Przejrzyjcie naszą interaktywną mapę skojarzeń!
Na pewno znajdziecie coś dla siebie!
Pierwszej sali sejmowej w odrodzonej Polsce nie wybudowano w Warszawie, lecz w… Katowicach. Swoją wyrazistą architekturą świadczyła o autonomii, którą cieszyło się w II RP województwo śląskie. To ona stała się wzorem dla najbardziej znanego wnętrza sejmowego w Polsce – sali plenarnej przy Wiejskiej.
Ta historia zaczyna się w 1920 roku, kiedy Sejm Ustawodawczy RP zagwarantował Śląskowi własny organ mający sprawować władzę legislacyjną z wyłączeniem polityki zagranicznej i obronnej. Władzę wykonawczą powierzono Śląskiej Radzie Wojewódzkiej. Najmniejsze z 16 województw (pod względem liczby ludności i powierzchni) zawdzięczało temu niezwykłą autonomię. Odzwierciedlała ona znaczenie polityczne i gospodarcze regionu dla młodej państwowości polskiej. Jego nowa władza potrzebowała siedziby – miejsca do pracy i stosownej oprawy symbolicznej.
doświadczonego konserwatora i projektanta Kazimierza Wyczyńskiego, który zmarł nagle trzy miesiące po rozstrzygnięciu konkursu, Ludwika Wojtyczki, Stefana Żeleńskiego i Piotra Jurkiewicza. Trzej ostatni współpracowali przez kolejne siedem lat, nadzorując budowę, a także projektując wspólnie m.in. budynki dla Uniwersytetu Jagiellońskiego. Były wśród nich dobrze znane w Krakowie profesorskie domy mieszkalne przy pl. Inwalidów i w al. Słowackiego, ten drugi zwany „trumną” ze względu na czarną okładzinę elewacji. Po śmierci głównego projektanta Kazimierza Wyczyńskiego kierownictwo artystyczne oraz prace projektowe nad wyposażeniem wnętrz Sejmu przejął jego wspólnik Ludwik Wojtyczko – architekt doświadczony w wystroju wnętrz, konserwatorstwie i stolarstwie. Dzięki obyciu z rzemiosłem i erudycji umiejętnie łączył motywy znane z historii architektury z przetworzonymi wpływami lokalnymi.
Stylistykę gmachu określono już na etapie konkursu, który był otwarty tylko dla polskich architektów. Ostatnie zdanie regulaminu dla głosiło „Styl gotycki wyklucza się”.
To szalenie istotne, choć nikomu w latach 20. raczej nie przyszłoby na myśl projektować w stylu gotyckim. Współcześni rozumieli je jako konieczność stylistycznego odcięcia się od niemieckości. Ale co to w istocie znaczy? W tym krótkim zdaniu łączą się dwie wielkie narracje XIX wieku o narodzie i stylu. Oświeceniowe sposoby opisu zjawisk przyrody, posłużyły historykom sztuki do porządkowania cech architektury i sztuki, co doprowadziło do wydestylowania, nazwania i popularyzacji idei stylów. Przez style zaczęto definiować okresy, a wszelkie odchylenia względem wykreowanych centrów posłużyły do wskazania peryferii. Nie poprzestano jednak na tym, z czasem przypisując stylom znaczenia etyczne i polityczne. Działo się to w stuleciu, które swój styl zbudowało na replikowaniu wzorców z przeszłości, czy to przez czyste neostyle, czy stylistyczny koktajl eklektyzmu. Trwały jednocześnie poszukiwania stylów najlepiej oddających „germańskość”, „rosyjskość”, „angielskość” czy „polskość”. Prym w tych intelektualno-polityczno-artystycznych zabiegach wiodły zjednoczone w 1871 roku Niemcy. Specjaliści od historii i sztuki zaczęli sporządzać katalogi form właściwych dla nowej, ale odkrywającej swoje pradawne korzenie germańskości. Elity zaczęły uznawać, że „duch germański” najlepiej wyraża się w neoromanizmie, neogotyku, neorenesansie i neobaroku. Katalog stylów został dopasowany do funkcji i wcielony w życie na terenie cesarstwa. Zaczęły powstawać setki neogotyckich, neorenesansowych i neobarokowych poczt, kościołów, dworców i szkół, a w Poznaniu wzniesiono neoromański zamek.
Polski styl narodowy kształtował się w kontrze do niemieckiego. W zależności od regionu był akcentowany albo renesans z uznanymi za arcypolskie attykami, albo – dla mniejszych form – tyl dworkowy, zawsze jednak dobrze był widziany klasycyzm. Kojarzył się z oświeconymi, odważnymi reformami podejmowanymi chwilę przed upadkiem I Rzeczypospolitej i budował symboliczną łączność z przedrozbiorową Polską.
