Fot. NAC
- gdzie do 1944 roku stał największy obiekt handlowy w stolicy
- pod którą halą sprzedaje się z nyski legendarną kiełbasę
- w którym mieście hala spożywcza mieści się w pierzei kamienic
Wielkoprzestrzenna hala targowa to wynalazek XIX-wieczny. Jak zauważa Małgorzata Omilanowska w opracowaniu „Świątynie handlu – warszawska architektura komercyjna doby wielkomiejskiej”, ówczesny rozwój nauk przyrodniczych i medycznych oraz pogłębianie wiedzy na temat higieny i bakteriologii spowodowały wzrost zainteresowania warunkami sanitarnymi, w jakich handlowano żywnością. Rozszerzył się więc zakres potrzeb, które musiały spełniać nowoczesne budynki o przeznaczeniu handlowym. Miały nie tylko chronić sprzedających i kupujących przed wpływami atmosferycznymi, ale przede wszystkim zapewniać warunki sanitarne umożliwiające handel czystą, nie skażoną i nie zepsutą żywnością. Hale miały dopływ bieżącej wody i kanalizację, stragany zbudowane z materiałów łatwo poddających się myciu czy chłodzone magazyny – najpierw lodownie, a później chłodnie chemiczne. Wyruszmy w podróż po kraju, by przyjrzeć się tego typu obiektom.

Na ringu, na boisku, na korcie
Pod koniec 2025 roku Warszawa podpisała umowę z prywatnym inwestorem, który wyremontuje Halę Gwardii – jedną z dwóch handlowych Hal Mirowskich, wzniesionych na przełomie XIX i XX wieku.
2. Fot. Adam Stepien / Agencja Wyborcza.pl
Biznes wydaje się korzystny dla obu stron, jednak inwestor, który wygrał przetarg już w 2024 roku, długo nie mógł uzyskać finansowania w bankach.
Hala Gwardii to wschodnia z dwóch konstrukcji wzniesionych w latach 1899–1902 w miejscu częściowo rozebranych Koszar Mirowskich.
Nazwa koszar, następnie całej okolicy (Mirów), a wreszcie i samych hal, pochodzi od nazwiska Wilhelma Miera – Szkota, który w 1717 roku zorganizował, a później dowodził stacjonującym tu Regimentem Gwardii Konnej Koronnej.
Pod koniec XIX wieku część koszarowych budynków rozebrano, a miejsce mundurowych zajęli sprzedawcy. Konstrukcję nowych budynków zaprojektował Bolesław Milkowski – absolwent petersburskiego Instytutu Inżynierów Komunikacji, pełniący wówczas funkcję inżyniera miasta – zaś za projektem elewacji stał Ludwik Panczakiewicz, wykształcony w Krakowie i, również, w Petersburgu.
Sprzedawano tu głównie mięso i nabiał (według wstępnych założeń – w hali zachodniej) oraz ryby, dziczyznę, owoce i warzywa (w hali wschodniej). W praktyce jednak, przy ograniczonym popycie na stoiska, asortyment był szerszy – część straganów wynajęto kupcom galanteryjnym.

Budynki bardzo ucierpiały podczas powstania warszawskiego – do tego stopnia, że ich odbudowa stanęła pod znakiem zapytania.
Ostatecznie zachodnią halę odbudowano jako obiekt handlowy, zaś wschodnia najpierw posłużyła jako zajezdnia autobusowa, a następnie stała się siedzibą Milicyjnego Klubu Sportowego Gwardia. Stąd potoczna nazwa – Hala Gwardii – i wiele sportowych wspomnień. To tu w 1953 roku Feliks Stamm poprowadził reprezentację Polski do sukcesów (pięć złotych medali) podczas mistrzostw Europy w boksie, to tu zorganizowano mistrzostwa świata w podnoszeniu ciężarów, to tu walczyli polscy szermierze, a amerykańscy koszykarze grali z Legią Warszawa.

I to tu odbył się najdłuższy w historii (do niedawna) mecz tenisowy. W 1966 roku, podczas spotkania pomiędzy Polską a Wielką Brytanią, wielokrotny mistrz kraju Wiesław Gąsiorek przegrał z Rogerem Taylorem 27:29, 31:29, 4:6. To oznacza, że rozegrano 126 gemów.
Kort wytyczono na śliskiej klepce, zatem podający miał ogromną przewagę i obaj rywale niemal zawsze wygrywali swoje gemy serwisowe. Tie-breaków wówczas nie rozgrywano – dlatego, choć mecz zaczął się około godziny 19, tenisiści zeszli z kortu w środku nocy.

