jadalni. Tarnów, październik 2024 r.
Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, Biblioteczka na antresoli. Tarnów, październik 2024 r.

Odpowiedzi tak lakoniczne, że raczej rozbudzają ciekawość, zamiast ją zaspokajać. – Kiedy szłam na ten wywiad, wyobrażałam sobie, że wrócę z kilkunastoma stronami tekstu zawierającymi przemyślenia wielkiego miłośnika architektury, który kolekcjonuje albumy i jeździ do Francji oglądać realizacje Le Corbusiera. Tymczasem doktor Książek okazał się zupełnie inną osobą – mówi Ewa Łączyńska-Widz, dyrektorka BWA w Tarnowie, autorka cytowanego wywiadu. – Według mnie spektakularność projektu wynikała nie z gustu inwestora, ale raczej z osobowości. Cech takich jak ambicja, konsekwencja, wytrwałość.

Ostateczny kształt i dekoracja domu – co zresztą Książek przyznaje w cytowanym wywiadzie – są efektem wizji architekta, Wojciecha Pietrzyka. Jednak

po ukończeniu prac małżonkowie pozwolili sobie na pewne modyfikacje pierwotnego założenia: lampy w salonie zastąpili żyrandolami będącymi kopiami tych z Zamku Królewskiego w Warszawie, do tego samego pomieszczenia wstawili meble o tradycyjnych formach.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, wysoki na dwie kondygnacje salon z kopiami żyrandoli z Zamku Królewskiego. Tarnów, październik 2024 r.

– Może być to przesłanka świadcząca o ich estetycznych, bardziej mieszczańskich preferencjach, warto jednak zauważyć, że poza tymi niewielkimi ingerencjami dom przez pół wieku pozostał w niezmienionej formie – mówi Ewa Łączyńska-Widz. – W mojej opinii wynikało to z wielkiego szacunku, jaki Książek miał do wiedzy i doświadczenia architekta.

„Zdecydowałem się na taki obiekt i w takim obiekcie żyję, pielęgnuję go”

– tak odczytuję jego postawę – dodaje.

Myliłby się jednak ten, kto współpracę inwestora i architekta chciałby widzieć jako harmonijny proces. Książek na pytanie o to, jak współpracowało się z Pietrzykiem, mówił: „Ciężko”, i dodawał: „To był człowiek trochę udziwniony, artystyczna dusza. Z architektami (…) to jest inny świat”.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, korytarz na pierwszym piętrze. Tarnów, październik 2024 r.

Konstelacja Pietrzyka

Współpracę z Pietrzykiem Książek nawiązał po tym, jak architekt wykonał przebudowę domu jego siostry. Budynek leży w Tarnowie, ale gdzie? To jedna z wielu niewiadomych dotyczących jego dorobku.

Wojciecha Pietrzyka długo opisywano jako absolwenta Politechniki Krakowskiej, twórcę krakowskich realizacji: kościołów – na czele z nowohucką Arką Pana (z której cytaty możemy znaleźć w projekcie domu Książków) – i domów jednorodzinnych. Po tym jak wokół domu Książków zrobiło się głośno, lakoniczne biogramy zaczęto uzupełniać o kolejne informacje. W mediach pisano, że Pietrzyk lubił znikać. Bywały okresy, w których nie pojawiał się na budowie, a kontakt z nim się urywał. Książek ponoć jeździł wtedy do pracowni architekta przy Placu na Groblach, ponieważ robotnicy na parceli przy Chopina byli, materiały były, nie było tylko rysunków, na podstawie których można by kontynuować prace. Owo zachowanie tłumaczono bądź faktem, że Pietrzyk był człowiekiem wielu pasji – był grotołazem, interesował się żeglarstwem, bądź rzekomą chorobą.

– Wydaje się jednak, że prawda jest inna, a Pietrzyk wbrew obiegowej opinii o jego skromnym dorobku był po prostu osobą bardzo zapracowaną – mówi Julia Dragović, dziennikarka magazynu „Architektura-Murator”, która – od kiedy dom Książków trafił do sprzedaży – opisuje jego losy, a w czasie dni otwartych oprowadza po obiekcie. – Budował remizy, bloki, budynki przykościelne, osiedle domów, na którym sam chciał zamieszkać. A oprócz tego jest jeszcze cała grupa projektów niezrealizowanych.

