Karol Schweikart, „Portret Wilhelminy Skibińskiej”, olej na płótnie, ok. 1830 r., Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Karol Schweikart, „Portret Wilhelminy Skibińskiej”, olej na płótnie, ok. 1830 r., Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Recenzje

Tło na pierwszym planie

Wystawa „Ukryte znaczenia” w poznańskim Muzeum Narodowym opowiada o motywie wnętrz w sztuce polskiej od XIX do XXI wieku. Jest to opowieść o dwóch stuleciach malarstwa, a także o zmianach społecznych i kulturowych, do których doszło w tym czasie.


20 lutego 1899 roku w Teatrze Miejskim w Krakowie zostaje zaprezentowana sztuka Maurice’a Maeterlincka „Wnętrze” opowiadająca o samobójstwie młodej dziewczyny. Stanisław Przybyszewski wygłasza zaś odczyt „Mistyka a Maeterlinck”. Z okazji tego podwójnego wydarzenia Stanisław Wyspiański wykonał plakat, jeden z najpiękniejszych w historii polskiej sztuki. Przedstawia młodą dziewczynę spoglądającą przez okno. Jej czoło, ręce przyległy ściśle do szyby. Jest zaciekawiona, zdziwiona, a może przeciwnie – przestraszona.

Fot. domena publiczna
Tło na pierwszym planie
Fragment plakatu autorstwa Stanisława Wyspiańskiego

Poznańska wystawa – litografia Stanisława Wyspiańskiego ją otwiera – zwraca uwagę na to, co zostało umieszczane na drugim planie, w tle. Na to, co często wydaje się mniej istotne, a nawet niewarte uwagi.

„Zamiast skupiać się na pierwszym planie obrazu, skoncentrujmy uwagę na jego tle” – namawiają jej twórczynie, Maria Gołąb i Agnieszka Skalska. „Wówczas mogą objawić się nam ukryte dotąd przed wzrokiem i umysłem znaczenia”.

Zachęcają zatem do uważnego patrzenia na przedstawione na obrazach wnętrza i na obecne w nich przedmioty. Na sprzęty, które – jak pisał w „Dwoistym pokoju” Charles Baudelaire – „zdają się marzyć; chciałoby się rzec, że są obdarzone życiem”. Na materie, które „mówią swym językiem niemym, jak kwiaty, jak nieba, jak zachodzące słońca”. Zachętą dla takiego uważnego patrzenia są też teksty zamieszczone w katalogu wystawy, w których znalazły się interpretacje wielu prac zgromadzonych na „Ukrytych znaczeniach”. Z niektórymi można się nie zgadzać, spierać, ale na pewno są one intrygujące.

Nie tylko liczba

Sama wystawa jest imponująca. Znalazło się na niej ponad 130 obrazów powstałych od czasów biedermeieru po współczesność.

Są tu sceny rodzajowe, portrety i autoportrety. Przedstawienia pustych wnętrz i martwe natury. Mieszczańskich i ziemiańskich salonów, jadalni i buduarów, chłopskich chat, pracowni artystów i studenckich kwater.

Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Tło na pierwszym planie
Józef Mehoffer „Portret żony (Na letnim mieszkaniu)”, 1904 r.

Ważna jest jednak nie tylko liczba dzieł zgromadzonych w wystawie. W poznańskim muzeum znalazły się prace wypożyczone z kilkunastu polskich muzeów, a także kolekcji prywatnych. Są obrazy znane, jak efektowny, kolorystycznie wysmakowany „Portret żony” (1904) Józefa Mehoffera, zagadkowy „Lejący wino” (1927) Marka Włodarskiego czy rygorystyczna formalnie, a jednocześnie tajemnicza „Romanica Toscana” (1987) Jarosława Modzelewskiego, jeden z najwybitniejszych obrazów powstałych w Polsce w ostatnim półwieczu. Jednak

większość ze zgromadzonych na wystawie obrazów jest rzadko prezentowana i znana tylko wąskiemu gronu specjalistów. „Ukryte znaczenia” dają wyjątkową możliwość ich publicznego zobaczenia.

