Fot. marta Ejsmont / Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum
O tym, co umiłowanie zamków mówi o Polakach i jakie głębinowe historie snuje architektura, jeśli czytać ją, jako opowieść wizualną, opowiada „Spotkaniom z Zabytkami” Kuba Snopek – urbanista, badacz architektury i kurator wystawy „Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy”, pokazywanej w Zamku Królewskim w Warszawie.
Jaki był pierwszy zamek Kuby Snopka? Czy to był zamek z Disneya lub jakiejś baśni, czy realny obiekt architektoniczny? Chodzi mi o moment, w którym ta figura zapłodniła twoją wyobraźnię.
Jestem z Dolnego Śląska, więc zamków tam pod dostatkiem. Mamy choćby Bolków, którego sylwetę na pewno pamiętam z dzieciństwa, czy Zamek Czocha, który pozostaje moim ulubionym zamkiem w Polsce. Te dolnośląskie zamki przeszły w ciągu mojego życia ogromne transformacje. Niektóre to były półruiny, ale akurat Czocha działała jako ośrodek wojskowy, więc należała do tych, które były z grubsza zadbane, zagospodarowane pod jakąś działalność. Były też inne przypadki – na przykład znajomi moich rodziców kupili zamek i go powoli, kawałek po kawałku, restaurowali. To jedna część opowieści o „moich” zamkach, a druga jest taka, że ja się urodziłem w 1985 roku i jednak moje dzieciństwo zostało ukształtowane przez Disneya oraz Lego, a w tych światach zamki też występują. Prawdopodobnie pierwszy był zamek z Lego, bo moje ulubione disneyowskie filmy z dzieciństwa są bezzamkowe, jak np. „Król Lew”, więc tutaj najczęściej oglądałem zamek tylko w logotypie wytwórni.

Zapytałam o to, bo twoja wystawa „Ostatni zamek” proponuje wejście w świat naszej rodzimej fantazji umeblowanej zamkami. Jak to się właściwie stało, że zamki dla Polaków są tak ważne?
Ja patrzę na te zamki z punktu widzenia współczesnej architektury, bo czuję się teoretykiem architektury, który właśnie przez ten filtr spogląda na świat, m.in. na Polskę.
I ta część dyskursu, której mi bardzo brakuje w kraju, to świadomość, że architektura jest opowieścią wizualną o nas samych.
W Polsce mamy pragmatyczne podejście do architektury, tam nie ma miejsca na romantyzm. W muzyce centralne miejsce w naszej wyobraźni zajmuje Chopin, w literaturze – Mickiewicz, a architektura to dla nas po prostu metry kwadratowe. Chopin, jakby to nie brzmiało absurdalnie, za pomocą swojej muzyki stworzył pewien wizerunek Polski, stworzył brzmienie, które od razu rozpoznajemy i ono jest ścieżką dźwiękową tego kraju. Dla mnie więc objawieniem było, kiedy w trakcie procesu badawczo-projektowego poprzedzającego wystawę, zdałem sobie sprawę, że Adolf Szyszko-Bohusz, który wykreował Wawel, Częstochowę i inne ważne miejsca, jest właśnie takim architektonicznym Chopinem. Czy może raczej Matejką, bo Matejko stworzył obrazy, które – chcemy czy nie – tworzą de facto imaginarium tego kraju, budują wizualną opowieść na temat tego, czym jest Polska.
Tak więc ta wystawa jest o współczesnej architekturze?
Tak, o polskiej zamczystości. Nie jestem historykiem sztuki, mnie interesuje współczesność. I typologia zamku została przeze mnie wybrane właśnie dlatego, że w najbardziej wyczerpujący sposób ilustruje tę cechę architektury, że ona bywa nieracjonalna, bywa obrazem, a nie metrem kwadratowym. W wielu przypadkach w zamkach w ogóle nie liczy się funkcja, która zostaje dopiero później dookreślona. Jak mówiła osoba z naszego zespołu podczas badań:
funkcją zamku jest zamek
Ma być go widać, to sylweta i właśnie ta zamczystość, którą obiekt powinien wokół siebie roztaczać. Z tymi zamkami jest trochę tak, że jak się wejdzie w temat i zobaczy, kto i kiedy je zaprojektował, kto zdecydował, jak one wyglądają, to się okazuje, że żyjemy w świecie, który został w stu procentach wymyślony i zaprojektowany. W różnych celach, w różnych czasach i na różne sposoby, ale zawsze – świadomie. Ta opowieść otacza nas i my żyjemy w niej.
