Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl
- gdzie zachowały się tkaniny pt. „Kolumny” wykonane przez Spółdzielnię Artystów „Ład” według projektu Zofii Matuszczyk-Cygańskiej
- w którym kinie wykonano kompozycję przedstawiającą słońce z… płytek łazienkowych
- jakim filmem zainaugurowano działalność kina we Wrocławiu po II wojnie światowej
Kiedy pod koniec XIX wieku bracia Lumière po raz pierwszy wprawili fotografie w ruch, mało kto przypuszczał, że kino stanie się jedną z najważniejszych instytucji nowoczesnego miasta. W ciągu zaledwie kilku dekad sale projekcyjne wyrosły obok teatrów, dworców i domów towarowych na symbole nowoczesności. To tutaj po raz pierwszy oglądano odległe kraje, uczono się mody, poznawano nowe obyczaje, śledzono wielką historię i przeżywano pierwsze filmowe wzruszenia.
Kino było czymś znacznie więcej niż miejscem projekcji.
Stawało się społecznym rytuałem. Giuseppe Tornatore w „Cinema Paradiso” pokazał tę rolę z niezwykłą czułością. W sycylijskim miasteczku kino było drugim – zaraz po kościele – miejscem, które integrowało mieszkańców. Tutaj rodziły się pierwsze miłości, wybuchały śmiechy, dochodziło do kłótni i pojednań. W ciemnej sali zacierały się podziały społeczne. Obok siebie siedzieli robotnicy, lekarze, urzędnicy i dzieci.
To właśnie wspólne przeżywanie filmu tworzyło lokalną wspólnotę.

Przez większą część XX wieku kino należało do najważniejszych budynków publicznych w niemal każdym mieście. Niekiedy adaptowano na ten cel istniejące teatry, sale koncertowe, restauracje czy domy parafialne. Coraz częściej jednak powstawały specjalnie projektowane gmachy, wyposażone w monumentalne foyer, reprezentacyjne schody, balkony, bogate dekoracje, nowoczesną aparaturę projekcyjną i charakterystyczne neony. Architekci traktowali kina jako laboratoria nowoczesności. To właśnie tutaj testowano rozwiązania akustyczne, konstrukcyjne i oświetleniowe, które później trafiały do innych budynków użyteczności publicznej.
Rozwój multipleksów sprawił, że kameralne kina śródmiejskie zaczęły znikać z map polskich miast. Jedne przebudowano na sklepy, banki lub restauracje, inne wyburzono. Dopiero w ostatnich latach coraz częściej dostrzegamy, że wraz z nimi znika nie tylko miejsce projekcji filmów, lecz także niezwykle ciekawy rozdział historii architektury XX wieku.
Rozpoczynamy więc podróż nie tyle po kinach, ile po budynkach, które przez dziesięciolecia były świątyniami ruchomych obrazów. To opowieść o architekturze, ludziach i miejscach, w których odbijały się marzenia kolejnych pokoleń. I trzeba od razu zaznaczyć, że to nie jest żaden wyczerpujący katalog!
Najstarsze kino świata: Kino Pionier w Szczecinie
Jeżeli szukać miejsca, w którym historia kina niemal dosłownie zatrzymała czas, trzeba pojechać do Szczecina. Przy alei Wojska Polskiego stoi niepozorna kamienica, której fasada nie zdradza od razu wyjątkowości ukrytej we wnętrzu. Tymczasem właśnie tutaj znajduje się Pionier – jedno z najstarszych nieprzerwanie działających kin na świecie i najstarsze zachowane kino w Polsce.