U progu istnienia II Rzeczypospolitej odwołania do klasycyzmu uznano na najodpowiedniejsze przy projektowaniu gmachów państwowych. Nie mogło być inaczej w województwie śląskim, którego przynależność państwowa była świeża, a kulturowa – złożona.
Sejm zatem ubrano w kostium klasycyzmu złożony z „nieśmiertelnych atrybutów spuścizny antycznej, ujętych w ramy symetrii i dostojnego monumentalizmu”, jak pisał historyk sztuki Andrzej K. Olszewski. Ciężkie, monumentalne, klasyczne formy podkreślają powagę i stabilność nowej politycznej sytuacji regionu.
Główne wejście prowadzi do westybulu z krytym kopułą dziedzińcem otwartym na trzy kondygnacje obiegających go krużganków. Centralne miejsce zajmują szerokie, spektakularne, dwubiegowe schody. Pierwszy spocznik zaprojektowano tak, by mógł być tłem przemówień dla polityków i fotografii dla turystów. Na wysokości trzeciego spocznika na ścianie rzymskim wzorem umieszczono inskrypcję fundacyjną. Filary „dziedzińca”, belkowania i przyścienne pilastry wyłożono kremowym lśniącym w świetle marmurem. Kontrastują z nim ciemne gzymsy i pochwyty balustrad. Kopułę przykrywającą dziedziniec udekorowano herbami miast śląskich, a pod kopułą znalazły się sceny z życia regionu autorstwa krakowskiego rzeźbiarza i medaliera Jana Raszki. Zniszczone przez Niemców w czasie okupacji „Polonia tronująca”, „Śląsk powstańczy”, „Śląsk rolniczy” i „Śląsk przemysłowy” zostały niedawno zrekonstruowane.
Z pierwszego piętra krużganków korytarze prowadzą do kuluarów, a z drugiego – na galerię dla publiczności obiegającą salę posiedzeń Sejmu. Sala zajmuje centralne miejsce na planie gmachu, jest jego geometrycznym środkiem. To usytuowanie ma znaczenie nie tylko praktyczne, lecz także symboliczne – sprawujący władzę ustawodawczą sejm jest centrum władzy.
Miejsce, w którym w debacie kształtowane było prawo, architekci zaprojektowali w formie półrotundy z amfiteatralnie ustawionymi poselskimi ławami. Tu też z praktyką jest spleciona symbolika. Polski parlamentaryzm, choć miał długą tradycję, nie wytworzył nigdy architektonicznego modelu sali Senatu i Sejmu. Stany I Rzeczypospolitej zbierały się w rezydencjach królewskich w Warszawie i Grodnie. Były to pomieszczenia siłą rzeczy prostokątne.
Posadzenie posłów Śląskiego Sejmu na łuku i nieznaczne podwyższenie każdego kolejnego rzędu z miejscem dla mówcy pośrodku pozwala dobrze widzieć i słyszeć, ale układ ten odwołuje się też do tradycji architektonicznej greckiego i rzymskiego antyku.
Starożytni oglądali w amfiteatrach tragedie i komedie, ale XIX-wieczne malarskie przedstawienia rzymskiego senatu obradującego w amfiteatralnie ukształtowanym wnętrzu, co niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, utrwaliło się w zbiorowej wyobraźni. Wiele parlamentów obradowało i obraduje w amfiteatralnym układzie mebli wstawionych w prostokątne sale, stosunkowo nieliczne są jednak wnętrza do tego układu dopasowane – zaprojektowane na planie półkola. Architektom gmachu Sejmu Śląskiego z pewnością była znana sala Zgromadzenia Narodowego w Palais Bourbon w Paryżu, której obecny architektoniczny kształt jest efektem przebudowy o stulecie wcześniejszej. To ona mogła być wzorem dla Katowic.
Półrotundę z ławami poselskimi otaczają kuluary, nad nimi, na piętrze, mieszczą się galerie dla publiczności z amfiteatralnie ulokowanymi siedzeniami. Pomieszczenie doświetlają okna w bocznych galeriach i wielki świetlik nad salą posiedzeń. Strop dźwigają ciężkie żłobkowane filary obłożone, podobnie jak ściany półrotundy i westybulu, białym polerowanym marmurem. Cokoły i wykończenia wykonano z marmuru czerwonego. Biel i czerwień uzupełniają złocenia stiukowych detali stropu i supraportów. Podobnie jak głowice filarów westybulu, odzwierciedlają one efekty poszukiwań polskiego stylu narodowego. Wykorzystują i przetwarzają motywy ludowe, w których zdaniem wielu teoretyków i twórców tamtego czasu najlepiej przechowały się rodzime cechy kultury. Odwołanie do pierwiastka ludowego miało też podkreślać rolę „mas ludowych” i schlebiając im, wzmacniać „świadomość narodową”.
