Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Fot. Jan Włodarczyk / Forum
Artykuły

Kraj jak z bajki. Lub z horroru

Z tego artykułu dowiesz się:
  • które polskie zabytki grały Kopenhagę w filmie „Dziewczyna z igłą”
  • w którym teatrze poza Łodzią Wajda nakręcił scenę do „Ziemi obiecanej”
  • dlaczego koszmar konserwatorów jest skarbem dla filmowców

Na sali kinowej w pałacu festiwalowym w Cannes zapada mrok. Widownię zaprasza się do podróży śladami ambitnej, lecz ubogiej Dunki, pracującej w szwalni w czasach I wojny światowej. Film jest czarno-biały, przypomina gotycką baśń, a Kopenhaga jest miastem nieprzytulnym – nawet efektowna rezydencja właściciela fabryki wydaje się zimna i odpychająca. Scenografia doskonale oddaje klimat, w jakim żyje tytułowa bohaterka „Dziewczyny z igłą”, filmu wyreżyserowanego przez Magnusa von Horna, Szweda mieszkającego w Polsce od lat. Co to ma wspólnego z Polską i naszymi zabytkami? Dużo, bo ani jedna scena filmu dziejącego się w Kopenhadze nie została tam nakręcona. Stolicę Danii scenografka Jagna Dobesz stworzyła, chociaż naprawdę chce się powiedzieć – wyczarowała, np. w Łodzi i na Dolnym Śląsku. Fabrykę, w której pracuje nasza szwaczka, ekipa nakręciła w dawnym budynku Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, a kopenhaskie zaułki udawały stare ulice Bystrzycy Kłodzkiej. W Łodzi ekipa „Dziewczyny z igłą” przemierzała choćby teren Fabryki Sztuki mieszczącej się na Księżym Młynie. Jak tłumaczyła w wywiadach Jagna Dobesz,

istotą pracy nie było zresztą szukanie miejsc identycznych jak te znajdujące się na zachodzie Europy sto lat temu. Byłoby to trudne choćby ze względu na inne proporcje budynków, wielkość okien czy inne detale.

Wierność zastąpiono artystyczną wizją, zresztą ze znakomitym rezultatem. Scenografka otrzymała za swoją pracę „europejskiego Oscara”, czyli Europejską Nagrodę Filmową. A sam film był nominowany do Złotego Globu i Oscara.

1. Fot. Gutek Film
2. Fot. Bew
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Kadry z filmuy Magnusa von Horna, “Dziewczyna z Igłą”. Na zdjęciach Vic Carmen Sonne

Polacy nie gęsi i swój Paryż mają

W lutym tego roku na innym kluczowym festiwalu filmowym, w Berlinie, tylko naprawdę wprawne – lub wtajemniczone w kulisy produkcji – oko rozpozna na ekranie zabytki i zabytkowe ulice Warszawy, takie jak pałac Gawrońskich, Nowy Świat czy wnętrza Pałacu Młodzieży, czyli części Pałacu Kultury I Nauki. Mowa tym razem o filmie „Wściekłość” Burhana Qurbaniego, którego akcja toczy się w środowisku arabskich gangów walczących o dominację w berlińskim półświatku. Film nawiązuje do Szekspirowskiego „Ryszarda III” i powstał w koprodukcji niemiecko-francusko-polskiej. Tego rodzaju współpraca wymaga, by część prac filmowych odbyła się w każdym z krajów – w Polsce powstała więc spora część zdjęć.

Lista zagranicznych produkcji kręconych w polskich zabytkach jest długa i nie ogranicza się tylko do kina artystycznego.

Fot. Bew
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Kadr z filmu Stevena Spielberga “Most Szpiegów”

Mieszczą się na niej takie tytuły jak „Most szpiegów” Stevena Spielberga, „Bękarty wojny” Quentina Tarantino, „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian” Andrew Adamsona, „Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” Francisa Lawrence’a. Każdy przypadek to inna opowieść o tym, jak w praktyce działa magia kina, a także o tym, co w naszym kraju podoba się zagranicznym filmowcom i co ich fascynuje. Chociaż bywa, że rozmija się z tym, jak sami chcielibyśmy się pokazywać światu.

Największym atutem Polski jako planu filmowego jest… różnorodność,

o czym pewnie rzadko się myśli, porównując nasze warunki do włoskich czy brytyjskich. A jednak.