Jesienią 2009 roku, podczas realizacji filmu dokumentalnego „W starym kinie – Pionier 1909” w reżyserii Marcina Korneluka ekipa natrafiła bowiem na dokumenty potwierdzające wiek kina. W 1907 roku, przy Falkenwalder Straße 2 (dzisiejsza Wojska Polskiego 2) Otto Blauert prowadził w sali restauracyjnej „Kinematographenbesitzer”. Potwierdza to książka adresowa na rok 1908, której redakcja zakończona została w 1907 roku. Kino narodziło się więc właściwie wraz z europejską fascynacją nowym wynalazkiem, kiedy projekcje filmowe dopiero przestawały być jarmarczną ciekawostką, a zaczynały stawać się elementem codziennego życia miasta.
W przeciwieństwie do monumentalnych pałaców kinowych budowanych w latach 20. i 30. XX wieku Pionier reprezentuje wcześniejszy etap rozwoju architektury kinowej.
Nie powstał jako samodzielny gmach, lecz został wpisany w istniejącą zabudowę kamieniczną. Tak wyglądała większość pierwszych europejskich kin. Zamiast wznosić kosztowne obiekty, adaptowano sale restauracyjne, handlowe lub widowiskowe. Dzięki temu zachowały one bardziej kameralny charakter niż późniejsze gigantyczne kina mieszczące ponad tysiąc widzów.
To właśnie ta skala stanowi dziś o wyjątkowości szczecińskiego obiektu. Wchodząc do środka ma się wrażenie, że przekracza się próg kina sprzed wieku. Zamiast monumentalnego foyer odwiedzających wita niewielka przestrzeń. Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jest urządzona w stylistyce retro Kiniarnia, niezwykłe połączenie kawiarni i sali kinowej. Nie jest to rekonstrukcja historycznego wnętrza, lecz świadome nawiązanie do atmosfery pierwszych dekad kinematografii, kiedy kino często łączono z kawiarnią lub restauracją.

Także repertuar pozostaje częścią tej opowieści. Obok współczesnych premier organizowane są pokazy kina niemego z muzyką graną na żywo na fortepianie z końca XIX wieku. Dzięki temu zabytkowy budynek nie pełni jedynie funkcji historycznej dekoracji, ale nadal realizuje swoje pierwotne przeznaczenie.
Przez ponad sto lat kino kilkakrotnie zmieniało nazwę: od Weltkinotheater przez Odrę aż po obowiązującego od 1950 roku Pioniera. Zmieniali się właściciele, ustroje polityczne i granice państw, ale sam budynek zachował swoją funkcję. Jest to przypadek wyjątkowy nie tylko w Polsce, lecz także w skali Europy.
Wiele równie starych kin zostało przebudowanych nie do poznania lub zamienionych na sklepy, kościoły czy biura. Wystarczy wskazać krakowskie kina Wanda czy Uciecha.


To dlatego dziś Pionier jest czymś więcej niż zabytkiem techniki czy architektury, bo stanowi żywe świadectwo narodzin kultury filmowej. Pokazuje, że ochrona dziedzictwa nie zawsze oznacza zamrożenie obiektu w czasie. Najlepszym sposobem zachowania historycznego kina okazuje się bowiem… dalsze wyświetlanie filmów. To właśnie dzięki nieprzerwanemu użytkowaniu szczeciński Pionier pozostaje jednym z najbardziej autentycznych zabytków kultury filmowej w Europie.
Kino wielu wcieleń: Kino Muza w Poznaniu
Historia poznańskiej Muzy pokazuje, że kino może zmieniać nazwy, właścicieli i wystrój, pozostając jednocześnie tym samym miejscem na mapie miasta. Niewiele polskich kin może pochwalić się równie długim życiorysem. Od ponad stu lat kolejne pokolenia poznaniaków przekraczają ten sam próg, choć nad wejściem wisiały już bardzo różne szyldy. Kino rozpoczęło bowiem działalność w 1908 roku jako „Theater Apollo”. Był to czas, kiedy ruchome obrazy dopiero zdobywały publiczność, a właściciele kin eksperymentowali zarówno z repertuarem, jak i architekturą. W kolejnych latach budynek funkcjonował pod nazwami Colosseum, Europa, Świt, podczas okupacji Zentral Lichtspiele, a po wojnie jako Wolność.
Obecna nazwa pojawiła się dopiero w latach pięćdziesiątych, jednak paradoksalnie to właśnie ona najlepiej oddaje charakter tego miejsca.
Przez ponad wiek kino nieustannie inspirowało mieszkańców miasta, stając się jedną z najważniejszych instytucji kulturalnych Poznania.