Nasiąkamy tym, jak gąbeczka
Tak, nasze wartości są kształtowane przez tę opowieść. Dobrze byłoby, żebyśmy byli świadomi, że ktoś to świadomie zaprojektował.
Mówisz, że chciałbyś, aby wystawa była o tym, w czym dziś żyjemy i między innymi dlatego, jak rozumiem, wpuszczasz tu nie tylko artystów współczesnych, ale i współczesne dzieci. Rozszerzasz nie tylko grupę oglądających, ale i opowiadających o tym, „czym dla mnie jest zamek”.
Projekt składa się tak naprawdę z dwóch elementów: z książki i wystawy. Dla mnie one są komplementarne, bo nie wszystko da się pokazać na wystawie i nie wszystko da się opisać w książce. Proponuję pewien sposób patrzenia, czyli ową „zamczystość”, jako temat i punkt widzenia, natomiast wszystkie wypowiedzi należą do zaproszonych osób.

Są więc na wystawie dzieci, artyści, fotografowie i historycy sztuki, są projektanci zamków.
Pomysł był taki, żeby dać się wypowiedzieć różnym autorom i autorkom jak najszerzej, bo wydaje mi się, że immanentną cechą symbolu zamku jest to, że on jest wielowarstwowy i łączy w sobie różne opowieści. Jest pociągający, właśnie przez to, że jest wieloznaczny. Jeżeli weźmiemy inne typologie architektoniczne, na przykład lotnisko, szpital czy nawet pałac, to one, moim zdaniem, oznaczają o wiele mniej rzeczy, niż zamek. Bo zamek kojarzy się z obroną, z granicą cywilizacji europejskiej, z bajką, z rycerzami prawdziwymi albo nie, z mitem, z dzieciństwem, z zabawą. W Polsce Zamek Królewski, w którym jesteśmy – ze świętością. Przez to, że został barbarzyńsko zburzony, a później odbudowany, stał się soczewką, która skupia całe cierpienie zniszczonej Warszawy w jednym obrazie zrujnowanego zamku. Tych opowieści jest tu bardzo wiele.
Odbudowa Zamku Królewskiego w Warszawie (GALERIA ZDJĘĆ)
Już w samym tym słowie, którego używasz, czyli ”zamczystość”, jest coś takiego, co czaruje. Bo czuć tu i rozłożystość i zamaszystość i jakąś omszałość, potoczystość. Jest tu zawarty imponujący rozmiar i całe pokłady historii. Gdybyście nazwali to zjawisko inaczej, to już by to tak pięknie tym Chopinem nie grało.
Wspomnę Magdalenę Jankowską, naszą redaktorkę, której właśnie zawdzięczamy to określenie. Początkowo mieliśmy różne opcje: zamkowatość, zamczastość, ale to ona przypieczętowała zamczystość. I zwróciła uwagę na to, że to słowo mogłoby naprawdę istnieć, bo
przymiotnik „zamczysty” już funkcjonował w staropolszczyźnie.

Oznaczał element architektury, który ma duży zamek w drzwiach, czyli na przykład: zamczysta brama. My to słowo wyciągnęliśmy, odkurzyliśmy i troszkę przesunęliśmy jego znaczenie, albo raczej do dawnego znaczenia dodaliśmy nowe.
Która z tych licznych opowieści, które znajdują miejsce na wystawie i w książce jest dla ciebie najciekawsza?
Z jednej strony to będą zdjęcia Nicolasa Grosspierre’a, dlatego że podobnie jak ja, Nicolas jest miłośnikiem modernizmu. I sam fakt, że to on sfotografował zamki, już ustawia je jak gdyby w jednym szeregu z pozostałą nowoczesną architekturą. Bo ja uważam, że to rzeczywiście jest nowoczesna architektura pod tym względem, że dopiero w XIX wieku zaczęło się manipulowanie przy zamkach i cała teoria konserwacji, od bardzo zachowawczej do bardzo kreacyjnej. A ponieważ Grosspierre tworzy portrety idealne, to w momencie kiedy sfotografował te obiekty, one przestały być obrazami w metaforycznym sensie, a stały się po prostu „obrazkami”. Czyli on doprowadził tę moją myśl o tym, że jest to opowieść wizualna, do pewnego logicznego końca.