A są wśród nich dzieła wyjątkowe, jak wczesna, intymna „Pracownia w Monachium” (1870–1872) Aleksandra Gierymskiego, wyrafinowany kolorystycznie „Krzyś” (1930) Tymona Niesiołowskiego czy „Björk” (2003) Zbigniewa Rogalskiego, obraz wypożyczony z berlińskiej Boros Collection, jednego z najwybitniejszych prywatnych zbiorów sztuki współczesnej w Europie. Jej kuratorki wykonały ogromną pracę, którą należy bardziej niż docenić.

Fot. mat. prasowe
Tło na pierwszym planie
Zbigniew Rogalski, „Björk”, 2003 r.

Wystawa opowiada o zmianach, które w ciągu dwóch stuleci zaszły w sztuce, a także przez obrazy o zmianach społecznych i kulturowych, o przemianach gustów i smaku. O tym, jak przeistaczało się nasze najbliższe otoczenie. Wnętrza, w których żyły kolejne pokolenia Polek i Polaków. I jak oni sami się zmieniali. Wnętrza są bowiem autoportretami ich mieszkańców

– zauważa Agnieszka Skalska w tekście zamieszczonym w katalogu wystawy. Bowiem, jak podkreśla cytowany przez nią niemiecki historyk sztuki i kurator Donat de Chapeaurouge: „Wyjątkowość indywiduum nigdzie nie przejawia się tak wyraźnie jak w wyglądzie zajmowanego przez nie mieszkania”.

Ideał życia rodzinnego i społecznego

Fot. mat. organizatora
Tło na pierwszym planie
Konrad Krzyżanowski, „Portret żony artysty z kotem”, olej na płótnie, 1912 r., Muzeum Śląska Opolskiego

Wystawę otwiera część poświęcona sztuce Młodej Polski. Są obrazy Konrada Krzyżanowskiego, Jacka Malczewskiego, Józefa Pankiewicza czy Ferdynanda Ruszczyca, ale można też zobaczyć prace mniej znanych dziś twórców, jak Stanisław Dębicki czy Odo Dobrowolski. Szczególne miejsce zajmują zaś na niej płótna Józefa Mehoffera i Wojciecha Weissa. Obaj może najlepiej obrazują bowiem zmianę, jaka zaszła w tym czasie w sposobie przedstawiania wnętrz, a oprócz tego głębsze zmiany kulturowe zachodzące w tym czasie.

Wojciech Weiss, „Przy świetle lampy”, 1910 r., 
Muzeum Narodowe w Krakowie
Wojciech Weiss, „Przy świetle lampy”, 1910 r., Muzeum Narodowe w Krakowie

U Mehoffera wnętrza to przestrzeń prywatna, intymna. Stają się dla niego sceną codziennego życia, w którym wszystko jest ważne, wystrój, zgromadzone sprzęty, a nawet stroje. Malując wnętrza, przedstawia siebie i swój ideał życia. U Weissa z kolei odzwierciedlają się nastroje niepokoju, lęku. Stają się obrazem stanów współczesnego mu człowieka. Zresztą nie tylko w jego przypadku przedstawienia wnętrz zostają nasycone metaforami – nawet w pozornie zwykłym, banalnym przedstawieniu, wizerunku młodej bretońskiej dziewczyny z obrazu Anny Bilińskiej z 1889 roku, która zatrzymała się u progu drzwi, można doszukiwać się symbolicznych znaczeń. Zestawienie tego płótna z powstałą w kolejnym roku „Bretonką” Olgi Boznańskiej to zresztą jeden z najlepszych pomysłów kuratorskich na tej wystawie.

1. Fot. mat. organizatora
2. Fot. mat. organizatora
Tło na pierwszym planie
Tło na pierwszym planie
Anna Bilińska, „Bretonka na progu domu”, 1889 r. (slajd pierwszy) i Olga Boznańska, „Bretonka”, 1890 r.

