- w którym kinie wykonano kompozycję przedstawiającą słońce z… płytek łazienkowych
- jakim filmem zainaugurowano działalność kina we Wrocławiu po II wojnie światowej
- gdzie znajduje się największa mozaika w Krakowie
Kraków. Miasto, w którym ekran pojawił się najpierw na scenie
Krakowska historia kina zaczyna się właściwie od paradoksu. Zanim ruchomy obraz otrzymał własną architekturę, wszedł do jednego z najbardziej reprezentacyjnych gmachów teatralnych miasta. 14 listopada 1896 roku w ówczesnym Teatrze Miejskim, dzisiejszym Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, odbył się – pierwszy na ziemiach polskich! – pokaz filmów z wykorzystaniem kinematografu braci Lumière. Na afiszu nie pisano jeszcze o kinie. Zapowiadano „żywe fotografie”, prezentowane przez cztery kolejne wieczory.
To szczegół ważniejszy, niż mogłoby się wydawać. Kino nie narodziło się w Krakowie jako konkurencja dla wysokiej kultury. Publiczność oglądała krótkie filmy przed przedstawieniami teatralnymi. Według materiałów poświęconych historii krakowskich kin w kolejnych dwóch miesiącach projekcje miało zobaczyć co najmniej dziesięć tysięcy osób – ogromna liczba jak na ówczesny Kraków.
Wkrótce „żywe fotografie” opuściły jednak teatralną scenę i zaczęły szukać własnego domu. Jednym z pierwszych stałych miejsc był uruchomiony w 1907 roku Cyrk Edison, urządzony w dawnym budynku cyrkowym pomiędzy Wielopolem a Starowiślną. Już sama nazwa pokazuje moment przejściowy: kino nie było jeszcze postrzegane jako osobna dziedzina sztuki, lecz jako atrakcja sąsiadująca z cyrkiem, panoramą czy pokazem technicznych osobliwości.
Potrzeba było zaledwie kilku lat, aby sytuacja zmieniła się radykalnie.
Wanda. Kino dostaje własny dom
W 1912 roku przy ulicy św. Gertrudy otwarto Wandę. I tutaj wydarzyło się coś fundamentalnego dla historii architektury kinowej Krakowa: nie adaptowano przypadkowej sali, lecz wzniesiono budynek specjalnie z myślą o wyświetlaniu filmów. Projekt przygotował Samuel Manber. Kino rozpoczęło działalność 16 listopada 1912 roku.
Wanda symbolizowała moment, kiedy kinematograf przestawał być techniczną ciekawostką. Kino potrzebowało już własnego wejścia, widowni, kabiny projekcyjnej, odpowiedniej komunikacji i reprezentacyjnej oprawy. Rodziła się nowa typologia architektoniczna.
Przez niemal cały XX wiek Wanda pozostawała jednym z najbardziej rozpoznawalnych kin Krakowa. Jej znaczenie wynikało więc nie tylko z repertuaru, lecz także z niezwykłej ciągłości miejsca. Kolejne pokolenia krakowian chodziły pod ten sam adres w tym samym celu. Po zamknięciu kina na początku XXI wieku budynek otrzymał funkcję handlową.
Uciecha. Secesja idzie do kina
Jeszcze ciekawsza z punktu widzenia historii sztuki była otwarta zaledwie kilka tygodni później, 7 grudnia 1912 roku, Uciecha przy Starowiślnej 16.
Jeśli Wanda oznaczała narodziny specjalnie projektowanej architektury kinowej, Uciecha pokazywała ambicję awansu samego kina. Kinematograf nie chciał już przypominać jarmarcznej budy. Chciał wyglądać jak prawdziwa świątynia sztuki.
Wnętrza zaprojektował Henryk Uziembło, jeden z ciekawszych twórców krakowskiej secesji i Młodej Polski. Polichromie, dębowa boazeria, pluszowe fotele, dekoracyjne kinkiety oraz witraże – wśród nich Pawie, Głowa Meduzy i Jesień – tworzyły wnętrze bliższe reprezentacyjnemu teatrowi niż temu, co dzisiaj kojarzymy z salą kinową. Uciecha mieściła ponad sześciuset widzów i przez wiele lat była największym kinem Krakowa.