W ostatnich latach Hala Gwardii była wykorzystywana na cele gastronomiczno-handlowe. Po zakończeniu remontu mają tu dodatkowo zagościć wydarzenia kulturalne i miejskie.
Elementem planów miasta jest także upamiętnienie Feliksa Stamma
(kilka lat temu niewielkie muzeum boksu otworzyła w tym miejscu fundacja prowadzona przez prawnuczkę legendarnego trenera). W sąsiedztwie hali odsłonięto zresztą jego pomnik

„Znajoma z Warsiawy” w obiektywie Zorki 5

Zachodnia Hala Mirowska należy do Warszawskiej Spółdzielni Spożywców „Społem”. Była remontowana w 2011 roku – choć lepiej chyba użyć tu terminu „odświeżenie”. Na frontowej elewacji pozostała bowiem przeszklona dobudówka z lat 60. o estetyce trudnej do obrony – jest ponoć solidnie wkomponowana w konstrukcję budynku.

Wewnątrz hali czas zdaje się płynąć wolniej,
jednak nie musi to być powodem do narzekań: pewnie nie czeka jej gentryfikacja – jak halę wschodnią – podobna do tej, jaka dekadę temu była udziałem innego z warszawskich obiektów targowych – Hali Koszyki projektu Juliusza Dzierżanowskiego. Po stu latach od otwarcia w 1909 roku bardzo już podupadłe „Koszyki” (także zniszczone w czasie II wojny światowej) zostały nie tyle wyremontowane, co rozebrane i odtworzone w podobnym kształcie z wykorzystaniem oryginalnych elementów. Dziś jest tam raczej wielkomiejsko, zatem dla równowagi przyda się obiekt taki, jak „stara dobra” Hala Mirowska, gdzie okoliczni mieszkańcy mogą zrobić codzienne zakupy. A może tylko pospacerować, bo i tak bywało – na dowód oddajmy głos niejakiemu Sidorowskiemu, bohaterowi o twarzy Jana Himilsbacha pamiętanemu z „Rejsu” Marka Piwowskiego: „Byliśmy ostatnio z żoną, proszę pana, w Hali Mirowskiej… gdzie ja miałem aparat, Zorkę 5… i zrobiłem kilka zdjęć.” A zatem – zupełnie jak w dzisiejszych galeriach handlowych – Sidorowscy chcieli widzieć i być widziani.
2. Fot. Bruno Fidrych / Agencja Wyborcza.pl
Rok przed upadkiem komunizmu, na zakupy pod Halę Mirowską przyszła premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Podobno kupiła wtedy jabłka, pomidory i duży słoik marynowanych prawdziwków.
Wróżby Grassa
Zmiana charakteru na handlowo-gastronomiczny będzie też udziałem gdańskiej Hali Targowej przy Placu Dominikańskim. Od początku 2025 roku trwa tu remont prowadzony przez inwestora z francuskim kapitałem.

