Wielka mała historia
Wystawa „Tajemnice kościoła św. Klemensa w Wieliczce”, Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, 2024 r.
Recenzje

Wielka mała historia

Kiedy przechodzi się koło wielickiej fary – kościoła św. Klemensa – trudno oprzeć się wrażeniu, że to budowla stanowczo zbyt skromna jak na aspiracje ludzi, którzy przez całe wieki swoją pracą generowali gigantyczne zyski dla państwa, a także dla środowiska lokalnego i siebie osobiście. Ot, dość schematyczna, by nie powiedzieć: nudna budowla, zrealizowana zgodnie z biurokratycznymi regułami wyznaczonymi przez świecką władzę Habsburgów, typowy przykład tzw. baroku józefińskiego. Wystarczy jednak wejść do środka…

Gdy zajrzymy do XVII-wiecznej kaplicy grobowej Morsztynów – choć nie zachowała pierwotnego charakteru, sprofanowano bowiem nawet groby fundatorów – można dostrzec fragmenty barokowych sztukaterii z girlandami i muszlami autorstwa samego Baltazara Fontany – tak, tego samego, któremu zawdzięczamy wystrój krakowskiego kościoła św. Anny.

Wyczuwamy, że ten kościół to coś znacznie więcej niż jego obecna forma. Po prostu: miał straszliwego pecha.

Fot. Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce
Wielka mała historia
Kościół św. Klemensa i Zamek Żupny w Wieliczce
Fot. Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce
Wielka mała historia
Kościół św. Klemensa i Zamek Żupny w Wieliczce

Życie po życiu

Pierwotnie stała tu zapewne świątynia drewniana, o której wspomina bulla papieża Grzegorza IX z 1229 roku. W latach 1333–1370, w okresie Kazimierzowskiego boomu budowlanego, powstał okazały kościół murowany. Nawet jego wezwanie nie jest zbyt zaskakujące – św. Klemens jest patronem nader odpowiednim dla miasta górniczego, jako że ów wczesnochrześcijański papież i męczennik pracował w młodości w kamieniołomach. Sama świątynia przetrwała, zbierając cenne dzieła sztuki, do 1782 roku, kiedy została poważnie uszkodzona w czasie trzęsienia ziemi. Cztery lata później rozebrano ją do fundamentów, co mieszkańcy zapamiętali jako straszną tragedię. Nowa fara powstała w latach 1804–1806, a i później kilkakrotnie lekko ją przebudowano.

Czy zburzenie – w pierwszych latach zaborów! – świątyni, która świadczyła o potędze piastowsko-jagiellońskiego państwa, rzeczywiście była tragedią, rupturą, domknięciem historii?

Trwająca do 22 września wystawa w wielickim Muzeum Żup Krakowskich „Tajemnice kościoła św. Klemensa” dowodzi, że jest wręcz odwrotnie. Zgromadzono na niej przedmioty, które w ciągu wieków wzbogacały wielicką parafię. Prezentacja zaskakuje: nie tylko skalą, lecz także scenariuszem, zarówno jakością prezentowanych dzieł, jak i architektonicznym kontekstem XV-wiecznej północnej części Zamku Żupnego, gdzie właśnie trwają prace konserwatorskie, odkrywające kolejne warstwy dawnych – czasem jeszcze staropolskich – polichromii.

Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Wystawa „Tajemnice kościoła św. Klemensa w Wieliczce”, Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, 2024 r.

Od teologii po medycynę

A więc najpierw w lekko przyciemnionej sali natykamy się na księgi, których kształty, oprawy, czcionki i drzeworytowe ilustracje wskazują na bardzo dawną proweniencję. Czegóż tam nie ma? Oto np. biblijne parafrazy Erazma z Rotterdamu, wydane w Moguncji w 1522 roku. Albo „Świątnica Pańska zamykająca w sobie kazania na uroczystości świąt całego roku”, wydane w 1645 roku przez typografa królewskiego Krzysztofa Schedla dzieło księdza Szymona Starowolskiego – tak, tego samego, który podczas potopu próbował ukryć przed okupantem (niestety, nieskutecznie) ołtarz srebrny św. Stanisława. Traktaty teologiczne, zbiory kazań, literatura katechetyczna – to rzecz oczywista w bibliotece parafialnej. Ale znajdziemy tu także dzieła poetów klasycznych, łacińską publicystykę, słowniki, podręczniki medycyny czy słynny poemat Johna Miltona „Raj utracony”, wydany w Londynie w 1730 roku. Oczywiście: to tylko wybór. W sumie w bibliotece wielickiej parafii znajduje się ponad tysiąc wolumenów, z czego aż 277 pochodzi z XVI wieku, a 344 – z XVII.

Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Wystawa „Tajemnice kościoła św. Klemensa w Wieliczce”, Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, 2024 r.

Jednak nikogo nie powinno to dziwić. Nie chodzi wyłącznie o to, że parafia wielicka należała do najbogatszych w diecezji. Duże znaczenie miał fakt, że proboszczami u św. Klemensa bywali często profesorowie Akademii Krakowskiej. W kościele przypomina o tym umieszczony we wnętrzu herb uniwersytecki (przypomnijmy: dwa skrzyżowane berła). Na wystawie – portret jednego z wielickich proboszczów, księdza Zygmunta Goliana – absolwenta uniwersytetów w Rzymie i Louvain, doktora teologii wykładającego na Akademii Duchownej w Warszawie i Uniwersytecie Jagiellońskim, znawcę myśli św. Tomasza z Akwinu, wreszcie: człowieka obdarzonego dużym wyczuciem estetycznym, który zarządzał wielicką parafią w latach 1881–1885.

Sztuka krąży po Europie

Idźmy dalej: w następnej sali uwagę zwraca niewielka figura Chrystusa zmartwychwstałego, wykonana w 1785 roku przez Antoniego Korneckiego, popularnego w okolicy rzeźbiarza i malarza należącego do rodziny o bogatych tradycjach artystycznych. Prawie rokokowy

„Zwycięzca śmierci” został przedstawiony w mocnym kontrapoście, z głową odwróconą w lewo. Emanuje witalnością i arcyludzką radością.

Taką, jaką czasem obserwujemy u sportowców. Ważne jest jednak coś innego: ta rzeźba nie stała się obiektem muzealnym, nadal jest używana w swojej pierwotnej funkcji podczas liturgii wielkanocnej.

Czasami – np. w Wielki Czwartek, kiedy kapłan obmywa nogi 12 osobom – bywa również używany srebrny lawaterz, czyli taca z dzbanem, wykonana w drugiej ćwierci XVII wieku przez Krystiana Paulsena, osiadłego w Gdańsku Jutlandczyka, którego sława dotarła nawet na wawelski dwór.

Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Wystawa „Tajemnice kościoła św. Klemensa w Wieliczce”, Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, 2024 r.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Wchodzimy w przestrzeń poświęconą malarstwu. Oczywiście nie znajdziemy tu arcydzieł. Ale w zamian za to dostajemy dowód czegoś znacznie mniej spektakularnego, ale ważnego. Oto bowiem autorzy wystawy ustawili niemal naprzeciw siebie dwa – dobrej klasy – obrazy. Po lewej stronie widzimy niewielki tryptyk ukrzyżowania zwany też różańcowym. Ciekawa kolorystyka, realizm postaci, precyzja przedstawienia przedmiotów i przestrzeni wskazują, że anonimowy małopolski malarz studiował – zapewne za sprawą powszechnych w Europie wzorników – sztukę niderlandzką. Fachowcy wskazują tropy wiodące do Martena de Vosa, Antona Wierixa, Rafaela i Egidiusa Sadelerów…

Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Wystawa „Tajemnice kościoła św. Klemensa w Wieliczce”, Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, 2024 r.

Naprzeciwko znalazł się obraz przedstawiający wizję św. Franciszka Ksawerego. Baskijsko-hiszpański jezuita, umierając w drodze do Chin, widzi Jezusa wyciągającego ku niemu ręce, Matkę Boską skupioną na modlitwie, Ducha św. w postaci gołębicy i całą rzeszę aniołów i aniołków, z których jeden wprowadza umierającego do raju. Diagonalna kompozycja, emocje wypisane na twarzach, gry światłem – wszystko to wskazuje na włoskie konotacje. I krótką – ale jednak – obecność jezuitów w Wieliczce.