2. Fot. Marta Ejsmont / Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum
A druga opowieść, która rezonuje ze mną osobiście, to esej Alka Hudzika na temat „Distorii” (od połączenia słów Disney i historia), bo wydaje mi się, że my w Polsce, zafascynowani zachodem, czasem źle rozkładamy akcenty. Wybudowaliśmy po II wojnie światowej kupę zabytków (patrz: polska szkoła konserwacji) i tłumaczymy to tym, że jesteśmy częścią europejskiej kultury, ale ja uważam, że jesteśmy też blisko związani z amerykańskim podejściem, które głosi, że historię można zbudować. Amerykanie poszli w tym o wiele dalej, niż my, uznając, że można też wykreować jakąś nostalgię i w ogóle zamiast historii można mieć bajkę i to nie szkodzi, że jest bajka zamiast historii. Dla osób z Polski ma głęboki sens przeczytanie eseju Hudzika o tym, jak to wygląda w Ameryce, bo niektóre rzeczy idealnie tu rezonują z naszymi wyobrażeniami.
Nie dziwi mnie to, kiedy obserwuję, jak Polacy od dekad są oczarowani Ameryką, choć mam nadzieję, że to aktualnie trochę podupada przez szaleństwa Trumpa.
Uświadomiłem sobie w czasie tego projektu, że patrzymy na amerykańską kulturę w nieprawidłowy sposób. Bo większość z nas uważa, że ta amerykańska kultura przynależy do XX wieku, natomiast nasz projekt pokazuje, że zarówno kino ostatnich dekad, jak i pojawienie się gier komputerowych, seriali, to wszystko straszliwie uszczegółowiło właśnie ten obraz zamków, pchnęło go w stronę baśniowości. Ekranizacje “Gry o tron”, „Władcy pierścieni”, czy nawet nasz polski Wiedźmin (jako serial i gra) – wpłynęły już na tę realną architekturę współczesną, z którą obcujemy.
Jeżeli spojrzymy na przykład na zamki w Polsce, to im są nowsze, tym bardziej są nasiąknięte popkulturą oraz tym obrazem międzykulturowym i to się zmienia pięcioleciami.
Zamek, który ma w tej chwili 20 lat, jest o wiele mniej, że tak powiem, zuniwersalizowany, niż ten najnowszy.
W tytule książki nakreśliłeś spektrum – od Wawelu do Stobnicy. Rozumiem, czemu jest tam Wawel, ale dlaczego Stobnica?
Szczerze mówiąc, myślałem, że będą właśnie pytania o Wawel i sam pytałem wielu historyków sztuki, czy to jest w ogóle uprawnione, żeby mówić o nowym zamku, który stworzył właściwie Szyszko-Bohusz w międzywojniu i wszyscy powiedzieli, że tak. W ten sposób się ubezpieczyłem.

Sam widzisz, że jednak coś nam takiego ten Wawel zrobił, że mamy go w sobie. Jest punktem odniesienia.
Tak, jest to punkt odniesienia, bo on jest pierwszym i najważniejszym polskim zamkiem przebudowanym na modłę XIX wieku. Wawel został wyremontowany, czy zrewitalizowany i zmieniony mocno przez Adolfa Szyszko-Bohusza w międzywojniu i dzisiaj możemy już spokojnie powiedzieć, że to była pewna kreacja. Czyli on został odbudowany tak, jak mógłby wyglądać, ale niekoniecznie jak wyglądał. A poza tym, stoi za tym pewien wybiórczy program, który deklaruje: “Tak właśnie było, oto jest nasza historia”.
Jeżeli Wawel jest najbardziej fenomenalnym przykładem pierwszej fali zamczystości, to Stobnica jest najbardziej udanym, ale i skomplikowanym przykładem tej współczesnej fali. W przeciwieństwie do innych zamczystych budowli współczesnych została ona niesamowicie dobrze zaprojektowana. I to jest problem! Bo jednocześnie wiele jest kontrowersji np. prawnych, czy ekologicznych związanych ze Stobnicą. O ile w przypadku innych zamczystych budowli typu Tykocin, Zamek w Poznaniu, Łapalice – można by wzruszyć ramionami i zacząć się śmiać mówiąc, że to tandeta, gargamel, dekoracja z kartonu, to o Stobnicy tego powiedzieć nie można. Dlatego, że poziom wykonania detalu jest porównywalny do budynków neo z XIX wieku. Przypomina mi budynki z czasów europejskich imperiów, np. dziewiętnastowieczne dworce w Londynie. A w zachodniej Polsce przypomina budynki z czasów rzeszy niemieckiej, np. inny zamek – Cesarski w Poznaniu. Na Stobnicę poszło dużo pieniędzy, czasu i talentu architekta i ona zostanie z nami na wieki. Będzie opowiadać historię, która została wymyślona ad hoc i która nie ma nic wspólnego z tym, co tam rzeczywiście się wydarzyło.

