Dach szadowy nad halą tłoczni, ciągrani i wykańczalni na terenie dawnego Hutmenu. Wrocław, lipiec 2026 r.
Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl
Artykuły

W Alei Śmiałych Inicjatyw

Z tego artykułu dowiesz się:
  • dlaczego zakład Schaefer & Schael nie przetrwał nalotów sowieckich w 1945 roku
  • ilu pracowników zatrudniał Hutmen w latach świetności
  • czemu służyły znajdujące się w fabrycznych halach fontanny

Dawno, dawno temu stał tu browar, ale tę historię pominiemy. Zacznijmy od roku 1918, gdy w miejscu dzisiejszego – chociaż już byłego – Hutmenu ruszyła fabryka Schaefer & Schael wytwarzająca brązy oraz stopy drukarskie i łożyskowe. Część produkcji firmy obecnej na rynku (i we Wrocławiu) od 1901 roku miała znaczenie strategiczne i z roku na rok zdobywała rynki Niemiec, ale też Austro-Węgier, Belgii, Holandii, Szwajcarii czy Włoch. Nic dziwnego, że po blisko dwóch dekadach rozwoju zapadła decyzja o budowie większego zakładu we wsi Gräbschen koło Breslau (dziś to wrocławskie osiedle Grabiszyn-Grabiszynek). Dzięki temu – jak czytamy w ogłoszeniu prasowym sprzed stu lat – produkcja ołowiu oraz wszystkich rodzajów stopów metali: do łożysk, do lutowania, dla przemysłu poligraficznego i do odlewnictwa, mogła zostać rozszerzona. Firma reklamowała wówczas nowatorski stop do łożysk z dodatkiem wapnia, o wysokiej temperaturze topnienia, szczególnie wskazany między innymi w kolejnictwie.

Fot. dp
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Fabryka Schaefer & Schael w ówczesnym Breslau, lata 20. XX w.

Zakład Schaefer & Schael był zatem istotny, jeśli idzie o produkcję zbrojeniową. W dodatku był jedyną tego rodzaju hutą metali na wschodzie Niemiec. Być może również dlatego nie przetrwał nalotów sowieckich podczas oblężenia Festung Breslau.

Osobiste spotkanie z wieżą

Produkcja – w podobnej branży – wróciła tu jednak już w 1946 roku. Nowy zakład działał z początku pod nazwą Prasownia Metali i Rafineria Wrocław, by niedługo po odkryciu złóż rudy miedzi w Sieroszowicach, na północny zachód od Polkowic, przemienić się w Hutmen.

Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Hutmen. Wrocław, marzec 2016 r.

Nowa nazwa pojawiła się na początku lat 60., krótko po wzniesieniu modernistycznej wieży ciśnień (zaprojektowanej przez zespół kierowany przez Leopolda Doniewicza), która do dziś góruje nad dawnym zakładem. Jej zadaniem było zapewnienie wody niezbędnej w procesie produkcyjnym; pełniła tę funkcję do połowy lat 90.

Wieża składa się z 12 sześciotonowych, prefabrykowanych kręgów betonowych,
wysokich na 2 metry (najwyższy krąg jest nieco niższy),
o średnicy 3 metrów.
W trzonie umieszczono kwadratowe okna wychodzące na cztery strony. Średnica zbiornika na górze – wykonanego z płyt żelbetowych – przekracza 13 metrów,
zmieści się w nim 500 metrów sześciennych wody.
Fot. Stanisław Kokurewicz / Forum
W Alei Śmiałych Inicjatyw
„Otwarte Drzwi Hutmenu” – mieszkańcy miasta zwiedzają zakład (w tle wieża – „grzybek”. Wrocław, 1974 r.