Jego domy, których elementem charakterystycznym są m.in. mozaiki, silne akcenty kolorystyczne i nieregularne układy okien, realizowano w Krakowie, Katowicach, Nowym Sączu,

prawdopodobnie również w innych miastach Polski. Przy takiej liczbie zadań jedne zlecenia priorytetyzował, inne odraczał. Książek i tak był dla niego cierpliwy. Bywało, że niektórzy grozili Pietrzykowi sądem.

Skąd ta różnorodność typów obiektów i miejsc ich realizacji? Jak tłumaczy Dragović, prawdopodobnie wynikała ona z faktu, że w swojej pracy architekt bazował na osobistych poleceniach. – Poszukiwania jego realizacji są trochę jak grzybobranie: znajdujemy jeden okaz i chwilę później orientujemy się, że obok są kolejne – mówi i dodaje, że badania nad dorobkiem Pietrzyka pozwoliły jej nieco inaczej spojrzeć na dom Książków. – Nadal jest unikatem, ale nie jest wyjątkowy. W tym sensie, że

nie jest to samotny obiekt, a część większego dorobku o spójnych cechach.

I jako ta część jest jego najdoskonalszym punktem. Potwierdza to zresztą nagroda SARP za całokształt twórczości, którą Pietrzyk otrzymał w szczególności za swoje kościoły i wille – w Krakowie i Tarnowie.

Dom Książków daje się więc postrzegać jako jeden z punktów w architektonicznej konstelacji Pietrzyka (akurat w przypadku tego architekta kosmiczne słownictwo wydaje się uzasadnione). A czy równie łatwo można osadzić go w kontekście miasta? Czy mimo wyjątkowości projektu przy Chopina można znaleźć jakieś wspólne nitki łączące go z architektonicznym pejzażem Tarnowa tamtych czasów?

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, pokój na pierwszym piętrze. Tarnów, październik 2024 r.

Buduje Książek, buduję i ja

Trasę z ulicy Chopina na ulicę Moniuszki można pokonać w 20 minut, na ulicę Wojtarowicza w 15 minut. Warto się przespacerować, bo czekają tam niecodzienne widoki: mknący dżokeje, ławica ryb, zrośnięte korpusami dwa czerwone pawie, szachownica w kwiaty. Wszystko to ceramiczne dekoracje ułożone na fasadach. – Tarnów od spółdzielni Kamionka w Łysej Górze dzieli zaledwie 25 kilometrów i ta bliskość mocno wpłynęła na estetykę tutejszego jednorodzinnego budownictwa lat 60. i 70. – mówi Barbara Bułdys.

– Kto marzył o oryginalnym domu i miał trochę pieniędzy, jechał do Łysej Góry i „zamawiał” coś dla siebie.

Autorami wielu z tych realizacji są cenieni artyści, przede wszystkim Bolesław Książek, nazywany „czarodziejem z Łysej Góry”, i Jerzy Sacha.

Obecność mozaik, topograficzna bliskość, podobny czas powstania może skłaniać do snucia paraleli między domem Książków i innymi zdobionymi domami w Tarnowie.

Ewa Łączyńska-Widz przestrzega jednak przed szukaniem tutaj wspólnego mianownika. – W mojej ocenie dom Książków był unikatem, czymś absolutnie osobnym. Wyrastał nie tyle z miejskiego pejzażu, ile ponad niego. Fakt zaś, że tak dobrze wpisał się w otoczenie, że mimo swojej wyjątkowości tworzy z nim harmonijną całość, był zasługą świetnego architekta – wyjaśnia.

