Osiedle “Palestyna”, Wałbrzych, Sobięcin
Osiedle “Palestyna”, Sobięcin, Wałbrzych
Fot. Katarzyna Sielicka
Artykuły

Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha

Z tego artykułu dowiesz się:
  • kiedy Legnica zyskała połączenie kolejowe z Wrocławiem i jakie przyniosło to konsekwencje
  • którą dzielnicę rozsławił spektakl teatralny
  • która dzielnica zyskała miano „Palestyny”

Nowoczesne dzielnice robotnicze, z udogodnieniami typu toalety na półpiętrze czy umywalnie na strychu i pralnie w piwnicy, z przestronnymi kościołami, szkołami, a nawet salami kinowymi, dawały najważniejszym przedstawicielom klasy robotniczej rozpędzonego przemysłowego świata – górnikom i kolejarzom – wszystko, czego mogli potrzebować, aby żyć komfortowo, higienicznie, z dostępem do edukacji i kultury.

Jak i kiedy ich chwała przeminęła? Dlaczego zamieniły się w zbiorowisko odstraszających ruder, gdzie nikt obcy woli się nie zagłębiać?

Studium rozkwitu i upadku wałbrzyskiego Sobięcina i legnickiego Zakaczawia – dzielnic, które cierpliwie czekają na rewitalizację, mogłoby być modelowym wzorcem wyprowadzania historycznych dzielnic z kryzysu. Tylko czy udanym?

Obie dzielnice mają wiele cech wspólnych. Przeżyły dynamiczny rozwój w stuleciu od połowy XIX w. do połowy wieku XX w. W okresie po II wojnie światowej zostały zasiedlone przez nowych mieszkańców i nadal miały się dobrze. Dopiero

skutki transformacji gospodarczej końca XX w. postępującej za przemianą ustrojową spowodowały ich szybką degradację.

Fot. Katarzyna Sielicka
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Pusty plac po wyburzonym w 2014 roku kinie “Kolejarz”, Legnica, Zakaczawie

Dziś trudno uwierzyć, że zrujnowane kamienice z toaletą na półpiętrze mogły być kiedyś synonimem sanitarnego luksusu. A tak właśnie było 150 temu,

kiedy to o porzuceniu ciasnej zabudowy centrum miast – ze starymi kamienicami pamiętającymi nierzadko późne średniowiecze, z nieczystościami spływającymi rynsztokami, często bez bieżącej wody i z wychodkiem na zapleczu działki – rzemieślnik i robotnik mógł tylko pomarzyć. W takim zestawieniu budowane na ówczesnych przedmieściach nowoczesne kamienice z pionem sanitarnym, bieżącą wodą, umywalniami (zachowanymi nieraz do dziś), oferujące prawdziwie higieniczny i zdrowy standard życia były spełnionym snem robotnika. Nowe dzielnice zasilili też nowi mieszkańcy, przybywający z okolicznych wsi, skuszeni wizją dobrze płatnej pracy w rozwijających się gałęziach przemysłu i życiem w miejskim luksusie.

Kolejnym wspólnym mianownikiem dla Zakaczawia i Sobięcina jest właśnie … kolej.

Legnicka dzielnica powstała w bezpośrednim otoczeniu dworca i stanowiła zaplecze mieszkalne dla pracowników kolei. Z kolei dla rozwoju Sobięcina ważnym bodźcem było uruchomienie w 1867 roku Śląskiej Kolei Górskiej, która otworzyła niemal nieograniczone rynki zbytu dla wałbrzyskiego czarnego złota, czyli węgla kamiennego, który zalega tu na głębokości już 1 m pod ziemią.

Przestępcza reputacja

Zakaczawie to nazwa popularna, pochodząca rzecz jasna od położenia dzielnicy za rzeką Kaczawą (z perspektywy centrum miasta). Jeszcze bardziej popularną nazwą jest „dzielnica cudów”. Odnosi się ona do przestępczej reputacji, którą dzielnica zdobyła jednak dopiero w okresie po II wojnie światowej. Prawidłowa nazwa administracyjna to Kartuzy. Pochodzi od zakonu Kartuzów, który został osiedlony na wschodnim brzegu Kaczawy w XV w. przez księcia piastowskiego Ludwika II. Zakonnicy wznieśli tu kościół i klasztor, które zostały rozebrane już sto lat później. Kartuzi zniknęli z Legnicy, po tym jak większość mieszczan zmieniła wyznanie w toku reformacji.