„Wieża jest przykładem powojennego modernizmu utrzymanego w nurcie brutalizmu. Jest też charakterystycznym elementem wpisującym się w historyczny obraz ulicy Grabiszyńskiej”

– czytamy w opinii wydanej przez Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. I dalej: „Zapewne wielu z nas pamięta ją z czasów szkolnych, (…) wielu z nas jeździło tą trasą do pracy. Dla młodszych mieszkańców to charakterystyczny «grzybek». Dla nas wszystkich wieża jest oczywistym elementem wpisującym się w krajobraz ulicy, ale nie jest to wystarczającym powodem, by wpisać ją do rejestru zabytków. Postępowanie, które prowadziliśmy, wymagało wskazania – zgodnie z przepisami ustawy o ochronie zabytków i opieki nad zabytkami – wartości, które kwalifikują wieżę do wpisu do rejestru zabytków. Co ważne, w przypadku obiektów przemysłowych powstałych po 1945 roku trudno uzyskać dokumentację techniczną, trudno wejść na teren zakładu, dlatego też weryfikacja dokumentacji następuje z chwilą zetknięcia się z obiektem. Tak było i w tym przypadku. Dopiero wejście na teren zakładu i osobiste spotkanie z wieżą umożliwiło zweryfikowanie danych zawartych w karcie ewidencyjnej”.

Fot. Zabytek.pl
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Karta ewidencyjna zabytku – Zbiornik Wieżowy w Zespole Zakładów Hutmen S.A. we Wrocławiu (oprac. Maciej Mądry)

Przemysłowe serce miasta

Hala produkcyjna tłoczni, ciągarni i wykańczalni, z charakterystycznym szedowym dachem, powstała dekadę później niż wieża, według projektu Jerzego Surmy i konstruktora Józefa Zahorodnego.

To jeden z największych jednoprzestrzennych obiektów w mieście – mierzy 325
na 70 metrów.
Składa się z hali produkcyjnej szerokiej na ponad 60 metrów
i przyległego ciągu pomieszczeń gospodarczych oraz biurowych szerokości 10 metrów.
Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Dach szadowy nad halą tłoczni, ciągarni i wykańczalni na terenie dawnego Hutmenu. Wrocław, lipiec 2026 r.
Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Dach szadowy nad halą tłoczni, ciągarni i wykańczalni na terenie dawnego Hutmenu. Wrocław, lipiec 2026 r.

Na jednej z dłuższych ścian znalazły się cztery ryzality mieszczące wjazdy i komunikację pionową. W dwóch narożnikach – efektowne, zewnętrzne klatki schodowe. W świat wychodziły stąd rury, druty i pręty, płaskowniki i kształtowniki, wreszcie stopy odlewnicze.

– To, jak wygląda Grabiszynek, czyli okolica, w której jesteśmy, zostało zdeterminowane przez zakłady takie, jak Hutmen, pobliska Fadroma (Fabryka Maszyn Budowlanych; wcześniej w tym miejscu działała fabryka maszyn rolniczych Juliusa Kemny) czy FAT (Fabryka Automatów Tokarskich; wcześniej były tu zakłady metalowe Gustava Trelenberga) – wylicza Maciej Mądry z Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, dzięki staraniom której wieża wodna dawnego Hutmenu trafiła do rejestru zabytków (hala została wpisana osobno). – To jest przemysłowe serce miasta, w dodatku w bliskim sąsiedztwie jego centrum, bo jesteśmy o dziesięć minut jazdy tramwajem od rynku – podkreśla.

fot. dp
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Zakłady Eisenwerke G. Trelenberg w ówczesnym Breslau (druga dekada XX w.), dziś teren FAT przy ul. Grabiszyńskiej / Klecińskiej we Wrocławiu

Dwustu Mohikanów

Teren zakładu jest dostępny – działają tu liczne drobne warsztaty, a od niedawna także prowizoryczna strefa gastronomiczna. Hala tłoczni i ciągarni – ku naszej radości – także okazuje się otwarta. Po wejściu ukazuje się ogromna, dobrze doświetlona (duże trójkątne okna plus świetliki dachowe) przestrzeń, z resztkami wyposażenia. W gablocie przy wejściu wciąż wiszą strony gazetki z sierpnia 2021 roku wydawanej przez dolnośląską „Solidarność”. Tytuł tekstu na pierwszej stronie przypomina o ostatnich chwilach Hutmenu: „Likwidacja czy rekrutacja?”, a sam materiał nawiązuje do billboardu ustawionego wówczas przy wejściu do fabryki, zachęcającego do podjęcia pracy w firmie. Wkrótce miało się okazać, że jednak likwidacja.