Obrazy Mehoffera i Weissa dobrze pokazują wielowymiarowość i niejednoznaczność wnętrza w malarstwie Młodej Polski. „Staje się ono – jak pisze Agnieszka Bagińska – nośnikiem ideału życia rodzinnego i społecznego, jednocześnie ujawniając stereotypy i ograniczenia ról przypisywanych płci. Jest przestrzenią gwarantującą spokój i bezpieczeństwo, ale może być także dla aktów opresji i przemocy. Jako najbliższe otoczenie człowieka wnętrze bywa ekranem odzwierciedlającym jego kondycję psychiczną, wywiera też jednak na niego destrukcyjny wpływ”.

Fot. mat. organizatora
Tło na pierwszym planie
Leon Wyczółkowski, „Wiosna – wnętrze pracowni artysty”, akwarela, tusz, kreda, papier, 1931 r., Muzeum
Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy

Klasa średnia XIX wieku

Jednak zmiana w sposobie przedstawiania wnętrz nastąpiła znacznie wcześniej. Miało to miejsce w Europie po kongresie wiedeńskim w 1815 roku. W epoce biedermeieru, w której zaczyna następować oddzielenie przestrzeni zawodowej czy publicznej od prywatnej oraz następuje stopniowe wyodrębnianie mieszkania jako miejsca rodzinnego, wręcz intymnego. Wnętrza stają się zarówno azylem, jak i manifestacją stylu życia mieszkańców. Zaczynają też być przedstawiane w malarstwie, a wyposażenie domów staje się nie mniej ważne w obrazach jak ich mieszkańcy. Zmiana ta wiąże się ze wzrostem znaczenia mieszczaństwa (poprzednika dzisiejszej klasy średniej), zaczynające coraz wyraźniej eksponować swój gust i zwyczaje, których ucieleśnieniem staje się sposób urządzania wnętrz, ich umeblowania, rozmieszczenia w nich tkanin, oświetlenia, ceramiki i szkła wreszcie, tak charakterystycznych dla tej epoki bibelotów. Jednak biedermeier nie był wyłącznie przejawem gustu mieszczańskiego. Trafił do arystokratycznych pałaców i ziemiańskich dworów.

Kres biedermeierowi przyniosła Wiosna Ludów i postępujące uprzemysłowienie. Rośnie znaczenie wielkiej burżuazji, a także nowej klasy społecznej: robotników. Ukształtowany wtedy styl życia przetrwa kolejne dekady. A przestawienia wnętrz jako przestrzeni prywatnej, osobistej na trwale pozostały już w sztuce, niezależnie od zmieniających się stylistyk i mód artystycznych.

Fot. MNP
Tło na pierwszym planie
Bronisława Rychter-Janowska, „Wieczerza wigilijna”, pocz. XX w.

Dobrze to zjawisko pokazuje wybór sześciu obrazów Bronisławy Rychter-Janowskiej powstałych na początku XX wieku. Te niewielkie w swojej skali, wręcz intymne płótna przedstawiają wnętrza dworków ziemiańskich, namalowane lekkimi pociągnięciami pędzla, wyrafinowane kolorystycznie, są świadectwem talentu tej artystki, nadal pozostającej trochę w cieniu, a nawet niedocenionej. Ich prezentacja to jeden z najmocniejszych akcentów poznańskiej wystawy. Jednak obok nostalgicznych płócien Bronisławy Rychter-Janowskiej, pokazujących miejsca przytulne, wykwintne i nastrojowe, są też obrazy przypominające o innej zmianie, która zaszła w XIX wieku wraz z pojawieniem się realizmu w sztuce. Tematem obrazów stają się izby chłopskie. Malarstwo, m.in. w obrazach Aleksandra Kotsisa, zaczyna mówić o problemach społecznych.