Właściwe Zakaczawie w dzisiejszym kształcie zaczęło formować się około połowy XIX wieku.

W 1844 roku Legnica zyskała pierwszy dworzec i połączenie kolejowe z Wrocławiem. W latach 70. XIX wieku dzielnica zamieszkana głównie przez kolejarzy i urzędników niższego szczebla została włączona w granice miasta. Jej rozwój był nieprawdopodobnie wręcz dynamiczny.

W ciągu zaledwie trzech dekad osiedliło się tu około 10000 ludzi.

Nic więc dziwnego, że powstała tu szkoła powszechna, apteka, wyższa szkoła żeńska, targowisko miejskie czy scena estradowa. W okresie międzywojennym działało tu kino i dwa kościoły – ewangelicki i katolicki. Poświęcenie tego pierwszego w 1908 roku uświetnił sam cesarz Wilhelm II.

W gospodzie przy ulicy Kartuskiej znajdowała się słynna sprężysta podłoga, która była świadkiem wielu bali i występów artystycznych, w tym przedstawień teatru variétés. W czasach powojennych działała tu scena Gloria, która przyciągała nie tylko spektaklami artystycznymi, ale także walkami bokserskimi. W opuszczonym obecnie gmachu w 2019 roku zawalił się dach, co odebrało nadzieję na jego ratunek.

1. Fot. Tomasz Augustyn / Teatr Modrzejewskiej w Legnicy
2. Fot. TVP
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
„Ballada o Zakaczawiu” – spektakl w reżyserii Jacka Głomba, w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, 2000 r. (slajd pierwszy) i adaptacja Teatru Telewizji (slajd drugi)

Na Zakaczawiu działała też sala kinowa funkcjonująca po wojnie pod nazwą „Kolejarz”, która stanowiła centrum animujące życie kulturalne pokoleń legniczan. Tu przychodziło się nie tylko na poranki filmowe czy obejrzeć przygody Winnetou, ale też skorzystać z bogatej oferty różnych sekcji zainteresowań. Kino oraz „dzielnicę cudów” rozsławił szerzej w całej Polsce spektakl „Ballada o Zakaczawiu”, który doczekał się ekranizacji. Budynek z powodu braku pomysłu na jego użytkowanie rozebrano w 2014 roku.

Fot. Katarzyna Sielicka
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Mury pamiętają – napisy pozostawione przez byłych więźniów, Legnica, Zakaczawie

W 1945 roku mieszkańcy Zakaczawia musieli opuścić swoje domy. Miasto zajęła Armia Czerwona.

Na kolejne prawie pół wieku życie miasta zdominował osadzony tu sztab Północnej Grupy Wojska Armii Radzieckiej.

Początkowo Polakom pozwolono osiedlać się jedynie na Zakaczawiu. To tu powstawały pierwsze polskie instytucje, urzędy i szkoły. Po zezwoleniu na osiedlenie się także na zachodnim brzegu Kaczawy, głównymi mieszkańcami, którzy spędzili tu resztę swojego życia były rodziny pracowników kolei, zakładów dziewiarskich, szkoły oraz mniejszość romska.

Fot. Katarzyna Sielicka
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Dawna siedziba Gestapo, Legnica, Zakaczawie

Zła sława związana z wysoką przestępczością zawisła nad dzielnicą dopiero na początku lat 90 .,

kiedy stała się areną gangsterskich porachunków czy miejscem tajemniczych zniknięć żołnierzy rosyjskich. Symbolem impasu, w którym znalazła się dzielnica może być niemiłosiernie zdewastowany budynek dawnej siedziby Gestapo znajdujący się w jej centrum. Jest to skądinąd świetny przykład ekspresjonizmu w architekturze lat 20. i 30. Te mury były świadkiem brutalnych przesłuchań i morderstw dokonywanych przez nazistowską tajną policję, po których na cegłach ogrodzenia dawnego spacerniaka zachowały się napisy zamęczonych tu ludzi w kilku językach oraz ślady po kulach świadczące o wykonywanych tu egzekucjach. Po wojnie w budynku urzędował nie cieszący się wcale lepszą sławą Urząd Bezpieczeństwa. Później był tu hotel kolejowy. Obecnie to dziki szalet miejski, składowisko odpadów i ponury plac zabaw dla dzieci.

