Fot. Adam Chełstowski (ps. “Makowiak”) / Forum
- dlaczego warszawski CDT raz zachwycał, to znowu był krytykowany
- czemu elewacje domów towarowych były cofnięte względem pierzei
- architektura którego domu towarowego przypominała maszynę
To paradoks, że epoka, w której towarów zwykle brakowało, pozostawiła po sobie najciekawsze i najbardziej formalnie zróżnicowane obiekty handlowe.
Modernizm jako symbol wstrętnego kosmopolityzmu
2. Fot. Grażyna Rutowska / NAC
stanął przy jednej z głównych ulic stołecznego śródmieścia w czasie, gdy to w dużym stopniu wciąż składało się z ruin. Wyrósł ponad gruzami swoją lśniącą sylwetką, która mała do centrum miasta wnosić ducha nowoczesności, była emanacją towarzyszącego wówczas architektom uczucia, że wojenne zniszczenia są szansą na nowe otwarcie, na zbudowanie Warszawy na nowo – lepszej, nowocześniejszej, ładniejszej. Spełniający sformułowane przez Le Corbusiera pięć punktów nowoczesnej architektury (wolny plan, wolna elewacja, konstrukcja na słupach, płaski dach, poziome pasy okien) gmach CDT był dziełem Zbigniewa Ihnatowicza i Jerzego Romańskiego. Architekci wygrali konkurs na projekt domu towarowego w 1948 roku. Swoją koncepcję oparli na przedwojennych ideach modernizmu, bo to one wciąż wtedy wydawały się najbardziej innowacyjnymi, nowoczesnymi, przystającymi do wymogów epoki.
Czy projektanci mogli przewidzieć, że już w czerwcu 1949 roku w Polsce zostanie zadekretowany socrealizm, a ich prawie ukończony budynek przestanie zachwycać, stając się reprezentantem oficjalnie potępianego „kosmopolityzmu”?
Jury konkursu (zasiadli w nim m.in. Bohdan Lachert, Bohdan Pniewski, Tadeusz Tołwiński) oceniło budynek wysoko, wydając opinię: „Ukształtowanie bryły świadome, wnosi wartości plastyczne. Architektura bardzo dobra”. Ale już wiosną 1952 roku na łamach miesięcznika „Architektura” ukazał się zapis debaty, poświęconej CDT. Tam poddano go krytyce, negatywnie oceniając zarówno formę, jak i skalę, posadowienie w przestrzeni miasta, rozwiązania funkcjonalne. Kazimierz Marczewski w czasie tej dyskusji podsumowywał: „Projekt Centralnego Domu Towarowego powstawał w okresie niesprecyzowanej polskiej myśli architektonicznej. (…) Wszelkie próby jednak, które by zmierzały obecnie do zmiany wyrazu architektonicznego CDT, dałyby w efekcie architekturę sztuczną i nieszczerą, budynek bowiem jest w swej konsekwencji pozycją architektoniczną minionego okresu — pozycją niewątpliwie obcą dla dzisiejszych poglądów architektonicznych”.

Zaledwie sześć lat później – po odwilży 1956 roku i po upadku doktryny realizmu socjalistycznego – w tym samym czasopiśmie Jeremi Strachocki porównał CDT z jego równolatkiem, domem towarowym Peter Jones & Partners przy Sloane Square w Londynie projektu Williama Crabtree: „(…) warszawski CDT przewyższył dom towarowy Crabtree czystością bryły, wydzieleniem przydatków i właściwym zróżnicowaniem ich wyrazu w stosunku do części handlowej, śmiałością decyzji zwieńczenia i osadzenia budynku w terenie. Jest też nowocześniejszy w traktowaniu żelbetu jako formy i profilu detali” – wyliczał Strachocki.
W 1958 roku CDT znów był nowoczesny i zachwycał.
Mława, Konin, Nowy Targ
W ciągu niecałych 10 lat trzy razy zmienił się oficjalny odbiór gmachu handlowego zbudowanego zaraz po wojnie w centrum Warszawy (i na tym nie skończyły się burzliwe losy CDT, który odbudowany po pożarze w latach 70. w XXI wieku został rozebrany i odbudowany w „prawie” tej samej formie jako biurowiec). Jednak losy Centralnego Domu Towarowego nie są reprezentatywne dla tego typu obiektów wznoszonych w drugiej połowie XX wieku. Kiedy udało się pokonać realizm socjalistyczny i na deski kreślarskie wróciły nowoczesne i modernistyczne formy, szybko okazało się, że dom handlowy może być ważnym punktem na mapie miasta, emblematem nowych czasów, ciekawym architektonicznie i atrakcyjnym obiektem, który godnie reprezentuje swoją epokę.
Które z gmachów publicznych dawały w epoce PRL architektom największe pole do popisu? Gmachy teatrów, hale widowiskowe, biurowce, hotele? Żadne z nich raczej nie powstawały w mniejszych ośrodkach, były krojone na miarę wielkich miast. Domy wczasowe? Te z kolei budowano raczej na terenach mało zurbanizowanych.
To właśnie domy towarowe – potrzebne przecież mieszkańcom każdej miejscowości – były emanacją nowoczesności późnego modernizmu tak samo w małych, średnich i dużych miastach.
Jak zauważał Stefan Koziński w wydanym na początku lat 60. tomie „Projektowanie architektoniczne”: „Handel w mieście jest zjawiskiem, które określa wyraz żywotności i prężności życiowej miasta. W handlu, niczym w zwierciadle, można odczytać osobowość miasta, tryb życia mieszkańców, ich zamożność, cywilizację, kulturę”.