To jednak, że formę domu trudno uznać za efekt jakiegoś tarnowskiego genius loci, nie znaczy, że przepływu inspiracji nie było. Był, tyle że zachodził wyłącznie w jednym kierunku: od domu ku okolicy. Podczas spaceru po Tarnowie, kiedy skalibrujemy wzrok „na Książka” (czy raczej „na Pietrzyka”), dostrzeżemy ogrodzenia, w których między pionowymi prętami umieszczono rytmicznie poziome panele, śmiałe użycie pomarańczu i czerwieni, dekoracje wykorzystujące kontrast pionowych i poziomych linii, próby lekkiego rozczłonkowania bryły.

– Dom Książków „ciągnął w górę” estetykę całej okolicy.

Był przykładem, dzięki któremu inni ośmielali się sięgać po mniej oczywiste formy – podsumowuje Ewa Łączyńska-Widz.

Dom Książków dobrze wpisywał się w tarnowską przestrzeń również z uwagi na ogólny charakter miasta.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, Fragment kominka, którego projekt przypisuje się Bronisławowi Chromemu. Tarnów, październik 2024 r.

Tarnów, choć współcześnie nie kojarzy się z architektonicznymi eksperymentami, miał w swojej historii okresy, w których był postrzegany jako „miasto nowoczesności”.

Ów tytuł zapewniły mu przede wszystkim Mościce – zaprojektowane w latach 20 . XX wieku wzorcowe osiedle robotnicze w formule miasta ogrodu, wyrosłe przy zakładach azotowych
(do Tarnowa przyłączone w 1951 roku).

Po wojnie, choć mieszkaniówka przyjmowała głównie zachowawcze formy bloków, eksperymentowano z architekturą użyteczności publicznej. Ikoniczne przykłady to np. dworzec PKP w Mościcach, w którym masywna płaszczyzna dachu wydaje się unosić nad lekkim, oszklonym wnętrzem, dalej: hala Jaskółka o łukowatym dachu, która w momencie projektowania była jedną z najnowocześniejszych w Polsce (w momencie oddania już nie, bo budowa trwała dwie dekady), Dom Kultury Zakładów Azotowych (dziś Centrum Sztuki Mościce), którego bryła przypomina nieco owada rozkładającego skrzydła, muszla koncertowa projektu Ottona Schiera, ekspresyjna i lekka jak wydęty wiatrem kawałek materiału, wreszcie hotel Tarnovia, w którego przypadku uwagę zwraca nie tyle długa, przełamana bryła, ile zdobiąca zewnętrzną ścianę sali bankietowej mozaika stworzona z odpadów pochodzących z warszawskich Zakładów Radiowych im. Marcina Kasprzaka.

„Mam poczucie odkrywania nieznanego terytorium, co nie jest takie częste w środku Europy, gdzie wydaje się, że wszystko zostało już opisane i opublikowane” – mówił kilka lat temu Grzegorz Piątek na łamach wspomnianej już publikacji „Tarnów. 1000 lat nowoczesności”, pytany o wrażenia ze spaceru po mieście. „Tymczasem okazuje się, że są w Tarnowie nieodkryte skarby”. Jak wiele ich jest?

BWA w Tarnowie pracuje w tej chwili nad aplikacją pomagającą przejść miasto modernistycznym szlakiem – na trasie znalazło się 40 obiektów.

A to przecież tylko wybór z długiej listy kandydatów.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Wszyscy byli zachwyceni

W noc przed zwiedzaniem Tarnowianka Ewa Modlińska-Wolak nie mogła zasnąć z ekscytacji. – Pamiętam ten dom z dzieciństwa: kamienice, bloki, a między nimi on jak kolorowy ptak. Byłam taka szczęśliwa, że wreszcie mogę wejść do środka – wspomina. – Na miejscu czar w ogóle nie prysł. Wręcz przeciwnie, dom okazał się przepiękny, w ogóle nie stracił na aktualności. Stałam w tej małej kuchni, patrzyłam przez okno na kamienice i myślałam, że jest idealnie: tu nowoczesność, tam historia. Chętnie odwiedziłabym go jeszcze raz. Więcej:

gdyby istniała możliwość, gościłabym w nim przy każdej okazji.