Jest w tej dekoracyjności coś więcej niż estetyczny kaprys. Kino dopiero walczyło o społeczną nobilitację. Chciało udowodnić, że nie jest rozrywką gorszego gatunku. Uziembło ubrał więc nową technologię w kostium sztuki uznanej: secesji, rzemiosła artystycznego i elegancji teatru.
Uciecha zapisywała także kolejne etapy technologicznej rewolucji. 21 grudnia 1929 roku jako pierwsze krakowskie kino pokazała publiczności filmy dźwiękowe. Przez blisko dziewięćdziesiąt lat pozostawała jednym z najważniejszych adresów filmowego Krakowa. Zamknięto ją w 2001 roku, później podjęto jeszcze próbę reaktywacji w formule kinoteatru, ale i ona okazała się krótkotrwała.
Historia zatoczyła więc przewrotne koło. Kino, które w 1912 roku świadczyło o awansie ruchomego obrazu do świata sztuki, sto lat później przegrało z ekonomią centrum miasta.
Sztuka. Nazwa, która była programem
Nieco inną pozycję zajmowała Sztuka przy ulicy św. Jana 6, działająca od 1916 roku. Już sama nazwa wydaje się znamienna. Minęło zaledwie dwadzieścia lat od czasu, gdy kinematograf prezentowano jako techniczną osobliwość, a kino mogło już bez kompleksów nazwać się „Sztuką”.
Sala liczyła około czterystu miejsc. Z czasem została włączona w Krakowskie Centrum Kinowe ARS – jeden z najważniejszych fenomenów krakowskiej kultury filmowej ostatnich dekad XX i początku XXI wieku. Kilka sal ukrytych w historycznych kamienicach w okolicach ulic św. Jana i św. Tomasza tworzyło niemal przeciwieństwo multipleksu. Zamiast wielkiej galerii handlowej mieliśmy kino wrośnięte w strukturę starego miasta: schody, przejścia, niewielkie sale, zaułki i wnętrza, których nie dało się pomylić z żadnym innym miejscem. Sztuka przestała funkcjonować jako jedna z sal ARS-u w 2012 roku, a całe centrum zakończyło działalność z początkiem 2019 roku.
Strata ARS-u była znakiem, że znikać zaczął w tym czasie pewien krakowski model chodzenia do kina – kameralnego, śródmiejskiego, związanego nie z centrum handlowym, lecz z ulicą, kawiarnią i spacerem przez stare miasto.
Wolność, czyli kino wpisane w politykę
Nazwy kin są czasami znakomitym skrótem historii politycznej. Tak było z kinem działającym w Domu Śląskim przy dzisiejszej ulicy Królewskiej.
Przed wojną funkcjonowało tam kino Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Podczas okupacji Niemcy przeznaczyli je na potrzeby SS i policji. Po 1945 roku otrzymało zaś nazwę Wolność. Jeden ekran, jeden budynek, a trzy zupełnie odmienne porządki polityczne próbujące zawłaszczyć tę samą przestrzeń zbiorowego widowiska. Kino Wolność działało do lat dziewięćdziesiątych.
To jeden z ciekawszych przykładów pokazujących, że historia kin nie jest jedynie historią filmu. Sala kinowa była przestrzenią masowej komunikacji, a więc również miejscem, nad którym państwo chciało sprawować kontrolę. Zmieniały się ustroje, zmieniała się nazwa nad wejściem, ale funkcja społeczna budynku pozostawała zadziwiająco trwała.
Wrzos. Kino po drugiej stronie Wisły
Jeszcze inną rolę odgrywał podgórski Wrzos przy ulicy Zamoyskiego 50. Tutaj ponownie kino nie otrzymało nowego budynku. W latach pięćdziesiątych zaadaptowano na jego potrzeby dawny Dom Przytułku Towarzystwa św. Wincentego à Paulo, wzniesiony pod koniec XIX wieku.