I znów – podobnie jak w wypadku szczecińskiego Pioniera – jego historia jest jednocześnie historią przemian architektury kinowej. Pierwsze sale projekcyjne początku XX wieku miały niewiele wspólnego z późniejszymi kinowymi pałacami. Były znacznie skromniejsze, często mieściły się w adaptowanych budynkach handlowych lub widowiskowych. Dopiero rozwój kina dźwiękowego oraz rosnąca popularność filmu wymusiły kolejne przebudowy. W „Muzie” niemal każda zmiana nazwy oznaczała również modernizację wnętrz, wymianę aparatury projekcyjnej czy poprawę komfortu widzów.
Kino zmieniało się razem z technologią.
Dzisiejszy budynek jest więc swego rodzaju architektonicznym palimpsestem. Kolejne przebudowy pozostawiły w nim ślady różnych epok, jednak udało się zachować jego najważniejszą wartość, czyli ciągłość funkcji.
2. Fot. Andrzej Monczak / Agencja Wyborcza.pl
Najbardziej charakterystycznym elementem pozostaje neon nad wejściem. Dla wielu mieszkańców jest równie rozpoznawalny jak sama nazwa kina. Powstał według projektu Ryszarda Kulma, jednego z najwybitniejszych polskich projektantów neonów drugiej połowy XX wieku. W czasach PRL neony stanowiły integralny element architektury miasta, projektowany wspólnie z budynkiem, jego proporcjami i elewacją. Współczesna replika jest więc świadomą próbą zachowania fragmentu powojennego krajobrazu Poznania.
To zresztą zjawisko coraz częściej dostrzegane przez konserwatorów zabytków. Jeszcze 20 lat temu neony traktowano jako element użytkowy, który można bez żalu wymienić. Dziś uznaje się je za ważną część dziedzictwa wzornictwa przemysłowego i kultury wizualnej miast.
Warto zaznaczyć, że w 2019 roku Muzę zmodernizowano.

Narodziny polskiej kinematografii: Kino Tatry w Łodzi
Nie ma drugiego miasta w Polsce, którego historia byłaby tak silnie spleciona z historią filmu jak Łódź. To tutaj powstała słynna szkoła filmowa, tutaj działały największe wytwórnie, tutaj kręcono dziesiątki olskich produkcji.
Łatwo jednak zapomnieć, że zanim pojawili się Wajda, Polański czy Kieślowski, istniały miejsca, w których mieszkańcy po raz pierwszy uczyli się oglądać kino. Jednym z nich są „Tatry”.