Po co nam Polakom zamek dzisiaj?
Bo potrzebujemy swojej wizualnej opowieści? A obraz zamku został wpisany w naszą kulturę w momencie kiedy ta formułowała się jako polska państwowość w XIX i XX wieku. Ten zamek ciągle tam był i był istotny. Kiedy Polska jest pod zaborami, wtedy Francuzi odbudowują zamki, a Niemcy w sposób obcesowy podkreślają niemieckość zamkami. Później jest XX wiek i zredagowany na nowo Wawel, a potem Zamek Królewski, który stał się symbolem z powodu zniszczenia. Wydaje mi się, że właśnie ze względu na historię formowania się polskiej państwowości, jednym z jego rezultatów było to, że zamek stał się ważnym symbolem Polski.
Gdzie zamek tam Polska.
I to nie jest wcale typowe dla wszystkich krajów europejskich, jedynie dla niektórych. Niemcy mają obsesję zamków, Litwini lubią odbudowywać zamki. To się zaczęło jeszcze z zamkiem w Trokach., którego odbudowa wystartowała w jeszcze za polskich czasów, później zyskał on miano „jedynego zamku wybudowanego w ZSRR”. Litwini są o wiele bliżej Rosji niż my i dla nich kategoria „zamek” jest o wiele bardziej granicą cywilizacji europejskiej. Jest zaznaczeniem: do tego świata przynależeliśmy i przynależymy – ja to tak interpretuję.
Mówisz, że nie wszystkie narody potrzebują zamków. W innych miejscach pałace są ważniejsze?
Jeżeli patrzymy na byłe mocarstwa, to architektura imperialna nie jest zamkowa. Rosjanie lubią komunikować za pomocą potężnej architektury klasycystycznej, podobnie Francuzi. Donald Trump z pomocą prawa wymaga, by budynki publiczne były w stylu klasycystycznym. Czyli tam mamy nawiązanie do Rzymu. Wydaje mi się więc, że częścią odpowiedzi na pytanie – dlaczego Polacy lubią zamki, jest to, że one po prostu stały się jednym z nieodłącznych symboli Polski.
Myślałam też o naszych chłopskich – w dużej mierze – korzeniach. Najpierw podporządkowywanych PRL-owskim narracjom, potem wypieranych i zastępowanych tą szlachecką historią. Można tutaj się dopatrywać tęsknoty za czymś, co jest opowieścią o klasach dominujących, do których się aspiruje. Bo zamki to rycerstwo, królowie, forma wystawnych budynków władzy, do tego jeszcze ten militarny wymiar.
Tak, bo ja absolutnie nie wierzę, że ludowa historia stanie się historią Polski. W sensie, że nie wierzę w to, że nastąpi rodzaj przewrotu, w którym zamki zastąpimy wiejską chatą. Myślę że Polska jest krajem konserwatywnym i patriarchalnym, który nadal będzie jednak czcić królów, magnatów i zamki. Trwały zwrot ludowy dokona się może w niewielkich środowiskach, niszach intelektualnych, ale nie będzie to narracja dominująca. Zamki jako symbol magnaterii, tej hegemonicznej kultury, po prostu są ważne, przydają dumy.
Ponieważ II wojna światowa przeorała tu wszystko i wszystkich i nikt do końca nie wie, skąd pochodzi, to prawdopodobnie każdy może twierdzić, że pochodzi „od zamku”. Idealna sytuacja dla rozrostu zamczystości!


Ciekawe w tej wystawie jest dla mnie to, że posługujecie się tam tak szeroko danymi, infografiką. To się może zdarza częściej na pokazach architektury, nie na prezentacjach szeroko pojętej sztuki i kultury. Tak samo, jak ciekawa jest próba spisania tego, co stoi za hasłem zamczystości. Pokusiliście się o stworzenie swego rodzaju katalogu cech, które budują zamczystość. Jak przeprowadzaliście te badania?
Zamczystość jest eufemizmem i tak naprawdę oznacza ontologię. Jak mówiłem – moja teza jest taka, że zamek nie tyle jest obiektem architektonicznym, co obrazem w szerokim sensie. Wyobrażeniem. I to wyobrażenie należy zbadać.
– zamki prawdziwe i nieprawdziwe.