Można wszak u nas znaleźć budowle renesansowe, barokowe, gotyckie, klasycystyczne, brukowane na różne sposoby ulice czy zabytki przyrody

– plaże, knieje, wąwozy, skały, które mogą wpasować się w wyobraźnię reżysera tworzącego nieistniejące światy w stylu fantasy lub science fiction. Na przykład w zabytkowej wrocławskiej Hali Stulecia powstały kluczowe sceny dystopijnych „Igrzysk śmierci: Ballady ptaków i węży”. Jest to zresztą jeden z budynków, który nieodmiennie zachwyca zagranicznych location scoutów, czyli fachowców zajmujących się szukaniem lokacji do filmów. Ale o nich za chwilę.

Fot. mat. prasowe
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
“Igrzyska śmierci: Ballada ptaków i węży” – zdjęcia we wrocławskiej Hali Stulecia

Dolny Śląsk może też z powodzeniem udawać, jak chociażby w „Dziewczynie z igłą” czy „Moście szpiegów”, inne kraje. – Byliśmy już Paryżem, Berlinem, Wiedniem, Strasburgiem, Kopenhagą – mówi Agnieszka Olędzka z Dolnośląskiego Centrum Filmowego. DCF to instytucja kultury, która jest operatorem regionalnego funduszu filmowego – narzędzia wspierającego finansowo produkcje realizowane w regionie. – Jej zadaniem jest również promocja filmowego potencjału Dolnego Śląska przez wsparcie w poszukiwaniu lokacji do filmów – dodaje Olędzka.

W sumie takich Regionalnych Funduszy Filmowych jest w Polsce 12 ,
do końca 2022 roku instytucje te wsparły
773 produkcje
na kwotę 110 milionów złotych.

– Mamy na Dolnym Śląsku kilka perełek, ostatnio bardzo rozchwytywana stała się Bystrzyca Kłodzka. Poza „Dziewczyną z igłą” miasteczko zobaczymy też w „Kobiecie z…” Małgorzaty Szumowskiej, filmie „Skarbek” Jamesa Marquanda czy „Lanym poniedziałku” Justyny Mytnik – zdradza przedstawicielka DCF. Ogólnie filmowcy, którzy kręcąc filmy historyczne, nie są zobligowani do zachowania wierności detalom, lubią miejsca nieograne. Albo takie, które z powodu rewitalizacji lub przebudowy nie istnieją już w oryginalnej lokalizacji. – Często szukamy miejsc, które mogą zagrać np. Frankfurt w latach 60. albo w czasach II wojny światowej – mówi producent filmowy Krzysztof Sołek z Film Poland Productions i Arbor Films, który często współpracuje z ekipami z Niemiec, Wielkiej Brytanii, USA czy Indii. Jako pożądane adresy wymienia ulice w Krakowie (w tym w Nowej Hucie), Chorzowie, Katowicach, miasteczkach Dolnego Śląska. – Kręcimy tam, bo architektura tych miejsc jest podobna do niemieckiej, a w Niemczech już takie miejsce nie istnieją – dodaje. A więc atutem Polski są – także – nieodnowione elewacje kamienic, pokryte naturalną patyną budynki czy nierówne bruki.

Paradoksalnie coś, co jest zmorą mieszkańców, lokalnych władz i konserwatorów zabytków, dla filmowców staje się skarbem.

Mur berliński czy wrocławski

Skoro o podobieństwach architektonicznych mowa, trzeba tu wymienić stolicę Dolnego Śląska, która często gra w filmach Berlin. Tak było choćby w przypadku „Feniksa” Christiana Petzolda czy wymienionego już „Mostu szpiegów” Stevena Spielberga.

Fot. Bew
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Kadr z filmu “Most Szpiegów” Stevena Spielberga

Amerykański reżyser pracował zresztą w Polsce wcześniej, kręcąc tu – głównie w Krakowie – obsypaną Oscarami „Listę Schindlera”. Jeden z kolejnych filmów, „Monachium” – o wydarzeniach na olimpiadzie w 1972 roku – też planował częściowo zrealizować w naszym kraju, ale ostatecznie pracował na Malcie i Węgrzech. Wracając jednak do Wrocławia – dziejący się w latach 50. i 60. „Most szpiegów” powstał m.in. na ulicach Ptasiej, Kurkowej i Mierniczej. Jak informuje Agnieszka Olędzka, ekipa filmowa wykonała w lokacjach szeroko zakrojone prace scenograficzne. Na ulicy Kurkowej dobudowała wyburzony front kamienicy, postawiła fragment muru berlińskiego, namalowała mural z symbolem Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec. Jak informuje z kolei Wenancjusz Szuster, który przez lata pracował w RFF i siostrzanej instytucji, czyli w komisji filmowej w Łodzi, często w działanie scenografów jest włączony konserwator zabytków. – Musi zgodzić się na adaptację. Czasami wygląda to tak, że jeśli zabytek jest bardzo zaniedbany, to filmowcy chcą go przywrócić do stanu pierwotnego. A jeśli jest odnowiony – ma fioletowe czy niebieskie ściany – to chcą przemalować na kolor, jaki był stosowany w epoce. Zdarza się, że tak zmienione pomieszczenie już zostawiają, ale tylko za zgodą konserwatora – dodaje Szuster.