Aleksander Kotsis, 
„Wnętrze kuchni”, lata 70. XIX w., Muzeum Narodowe w Warszawie
Aleksander Kotsis, „Wnętrze kuchni”, lata 70. XIX w., Muzeum Narodowe w Warszawie

Awangarda w mieszkaniu

Kolejna zmiana zachodzi w polskim malarstwie w 20-leciu międzywojennym. I ponownie wiąże się z rewolucyjnymi przemianami w sztuce pod wpływem kolejnych awangard, a także ze zmianami społecznymi i kulturowymi, które zachodziły w tym czasie, w tym z emancypacją kobiet. Zmienia się styl życia, w tym architektura mieszkań i ich wyposażenie. Jednak w naszych warunkach awangardowe poszukiwania współistnieją z przywiązaniem do tradycji, zarówno w szlacheckim, jak i ludowym wydaniu.

Na wystawie są przywołani formiści. Jest też wspomniany już obraz Marka Włodarskiego będący przykładem polskiej recepcji surrealizmu. Jednak dominuje różnie rozumiany koloryzm, który ostatecznie wybrali również artyści związani z formizmem, jak Tytus Czyżewski czy Tymon Niesiołowski. Jest też na wystawie duży wybór prac Józefa Czapskiego, pozwalający lepiej zrozumieć jego malarstwo. Ich twórczość dobrze pokazuje zmianę, która zaszła w tym czasie w malarstwie. Odejście od tradycyjnej hierarchii kompozycji obrazu. Pierwszy plan i tło zyskują równorzędne znaczenie.

Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie
Tło na pierwszym planie
Tymon Niesiołowski, „Toaleta”, olej na płótnie, 1919 r., Muzeum Narodowe w Warszawie

Wystawę kończy część poświęcona sztuce drugiej połowy XX wieku po współczesność. Znalazły się tu przykłady bardzo różnych nurtów i postaw. Sytuujące się na granicy malarstwa przedstawiającego i abstrakcji obrazy Piotra Potworowskiego i Jacka Siennickiego, obraz grającego z tradycją realistycznego malarstwa Jerzego Krawczyka, a także fotorealistyczne płótna Łukasza Korolkiewicza. Są tu prace reprezentujących powojenny nadrealizm Kazimierza Mikulskiego i Jerzego Nowosielskiego, który na swój własny sposób interpretował tradycję ikony. Wreszcie znalazły się dzieła Jarosława Modzelewskiego oraz reprezentantów pokolenia, które debiutowało na przełomie XX i XXI wieku.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

„W malarstwie współczesnym motyw wnętrza powraca w nowych kontekstach, stając się wehikułem artystycznego eksperymentu. Jest areną zderzenia tego, co prywatne, z publicznym” – podkreślają twórczynie wystawy. Przedstawienia wnętrz służą opowiadaniu o przeszłości, popkulturze czy o relacjach społecznych. Jednak wystawa w Muzeum Narodowym opowiada przede wszystkim o zmianach, które zachodziły w obrębie malarstwa, a właściwie tylko jednego z nurtów – figuracji. Inaczej niż w części poświęconej sztuce XIX i początku XX wieku niewiele dowiemy się tu o przemianach społecznych czy kulturowych.

O tym, co fascynowało, a także niepokoiło artystki i artystów oraz ich współczesnych.

Są jednak wyjątki, jak obraz Wilhelma Sasnala „Bez tytułu (z filmu Naganiacz)” (2010) powstały na podstawie kadru z filmu w reżyserii Czesława i Ewy Petelskich opowiadającego o grupie węgierskich Żydów, którym udało się zbiec z transportu do obozu koncentracyjnego, ale giną w lesie w „polowaniu” urządzonym przez Niemców. W ciemnym pomieszczeniu jest widoczna jedynie leżąca na łóżku postać, zarys nocnego stolika i lampki. Na podstawie tego jednej ujęcia – podobnie jak w litografii Stanisława Wyspiańskiego – możemy jedynie snuć przypuszczenia. Czy mężczyzna z obrazu Sasnala oczekuje na to, co się wydarzy, a może konfrontuje się z tym, co się stało?