Już w 1956 roku Stanisław Kolendo zaprojektował trzykondygnacyjny dom towarowy dla Mławy. Oddany do użytku na początku lat 60. budynek ma bardzo efektowną i indywidualną formę. Na pociętym głęboko parterze architekt posadowił dwie kolejne kondygnacje, które oplótł szerokimi pasami przeszkleń. Te gęsto podzielił betonowymi szprosami, a na bocznych elewacjach budynku zygzakowato je połamał, by dynamicznie przecinały ściany w ślad za biegiem schodów. Budynek nie jest bardzo duży, ale wyraźnie widać go w przestrzeni miasta – odróżnia się oryginalną formą. Przez dekady był także ważny z podstawowego powodu: jako oferujący bogaty asortyment towarów sklep. Po transformacji ustrojowej stracił na znaczeniu, był zaniedbany. Szczęśliwie odkryli go na nowo sami mieszkańcy, doceniając właśnie jego architekturę.

Powiew nowoczesności miał wnieść do Konina na początku lat 70. kompleks Domów Towarowych Centrum. Rozciągnięty wzdłuż ulicy Dworcowej otrzymał formę rzędu przeszklonych pawilonów z kulminacyjnym segmentem na rogu ruchliwego skrzyżowania. Centralny punkt kompleksu to futurystyczny, uniesiony na podciętym parterze, poprzedzony schodami i ukośnie wysunięty ponad ulicę szklany kubik, uzupełniony wolnostojącą długą, szklaną witryną. Pendant do nowoczesnego domu handlowego był ustawiony po drugiej stronie skrzyżowania wieżowiec hotelu Konin.

Dom handlowy Gorce w Nowym Targu także podkreślono masywną bryłą odróżniającą się od pozostałej części budynku – tu została ona jednak przeszklona tylko od frontu, a boczne ściany obłożono drobnymi kamykami. To oczywisty ukłon do charakteru okolicznego krajobrazu. Kłos w Strzegomiu (dziś mieści się tu sieciowy dyskont) ma nadal fasadę obłożoną wypukłymi płytkami w różnych odcieniach szarości, szklaną fasadę tego w Szamotułach osłaniały ażurowe, betonowe profile, czeladzki był całkiem przeszklony.
Budynek jak maszyna
Lekka, szkieletowa konstrukcja i szkło – to znaki rozpoznawcze wielu domów handlowych. Taki zestaw materiałów kojarzył się z nowatorstwem, ale przede wszystkim dawał możliwość kreowania ogromnych, rozświetlonych witryn, prezentujących sprzedawane wewnątrz towary. Ten zabieg wykorzystali m.in. Grzegorz Bauer, projektując dom handlowy Sezam w Radomiu, Tadeusz Witkowski, autor Powszechnego Domu Towarowego „Sezam” w Lublinie, czy Jerzy Wilk i Antoni Beill, odpowiedzialni za wygląd domu handlowego Magda w Łodzi. Wszystkie trzy budynki zostały wkomponowane w historyczną zabudowę i odróżnione od niej nie tylko modernistyczną formą, lecz także posadowieniem w przestrzeni. Wszystkie wyłamują się z pierzei, są względem niej cofnięte. Ten pomysł był w przypadku obiektów handlowych szczególnie popularny:
chodziło o to, żeby przez budynkiem powstała nieduża przestrzeń publiczna. Tym sposobem dom towarowy był bardziej widoczny wśród miejskiej zabudowy, a poprzedzenie placem nadawało mu wyjątkowość.