„przetrwała pierwszą i drugą wojnę światową i do dzisiaj pod szeroko sklepioną konstrukcją dachową w sześciu rzędach budek występuje z czasem obfitą, często nader ubogą ofertą: z nićmi i wędzoną rybą, amerykańskimi papierosami i polskimi ogórkami konserwowymi, makowcami i o wiele za tłustą wieprzowiną, plastykowymi zabawkami z Hongkongu, zapalniczkami z całego świata, kminkiem i makiem w torebkach, serem topionym i perlonami”
– pisał Gdańszczanin Günter Grass w wydanych w 1992 roku „Wróżbach kumaka”, powieści, w której hala i jej otoczenie stanowią dekorację dla zawiązania akcji.
To wszystko się skończyło. Okoliczni mieszkańcy muszą zmienić zwyczaje zakupowe, zaś kupcy, którzy nierzadko handlowali tu od kilku dekad – poszukać innego miejsca. Szkoda, bo w 2005 roku budynek przeszedł czteroletni remont generalny (zyskał przy tym windę), po którym jego stan nie budził poważniejszych zarzutów.
Jeśli chodzi o bieżącą rewitalizację, mamy do czynienia – podobnie jak w przypadku „Koszyków” – z uspokajającymi komunikatami działu public relations o rewitalizacji z poszanowaniem historii i zmianami uzgodnionymi z wojewódzkim konserwatorem zabytków.
Budżet – ponad 140 milionów złotych. W gdańskiej hali, inaczej niż w warszawskich, wojna nie pozostawiła zniszczeń, a budynek – ta „pozostałość pruskiej architektury” – przetrwał też próby wyburzenia w latach 60. Tym bardziej trzeba więc patrzeć budowniczym na ręce.
Przebudowa jest kolejną okazją dla archeologów, którzy pracują w tym miejscu od dekad. W 1999 roku odkryto pozostałości osady targowej, fundamentów romańskiego kościoła datowanego na rok 1170, cmentarza przykościelnego i resztki fundamentów klasztoru dominikanów (część wyeksponowano na najniższym poziomie hali). W roku 2005 w rejonie hali odsłonięto kamienną studnię i, znów, część średniowiecznego cmentarza. W 2022 roku, podczas prac drogowych – fragment średniowiecznych murów obronnych, stanowiących kontynuację tych odkrytych wcześniej pod halą, oraz ceglane posadzki i fundamenty domu beginek – kobiet wspomagających dominikanów i franciszkanów w opiece nad chorymi czy pomagających w wychowywaniu sierot.
Podczas bieżących prac archeolodzy natrafili zaś na mogiły zmarłych i poległych w czasie działań wojennych w marcu 1945 roku. Groby wykopano już po zakończeniu walk, podczas porządkowania miasta.
Żelbet w kostiumie
Wciąż handluje się za to we Wrocławiu przy ulicy Piaskowej, w sąsiedztwie urzędu miejskiego.

jako że miała być jednym z czterech takich budynków planowanych w mieście. Udało się wznieść dwa, jednak hala numer 2 przy ulicy Kolejowej, po poważnym uszkodzeniu w 1945 roku, została wyburzona w latach 70.
Pod fundamentami hali numer 1 także drzemie historia – stał tu XIV-wieczny dwór biskupów lubuskich, który na początku XVI stulecia przebudowano na Arsenał Piaskowy (nazwa pochodzi od pobliskiej wyspy Piasek). Dlatego
w elewację hali wkomponowano kamienne kule armatnie znalezione w czasie prac ziemnych.
Historyzująca, neogotycka skorupa skrywa modernistyczne wnętrze – wrażenie robią zwłaszcza strzeliste, żelbetowe łuki podtrzymujące dach. Prace budowlane wykonali specjaliści z miejscowej firmy Lolat-Eisenbeton, która chwilę później wzniosła Halę Stulecia. O żelazobetonie wiedzieli więc niemało.
Dla ludzi i dla statków
O ile hala we Wrocławiu jest historyzująca w formie, a modernistyczna w treści, o tyle już Miejskie Hale Targowe w Gdyni to czysty modernizm.


W 1935 roku Jerzy Müller i Stefan Reychmann rozpoczęli prace nad konstruktywistycznym projektem trzyczęściowego zespołu – najbardziej charakterystycznej hali łukowej (owocowo-warzywnej), przylegającej do niej hali płaskiej (mięsnej) oraz oddzielonej hali rybnej. Budowa ruszyła i zakończyła się w roku 1937.

„Hala Targowa w Gdyni spełnia, poza normalnym swym przeznaczeniem, jeszcze niepoślednią rolę dla zaopatrywania okrętów w żywność, co dla miast portowych jest zagadnieniem specyficznym”
– zauważyła w 1938 roku redakcja „Architektury i budownictwa”, dodając, że w przyszłości wzniesione właśnie hale będą pełnić rolę centrum handlu hurtowego, zaś sprzedaż detaliczną – z racji rozległości miasta – przejmą obiekty w poszczególnych dzielnicach.
Pierwszy rozdział gdyńskiej księgi handlowej okazał się bardzo krótki – dobiegł końca we wrześniu 1939 roku. Podczas II wojny światowej Niemcy składowali tu części samolotów. Ale już w maju roku 1945 wydano pierwsze zezwolenie na prowadzenie hurtowej sprzedaży owoców i warzyw, a z czasem zaczęły pojawiać się inne towary, w tym zachodnia odzież przywożona przez marynarzy i rybaków.