Adaptacja była daleko idąca. Opracowanie konserwatorskie wskazuje, że przebudowa na kino oznaczała gruntowną zmianę wnętrz i utratę znacznej części pierwotnego wyposażenia. Zachowała się natomiast charakterystyczna frontowa partia obiektu z neobarokowym, falistym szczytem.
Wrzos zaczął działać jako kino w 1956 roku i z czasem wyrósł na ważne centrum kultury Podgórza. Działał tutaj Dyskusyjny Klub Filmowy Klatka, organizowano retrospektywy, przeglądy, wykłady i spotkania z twórcami – od Andrzeja Wajdy i Kazimierza Kutza po Marka Piwowskiego i Wojciecha Marczewskiego.
Po zamknięciu kina miejsce nie zostało jednak oddane handlowi. Przypadek Wrzosu jest więc jednym z bardziej optymistycznych w tej historii. Dawna funkcja filmowa ustąpiła teatralnej: przy Zamoyskiego powstała siedziba Teatru KTO. Kultura zastąpiła kulturę. Zachowano przy tym tyle historycznej materii, na ile pozwalał jej stan techniczny, choć kontrowersje budziło wyburzenie i odbudowanie fasady. Według pierwotnych założeń miała pozostać bez szwanku.
Związkowiec. Film wychodzi na scenę
Podobny mechanizm zadziałał przy Grzegórzeckiej 71. Dawny Związkowiec jest przykładem powojennego kina, które udało się ocalić dzięki zmianie funkcji.
Modernistyczny budynek wzniesiono w latach 1948–1952. Dziś figuruje w rejestrze zabytków. Po latach opuszczenia został zaadaptowany na siedzibę Krakowskiego Teatru VARIETE. Przebudowano widownię, dostosowano scenę i zaplecze do wymagań teatru muzycznego, ale sam gmach nadal pozostaje przestrzenią zbiorowego widowiska.
To ważny kontrapunkt dla historii Uciechy czy Wandy. Nie każde nieczynne kino musi pozostać kinem, aby zostać uratowane.
Nowa Huta. Kino jako element miasta idealnego
Osobny rozdział należy się Nowej Hucie. Tutaj kina nie były już adaptacją istniejącej miejskiej tkanki. Powstawały razem z nowym miastem i należały do jego programu ideowego. Mieszkaniec socjalistycznego miasta miał mieć nie tylko mieszkanie i miejsce pracy, ale także teatr, dom kultury i kino.
Najważniejszymi gmachami były Świt i Światowid, oba zaprojektowane przez Andrzeja Uniejewskiego.
Świt wzniesiono w latach 1951–1953. Monumentalna, klasycyzująca fasada z kolumnami, tralkowymi zwieńczeniami i osiową kompozycją czyniła z kina niemal pałac. Równie starannie zaprojektowano wnętrza – za ich wystrój odpowiadali Marian Sigmund i Irena Pać-Zaleśna. Kino działało do 2002 roku. Później budynek częściowo przejęły funkcje komercyjne.
Jeszcze ciekawsze są losy Światowida, wzniesionego w latach 1955–1957. Budynek znajduje się już na granicy dwóch epok: socrealistyczny monumentalizm zostaje w nim wyraźnie uproszczony, jakby architektura zaczynała przygotowywać się na powrót modernizmu. Pseudoportyk, attyki i reprezentacyjna klatka schodowa nadal przypominały o pałacowej formule socrealizmu, ale forma stawała się oszczędniejsza. W dużej sali znajdowało się 680 miejsc, w małej – 170; pod budynkiem umieszczono dwa schrony przeciwlotnicze.
Kino zamknięto w 1992 roku. Później mieściły się tutaj sklepy, salon meblowy i inne usługi. Tym razem jednak historia zakończyła się szczęśliwie: miasto wykupiło budynek, a dziś jest on siedzibą Muzeum Nowej Huty, oddziału Muzeum Krakowa. W 2015 roku dawny Światowid wpisano do rejestru zabytków. Przestał być kinem, ale sam stał się eksponatem. Budynek, który kiedyś służył do opowiadania historii na ekranie, dziś opowiadać zacznie historię miasta. Przygotowania do otwarcia muzeum idą pełną parą.