Historia tego miejsca zaczyna się jeszcze przed narodzinami samego kina. W budynku mieściła się sala taneczna, typowa dla rozwijającej się przemysłowej Łodzi przełomu XIX i XX wieku.
W robotniczym mieście potrzebowano przestrzeni rozrywki równie mocno jak fabryk. Kiedy pojawił się kinematograf, naturalnym rozwiązaniem okazało się wykorzystanie istniejącej infrastruktury.
Znów: było ono przykładem pierwszej generacji polskich kin, tworzonych poprzez adaptację wcześniejszych budynków. Architektura nie była jeszcze podporządkowana projekcjom filmowym. Sale posiadały płaskie podłogi, niewielkie zaplecze techniczne i prowizoryczne kabiny projekcyjne. Dopiero wraz z rozwojem filmu zaczęto przebudowywać je zgodnie z nowymi wymaganiami.
Losy kina doskonale pokazują, jak szybko zmieniała się kultura filmowa pierwszej połowy XX wieku. „Belle-Vue”, „Moulin Rouge”, „Dolina Szwajcarska”, „Rakieta” – każda z tych nazw odzwierciedlała inną epokę, innego właściciela i inną wizję prowadzenia kina. Najważniejszy przełom nastąpił jednak w latach trzydziestych, kiedy właściciele Bernard i Julian Firstowie zdecydowali się na gruntowną modernizację obiektu.
Przebudowa nie ograniczyła się do odświeżenia wnętrz. Kino otrzymało nowoczesną aparaturę umożliwiającą projekcję filmów dźwiękowych. W całej Europie był to moment prawdziwej architektonicznej rewolucji. Trzeba było przebudować kabiny projekcyjne, poprawić akustykę sal, zmienić układ widowni, a często także całkowicie przeprojektować wnętrza. Kino przestawało być jedynie miejscem pokazywania ruchomych obrazów, stawało się skomplikowaną maszyną techniczną.
Po wojnie obiekt otrzymał nazwę Tatry, pod którą funkcjonuje do dziś. Kolejna ważna przebudowa nastąpiła w 1968 roku, kiedy otwarto drugą salę – „Tatry Kameralne”. Był to moment przełomowy nie tylko dla samego kina, lecz także dla historii polskiej architektury kinowej. Powstało bowiem pierwsze w Łodzi kino wielosalowe, zapowiadające rozwiązania, które na masową skalę pojawiły się dopiero kilkadziesiąt lat później.