Modernizm to dziś gdyńska marka, co widać również we wpisach do wojewódzkiego rejestrów zabytków. Hale Targowe trafiły tam w 1983 roku, wraz z „bankowcem” przy ulicy 3 maja – kamienicą wzniesioną w tym samym czasie przez Bank Gospodarstwa Krajowego.
W 2012 roku wyremontowano dach hali łukowej. To właśnie ten budynek najbardziej wyróżnia się na fotografiach. Paraboliczną konstrukcję zawieszono na dziewięciu stalowych więzarach, szczytowe ściany są przeszklone, a okna dachowe – dopasowane kształtem do łukowego sklepienia – dają dużo naturalnego światła.
Krakowskim targiem
Z tego samego czasu, co gdyńskie, pochodzą projekty Hali Targowej w Krakowie, nazywanej Grzegórzecką. Jeszcze w 1928 roku Edward Kreisler i Czesław Boratyński, architekci zatrudnieni w miejscowym Urzędzie Budownictwa Miejskiego, pojechali do Czech i Niemiec, by podpatrzeć tamtejsze hale. Po powrocie zapadła decyzja o budowie trzech takich obiektów w Krakowie: przy Rynku Kleparskim, na Podgórzu i największej na Grzegórzkach. W ostatnim przypadku atutami były tradycyjnie handlowy charakter tego miejsca i sąsiedztwo rzeźni miejskiej.
Jak czytamy w przewodniku po szlaku krakowskiego modernizmu, pierwsze projekty zakładały budowle o charakterze historyzującym. Hala przy Rynku Kleparskim miała mieć ostre, neogotyckie łuki arkad, zaś podgórska – cechy architektury bizantyńskiej. Hala przy ulicy Grzegórzeckiej, o bryle spiętrzonej w trzech uskokach, była spośród nich najnowocześniejsza, jednakże i tak dość zachowawcza stylistycznie.
Ostatecznie powstała jedynie tylko ona, i to nie bez przeszkód. Projekt wykonawczy powierzono nie Kreislerowi i Boratyńskiemu, a Juliuszowi Dumnickiemu, innemu architektowi związanemu z Urzędem Budownictwa Miejskiego – jego pierwsze plany pochodzą w 1936 roku. Zbudowano niski gmach o podłużnym rzucie i bazylikowym układzie, z wyższym, poprzecznie ustawionym skrzydłem na tyłach. Dopływ światła zapewniają duże, boczne okna. W głównej hali znalazły się stoiska mięsne, zaś drugi z budynków przeznaczono na targ warzywny, pomieszczenia administracyjne oraz laboratoria – bakteriologiczne, weterynaryjne i chemiczne
Budowy, prowadzonej przez renomowaną krakowską Spójnię Budowlaną – firmę specjalizująca się w konstrukcjach żelbetowych – nie udało się ukończyć przez wojną.

Wpis do rejestru zabytków pochodzi dopiero z 2024 roku, zatem obiekt nie ustrzegł się przeróbek – w latach 90. dodano antresolę w hali głównej.
Od lat 80. obok hali wieczorami sprzedawana jest z nyski legendarna kiełbasa, której amatorami byli m.in. Kora oraz niejaki. Pies, czyli obecny polityk PiS Ryszard Terlecki. Natomiast rankiem w weekendy przed halą odbywa się pchli targ.
Tłoku nie ma
Bywa, że odnowiona i przekształcona hala nie chce się zapełnić. W Bydgoszczy należący do miasta budynek z 1906 roku – po generalnym remoncie zakończonym ledwie kilka lat temu – zyskuje i traci kolejnych zarządców. Także i tu miejsce handlu zajęła gastronomia – wydawało się, że lokalizacja w obrębie Starego Miasta zapewni napływ zgłodniałych gości. Niestety, biznes nie idzie – w 2025 roku halę zamknięto (po raz kolejny). Urzędnicy magistratu, zapytani na początku roku 2026 o to, co dalej, nie odpowiedzieli.

Szkoda, bo miejsce ma długą i ciekawą historię.
Wcześniej stała tu miejska fara ewangelicka, jednak po ponad stu latach od wybudowania jej stan techniczny był na tyle zły, że najlepszym wyjściem okazała się rozbiórka, zwłaszcza że niedaleko wzniesiono już nowy kościół. Dawne miejsce sacrum miało więc zająć profanum. Halę targową zaprojektowano w berlińskiej pracowni Boswau & Knauer, a nadzór nad jej wykonaniem pełnił radca budowlany Carl Meyer – postać niezwykle zasłużona dla rozwoju bydgoskiej architektury.
Na początku handlowano tu mięsem i rybami, w kolejnych dekadach asortyment się rozszerzał, po wojnie obiektem – jak wieloma podobnymi w kraju – zawiadywało WSS „Społem”. Nowa, na razie niezbyt szczęśliwa era rozpoczęła się w 2016 roku, gdy budynek na powrót stał się własnością miasta.