O pracy w zabytkach opowiada też producent Krzysztof Sołek, który z różnymi ekipami filmowymi kręcił sceny choćby na zamkach w Pszczynie i Lublinie czy na zamku Książ. Zaznacza, że każda z lokacji ma obostrzenia – wyznaczają one, które pomieszczenia lub ich część można wykorzystać, jak pracować, jeśli reżyser chce użyć w danej scenie dymu. – Ekipy wiedzą, jak się poruszać po zabytkowych wnętrzach. Ale np. pewien aktor, nie wiedząc, co oznacza czerwona taśma, przeszedł na jej drugą stronę, żeby usiąść na krześle z XVII wieku, które się pod nim załamało. Po to zresztą mamy ubezpieczenie produkcji – wyjaśnia Sołek.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Fot. Monolith Films
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Kadr z filmu Justyny Mytnik “Lany poniedziałek”

Powidoki przeszłości

Łódź podobnie jak Wrocław jest jednym z miast kameleonów. Był Paryżem czasów Marii Skłodowskiej-Curie („Maria Skłodowska-Curie” reż. Marie Noelle), a także tych zimnowojennych („Zimna wojna”, reż. Paweł Pawlikowski), Warszawą 1 sierpnia 1944 roku („Miasto 44”, reż. Jan Komasa), Kopenhagą (wspomniana „Dziewczyna z igłą”), Nowym Jorkiem („Znajdę cię”, reż. Martha Coolidge), a nawet Władywostokiem („Persona non grata”, reż. Cellin Gluck). Z czego wynika taka popularność tego miasta? – W XIX wieku Łódź szybko się rozwijała, budował ją galopujący kapitalizm – przypomina Wenancjusz Szuster. – Słyszałem od jednego z przewodników miejskich, że w czasach swojego powstawania Łódź była drugim po Nowym Jorku miastem na świecie pod względem tempa rozwoju. Przyjeżdżało tu dużo ludzi, dużo się bogaciło. Żyli tu Rosjanie, Żydzi, Niemcy, Polacy, każdy wnosił tu coś innego. Dla odróżnienia Wrocław i inne miasta Dolnego Śląska to architektura niemiecko-pruska. Tutaj jest mieszanka.

Wśród najpopularniejszych adresów Szuster wymienia pałac rodziny Poznańskich (obecnie mieści Muzeum Miasta Łodzi) czy teren dzielnicy Księży Młyn. Ten ostatni kwartał dużym sentymentem darzył Andrzej Wajda, który w 1974 roku nakręcił tu „Ziemię obiecaną”, która – przypomnijmy – opowiada dzieje łódzkich fabrykantów z początku XX wieku.

Fot. Renata Pajchel / East News
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Kadr z filmu “Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy

Reżysera zachwyciło to, że w wielu łódzkich lokacjach nie trzeba było dokonywać adaptacji scenograficznych, bo w latach 70. wyglądały dokładnie tak samo jak w czasach Karola, Maksa i Moryca – bohaterów powieści Władysława Reymonta.

Ale i on trochę oszukał oko widza, bo jedna z efektowniejszych scen „Ziemi obiecanej” została nakręcona w Teatrze im. Adam Mickiewicza w Cieszynie.

Po 40 latach Wajda wrócił do Łodzi nakręcić swój – jak się potem okazało – ostatni film, czyli „Powidoki” o Władysławie Strzemińskim.

Przyjechać i pokochać

To, że Andrzej Wajda i jego polscy scenografowie – Tadeusz Kosarewicz przy „Ziemi…” i Marek Warszawski przy „Powidokach” – wiedzieli, gdzie szukać zabytkowych plenerów i wnętrz i umiejętnie je zaadaptować, nie dziwi. Skąd jednak o starych kamienicach, efektownych wąwozach czy skalnych labiryntach dowiadują się zagraniczni reżyserzy? Regularnie i systemowo zaczęły Polskę promować komisje filmowe. W 2007 roku powstała pierwsza regionalna komisja w Łodzi, potem kolejne – to do nich należą wspomniane wyżej fundusze filmowe. Celem było wówczas ściągnięcie przede wszystkim polskich ekip filmowych, które pracowały – i zresztą nadal pracują – głównie w Warszawie i okolicach. Dziś lokalne komisje pracują też na szczeblu międzynarodowym, a na ich stronach można znaleźć również zdjęcia zabytkowych obiektów i kontakt do ich właścicieli.