To zestawienie dwóch prowincjonalnych obrazów zdaje się mówić:

to prawda, nie mieliśmy własnych Rogierów van der Weydenów czy Tycjanów, ale gorliwie chcieliśmy się czegoś od nich nauczyć. I – co ważniejsze – potrafiliśmy ich zrozumieć.

Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Wystawa „Tajemnice kościoła św. Klemensa w Wieliczce”, Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka, 2024 r.

Ze szkłem powiększającym

Autorzy wystawy potrafili zbudować narracyjne napięcie. Wchodzimy do dwóch ostatnich sal ekspozycyjnych. W pierwszej zgromadzono przede wszystkim zabytki złotnictwa. Z ustawioną pośrodku gotycką monstrancją typu tryptykowego (a więc taką, która nawiązuje do gotyckich ołtarzy architektonicznych – w tym przypadku na myśl szybko przychodzi słynna praca Pawła z Lewoczy), powstałą około 1490 roku. Monstrancja ta nie jest dziełem nieznanym. Wprost przeciwnie, uznawana za arcydzieło polskiej średniowiecznej sztuki złotniczej, wielokrotnie została przebadana, pojawia się w wielu podręcznikowych publikacjach.

Dlatego właśnie (albo mimo to) warto się temu dziełu przyjrzeć bliżej. Najlepiej z pomocą jakiejś lupy albo szkła powiększającego. Bo wtedy wyraźniej dostrzeżemy składające się w ewangeliczną opowieść detale: Chrystusa umierającego na krzyżu w obecności Marii i Jana u szczytu, Chrystusa Bolesnego i Matki Boskiej z Dzieciątkiem poniżej, rozliczne anioły sprytnie ukryte w architektonicznych „maswerkach”, dźwigające narzędzia męki Pańskiej…

Przy okazji należy zwrócić uwagę na szacunek dla widza mierzącego się z rzemiosłem artystycznym. Obiekty należące do tego rodzaju sztuki powinny być oglądane z góry, z wszystkich boków, a najlepiej także od góry i od spodu. Wydaje się to oczywistością, często jednak pomijaną w myśleniu wystawienników. Tym razem – na tyle, na ile to możliwe – można wszystkie te kielichy, ampułki na wino i wodę, relikwiarze, krzyże ołtarzowe oglądać z wielu perspektyw. To ważne.

Czaprak i ornat

Trochę szkoda, że nie udało się tego zabiegu powtórzyć w sali poświęconej szatom liturgicznym, które możemy zobaczyć tylko en face. Zapewne o takiej formule zadecydował jednak rozmiar „finałowej” sali – zwłaszcza w kontekście prac konserwatorskich.

Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Barokowy ornat haftowany srebrną i złotą nicią na podkładach, Polska, II poł. XVII w.
Fot. Muzeum Żup Krakowskich Wieliczka
Wielka mała historia
Dalmatyka haftowana w barwne kwiaty ze wstęgami, Polska, przełom XVII i XVIII w.

Można tu zobaczyć np. barokowy ornat haftowany srebrną i złotą nicią, przeszyty być może z końskiego czapraka. Albo brokatową dalmatykę z drugiej połowy XVI wieku, broszowaną złotymi nićmi – czyli z użyciem deseniu z drogocennego materiału przypominającego haft. Może budzić skojarzenia z tkaniną użytą do uszycia kapy biskupa Tomickiego (1523–1535), przechowywanej w katedrze wawelskiej.

Nie może dziwić fakt, że to właśnie tkanina stała się akcentem wieńczącym wielicką wystawę. Przecież kolejne inwentarze więcej uwagi poświęcają jedwabiom niż relikwiarzom. Zresztą to mało zaskakujące, skoro srebrne i złote nici stanowią istotny element dawnych ornatów, kap i dalmatyk. Olśniewają nie mniej niż naczynia liturgiczne i inne precjoza z wielickiej fary.

Artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 3/2024. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Agnieszka Sabor

Jest historyczką sztuki i publicystką. Autorka recenzji, wywiadów oraz sylwetek artystów. Publikowała m.in. w “Tygodniku Powszechnym” oraz “Rzeczpospolitej”. Kuratorka wystaw.

Popularne