Paradoksalnie właśnie współczesność okazała się dla Tatr najtrudniejszym okresem. Problemy własnościowe oraz brak możliwości prowadzenia większych inwestycji sprawiły, że kino zaczęło stopniowo tracić dawny blask. Dziś funkcjonuje sezonowo (w tym roku ruszyło w kwietniu), a słynie z tego, że przed seansami na ekranie nie pojawiają się reklamy.
Zabytek nadal żyje: kino Iluzjon w Warszawie
Warszawski Iluzjon jest jednym z tych miejsc, które udowadniają, że ochrona zabytków nie musi oznaczać zamrożenia budynku w czasie. Wręcz przeciwnie, najlepiej zachowują się te obiekty, które nadal pełnią funkcję, dla której zostały stworzone. Choć sam Iluzjon narodził się w 1956 roku jako klub filmowy działający przy Archiwum Filmowym, jego obecna siedziba opowiada historię znacznie starszą i znacznie ciekawszą z punktu widzenia architektury.
2. Fot. Zbyszko Siemaszko / NAC
Był jedną z pierwszych dużych inwestycji kulturalnych realizowanych w odbudowującej się Warszawie. Zaledwie kilka lat po wojennych zniszczeniach stolica potrzebowała nie tylko mieszkań i urzędów, lecz także nowych przestrzeni życia społecznego. Kino miało stać się symbolem powrotu miasta do normalności.
Projekt Mieczysława Piprka należy do najciekawszych przykładów architektury przełomu późnego modernizmu i wczesnego socrealizmu. Równolegle architekt zaprojektował warszawskie kina: W-Z (na Woli), 1 Maj (na Grochowie) i Ochota (obecny Och-Teatr). Co ważna, wraz z otaczającym go terenem (przy skwerze im. Antoniego Słonimskiego) Iluzjon został wpisany do rejestru zabytków.
Budynek powstał jeszcze przed pełnym triumfem doktryny socrealistycznej, dlatego zachował wiele cech modernistycznej prostoty. Zamiast monumentalnych kolumn i historyzujących dekoracji architekt zaproponował zwartą, dynamiczną bryłę z charakterystyczną półkolistą rotundą od strony południowej. Geometryczna forma, duże przeszklenia oraz czytelna kompozycja elewacji pokazują, że kino miało przede wszystkim emanować nowoczesnością.
Nie mniej interesujące okazało się wnętrze. Powojenne kina projektowano jako sekwencję przestrzeni prowadzących widza od gwaru ulicy do świata filmu. Dlatego równie ważna jak sama sala projekcyjna była droga do niej. Chodzi o reprezentacyjne foyer, szerokie schody, miejsca spotkań przed seansem. Architekci świadomie budowali napięcie, czyniąc z wizyty w kinie rodzaj miejskiego rytuału.
W Iluzjonie zachowało się wiele elementów pierwotnego wyposażenia. Jednym z najcenniejszych są monumentalne tkaniny wykonane przez Spółdzielnię Artystów „Ład” według projektu Zofii Matuszczyk-Cygańskiej. Żakard zatytułowany Kolumny nie pełnił wyłącznie funkcji dekoracyjnej. Poprawiał również akustykę wnętrza, pokazując, jak ściśle architektura kina łączyła sztukę z funkcjonalnością. Zachowały się także gipsowe kartusze, fragmenty lizen i gzymsów oraz wiele detali świadczących o wysokiej kulturze projektowej pierwszych lat odbudowy Warszawy.
To właśnie takie elementy przesądziły o wpisaniu budynku do rejestru zabytków. Jeszcze kilkanaście lat temu architektura lat pięćdziesiątych rzadko trafiała pod ochronę konserwatorską. Dziś coraz wyraźniej dostrzega się, że również powojenna modernizacja kraju pozostawiła dzieła o wysokiej wartości artystycznej.
Największą zaletą współczesnego Iluzjonu nie jest jednak sam fakt zachowania budynku. Istotniejsze wydaje się to, że adaptacja nie zerwała więzi z jego historią. Modernizacja przeprowadzona przez Filmotekę Narodową nie polegała na stworzeniu nowego kina w starych murach. Starano się zachować charakter wnętrz, ich proporcje oraz najcenniejsze elementy wystroju, równocześnie wyposażając obiekt w najnowocześniejsze systemy projekcyjne. Dzięki temu historia nie została zamknięta w muzealnej gablocie, lecz nadal pracuje na rzecz współczesnej kultury.
Iluzjon jest więc jednym z najlepszych polskich przykładów tego, jak można prowadzić konserwację architektury XX wieku. Nie poprzez rekonstrukcję czy kopiowanie przeszłości, ale przez świadome rozwijanie jej potencjału.
Legenda znika: kino Moskwa
Zaledwie kilka kilometrów dalej znajdował się budynek, który przez dziesięciolecia był równie rozpoznawalny jak Pałac Kultury czy Rotunda. Dziś pozostały po nim jedynie fotografie, wspomnienia i dwa kamienne lwy ustawione przed współczesnym centrum handlowym. Historia kina Moskwa jest jedną z najbardziej wymownych opowieści o utracie dziedzictwa architektury powojennej.
Był to gmach imponujący skalą. Ponad 1200 miejsc rozmieszczonych na dwóch poziomach sytuowało Moskwę wśród największych kin w Polsce. W czasach, gdy telewizja dopiero raczkowała, takie obiekty pełniły funkcję miejskich pałaców kultury. Organizowano w nich premiery, festiwale, spotkania z twórcami i najważniejsze wydarzenia filmowe.
Architektura Moskwy dobrze oddawała ambicje pierwszych lat powojennej odbudowy. Monumentalna bryła, szerokie foyer, przestronne schody i ogromna sala widowiskowa miały podkreślać rangę kina jako instytucji publicznej. Choć budynek powstawał w okresie narastającego socrealizmu, zachował wiele modernistycznych cech – prostotę kompozycji, czytelny układ funkcjonalny i podporządkowanie formy funkcji.
Paradoksalnie to właśnie w Moskwie można było obserwować zderzenie dwóch światów. Z jednej strony kino było narzędziem oficjalnej polityki kulturalnej PRL, z drugiej – prezentowało wiele najważniejszych filmów światowego kina.

