Fot. Muzeum Powiatowe w Nysie
Katarzyna Wąs i Leszek Wąs, czyli doradczyni w dziedzinie zakupu dzieł sztuki oraz marszand i kolekcjoner, a prywatnie córka z ojcem, w naszej stałej rubryce „NieWĄSkie spojrzenie” rozmawiają o obiektach dostępnych na aukcjach, ich historii i wartości. Tym razem zajmą się tzw. szkłem św. Jadwigi.
Trochę cię dziś sprowokuję: „bezcenne dzieło sztuki!” to określenie często używane przez dziennikarzy, jakby nie znali słów: rzadkie, o wyjątkowym znaczeniu, szczególnie wartościowe ze względu na…
Bardzo tego nie lubię. I myślę, że mam ku temu dobre powody. Uznaję, że ma to w dziennikarskim żargonie podkreślić szczególne znaczenie dla kultury, wyjątkowość itd. Ale
Oczywiście miewam takie „spotkania” w muzeach ze szczególnie interesującymi zabytkami, które pobudzają do rozważań nad ich rynkową wartością.

Podkreślasz też często zupełny brak świadomości, jak wartościowe obiekty znajdują się w zbiorach muzealnych. Z punktu widzenia instytucji każdy eksponat podlega takiej samej ochronie, więc wyeksponowanie wartej kilkadziesiąt tysięcy złotych ceramiki na komodzie w korytarzu, przez który przechodzi kilkaset zwiedzających dziennie, jest lekkomyślne. Wynik niewiedzy czy brak rozsądku w podejściu do własnej kolekcji? Do takich sytuacji dochodzi najczęściej w mniejszych muzeach, gdzie niedofinansowanie powoduje braki kadrowe, w których wyniku za dział sztuki odpowiada jedna osoba. Trudno wymagać, by była ekspertem od wszystkich dziedzin – od malarstwa po rzemiosło artystyczne, które wymaga często bardzo specjalistycznej wiedzy.
Z własnego doświadczenia absolwentki historii sztuki wiem, że na studiach temat wyceny, ba, wartości dzieła sztuki jest zupełnie pomijany. Jakby była to zbyt przyziemne kwestia, by nauczać jej z wysokości akademickiej katedry.
O rzemiośle artystycznym również niczego się nie dowiedziałam. Jeśli w muzeach nie ma w zwyczaju przyuczania swoich następców, bardzo często wraz z odejściem pracownika czy pracowniczki odchodzi też cała – zdobywana przez lata – nieoceniona wiedza. Nierzadko zapisana tylko w ludzkiej pamięci, a nie pamięci komputera.
Żeby uniknąć takich sytuacji jak opisana przez ciebie powyżej, konieczna jest nie tylko wiedza o danej dziedzinie, lecz także trochę orientacji w wartości materialnej. Ceny obiektów, które trafiły do muzealnych kolekcji w niedawnym czasie, są znane, gorzej z dawnymi zbiorami.
Te wymagałyby cyklicznej ewaluacji. W tym miejscu ponownie wracamy do problemu, kto miałby takiej ewaluacji dokonywać, skoro pracownicy muzeum mają przede wszystkim wiedzę o wartości artystycznej obiektów, a nie cenie rynkowej. Widzę tu duże szanse na współpracę między sektorem publicznym i prywatnym. Nie widzę przeciwskazań, by wyceny zbiorów publicznych dokonywały podmioty zewnętrzne. Wspomniałeś o zabytkowych artefaktach, które pobudzają cię do rozważań nad ich wartością. Podasz przykład?
To np. grupa bardzo rzadkich naczyń. Co ciekawe, z kilkunastu zachowanych na całym świecie aż dwa znajdują się w Polsce.
Te szklane naczynia mają wszelkie cechy bycia celebrytkami w świecie sztuki: są rzadkie, nie do końca jest wyjaśnione miejsce ich powstania, datowanie również mało precyzyjne, związane z nimi legendy i dramatyczne losy, prominentni dawni właściciele i – wreszcie – są po prostu piękne…
Poproszę zatem o więcej szczegółów.
Tak zwane szklanki św. Jadwigi Śląskiej (ok. 1178–1243) (niem.: Hedwigsglaeser) biorą swoją nazwę od księżnej Andechs-Meran, żony Henryka I Brodatego, księcia wrocławskiego, jednego z pretendentów do polskiego tronu w czasie rozbicia dzielnicowego. Według legendarnych przekazów w szklanicy świętej woda cudownie przemieniała się w wino. Inne przekazy mówią o cudownych uzdrowieniach ludzi, którym dano się napić z tego naczynia. Szklanice już w średniowieczu otaczano kultem jako relikwie i wiele z nich umieszczono w bogatych złotniczych oprawach.
Wspomniałeś, że toczą się naukowe spory o czas i miejsce ich produkcji.
Przyjmuje się, że są to wyroby bliskowschodnie lub powstałe w warsztatach na Sycylii od X do XII wieku. W obu tych miejscach dochodziło do przenikania sztuki arabskiej i chrześcijańskiej. Były prawdopodobnie przywożone na północ Europy przez uczestników wypraw krzyżowych. Od strony technologicznej są to grubościenne szkła bogato dekorowane tzw. wysokim reliefem. Większość posiada dekorację zoomorficzną, mniejsza grupa – abstrakcyjną. Do tej pierwszej zalicza się egzemplarz przechowywany w skarbcu katedry wawelskiej, przekształcony w kielich przez dodanie złotniczej oprawy już w średniowieczu, do drugiej grupy zaś – szklanka, która właśnie pobudziła mnie do rozmyślań o jej wartości.

Znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Powiatowego w Nysie, gdzie specjalnie wybrałeś się w 2021 roku, by obejrzeć pewne wydarzenie artystyczno-muzealne. „Oryginał i replika. Szkła św. Jadwigi” była wystawą prezentującą inspiracje i kopie szklanic św. Jadwigi wykonanych przez artystów-naukowców związanych z Akademią Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.
Dodajmy, że trzecia szklanka – łączona bezpośrednio ze św. Jadwigą –do II wojny światowej była przechowywana we wrocławskim Kunstgewerbe Museum, zaginęła w 1945 roku. Jako własność św. Jadwigi uznaje się jeszcze dwa obiekty (jeden z nich również zaginiony), ale niebędące wyrobami należącymi do grupy omawianych przez nas szkieł. Są to cienkościenne naczynia bez dekoracji reliefowej. Jedyne zachowane w Muzeum Narodowym we Wrocławiu posiada złotniczą oprawę filigranową rodem z Augsburga. Bardzo interesującym egzemplarzem jest szklanka obecnie przechowywana w Veste Coburg, będąca w średniowieczu własnością św. Elżbiety Turyńskiej, czyli ciotki św. Jadwigi, która później znalazła się w rękach wielkiego reformatora – doktora Marcina Lutra.
Wróćmy do twoich antykwarycznych rozważań. Co skłoniło cię do zastanowienia się nad tym akurat przedmiotem z biskupiej i niegdyś bogatej Nysy?
Wspomniałem już, że wiele z interesujących nas szklanic miało niezwykłe losy. Ta, która stała się inspiracją dla mnie, była w posiadaniu rodu von der Asseburg-Rothkirch. Przez prawie 800 lat, od momentu przywiezienia jej z wyprawy krzyżowej przez jednego z członków rodu, do 1943 roku pozostawała na zamku Falkenstein w Harzu. W tym właśnie roku zostaje zakopana na łące w pobliżu zamku przez przedstawicieli rodu. W 1945 roku, kiedy okazuje się, że mimo wcześniejszego wkroczenia tam Amerykanów zamek znajdzie się w sowieckiej strefie okupacyjnej, następuje pośpieszna ucieczka Asseburgów na zachód. Skrzynka ze szklanką i z innymi kosztownościami spoczywa w ziemi aż do 1990 roku, kiedy szwagier szlacheckiej rodziny, angielski oficer, udaje się z wykrywaczem metali do byłej już NRD. Dzięki sporządzonemu w czasie wojny planowi udaje mu się odnaleźć skarb, który po szczęśliwym powrocie do RFN oddaje prawowitym właścicielom. Tu zaczyna się prawdziwy dramat, opowieść o utracie rodowej tradycji i – nie boję się powiedzieć – zwykłej ludzkiej potrzebie bogactwa. Potomek hrabiów, którzy zadbali o ukrycie „bezcennej” rodowej pamiątki i wspaniałego zabytku, sprzedał go od razu na aukcji w USA za milion dolarów. Przez pewien czas szklanka znajdowała się w depozycie Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, obecne miejsce jej przechowywania jest nieznane.
Stąd rodzi się twoje przypuszczenie, że skromna szklaneczka – choć z piękną renesansową stopą i dużo gorszą rokokową oprawą – jest najcenniejszym obiektem w nyskim muzeum? Do sprzedaży asseburskiego egzemplarza doszło ponad 20 lat temu. Mając świadomość znaczącego wzrostu cen na takie wyjątkowe dzieła sztuki, można przyjąć, że dzisiaj byłoby to zapewne wiele milionów. A biorąc jeszcze pod uwagę znaczenie dla historii Polski i miejsca w niej św. Jadwigi, chciałoby się wręcz powiedzieć – bezcenna.
Trzeba dodać, że owa rokokowa oprawa została wykonana z powodu jakiegoś nieszczęśliwego wydarzenia, wskutek którego nyska szklanka jest niestety w kawałkach, scalonych ostatnio w czasie konserwacji. Mimo to – gdybym musiał podać jej wartość dla jakiegoś np. ubezpieczenia – to byłaby to również kwota milionowa w złotych.
Wywiad ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 2/2025

Leszek Wąs – marszand i kolekcjoner, znawca rzemiosł artystycznego, prowadzący galerię w Bielsku Białej. Obecnie jest członkiem zarządu Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich.