W latach świetności firma zatrudniała 3,5 tysiąca pracowników, ostatnio już tylko 200. Stracili pracę właśnie w 2021 roku. Niespełna rok później całość – wycenianą, według wartości księgowej, na 44 miliony złotych – kupiła krajowa firma deweloperska.

Nabywca zapłacił 117 milionów złotych brutto.
Fot. Łukasz Giza / Agencja Wyborcza.pl
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Produkcja metali nieżelaznych w zakładach Hutmen. Wrocław, luty 2012 r.

Kawa z kranu

Czasy świetności, gdy pracowały tu tysiące ludzi, przypadły na lata 70. Dyrektorem zakładu był wówczas Aleksander Sałaga, któremu nie brakowało pomysłów na zhumanizowanie pracy w zakładach przemysłu, co by nie mówić, ciężkiego.

„Wrocławska fabryka Hutmen obsługuje swymi wyrobami ponad dwa tysiące zakładów przemysłowych. Rozwija wysoko opłacalny eksport. Praca w wydziałach hutniczych należy do najcięższych”

– rozpoczyna lektor Polskiej Kroniki Filmowej z czerwca 1975 roku, a my oglądamy hale fabryczne z… fontannami. „Te wodotryski nie spełniają tylko roli dekoracyjnej. Nawilżają powietrze i obniżają temperaturę” – wyjaśnia głos PKF. I dalej: „We wnętrzach fabrycznych przyjęły się nie tylko kwiaty, ale i akwaria. Dyrekcja i załoga dba o estetyczne i praktyczne urządzenie wnętrz. Jedno z pomysłowych rozwiązań: zamiast stosów skrzyń i butelek, trzy krany – na wodę, na kawę i na wodę z miętą (obraz to potwierdza – pracownik napełnia kubek). Przy pracy człowiek spędza trzecią część życia. Pozorne drobiazgi wpływają na dobre samopoczucie i sprawność”.

Fot. Muzeum Architektury we Wrocławiu
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Hutmen, lata 70. XX w.
Fot. Muzeum Architektury we Wrocławiu
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Hutmen, lata 70. XX w.
Fot. Muzeum Architektury we Wrocławiu
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Hutmen, lata 70. XX w.

– Zasadniczym motorem działania ludzi jest zadowolenie z pracy. Jeśli ktoś chce pracować, to pokona sto przeszkód. Ten, który nie chce pracować, wynajdzie sto pozornych przeszkód

– mówił Aleksander Sałaga w tym samym roku, krótko po wręczeniu Nagrody miasta Wrocławia i tytułu w konkursie Polskiego Radia na Dolnoślązaka Roku. – I w związku z tym nasza działalność od kilku lat opiera się na integracji załogi z zakładem. Ta integracja ma doprowadzić do tego, żeby cele przedsiębiorstwa były celami pracowników. Nie jest to łatwe – na pewno łatwiej wybudować nową halę, zainstalować nową maszynę, niż zmienić mentalność i postawy ludzi. Ale mamy duże osiągnięcia – zakład jest odwiedzany przez wycieczki i delegacje zagraniczne. I nie robimy tego dla propagandy – żeby się pokazać, że jesteśmy dobrzy, że potrafimy – tylko dlatego, żeby pracownik czuł się dobrze w miejscu pracy – zapewniał dyrektor, dodając, że raz do roku firma organizuje, przy okazji Dnia Hutnika, otwartą dla mieszkańców „Niedzielę w Hutmenie”. – Ostatnio mieliśmy z tej okazji 15 tysięcy gości – wyliczał.

