Dyrekcja Robót Publicznych ma siedzibę przy samym Rynku Głównym, w pałacu Pod Krzysztofory, zwanym potocznie Krzysztoforami. W biurze konstrukcyjnym pracuje sześć osób, w tym dwóch kreślarzy i ona – Diana Reiter. Diana – inżynier. Diana – pionierka, jedna z pierwszych absolwentek Wydziału Architektury Politechniki Lwowskiej, pierwsza architektka w Krakowie... W prestiżowej instytucji na deski kreślarskie trafiają prestiżowe projekty. Rozbudowa Krzysztoforów, wiele budynków dla UJ: Zakłady Anatomii Porównawczej, Psychogenetyki oraz Zoologii, Zakład Embriologii, Biologii i Histologii, Szkoła Pielęgniarek i Higienistek i inne. Pod wszystkimi widnieje podpis „inż. Reiterówna” – sama lub z zespołem.
Karol Poznański (1859–1928), na którego zlecenie powstał łódzki pałac, podobnie jak florenccy mecenasi renesansu nie był arystokratą, tylko członkiem rodziny, która sama doszła do majątku. Bajeczna fortuna zgromadzona przez jego ojca – słynnego „króla bawełny”, Izraela Poznańskiego – miała świeżą metrykę. Poznańscy, jak przystało na rodzinę nouveau riche, akcentowali swoje możliwości, kontakty i horyzonty, budując w ten sposób status nowej arystokracji – nie urodzenia, lecz pieniądza. Mogli pozwolić sobie na wszystko i wcale tego nie ukrywali...
Dr Magdalena Ławicka, kierowniczka Działu Architektury XIX i XX wieku Muzeum Architektury we Wrocławiu, zdradza, jakie tajemnice skrywa kolekcja witraży tej instytucji...
Wrocław, jak każdy obszar miejski wystawiony na działania historii, na przestrzeni wieków powoli przekształcał się i ewoluował. W wielu miastach ten stopniowy rozwój w XIX wieku gwałtownie przyspieszył. Rewolucja przemysłowa, jak każda rewolucja, nie lubi czekać – jak grzyby po deszczu w krajobrazie zaczęły wyrastać rozmaite zakłady i fabryki. Razem z nimi rozwinęło się budownictwo czynszowe...
Nikiszowiec to jedno z tych miejsc, które trudno pomylić z jakimkolwiek innym. Katowicka dzielnica, zaprojektowana na początku XX wieku przez Emila i Georga Zillmannów, stanowi wyjątkowy przykład robotniczego osiedla z czasów industrialnego boomu. Ceglane mury, charakterystyczne arkadowe przejścia, czerwone obramienia...
O pałacu w Małej Wsi nie można napisać mało. To jeden z najciekawszych, największych i najpiękniejszych tego typu obiektów na Mazowszu. Wszystkie te określenia cisną się na usta, gdy oszołomieni stoimy przed frontem okazałej, arystokratycznej siedziby z XVIII wieku. Nawet szum dobiegający z szosy, biegnącej tuż za bramą, nie psuje piorunującego efektu. To prawdziwy cud, że taki obiekt przetrwał rozmaite zawieruchy dziejowe, w tym tę ostatnią, II wojnę światową. I zapewniam, że eleganckie zewnętrze to tylko wstęp do tego, co nas czeka po przekroczeniu progu...
To jeden z ciekawszych architektonicznie obiektów wzniesionych w Warszawie po II wojnie światowej. Niegdyś kontrowersyjny, nieoczywisty, owiany legendami, był tłem i bohaterem wielu zjawisk związanych nie tylko z architekturą...
Na początku była wieża. Rycerska. Taka, jakich wiele w średniowieczu stało w całej Europie. Pełniły funkcje mieszkalno-obronne i były zwane donżonami. I do dziś niektóre zachowały się w tym stanie – jak ta w Siedlęcinie, Żelaźnie, Stołpie, Tudorowie czy Witkowie. Inne z czasem zaczęły się rozbudowywać, obrastać w kolejne sale, pomieszczenia reprezentacyjne i lokale gospodarcze. Słowem: zmieniać się w zamki i pałace, czasem pozostając jednak widocznym w strukturze budynku znakiem przeszłości. I taki też los czekał Korzkiew...
Socmodernizm nie jest łatwy. Kojarzy się z ustrojem, który uczynił wiele krzywd. Poza tym wykonawstwo pozostawiało wiele do życzenia, a wszechobecne braki często łatano materiałami kiepskiej jakości, które brzydko – i niestety szybko – się zestarzały. Nie da się jednak ukryć, że mimo tych wszystkich trudności i niedociągnięć po tej epoce pozostały nam również rzeczy innowacyjne, nowoczesne, lekkie i po prostu piękne. To o nich właśnie jest ta opowieść...
„Nie, nigdy nie byliśmy szczęśliwi w Kraju. Tamte sosny, brzozy i wierzby są w istocie zwykłymi drzewami, które wypełniały was bezbrzeżnym poziewaniem, gdy znudzeni, oglądaliście je niegdyś przez okno każdego ranka. Nieprawda, że Grójec jest czymś więcej niż przeraźliwą i prowincjonalną dziurą, w której ongiś biedowała wasza szara egzystencja. Nie, to kłamstwo: Radom nigdy nie był poematem nawet o wschodzie słońca!”...
Z chorągwi spoglądała na mnie poważna twarz 3-latka ubranego w pomarańczowe, długie szaty i czepiec. O tym, że to mały chłopiec, pierworodny syn swoich rodziców, dowiedziałam się dopiero z podpisu. Delikatna, porcelanowa cera z wyraźnie zaznaczonymi rumieńcami, obramowany koronką kołnierzyk i rdzawe kokardy zdobiące sukienkę klęczącego dziecka sprawiały wrażenie, iż stoję oko w oko z elegancką, dużo starszą dziewczynką. Tymczasem ze swojego pośmiertnego portretu patrzył na mnie Botho Ernest zu Eulenburg, zmarły w 1664 roku i w chwili swojej śmierci jedyny syn Botho Heinricha zu Eulenburga, XVII-wiecznego dziedzica Galin...
Do czego szefowi MSZ służyli ochroniarze, gdzie pracowała „doborowa obsługa damska” i co oznaczały zapalone światła w Domu Partii opowiada poeta, eseista i krytyk literacki Piotr Matywiecki.