Fot. Domena Publiczna
Tło na pierwszym planie
Wilhelm Sasnal, „Bez tytułu (z filmu naganiacz)”

Zapis socjologiczny

„Ukryte znaczenia” należą do wystaw, które koniecznie trzeba zobaczyć. Jednak po jej obejrzeniu pozostaje poczucie niedosytu. Być może jednym z powodów jest to, że niemalże nieobecne są na niej poszukiwania awangardowe z pierwszej połowy XX wieku, jak i późniejsza twórczość czerpiąca z jej dziedzictwa. Tym samym została pominięta istotna część naszej historii sztuki. Ale też za pomocą malarstwa być może nie da się przekonująco opowiedzieć o wnętrzach w polskiej sztuce w ostatnich dwóch stuleciach, a tym samym o doświadczeniu Polek i Polaków w tym czasie. Wystarczy wspomnieć o fotografii, by wymienić chociażby legendarny „Zapis socjologiczny” Zofii Rydet.

O możliwościach, jakie daje wykorzystanie innych mediów, świadczy instalacja Jarosława Kozłowskiego, „Negatyw pokoju”, która w 1997 roku była zrealizowana właśnie w poznańskim Muzeum Narodowym. Był to – na wystawie jest prezentowana dokumentacja pracy – wielki sześcian unoszący się nad podłogą. Przedstawiał wnętrze pokoju, które zostało jakby wywrócone na zewnątrz. Całe wyposażenie znalazło się poza tym pomieszczeniem. Instalacja Jarosława Kozłowskiego stała się, jak pisze o niej Jarosław Lubiak w katalogu wystawy, „podwójnym zaprzeczeniem wnętrza – po pierwsze, jako odizolowanego miejsca i po drugie, jako intymnej zawartości”. I oddawała postępujący w ostatnich dekadach stan odzierania z prywatności, przenoszenia wszystkich aspektów życia do sfery publicznej.

Fot. mat. organizatora
Tło na pierwszym planie
Wystawa „Ukryte znaczenia”, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Jednak jest też inny, uderzający brak na wystawie. Została na niej zgromadzona przede wszystkim twórczość mężczyzn – jest ich aż 65. Z kolei poza wspomnianymi już Anną Bilińską, Olgą Boznańską i Bronisławą Rychter-Janowską znalazło się na niej miejsce jedynie dla Barbary Skąpskiej, której obraz „Przy biurku” (1966) jest eksponowany w ostatniej części ekspozycji. Co więcej, prace kobiet to zaledwie 0,06 proc. wszystkich prezentowanych. „Ukryte znaczenia” należą do obowiązkowych wystaw, które koniecznie trzeba zobaczyć. Warto jednak już pomyśleć o kolejnej, która pokazałaby to, co na obecnej wystawie jest nieobecne.

„Ukryte znaczenia. Motyw wnętrz w sztuce polskiej od XIX do XXI wieku”

Wystawa w Muzeum Narodowym w Poznaniu, od 12 września 2025 do 18 stycznia, 2026

Artykuł pochodzi z kwartalnika „Spotkania z Zabytkami” nr 1/2026, dostępnego na rynku od 31 grudnia 2025 roku.

Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź numeru pisma


Piotr Kosiewski

Krytyki sztuki, który publikuje m.in. „Tygodnika Powszechnego”. Jest też laureatem Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy. W przeszłości zajmował się też m.in. wymiarem historycznym ochrony zabytków. Jest współautorem antologii „Zabytek i historia”, XIX-wiecznych tekstów poświęconych konserwacji i ochronie zabytków.

Popularne

Tęcza w ciemni

Koncepcja jest pięknie przewrotna: zerwać z czarno-białym stereotypem. Uświadomić, że początki fotografii wcale nie były pozbawione barw. Ba, że kolor był w niej wręcz od początku, tylko w innych miejscach, niż się go spodziewaliśmy. Nie tylko w odbitkach czy emulsjach,...