I później, w sposób drobiazgowy przeszliśmy przez te wizerunki i wyodrębniliśmy cechy wspólne. Okazało się, że obraz zamku niekoniecznie jest spójny z rzeczywistością, natomiast składa się z wielu stałych elementów – zawęziliśmy je do dziesięciu, przy czym każdy z nich łączy się z określonym przekazem. Na przykład:
zamek w wyobrażeniu jest kamienny.
Głównie dlatego, że to zachodnie europejskie średniowiecze, a nie nasze środkowoeuropejskie, weszło do popkultury. Po drugie, dlatego, że kamień w zachodniej kulturze ma dużo znaczeń – to coś solidnego, trwałego, opoka. Kamień działa na wyobraźnię o wiele mocniej niż cegła. Oczywiście, w Polsce mamy dużo ceglanych zamków, w Niemczech też, ale w wyobrażeniu zamek jest kamienny.
Druga ważna cecha to nawarstwianie się. Jeśli architekt chce stworzyć wrażenie starości, sięga właśnie po nawarstwianie się różnych elementów. Zamki się nawarstwiają, żeby pokazać, że na to pracowały pokolenia władców – cały ród lub naród. Poza tym to nawarstwianie sprawia też, że zamek jest antynowoczesny. Nowoczesna architektura to jest zazwyczaj jeden gest i bardzo spójny język, a zamek taki nie jest. Ma więc romantyczną postrzępioną sylwetę, która jest bardzo emocjonalna.

Kolejne cechy to m.in. usadowienie na wzgórzu, woda, wieże, krenelaż…
Krenelaż jest super interesujący z punktu widzenia technologii opowiadania historii. Dlatego, że jest najmniejszym możliwym elementem, który sprawia, że coś jest zamkiem – można narysować trzy ząbki i każdy wie, że to zamek. Często się mówi, ze postmodernizm był nurtem architektury, który wracał do przeszłości i odrzucał modernizm, ale prawda jest taka, że absolutna większość postmodernistycznych budynków robiła aluzje do przeszłości, subtelnie ją przekształcała. To i tak była bardzo intelektualna architektura, która wymagała wysokiej kultury, by ją móc ją rozczytać. Natomiast zamek jest obcesowy. Nie ma tu miejsca na niuans i ten krenelaż jest częścią tego zjawiska.
Zespół badawczy – to brzmi jak jakaś wyprawa naukowa, która dokonuje pomiarów, zbiera wszystkie dane, przeprowadza wywiady i dociera do jakiegoś sedna. Co więc jeszcze wyszło z tych badań?
Niektóre rzeczy było trudno określić, na przykład – ile w Polsce jest zamków.
Widziałaś infografikę, która jedynie w przybliżeniu to określa, dlatego, że nie da się tego zrobić dokładnie.
Trzeba by się było w ogóle zdecydować, czym jest zamek, jaka jest jego definicja, a to nie takie proste.
Niektóre są lekko zliftingowanymi starymi zamkami, często była to część zamku albo ruina, która została w odbudowana albo przebudowana. To pokazuje skalę tego zjawiska w przybliżeniu.
2. Fot. Nicolas Grosspierre / Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum
Bardzo ciekawe było badanie, w którym sprawdziliśmy, ile kosztuje wyjazd z rodziną do zamku. Wybraliśmy kilka europejskich zamków, nie tylko polskich. Mój zespół znowu rzetelnie policzył, ile kosztowałby pobyt tam czterech osób razem z wyszynkiem, noclegiem itp.
I z tego badania wyszło, że o wiele więcej jesteśmy w stanie zapłacić za doświadczenie zamczystości, niż za autentyczność zamku.
To moim zdaniem jest o tyle ważne, że pieniądze są językiem współczesnej kultury i miernikiem tego, co cenimy, jako społeczeństwo.
„Przestańcie opowiadać jakieś wyrafinowane farmazony, dajcie mi coś prostego, co mogę zrozumieć i co pozwoli mi poczuć się, jakbym był rzeczywiście w zamku”. Czy tak?
To jest w ogóle pytanie o etykę, na ile architektura może kłamać. Dla mnie To jeden z głównych tematów tego projektu, bo architekturę rejestrujemy kątem oka i nie jesteśmy w stanie kontrolować tego, jak nasz mózg podświadomie będzie sczytywać te komunikaty. To nie jest tekst, który możemy przeczytać, powiedzieć: nie zgadzam się z autorem! I zostawić komentarz. To się dzieje poza naszą świadomością, co zostało zbadane już 100 lat temu. Jest to więc bardzo ważne pytanie o to, czy architektura może nie mówić nam prawdy. W przypadku Stobnicy pewnie wszyscy powiedzieliby, że nie może, ale już w przypadku Wawelu – nie jest to takie oczywiste, bo zaszyte jest w tu pewne podprogowe działanie, które tłumaczy polską kulturę.