Za sprawą pomysłowej dyrekcji alejki i place „na zakładzie” dostały nazwy godne zapamiętania: Śmiałych Inicjatyw, Realizowanych Marzeń, Dobrej Roboty czy właśnie Niedzieli w Hutmenie. Nie mówiąc już o Alei Kucyków

– wieść bowiem niesie, że na terenie fabryki można było spotkać nie tylko ryby akwariowe.

Fot. Stanisław Kokurewicz / Forum
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Niedziela w Hutmenie. Wrocław, 1974 r.

Jagusia bez głowy

Obok natury stanęła kultura. Pas zieleni przed wejściem ozdobiło kilka abstrakcyjnych rzeźb plenerowych. Wśród nich Jagusia Mobile – ruchoma postać z miedzi autorstwa Tadeusza Tellera, odsłonięta w 1974 roku. Składała się z trzech obłych części – mogących przywodzić na myśl postać kobiety – obracających się kiedyś z różną prędkością.

Dziś fontanna, nad którą rozglądała się Jagusia, jest sucha, a sama rzeźba nie ma już górnej części – jak wiadomo, złom metali kolorowych jest w cenie. Marna pociecha, że sto lat temu było podobnie. „W hucie metalu Schaefer & Schael od dłuższego czasu dokonywano kradzieży na szeroką skalę. Tysiące kilogramów drogocennego metalu zniknęło z huty, a złapanie złodziei na gorącym uczynku okazywało się niemożliwe” – donosił w 1920 roku korespondent sądowy „Breslauer Zeitung”. Śledztwo wykazało, że kradli pracownicy, ale – podkreślmy – mowa o wydarzeniach sprzed wieku.

„Głowa Jagusi” zaginęła w 2023 roku i, mimo obietnicy nagrody za jej zwrot złożonej przez rodzinę autora, trudno być w tej sprawie optymistą.

Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Wyborcza.pl
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Jagusia – rzeźba przed Hutmenem (jeszcze w całości, z głową). Wrocław, marzec 2012 r.

Rzeźba nie jest zabytkiem rejestrowym – została wpisana jedynie na Listę wrocławskich dóbr kultury współczesnej, sporządzoną przez miasto zgodnie z ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Na działkach po Hutmenie stoi teraz ponad 50 budynków.

Cała nieruchomość nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego i, zgodnie ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, jest przeznaczona na działalność przemysłową oraz inną działalność komercyjną. Zanim będzie mogło powstać tu osiedle mieszkaniowe (na co wskazywałby zakres działalności nowego właściciela) potrzebne będą zmiany formalne dla tego obszaru.

Na szczęście hala i wieża są jednak bezpieczne.

Fot. Stanisław Kokurewicz / Forum
W Alei Śmiałych Inicjatyw
Pracownice i pracownicy w czasach świetności Hutmenu – przed hala fabryczną. Wrocław 1975 r.

Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Bartosz Klimas

Dziennikarz, pisze o historii Warszawy, architekturze poprzemysłowej i zabytkach (po)kolejowych. Stworzył portal o dziejach stołecznego przemysłu – wawtech.pl. Publikował m.in. na łamach „Rzeczpospolitej”, „Stolicy” i „Kroniki Warszawy”.

Popularne

Kamienice wiecznie żywe

Wrocław, jak każdy obszar miejski wystawiony na działania historii, na przestrzeni wieków powoli przekształcał się i ewoluował. W wielu miastach ten stopniowy rozwój w XIX wieku gwałtownie przyspieszył. Rewolucja przemysłowa, jak każda rewolucja, nie lubi czekać – jak grzyby po deszczu w krajobrazie zaczęły wyrastać rozmaite zakłady i fabryki. Razem z nimi rozwinęło się budownictwo czynszowe...