Wystawa „Nabytki. Ekspozycje. Narracje. Gromadzenie zbiorów przez Muzeum Zamkowe w Pszczynie w latach 1946-2026”
Fot. M. Cyran / Muzeum Zamkowe w Pszczynie
Galerie

Muzeum idzie na zakupy

„Nabytki. Ekspozycje. Narracje. Gromadzenie zbiorów przez Muzeum Zamkowe w Pszczynie w latach 1946-2026” to wystawa, która opowiada o budowaniu opowieści o miejscu przez zgromadzoną w nim kolekcję. W 1945 i 1946 roku historia zamku w Pszczynie zaczyna się bowiem na nowo. To wtedy postanowiono, że zabudowania to nie będzie miejscem stacjonowania oddziałów armii, a stanie się po prostu muzeum wnętrz.

Na początek statystyki: 1948 rok – 143 obiekty, 2025 rok – 9738. Dużo to mówi o tym, jaki przyrost obiektów się pojawia. Ale to także opowiada o tym, jak zmieniają się warunki w muzeach, zmieniają się mody, a pewne obiekty – przez lata uważane za mało wartościowe – nabierają z wiekiem znaczenia i muzealnej rangi. To więc opowieść nie o siedzibie Hochbergów, a o tym, jak kształtowały się zbiory Pszczyny po tym, gdy miejsce stało się już muzeum. W sumie to kilka tysięcy eksponatów zebranych na przestrzeni 80 lat. Twórcy wystawy, , wybrali z nich te, które – z różnych powodów – dopowiadają niezwykłe dzieje tego miejsca. A prawdziwych ciekawostek nie brakuje. Jak choćby portret Lady Hamilton, symbolu urody przełomu  XVIII i XIX wieku Wielkiej Brytanii, muza Goethego. Ale nie jej postać jest tu najciekawsza, lecz nazwisko autora tego wizerunku. Jest nim bowiem ojciec legendarnej księżnej Daisy, William Cornwallis-West. Modelki nie spotkał, bo urodził się 20 lat po jej śmierci. Zainspirował go jej portret jako młodej dziewczyny autorstwa George’a Romneya. Jeszcze ciekawsza jest historia prezentowanego wizerunku: w 1913 r. autor obrazu podarował go swojej córce Daisy. Wiemy o tym z odręcznej notki na odwrocie obrazu: „Lady Hamilton, for my dear daughter, Mary T. Cornwallis-West, January 12, 1913”.

Ważnym kobiecym wizerunkiem jest popiersie królowej Luizy Pruskiej (1776-1810), która na początku XIX wieku zapoczątkowała modę na żeliwną biżuterię, co rozpowszechniło się na całą Europę. Autorem dzieła jest z kolei Johann Gottfried Schadow, klasycystyczny artysta, który jest twórcą m.in. słynnej Kwadrygi Zwycięstwa na Bramie Brandenburskiej w Berlinie.

W galerii portretów pojawia się też wizerunek Fryderyki Aleksandry Moszyńskiej, nieślubnej córki króla Augusta II Mocnego i hrabiny Cosel.

Z kolei obraz Wojciecha Kossaka „Ułan i sanitariuszka” to przypomnienie, że artysta znał się z cesarzem Wilhelmem II (który nawet bywał w jego pracowni) i nawet podczas I wojny światowej przyjechał do Pszczyny, gdzie w latach 1915-1917 znajdował się sztab wojskowy.

Natomiast wystawa to nie tylko wizerunki. Na wystawie zobaczymy także m.in. srebra rodziny Wessel czy miśnieńska porcelana.

Większość eksponatów na co dzień pozostaje w magazynach, więc tym bardziej warto je zobaczyć. Co ważne, niektóre nie mają nic wspólnego z historią Hochbergów i pszczyńskiego zamku. Trafiły tu zaraz po wojnie, bo zamek pszczyński wybrano na składnicę wyposażenia arystokratycznych pałaców. W ten sposób znalazły się tu np. ogromny stół i fotel z zamku w Mosznej.

Muzeum idzie na zakupy

Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Łukasz Gazur

Krytyk sztuki i teatru, wieloletni szef działu kultury w “Dzienniku Polskim” i “Gazecie Krakowskiej”. Publikował i współpracował m.in. z “Przekrojem”, “Tygodnikiem Powszechnym”, “Wprost”, TVP Kultura. Członek polskiej sekcji międzynarodowego stowarzyszenia krytyków AICA. Wykładowca akademicki na kierunkach kolekcjonerskich i antykwarycznych oraz dziennikarskich. Czterokrotnie wyróżniony Nagrodą Dziennikarzy Małopolski. Zastępca redaktora naczelnego magazynu “Spotkania z Zabytkami”. Laureat jubileuszowej edycji nagród „Kolekcjonerstwo – nauka i upowszechnianie” im. Feliksa Jasieńskiego.

Popularne

Indyanin w Galicji

W zwartym szyku, stoją konno najprawdziwsi Indianie. Nie żadni przebierańcy w prześcieradłach, nie malowani naiwnie farbką i szminką, lecz prawdziwie śniadzi, prosto trzymający się siodłach. Nieporuszeni, wyglądają na swoich koniach tak pomnikowo, że można by ich wziąć za zjawy z innego świata, szczególnie kiedy ich zestawić z Hucułem i tym oficerem w białych getrach i spodniach, który wygląda, jakby się urwał z wodewilu. Tymczasem rzecz dzieje się naprawdę, i to na dworcu w Krakowie.