Nie kłammy, ale nie mówmy wprost prawdy o tym, że ten „zabytek” jest dość świeży.
Tam się zaczyna pojawiać już taka złożoność wraz z pytaniem: czy Adolf Szyszko-Bohusz miał prawo opowiedzieć taką, a nie inną historię o Polsce i jej dziejach? Nie wiem. Z dzisiejszej perspektywy sprawa jest zamknięta.
Politycy z prawej strony zapewne powiedzieliby, że miał prawo, albo nawet, że jeszcze za mało podkoloryzował. Jest duża potrzeba kreacji, którą ideolodzy lubią wkładać w opowieści historyczne, żeby załatwiać w ten sposób współczesne sprawy. Najwyraźniej jest przyzwolenie na to w części społeczeństwa głosującej na twórców „polityki historycznej”.
Jeżeli tworzenie tej narracji to jest bardziej „projektowanie zabytków”, a nie po prostu ich konserwacja, to rzeczywiście w Polsce jest tak, że prawa strona polityczna ma swoją wizję, a lewa jej nie ma. Pytanie brzmi więc, czy ci powinni przestać, czy też tamci powinni się nauczyć? Dlatego właśnie pierwsze zdanie tej książki brzmi: „W Polsce buduje się niepokojąco dużo zamków”. Pochodzę z tradycji, w której pierwsze zdanie wyznacza nastrój, nad tym zdaniem myślałem więc bardzo długo, wspólnie z redaktorką. Szukaliśmy przymiotnika – „elektryzująco dużo”, „zniewalająco dużo”… Mieliśmy mnóstwo opcji, a ja wybrałem – niepokojąco. Ponieważ mój niepokój bierze się właśnie stąd, że te
zamki to chyba jedyna tak wyrazista architektoniczna opowieść o Polsce.
Nie ma drugiej, która byłaby przeciwstawna i nie patrzyłaby w przeszłość, tylko w przyszłość.
Kiedyś były np. szklane domy.
Były. Nie ma dziś szklanych domów – podpowiadam może tytuł następnej wystawy albo książki (śmiech). Można by pomyśleć, że tę funkcję wypełniają wieżowce, ale te są bardzo generyczne – właściwie pozbawione cech charakterystycznych. A żeby opowieść wizualna działała, musi być bardzo wyrazista – jak te zamki. Dlatego właśnie właśnie zamki są, a szklanych domów nie ma. To jest rzecz, o której co prawda nie mówię w sposób bezpośredni na wystawie, natomiast na pewno na poziomie nastroju tego projektu.
Uwielbiam zamki. Cieszę się, że są. Cieszę się, że mogłem tyle ich odwiedzić podczas badań, ale naprawdę brakuje mi konsekwentnej, zniuansowanej, mocnej, powszechnej przeciwwagi dla nich.
Może tutaj masz odpowiedź na to poczucie, które w sobie nosisz, że się nie da zmienić tutejszej wielkiej narracji. W sensie, że pozostaniemy konserwatywnym patriarchalnym światem, bo nie mamy kontropowieści na tyle mocnej, by to zrównoważyć.
Mam bardzo mocne przekonanie, że to można wymyśleć. Nie biadolić, że nie ma, tylko zobaczyć, że brakuje tej drugiej nogi i próbować coś zdziałać. Ja jednak będę się trzymał świata architektury, który rozumiem, a nie całości polskiej kultury, bo nie wiem, czy powinniśmy mieć np. nowoczesną scenę techno dla zrównoważenia Chopina i nie wiem, czy powinniśmy mieć nowoczesną literaturę eksperymentalną w opozycji do klasyki. Natomiast jestem przekonany, że powinna zaistnieć spójna opowieść wizualna o polskich miastach i przestrzeni, która byłaby alternatywą dla zabytków i zamków.
Kuba Snopek
Urbanista, autor książek o architekturze XX wieku, kurator. Powołał do życia Direction, firmę doradczą w zakresie urbanistyki.

Wystawa „Ostatni zamek. Zamczystość polska: od Wawelu do Stobnicy”, Zamek Królewski w Warszawie – Pałac pod Blachą, czynna do 28 czerwca 2026 r.
Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!