W przypadku budowli wykorzystujących niewiele środków wyrazu (prosta konstrukcja i szkło) na znaczeniu zyskują proporcje i kompozycja brył. W Radomiu położony u zbiegu dwóch ulic dom towarowy nakryto beczkowatym dachem i uzupełniono płaskorzeźbą na bocznej elewacji, w Łodzi kubiczną bryłę przecięto poziomymi pasami okien kontrastującymi z tynkowaną częścią budowli. Wyjątkowo subtelną kompozycję stworzył Tadeusz Witkowski w Lublinie. Do masywnego, żelbetowego trzonu architekt dostawił przeszkloną, trzykondygnacyjną bryłę handlową. Dwa wyższe piętra są tak lekkie, że sprawiają wrażenie nadwieszonych nad ulicą, podpiera je głęboko cofnięty parter. Wszystkie te obiekty istnieją i szczęśliwie pełnią do dziś tę samą funkcję. Jednak – jak to często dzieje się w przypadku powojennego modernizmu – są albo zaniedbane, albo poddawane nie zawsze szanującym ich architekturę remontom. I stale pozostają w zagrożeniu, bo przegrywają ekonomiczną konkurencję z nowymi centrami handlowymi.
Jednak jeszcze bardziej zagrożone są te budynki handlowe epoki Polski Ludowej, których formy architektoniczne są „trudniejsze” w powszechnej akceptacji, zbyt oryginalne, odważne, nietypowe. Sztandarowym tego przykładem jest dawny Centralny Dom Handlowy Domu Książki „Uniwersus” w Warszawie. Otwarty w styczniu 1981 roku był obiektem powszechnie znanym, największą w Polsce księgarnią z kilkoma piętrami książek, w tym zagranicznych i specjalistycznych (były tu działy z literaturą medyczną, prawną, muzyczną, dział kartograficzny itd.). W pierwszych latach istnienia księgarni prawie nieustannie stały w niej kolejki. Uniwersus zabiła transformacja ustrojowa, kryzys na rynku wydawniczym, spadek liczby i jakości wydawanych publikacji, a co za tym idzie – czytelnictwa. Dom Książki „Uniwersus” został zlikwidowany już w 1992 roku. Od tamtej pory zajmowany przez przypadkowych najemców jest coraz bardziej zaniedbany. A zły stan nie służy jego wyjątkowej architekturze. Zaprojektowany w 1975 roku przez zespół pod kierunkiem Leszka Sołonowicza jest jedyny w swoim rodzaju, trudno znaleźć dla niego odpowiednik nie tylko w Polsce, lecz także za granicą. Otrzymał nowatorską, stalową konstrukcję szkieletową (dzięki niej rozległe sale z ciężkimi regałami nie musiały być podtrzymywane dodatkowymi słupami) i rozczłonkowaną bryłę.
Posadowiony na betonowym cokole, wyniesiony ponad poziomem ulicy i poprzedzony szerokimi schodami składa się z wielu mniejszych części, tworzących skomplikowaną, przypominającą maszynę kompozycję.
Na elewacjach dominuje aluminium i szary kamień (przypominający granit sjenit), budowla jest ciężka i masywna. Dziś w zaniedbanym budynku trudno dostrzec jedną z najlepszych i najoryginalniejszych realizacji architektonicznych w Polsce lat 70.

Ułomne modernizowanie modernizmu
Los Uniwersusa podziela łódzki Central, kompleks horyzontalnej bryły domu handlowego i biurowego wieżowca. To projekt z 1972 roku, który wyszedł spod ręki Macieja Gintowta i Macieja Krasińskiego (autorów m.in. hal Spodek czy Olivia). Oba budynki były utrzymane w stylistyce brutalistycznej (choć zamiast betonu na elewacjach pojawił się chropowaty, szary tynk), wyraziste i nowoczesne uzupełniały ciąg zróżnicowanej stylistycznie zabudowy skrzyżowania ulic Piotrkowskiej i Mickiewicza.
2. Fot. Cezary Pecold / Forum
Dziś dom handlowy (nadal mieści sklepy) jest przede wszystkim stojakiem na wielkopowierzchniowe reklamy, a biurowiec jest radykalnie przebudowywany na potrzeby mieszkaniowe.
Pasja do przebudowywania i modernizowania budynków, także handlowych, już raz przetoczyła się przez polskie miasta. Stało się to w latach 90., kiedy powojenny modernizm uznano za pamiątkę znienawidzonego systemu, a jego proste, geometryczne formy – za niemodne, nieadekwatne do nowych czasów. Lekkie, nowoczesne, przeszklone pawilony domów handlowych Jurand w Malborku czy Paniaga w Rzeszowie zniknęły pod nałożonym na nie kostiumem „historyzującym”. O ile w Rzeszowie posłużono się dobrej jakości materiałami i modernistyczną bryłę zamieniono w „pałacyk” o kamiennych elewacjach, to Jurand zniknął pod warstwami kolorowego styropianu z wyciętymi „ozdobnymi” szczytami. Fatalne przebudowy dotknęły w tamtych latach także dom towarowy Puchatek w Kielcach czy rozległy, niski pawilon handlowy Rywal w Bydgoszczy.
Spieszmy się cenić modernistyczne domy handlowe, bo los żadnego z nich nie jest pewny. Ani jeden z nich nie jest ujęty w rejestrze zabytków, nieliczne (jak dom handlowy Merkury na warszawskim Żoliborzu) znajdują się w gminnej ewidencji zabytków.