Fot. Inez Baturo / Forum
Kraj jak z bajki. Lub z horroru
Błędne Skały w Górach Stołowych. Kręcono tu “Opowieści z Narnii: Książę Kaspian”

W 2014 roku powstała ogólnopolska instytucja: Film Commission Poland (Polska Komisja Filmowa), której celem było także pokazanie filmowcom z zagranicy, że warto u nas kręcić. Ponieważ nie istniał wtedy jeszcze system tzw. zachęt finansowych, polegających na wsparciu finansowym produkcji realizowanych w Polsce, magnesem miały być różnorodne krajobrazy. Dana Pohl, pracująca wówczas w FCP, zrealizowała pierwszy familiarization tour (w skrócie: fam tour), czyli po prostu wycieczkę objazdową po Polsce. Ale ułożoną tak, by location managerowie – czyli osoby odpowiedzialne za wyszukiwanie lokacji filmowych i prezentowanie ich producentom oraz reżyserom – zobaczyli jak najwięcej zróżnicowanych miejsc, a także zapoznali się z infrastrukturą. – Muszą wiedzieć, gdzie jest najbliższy pięciogwiazdkowy hotel z 150 pokojami dla aktorów i ekipy, gdzie jest najbliższy market budowlany, czy da się pod obiektem zaparkować ciężarówki ze sprzętem. Zadawali pytania, które sami za chwilę dostaną od producenta – wyjaśnia Dana Pohl, która na pierwszy polski fam tour zaprosiła kilku topowych location managerów z Hollywood, w tym takich jak Dow Griffith („Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”, „Misja na Marsa”, „Bezsenność w Seattle”), Becky Brake („Faceci w czerni”, „Mission: Impossible Rogue Nation”, „Star Trek”) czy Todd Christensen („Sicario”, „Igrzyska śmierci”). Goście zobaczyli pocztówkowe starówki w Warszawie czy Krakowie, a także mniej znane z folderów turystycznych Nikiszowiec i Halę Stulecia. I choć hollywoodzkie produkcje nie powstają jeszcze u nas jak grzyby po deszczu, Dana Pohl podkreśla, że uczestnicy fam tour nadal wysyłają zapytania o polskie lokacje. Nie zawsze do współpracy dochodzi, nawet po gruntownym przepatrzeniu zabytków, jak było w przypadku serialu „Gra o tron”. Bywa, że do współpracy dochodzi dopiero za kolejnym razem – jak stało się przy okazji „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa”. Producentów zachwycił dolnośląski zabytek przyrody – Błędne Skały i Wodospad Kamieńczyka. Zamiast przyjechać jednak z ekipą, przysłali tylko scenografów, którzy obfotografowali skały, a potem odtworzyli je na hali w Nowej Zelandii. Z kamerami przyjechali do nas dopiero przy kręceniu sequela – „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian”. W końcu Polska to kraj jak z bajki. Albo jak z zimnowojennego thrillera lub dramatu obyczajowego – w zależności o tego, co wyobraźnia i dobrze poinformowany location scout podpowie reżyserowi.

Tekst pochodzi z kwartalnika „Spotkaniz z Zabytkami” nr 2/2025


Ola Salwa

Dziennikarka i krytyczka filmowa z ponad 20-letnim doświadczeniem zawodowym. Szlify dziennikarskie zdobywała w „Przekroju”, obecnie współpracuje przede wszystkim z „Polityką” i anglojęzycznym portalem cineuropa.org. Jest także szefową wydarzenia branżowego na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnym w Gdyni. Interesuje się kinem arabskim i uczy się tego języka.

Popularne

Murowane gwiazdy – zabytki kina przedwojennego

Od samych swoich narodzin film był narzędziem dokumentowania polskiej rzeczywistości przełomu XIX i XX wieku. To dzięki warszawskim kiniarzom powstały pierwsze ruchome obrazy pokazujące życie codzienne miasta, a kinowe obrazy realizowane w następnych dekadach uwieczniały zarówno najciekawsze zabytki, jak i obyczaje ówczesnej Warszawy...