Fot. Katarzyna Sielicka
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Zapomniana i zdewastowana ściana straceń, Legnica, Zakaczawie

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Victoria w Palestynie

Korzenie wałbrzyskiego Sobięcina, dawniej niezależnej osady Hermsdorf położonej na zachód od śródmieścia, sięgają 1830 roku.

Było to zagłębie górnictwa węgla kamiennego – czarnego złota, na które niepohamowany apetyt miały wszystkie gałęzie gigantycznej pruskiej gospodarki. W Sobięcinie działały kopalnie i koksownie zrzeszone w Glückhilf-Friedenshofnung, którego siedziba znajdowała się w okazałym gmachu znajdującym się obecnie przy ulicy 1 Maja. Górnikom starano się zapewnić godziwe i higieniczne warunki życia. Mieli dostęp m.in. do łaźni znajdującej się dawniej przy szybie Gabriel. Wzniesiono dla nich kościół św. Józefa Oblubieńca NMP w konstrukcji szkieletowej, która miała nawiązywać do pierwszych na Śląsku kościołów ewangelickich. Kościół mógł pomieścić nawet 2000 wiernych. W latach 70. XIX wieku wybudowano kaplicę św. Barbary z sierocińcem, w którym schronienie znalazło 200 dzieci. Te imponujące liczby świadczą nie tylko o standardzie życia w Hermsdorf, ale także o gwałtownym rozwoju tej osady górniczej, która 40 lat wcześniej liczyła zaledwie 300 mieszkańców. Dobre warunki życia w nowoczesnych kamienicach wniesionych między szybami i hałdami górniczymi skusiły wielu osadników.

Fot. Katarzyna Sielicka
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Kościół pw. św. Józefa, Wałbrzych, Sobięcin

Po światowym kryzysie gospodarczym w latach 20. XX wieku, który odcisnął się znaczącym piętnem na prężnej gospodarce pruskiej, sobięcińskie zakłady zostały zjednoczone pod szyldem kopalni „Victoria”. Górnicza osada była świetnie skomunikowana z wałbrzyskim śródmieściem dzięki tramwajom elektrycznym.

Po 1945 r. górnicze mieszkania zostały zajęte przez przesiedleńców głównie z Borysławia oraz polskich górników – migrantów z Francji.

Sobięcin został włączony w granice miasta w 1951 roku. W niewielkiej enklawie w jego północnej części osiedliła się ludność żydowska, która zmuszona była wyemigrować w latach 60., jednak nazwa „Palestyna” funkcjonuje do dziś. Choć trudno w to obecnie uwierzyć, oglądając zrujnowane kamienice i hałdy śmieci na podwórkach, to jeszcze do lat 90. na Sobięcinie żyło się bardzo dobrze i dostatnio. Do sklepów górniczych zjeżdżali mieszkańcy innych dolnośląskich miast, ponieważ słynęły z najlepszego zaopatrzenia.

Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem magicznej różdżki w 1994 roku. Tylko, że ta różdżka należała do wyjątkowo złośliwej wiedźmy, która zamknęła wałbrzyskie kopalnie.

Górnicy utrzymujący całe rodziny z dnia na dzień stracili pracę. Otrzymali co prawda wysokie odprawy, ale z braku realnego wsparcia przy przebranżowieniu, zostały one szybko skonsumowane. Kiedy po odprawach pozostało tylko wspomnienie,

wałbrzyski Sobięcin zyskał złą sławę, o której głośno zrobiło się w całej Polsce, głównie za pomocą tzw. biedaszybów.