To tutaj warszawska publiczność oglądała dzieła nagradzane na festiwalach w Cannes czy Wenecji, często znacznie wykraczające poza obowiązujący kanon socjalistycznej kultury.
Dla wielu osób Moskwa pozostanie jednak przede wszystkim tłem jednego z najsłynniejszych zdjęć w historii polskiej fotografii. W grudniu 1981 roku Chris Niedenthal sfotografował transporter opancerzony stojący przed kinem, nad którym wisiał plakat Czasu Apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Zestawienie stanu wojennego z tytułem filmu okazało się niezwykle sugestywną metaforą. Fotografia obiegła świat i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów Polski lat osiemdziesiątych.

Jeszcze bardziej symboliczny okazał się jednak los samego budynku. W 1996 roku rozpoczęto jego rozbiórkę. W miejsce jednego z najbardziej charakterystycznych warszawskich kin powstał kompleks handlowy. Decyzja zapadła w czasie, gdy architekturę powojenną postrzegano przede wszystkim jako relikt minionego ustroju, a nie element dziedzictwa kulturowego.
Dzisiaj podobna decyzja prawdopodobnie wywołałaby znacznie większą dyskusję. W ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się ochronie architektury drugiej połowy XX wieku. Modernistyczne dworce, kina czy domy towarowe zaczynają być traktowane jako ważne świadectwa swojej epoki. Moskwa nie miała tyle szczęścia.
Pozostały jedynie fotografie, wspomnienia i słynne lwy, które niczym materialne relikty przypominają o budynku, którego już nie ma. To one najlepiej pokazują, że architektura nie znika całkowicie wraz z rozbiórką. Pozostaje w pamięci miasta, choć coraz trudniej odczytać jej pierwotny kontekst.
Moskwa stała się więc czymś więcej niż dawnym kinem. Jest dziś symbolem pytania, które coraz częściej stawiają historycy architektury: ile jeszcze budynków XX wieku zdążymy utracić, zanim nauczymy się dostrzegać ich wartość?
Kino, które przetrwało zagładę Warszawy: Atlantic

Jeśli chodzi o najstarsze nieprzerwanie działające kino w Warszawie to jest to miejsce przy Chmielnej. Budynek kina powstał w południowo-wschodnim narożniku posesji, na której od strony ulicy od ok. 1880 znajdowała się trzypiętrowa kamienica frontowa.
Projektantami kina byli architekci Jerzy Sosnkowski i Juliusz Żórawski. Należało wówczas do najnowocześniejszych kin przedwojennej Warszawy i jako pierwsze było przystosowane do projekcji filmów dźwiękowych.

Budynek kina przetrwał II wojnę światową. W 1944 roku spłonęła natomiast kamienica frontowa i w 1946 została ona najpierw obniżona o jedno piętro, a w kolejnych latach całkowicie rozebrana. Atlantic otwarto ponownie 19 września 1945 roku jako czwarte – po Syrenie, Polonii i Tęczy – powojenne kino. Na inaugurację wybrano radziecki film Berlin.
W końcu lat 50. XX wieku kino doczekało się kapitalnego remontu. Zlikwidowano resztki ruin kamienicy przylegającej do budynku kina. Wtedy też pojawił się słynny niebieski neon z napisem Atlantic. Uroczyste otwarcie nastąpiło 25 kwietnia 1960 roku i uświetniła je premiera polskiego filmu „Do widzenia, do jutra”.