Patrząc w gwiazdy: Kino Kijów w Krakowie
Kijów opowiada historię momentu, w którym kino osiągnęło pełnię swojej architektonicznej dojrzałości. Nie było już prowizorycznie zaadaptowaną salą ani kolejną przebudowaną kamienicą. Zaprojektowano je od podstaw jako nowoczesną świątynię filmu. Ba, wraz z sąsiadującym hotelem „Cracovia” miło być nawet czymś więcej: centrum festiwalowym z odpowiednią bazową noclegową.
Powstało według projektu Witolda Cęckiewicza, jednego z najwybitniejszych polskich architektów powojennych. To założenie doskonale wpisywało się w jego myślenie o architekturze jako syntezie konstrukcji, światła i sztuki.
Największe wrażenie robi sama bryła. Lekko uniesiony dach zdaje się niemal zawisać nad przeszklonym foyer. Monumentalne żelbetowe podpory nie tylko podtrzymują konstrukcję, ale tworzą charakterystyczny rytm elewacji. Architekt zrezygnował z dekoracyjności na rzecz ekspresji samej konstrukcji. Kino miało zachwycać przestrzennością.
Równie starannie zaprojektowano wnętrze. W latach 60. kino nie zaczynało się w chwili zgaszenia świateł. Przeżycie rozpoczynało się już po przekroczeniu progu. Obszerne foyer, szerokie schody, miękkie światło, eleganckie materiały wykończeniowe – wszystko miało budować atmosferę święta.



Jednym z najcenniejszych elementów pozostaje monumentalna ceramiczna mozaika Krystyny Zgud-Strachockiej, zajmująca blisko czterysta metrów kwadratowych. Inspirowana kosmosem kompozycja stanowi integralną część architektury. To największa pod względem powierzchni mozaika w Krakowie. Powstała w roku 1965, w słynnym dziś zakładzie ceramicznym „Kamionka” w Łysej Górze, przy użyciu metody, która nazywana bywa „podwójnym wypałem”. Najpierw formowano odpowiednie kształty, które wypalano, potem bryły szkliwiono i znów wypalano.
Do Krakowa zwożono je konnymi zaprzęgami, a zabezpieczone z pomocą siana. Na miejscu numerowane kafle puzzle składano i montowano na ścianie. Co ważne, frontowa elewacja kina zgodnie z zamysłem architekta jest przeszklona, co miało – szczególnie nocą – pozwalać na jej oglądanie nawet z zewnątrz. Już na pierwszy rzut oka widać inspirację niebem i kosmosem, co nie dziwi, bo w czasach wyścigu kosmicznego był to temat chodliwy.
Jakby w kontrze do ciemnego, w różnych odcieniach niebieskiego i granatu, pozostaje zewnętrzna mozaika, która przedstawia zachód słońca. Co ciekawe, ułożona została ponoć z…kafli łazienkowych. Według wspomnień Cęckiewicza materiał, z którego została złożona wynikał z tego, że nie wszystkim podobało się jego podejście do budowy kina i rosnące koszty wynikające z jakości materiałów.
To doskonały przykład idei syntezy sztuk, tak charakterystycznej dla polskiego modernizmu lat sześćdziesiątych. Architektura, rzeźba i sztuka użytkowa miały tworzyć jedną całość.
Dziś podobne realizacje są coraz częściej uznawane za jedne z najważniejszych osiągnięć polskiej architektury powojennej. Jeszcze niedawno traktowano je jako zwykłe budynki użytkowe. Obecnie stają się przedmiotem badań historyków sztuki i konserwatorów, którzy dostrzegają ich wyjątkową wartość.
„Kijów” miał również szczęście uniknąć losu wielu swoich rówieśników. Zachował nie tylko funkcję, ale także znaczną część pierwotnego charakteru.
Jest jednym z niewielu wielkich kin modernistycznych, które nadal można oglądać niemal w tej samej formie, w jakiej opuściły deskę kreślarską architekta.