Okazje być może rzeczywiście się nadarzą. Gdy w 2024 roku, po śmierci właścicieli, dom został wystawiony na sprzedaż, dość szybko pojawiły się głosy, że należałoby zadbać o jego zachowanie w niezmienionej formie. Padł pomysł włączenia go do ogólnoświatowej sieci Iconic Houses, zrzeszającej domy-muzea. Pojawił się też postulat, by stworzyć szansę na niekomercyjne wykorzystanie obiektu i stałe udostępnienie go odwiedzającym. Powstała w tej sprawie petycja w sprawie wykupienia obiektu na cele kulturalne, pod którą podpisało się ponad trzy tysiące osób.

Kwestia przyszłości domu przy Chopina pozostaje więc w zawieszeniu, jednak niepewność nie przeszkadza Tarnowianom w snuciu planów. – Myślę, że formuła Iconic House jest stworzona dla tego domu. Tak wiele osób przychodziło na oprowadzania i wszyscy wychodzili zachwyceni. Nie dziwię się, bo

ten dom jest jak szkatułka, z której każdy może wyciągnąć coś dla siebie.

Jeden zabierze historię o wybitnej architekturze, drugi o powojennym Tarnowie, ktoś inny o niełatwym duecie inwestora i wizjonera, ktoś jeszcze inny o przekraczaniu ograniczeń, projekcie, który wydarzył się wbrew logice miejsca i czasów – mówi Ewa Łączyńska-Widz. – W Polsce mamy sporo dobrej powojennej architektury, ale właśnie to bogactwo wątków lokuje dom Książków ponad innymi jej przykładami. Czyni z niego pomnik, w którym wyraża się tak wiele.

Fot. Maciej Czarnecki
Nowoczesność na prywatny użytek
Willa Książków, Balkon na pierwszym piętrze. Kamienna intarsja na podłodze powtarza wzór z wnętrza. Tarnów, październik 2024 r.

Do wyliczanki tych walorów można dodać jeszcze jeden element:

obiekt w odróżnieniu od innych realizacji z tego okresu jest w świetnym stanie. Wystarczy wejść i korzystać.

Jeśli umiejętnie wykorzysta się jego potencjał, może tak samo jak w chwili swojego powstania znów będzie w stanie „pociągnąć w górę” okolicę. Stać się punktem wyjścia do odkrywania miasta nowoczesności.

Tekst ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 3/2026. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Aleksandra Suława

Historyczka sztuki i dziennikarka Interii. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z architekturą i urbanistyką, designem i  sztuką. Pisze teksty także na temat kwestii społecznych, praw kobiet i mniejszości. Za swoje teksty uzyskała nominację do Grand Press i Nagrody Dziennikarzy Małopolski. Jest też autorką książki „Przy rodzicach nie parlować”.

Popularne

Dla kochanków czułych i bezdomnych

Tramwajem jadą aż do pętli, stamtąd jeszcze kawałek na piechotę. Może redaktor Wacowska i redaktor Goskrzyński pomstują na naczelnego, który kazał im jechać po „mocny materiał” na koniec stolicy, a może nie, bo dzień jest ciepły, przyjemny, jak tylko wrześniowe dni potrafią. Zresztą, kwadrans spaceru nie mija, gdy już są u celu. Wita ich głos z radiowęzła: „oszczędzaj czas i materiał” i brama przystrojona gałązkami. Za bramą rośnie osiedle, ale nie zwyczajne. To osiedle jak z marzeń architekta i urbanisty. Obu ogarniętych szaleństwem...

Dom pupila władzy

Kiedyś był to dom mieszkalny. Budynek oglądany po raz pierwszy, może zdumiewać – obłożony pociemniałym piaskowcem front ma niewielkie okna, a wejście w rogu wygląda na nieużywane. Teraz jest tu muzeum i każdy może wejść do wnętrz, które kiedyś służyły zupełnie innej ekspozycji. Pokazywały rangę właściciela – „księcia architektury” – który jak głosi wyryta na fasadzie sekwencja „przebudował świątynię masonów i zamieszkał w niej”...