Po raz kolejny kino stało się najnowocześniejszym w mieście. Działało nieprzerwanie do końca lat 90., kiedy to zostało zamknięte do gruntownej przebudowy. Ponowne otwarcie nastąpiło 14 stycznia 2000 roku.
Patrząc w gwiazdy: Kino Kijów w Krakowie
Kijów opowiada historię momentu, w którym kino osiągnęło pełnię swojej architektonicznej dojrzałości. Nie było już prowizorycznie zaadaptowaną salą ani kolejną przebudowaną kamienicą. Zaprojektowano je od podstaw jako nowoczesną świątynię filmu. Ba, wraz z sąsiadującym hotelem „Cracovia” miło być nawet czymś więcej: centrum festiwalowym z odpowiednią bazową noclegową.
Powstało według projektu Witolda Cęckiewicza, jednego z najwybitniejszych polskich architektów powojennych. To założenie doskonale wpisywało się w jego myślenie o architekturze jako syntezie konstrukcji, światła i sztuki.
Największe wrażenie robi sama bryła. Lekko uniesiony dach zdaje się niemal zawisać nad przeszklonym foyer. Monumentalne żelbetowe podpory nie tylko podtrzymują konstrukcję, ale tworzą charakterystyczny rytm elewacji. Architekt zrezygnował z dekoracyjności na rzecz ekspresji samej konstrukcji. Kino miało zachwycać przestrzenią
Równie starannie zaprojektowano wnętrze. W latach 60. kino nie zaczynało się w chwili zgaszenia świateł. Przeżycie rozpoczynało się już po przekroczeniu progu. Obszerne foyer, szerokie schody, miękkie światło, eleganckie materiały wykończeniowe – wszystko miało budować atmosferę święta.



Jednym z najcenniejszych elementów pozostaje monumentalna ceramiczna mozaika Krystyny Zgud-Strachockiej, zajmująca blisko czterysta metrów kwadratowych. Inspirowana kosmosem kompozycja stanowi integralną część architektury. To największa pod względem powierzchni mozaika w Krakowie. Powstała w roku 1965, w słynnym dziś zakładzie ceramicznym „Kamionka” w Łysej Górze, przy użyciu metody, która nazywana bywa „podwójnym wypałem”. Najpierw formowano odpowiednie kształty, które wypalano, potem bryły szkliwiono i znów wypalano.
Do Krakowa zwożono je konnymi zaprzęgami, a zabezpieczone z pomocą siana. Na miejscu numerowane kafle puzzle składano i montowano na ścianie. Co ważne, frontowa elewacja kina zgodnie z zamysłem architekta jest przeszklona, co miało – szczególnie nocą – pozwalać na jej oglądanie nawet z zewnątrz. Już na pierwszy rzut oka widać inspirację niebem i kosmosem, co nie dziwi, bo w czasach wyścigu kosmicznego był to temat chodliwy.
Jakby w kontrze do ciemnego, w różnych odcieniach niebieskiego i granatu, pozostaje zewnętrzna mozaika, która przedstawia zachód słońca. Co ciekawe, ułożona została ponoć z…kafli łazienkowych. Według wspomnień Cęckiewicza materiał, z którego została złożona wynikał z tego, że nie wszystkim podobało się jego podejście do budowy kina i rosnące koszty wynikające z jakości materiałów.
To doskonały przykład idei syntezy sztuk, tak charakterystycznej dla polskiego modernizmu lat sześćdziesiątych. Architektura, rzeźba i sztuka użytkowa miały tworzyć jedną całość.
Dziś podobne realizacje są coraz częściej uznawane za jedne z najważniejszych osiągnięć polskiej architektury powojennej. Jeszcze niedawno traktowano je jako zwykłe budynki użytkowe. Obecnie stają się przedmiotem badań historyków sztuki i konserwatorów, którzy dostrzegają ich wyjątkową wartość.
„Kijów” miał również szczęście uniknąć losu wielu swoich rówieśników. Zachował nie tylko funkcję, ale także znaczną część pierwotnego charakteru.
Jest jednym z niewielu wielkich kin modernistycznych, które nadal można oglądać niemal w tej samej formie, w jakiej opuściły deskę kreślarską architekta.
To sprawia, że jest dziś nie tylko miejscem projekcji filmów, ale również jednym z najważniejszych zabytków architektury kultury drugiej połowy XX wieku.
Miasto, które pamięta swoje kina: Wrocław
Historia wrocławskich kin jest niezwykle przewrotna. To właśnie tutaj odbyły się jedne z pierwszych pokazów filmowych na ziemiach polskich. Jeszcze przed końcem XIX wieku mieszkańcy oglądali ruchome obrazy w salach koncertowych i teatrach varietés. Kino nie miało jeszcze własnej architektury. Korzystało z przestrzeni, które już istniały.
Pierwsze stałe kino, czyli Fata Morgana, otwarte w domu handlowym Victoria, było typowym przykładem tej epoki. Łączyło funkcję sali projekcyjnej i piwiarni.
Wbrew współczesnym wyobrażeniom pierwsze kina nie były miejscami pełnymi ciszy i skupienia. Widzowie rozmawiali, pili, komentowali wydarzenia na ekranie. Dopiero później wykształciła się kultura cichego oglądania filmu.
Rozwijający się Breslau szybko stał się jednym z najważniejszych ośrodków kinowych Europy Środkowej. Powstawały coraz większe sale, wyposażone w balkony, reprezentacyjne foyer i nowoczesną aparaturę projekcyjną. Kino stawało się symbolem wielkomiejskiego stylu życia. Po wojnie większość tej historii trzeba było pisać od nowa.