To sprawia, że jest dziś nie tylko miejscem projekcji filmów, ale również jednym z najważniejszych zabytków architektury kultury drugiej połowy XX wieku.
Miasto, które pamięta swoje kina: Wrocław
Historia wrocławskich kin jest niezwykle przewrotna. To właśnie tutaj odbyły się jedne z pierwszych pokazów filmowych na ziemiach polskich. Jeszcze przed końcem XIX wieku mieszkańcy oglądali ruchome obrazy w salach koncertowych i teatrach varietés. Kino nie miało jeszcze własnej architektury. Korzystało z przestrzeni, które już istniały.
Pierwsze stałe kino, czyli Fata Morgana, otwarte w domu handlowym Victoria, było typowym przykładem tej epoki. Łączyło funkcję sali projekcyjnej i piwiarni.
Wbrew współczesnym wyobrażeniom pierwsze kina nie były miejscami pełnymi ciszy i skupienia. Widzowie rozmawiali, pili, komentowali wydarzenia na ekranie. Dopiero później wykształciła się kultura cichego oglądania filmu.
Rozwijający się Breslau szybko stał się jednym z najważniejszych ośrodków kinowych Europy Środkowej. Powstawały coraz większe sale, wyposażone w balkony, reprezentacyjne foyer i nowoczesną aparaturę projekcyjną. Kino stawało się symbolem wielkomiejskiego stylu życia. Po wojnie większość tej historii trzeba było pisać od nowa.

Zmieniło się państwo, język, mieszkańcy i nazwy ulic. Wrocław – choć częściowo zniszczony – odziedziczył po niemieckim mieście bogatą infrastrukturę kinową, która przez kolejne dziesięciolecia funkcjonowała już w zupełnie innym kontekście kulturowym. Na mapie miasta pojawiły się m.in.: Warszawa, Lwów, Śląsk, Polonia, Światowid. Większość z nich nie przetrwała.
Niektóre wyburzono, inne przebudowano tak gruntownie, że trudno dziś odnaleźć ich dawny charakter. W miejscu kolejnych kin pojawiały się banki, sklepy, biurowce albo apartamentowce. Architektura, która jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej symbolizowała nowoczesność, okazała się zaskakująco nietrwała.

Dlatego szczególnie wymowna wydaje się działalność Dolnośląskiego Centrum Filmowego. Nie próbuje ono rekonstruować nieistniejących budynków. Zachowuje natomiast pamięć o nich. Nazwy sal – Warszawa, Lwów, Polonia, Lalka – przypominają, że współczesne kino nie wyrasta z próżni, lecz jest kontynuacją długiej historii miejskiej kultury filmowej. To piękny przykład niematerialnej ochrony dziedzictwa.
Samo miejsce nie jest bez znaczenia dla kultury filmowej. Pierwsze kino powstało w tym miejscu za czasów niemieckich. Nazywało się wówczas Palast-Theater. Otwarto je 3 września 1910 roku w kamiennicy kupca Moritza Branissa przy Neue Schweidnitzer Str. 16 (obecnie ul. Świdnicka 44), nad modną restauracją Palast-Restaurant. Pierwszym właścicielem kina był Franz Thiemer. Po trzech i pół roku istnienia szczyciło się milionowym widzem, co dawało – w przeliczeniu – ok. 800 widzów średnio dziennie.

Pod koniec I wojny światowej kino zostało przejęte przez firmę Kammer-Lichtspiele GmbH, a od 1922 roku należało do firmy Schauburg AG, która zarządzała nim do II wojny światowej.
Gdy Breslau zmieniło się w polski Wrocław, pierwsze filmy zaczęto wyświetlać właśnie w tym budynku, przemianowanym na kino Warszawa, przy ówczesnej ulicy Świerczewskiego (obecnie Piłsudskiego), ale wejście do niego było nadal od ulicy Świdnickiej. Kino otwarto 16 czerwca 1945 roku, a premierowym filmem był „Majdanek”.
Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!