W 1925 roku, kiedy Wyczyński dopracowywał projekty wnętrz Sejmu Śląskiego, w Paryżu odbywała się głośna Międzynarodowa Wystawa Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa. Polska prezentowała się na niej w pawilonie zaprojektowanym i wypełnionym dziełami sztuki i rzemiosła stworzonymi w duchu ludowości. Tematy malarskie czerpane z ludowych wierzeń, kolorystyka przejęta z regionalnych strojów, sposób kształtowania rzeźbiarskich form wzięty z góralskich zaciosów, wreszcie tkaniny ze zgeometryzowanymi ludowymi motywami – wszystko to zdefiniowało polską sztukę i rzemiosło na kolejną dekadę. Estetyczny zwrot ludowy był jedną z odnóg stylu narodowego o dużej żywotności.
Katowickie wnętrze sejmowe łączy z pawilonem polskim jeszcze jeden istotny element – nieistniejący już wielki kilim zdobiący ścianę nad prezydium. Opracowanie architektury i dekoracji tej ściany było dla projektantów półrotund zawsze nie lada wyzwaniem. Antyczne wzorce nie dostarczały rozwiązań, a współczesne wydawały się niesatysfakcjonujące. W Katowicach kłopotliwą ścianę wypełnił i zasłonił kilim. Po wystawie paryskiej sztuka tkania kilimów zyskała miano rzemiosła narodowego. W tkactwie odbijały się tradycje ludowe i dworskie, a projekty nowych wzorów wychodziły z najlepszych pracowni. Na rozpisany przez komitet budowy konkurs nadeszły 32 prace. Wybrano projekt Stefanii Ligasówny z Krakowa. Centrum mierzącej 42 metry kwadratowe kompozycji zajęło godło państwowe, nad nim mniejszy orzeł górnośląski, a po bokach herby 10 miast wchodzących w skład ówczesnego województwa. Powierzchnie między herbami wypełniały dynamizujące kompozycję skośne linie różnych szerokości. Kilim zdjęty po wkroczeniu Niemców w 1939 roku zaginął.
Architektura wnętrz Sejmu Śląskiego dziś, po stu latach dominacji kilku odmian modernizmu, może wydawać się estetycznie odległa i archaiczna, stanowi jednak ważny punkt na drodze poszukiwań form dla budynków młodego, budującego tożsamość państwa. Była istotnym krokiem w kierunku wypracowania najstosowniejszego kształtu sali służącej gremium tworzącemu prawo. Kiedy w 1925 roku rząd Rzeczypospolitej zlecił architektowi i konserwatorowi Kazimierzowi Skórewiczowi wykonanie projektu sali plenarnej przy ul. Wiejskiej, zaprojektował on pomieszczenie identyczne w strukturze, tylko znacznie większe. Ścianę prezydialną i tu miał zdobić gobelin (niestety, nigdy nieutkany). Wiejska miała być drugim po Katowicach krokiem na drodze, której meta znajdowała się w projektowanej całe dwudziestolecie międzywojenne reprezentacyjnej, rządowej Dzielnicy Piłsudskiego. Tam Sejm RP miał znaleźć swoją docelową siedzibę. Na makiecie dzielnicy pokazywanej na wystawie „Warszawa wczoraj, dziś, jurto” w 1938 roku gmach Sejmu RP można rozpoznać po wielkiej półrotundzie.
Artykuł pochodzi z nr 1/24 pisma „Spotkania z Zabytkami”
Na pewno znajdziecie coś dla siebie!
Katowice w latach międzwojennych należały do najszybciej rozwijających się miast w Polsce. Nowoczesne, monumentalne budynki tworzyły całą nową dzielnicę, a w końcu lat 20. XX w. miasto uważano za najbardziej „zamerykanizowane” w II Rzeczpospolitej. Splendor państwa polskiego miały wyrażać monumentalne...
Spośród wszystkich patronackich osiedli robotniczych powstałych w początku XX wieku w granicach obecnej Polski – Nikiszowiec nie ma sobie równych. Jest te najlepiej zachowanym osiedlem górniczym w Polsce. Nikiszowiec to dziś jedna z legend Górnego Śląska. Zachwyca zachowanym w całości...
Na obrzeżach Gliwic, w środku lasu, za wysoką bramą, stoi osiedle Wilcze Gardło. Intrygująca jest nie tylko jego nazwa, ale i losy. Zaprojektowane jako modelowe osiedle III Rzeszy, po wojnie stało się domem dla powracających z Francji reemigrantów. Dziś jest zaś pretekstem do dyskusji o tym, co zwykło się nazywać „kłopotliwym dziedzictwem”. O historii i współczesności Wilczego Gardła opowiada Marta Paszko, antropolożka kultury, kuratorka wystawy „Wilcze Gardło. Od Wilka do Paryżewa”, którą można oglądać w Muzeum w Gliwicach.