Zmieniło się państwo, język, mieszkańcy i nazwy ulic. Wrocław – choć częściowo zniszczony – odziedziczył po niemieckim mieście bogatą infrastrukturę kinową, która przez kolejne dziesięciolecia funkcjonowała już w zupełnie innym kontekście kulturowym. Na mapie miasta pojawiły się m.in.: Warszawa, Lwów, Śląsk, Polonia, Światowid. Większość z nich nie przetrwała.
Niektóre wyburzono, inne przebudowano tak gruntownie, że trudno dziś odnaleźć ich dawny charakter. W miejscu kolejnych kin pojawiały się banki, sklepy, biurowce albo apartamentowce. Architektura, która jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej symbolizowała nowoczesność, okazała się zaskakująco nietrwała.

Dlatego szczególnie wymowna wydaje się działalność Dolnośląskiego Centrum Filmowego. Nie próbuje ono rekonstruować nieistniejących budynków. Zachowuje natomiast pamięć o nich. Nazwy sal – Warszawa, Lwów, Polonia, Lalka – przypominają, że współczesne kino nie wyrasta z próżni, lecz jest kontynuacją długiej historii miejskiej kultury filmowej. To piękny przykład niematerialnej ochrony dziedzictwa.
Samo miejsce nie jest bez znaczenia dla kultury filmowej. Pierwsze kino powstało w tym miejscu za czasów niemieckich. Nazywało się wówczas Palast-Theater. Otwarto je 3 września 1910 roku w kamiennicy kupca Moritza Branissa przy Neue Schweidnitzer Str. 16 (obecnie ul. Świdnicka 44), nad modną restauracją Palast-Restaurant. Pierwszym właścicielem kina był Franz Thiemer. Po trzech i pół roku istnienia szczyciło się milionowym widzem, co dawało – w przeliczeniu – ok. 800 widzów średnio dziennie.

Pod koniec I wojny światowej kino zostało przejęte przez firmę Kammer-Lichtspiele GmbH, a od 1922 roku należało do firmy Schauburg AG, która zarządzała nim do II wojny światowej.
Gdy Breslau zmieniło się w polski Wrocław, pierwsze filmy zaczęto wyświetlać właśnie w tym budynku, przemianowanym na kino Warszawa, przy ówczesnej ulicy Świerczewskiego (obecnie Piłsudskiego), ale wejście do niego było nadal od ulicy Świdnickiej. Kino otwarto 16 czerwca 1945 roku, a premierowym filmem był „Majdanek”.