Skoro nawet katowicki Spodek nie jest zabytkiem (!), tym bardziej ochrony nie mają nie mniej ikoniczne i ważne zarówno dla miasta, jak i powojennych dziejów polskiej architektury domy towarowe Zenit i Skarbek, ustawione przy katowickim Rynku. Pierwszy z nich, oddany do użytku w 1962 roku, to dzieło Mieczysława Króla i Juranda Jareckiego. Reprezentuje powściągliwy nurt powojennego modernizmu, jest wysmakowaną i prostą geometryczną bryłą skomponowaną z płaszczyzn tynkowanych i przeszklonych. Dekadę później naprzeciwko niego stanął Skarbek (proj. Jurand Jarecki), reprezentujący już odważniejszą estetykę lat 70.: ma nieregularną bryłę i elewacje obłożone trójwymiarowymi, aluminiowymi łuskami. Choć tak różne, oba tworzą charakter tej części katowickiego Rynku i były najważniejszym miejscem na handlowej mapie miasta (Zenit jest dziś na wpół opuszczony, w Skarbku szczęśliwie wciąż działają sklepy i punkty usługowe).
Do grona ikonicznych domów handlowych czasów Polski Ludowej należy zaliczyć także krakowskiego Jubilata. Wysoki, posadowiony w eksponowanym miejscu nad Wisłą, naprzeciwko Wawelu, został zbudowany w 1969 roku według projektu Jadwigi Sanickiej. Nowoczesny: jeden z pierwszych po wojnie dużych domów handlowych o całkowicie szklanych elewacjach i otwartych przestrzeniach kolejnych pięter (bez wydzielonych boksów poszczególnych sklepów), otrzymał wyrazistą bryłę. Ostatnie kondygnacje szklanej budowli osłonięto ażurową kratą z betonowych prefabrykatów, a na dachu ustawiono lekki pawilon kawiarniany z tarasem z widokiem na Wawel. Jubilatowi przydałby się remont, ale szczęśliwie zachowuje on swoją formę i pełni pierwotną funkcję. Podobnie jak Central w Białymstoku. Oddany do użytku w centrum miasta w styczniu 1976 roku gmach zaprojektowała Anna Petecka. Kubiczna bryła ma przeszklone przyziemie (konieczne witryny z manekinami i wglądem do wnętrza), stalową konstrukcję szkieletową i kolejne piętra osłonięte ażurową kompozycją z aluminiowych płytek. Charakterystyczną bryłę uzupełniały specjalnie na jej potrzeby zaprojektowane neon i szyld.

W ciągu ostatnich lat z mapy Polski zniknęły (lub są w trakcie wyburzania) powstałe po 1989 roku centra handlowe, m.in. Plaza w Krakowie, Jupiter w Warszawie, Arkady we Wrocławiu, Malta w Poznaniu. Lista wciąż się wydłuża. Zmieniają się nasze zakupowe przyzwyczajenia,
po zachłyśnięciu się wielkimi obiektami w „zachodnim” (i zwykle mało architektonicznie interesującym) stylu wracamy do bardziej kameralnych przestrzeni, wielofunkcyjnych i zintegrowanych z tkanką miasta. To idealny moment na renesans dawnych domów towarowych z ich ludzką skalą oraz otwartymi wnętrzami, do których poza handlem można wprowadzić także inne publiczne czy komercyjne funkcje.
A niebanalna architektura każdego z nich może być tylko dodatkowym atutem.
Artykuł pochodzi z kwartalnika „Spotkania z Zabytkami” nr 2/2025