Zalegający płytko węgiel wydobywali byli górnicy, którzy świetnie znają się na tej pracy. Szybko stało się to tak dobrym interesem, że dorabiać na nim zaczęły się szajki gangsterów. Smutny portret Sobięcina tych czasów został uwieczniony na ekranie w głośnych produkcjach, takich jak „Komornik” czy „Sztuczki” (tu zagrała „Palestyna”). Obecnie krajobraz dzielnicy zdominowała olbrzymia galeria handlowa o nazwie – nomen omen – Victoria. Taka dominanta dodaje tylko grozy krajobrazowi zdewastowanej dzielnicy górniczej.

Fot. mat. prasowe
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Film „Sztuczki”
Fot mat. prasowe
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Film „Sztuczki”

Kluczowe są podwórza

Od kilku już lat władze obu miast podejmują kroki zmierzające do rewitalizacji tych zapomnianych dzielnic.

Dla Sobięcina powstał nawet w 2015 roku kompleksowy plan rewitalizacji, jednak jak dotąd podstawową przeszkodę w jego realizacji stanowi brak funduszy.

Fot. Katarzyna Sielicka
Gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli zapomniane dzielnice Legnicy i Wałbrzycha
Osiedle “Palestyna”, Wałbrzych, Sobięcin

Dziś wjeżdżając na ulicę 1 Maja – główną arterię dzielnicy – wita nas wielki baner z napisem „Rząd blokuje 200000000 dla Sobięcina”.

Na tyle planiści miejscy wycenili koszty rewitalizacji, które zamierzają pokryć w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Czy rzeczywiście takie środki wystarczą, aby podźwignąć całą dzielnicę, przekonamy się pewnie w nadchodzących latach.

Doświadczenie pokazuje jednak, że nie tylko dostępność funduszy decyduje o obliczu miasta, na co dobitnym przykładem jest „plastikowy” moloch w postaci centrum handlowego „Victoria”, który zdominował krajobraz i życie dzielnicy.

W Legnicy z kolei rewitalizacja postępuje mniejszymi krokami. Systematycznie remontowane są pojedyncze kamienice, ale sztandarowym efektem podjętych przez miasto działań są przede wszystkim podwórka. Ich rewitalizacja polega na burzeniu podziałów i tworzeniu ogromnych podwórzy, dzięki którym można przejść większość dzielnicy nie wychodząc na chodniki i główne ulice. A na podwórzach powstają place zabaw, plenerowe siłownie i stoły do ping ponga. A przy tych stołach urzędują z butelką alkoholu ci sami pozbawieni nadziei ludzie, którzy kilka lat temu stali w ciemnych bramach. Najbliższa przyszłość pokaże, czy zobaczymy jeszcze odrodzenie robotniczych zakątków Legnicy i Wałbrzycha, czy też czas tych dzielnic przeminął bezpowrotnie.

Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Katarzyna Sielicka

Archeolożka i konserwatorka zabytków architektury. Od lat zaangażowana w ratowanie i promocję zabytków Dolnego Śląska. Wprowadza obiekty historyczne na rynek turystyczny, edukuje o dziedzictwie, pracuje przy odbudowie zabytków, prowadzi badania archeologiczne, jest współredaktorką audycji regionalnej oraz autorką książki „Zabytkowy budynek. Poradnik dla właścicieli i użytkowników”

Popularne

Heretycy na wulkanie

Od czasów wczesnego średniowiecza religia chrześcijańska niepodważalnie wyznaczała zasady współżycia społecznego, oficjalnej polityki państwowej, prawa, kultury i sztuki w Europie. Aż pewnego dnia, na przełomie października i listopada 1517 roku, mnich-filozof Marcin Luter, oburzony skalą skorumpowania i upadku moralnego kleru, postanowił przybić na drzwiach kościoła Wszystkich Świętych w Wittenberdze aż 95 swoich pomysłów, jak tę sytuację uzdrowić. A może wysłał je listem, dokładnie 31 października tegoż roku, arcybiskupowi Moguncji, Albertowi z Brandenburgii?