Wiata, czyli hala
W podkarpackim Jarosławiu też się przerzedziło –
ponoć kupujący chętniej wybierają teraz nowoczesną galerię handlową…
My zajrzymy jednak do starej hali, bo warto. O ile hale targowe pozostają zwykle budowlami wolnostojącymi, o tyle tutaj można zrobić zakupy w budynku stanowiącym część zwartej pierzei.


„w siódmym roku istnienia Rzeczypospolitej Polskiej, kiedy prezydentem jej był Stanisław Wojciechowski” – jak przypomina pamiątkowa tablica. Budowa miała ruszyć dekadę wcześniej, jednak jej przebieg skomplikował wybuch I wojny światowej.
Jak wynikałoby z karty białej zabytku, wnętrze żelbetowej konstrukcji ze ścianami murowanymi z cegły – projektu Lwowianina Henryka Pohorylesa – było do pewnego stopnia wzorowane na rozwiązaniach hali we Wrocławiu. Niewielkie podobieństwa widać w konstrukcji bocznych naw, jednak nie znajdziemy tu strzelistych łuków znanych z dolnośląskiego obiektu. Dekoracja elewacji jest przy tym neorenesansowa, w nawiązaniu do niedalekiej kamienicy Orsettich, gdzie dziś mieści się muzeum miejskie.
Szlakiem miast gubernialnych

Przykład Jarosławia wskazuje, że wyprawy do miejskiej hali targowej pozostają w pamięci mieszkańców nie tylko metropolii. Szlaki handlowe mogą prowadzić także przez miasta mniejszej skali – Radom, Siedlce, Mławę czy Łomżę.
I tak, hala w Radomiu powstała najprawdopodobniej już w 1898 roku. Najprawdopodobniej, bo braki w aktach miejskich nie pozwalają na precyzyjne ustalenie czasu wzniesienia budowli. Wiadomo jednak, że

w sierpniu 1898 roku komisja techniczno-budowlana stwierdziła, iż budynek nadaje się do użytku.
Kilka lat wcześniej prezydent miasta został zobowiązany do zlikwidowania dotychczasowego targowiska i zagospodarowania zakupionego wcześniej – i wybrukowanego – terenu pod nowy bazar. Projekt powierzono architektowi miejskiemu Augustowi Załuskiemu. Powstał budynek na planie wydłużonego prostokąta, o układzie bazylikowym, jednokondygnacyjny (podpiwniczony), z dwukondygnacyjnymi częściami od frontu i z tyłu.
Hala pełniła funkcje handlowe przez wiele dekad (po II wojnie światowej jako Dom Towarowy Senior), jednak kilka lat temu, po gruntownym remoncie, zagościła tu gastronomia.

Pierwszą, po remoncie, zajmują supermarket i restauracja, druga – do niedawna typowo handlowa – została właśnie sprzedana. Władze miasta, choć zainteresowane obiektem, nie były w stanie wyłożyć 2,2 mln złotych żądanych przez dotychczasowego właściciela – miejscową spółdzielnię spożywców. Wcześniej, choć hala projektu Stefana Usakiewicza – architekta powiatu mławskiego, a przedtem architekta miejskiego w Płocku – jest wpisana do rejestru zabytków, pojawiały się informacje o planach jej częściowego wyburzenia.
Nowy właściciel, zarejestrowana w Warszawie organizacja zajmująca się prawno-księgową obsługą firm, nie ujawniła planów wobec budynku. Wiadomo jednak, że konieczny będzie gruntowny remont.
Ostatnia ze wspomnianych – dwukondygnacyjna hala targowa w Łomży z 1929 roku, zaprojektowana przez architekta powiatowego Zdzisława Świątkowskiego – pełni od niedawna rolę Hali Kultury. Po przeprowadzonym kilka lat temu generalnym remoncie miejsce wymiany handlowej zajęła wymiana doznań i emocji. Są tu wystawiane spektakle, koncerty daje filharmonia, a zajęcia edukacyjne organizują dom kultury i biblioteka publiczna.

Chorzów, 120 lat później
Na zakończenie przestroga, czyli smutne kuriozum z Chorzowa. To tutaj
Jej neogotycką bryłę przebudowywano już w okresie międzywojennym, jednak najgorsze przyszło wraz z „socmodernizmem”.
Cudzysłów wydaje się właściwy o tyle, że trudno znaleźć dobre określenie dla stylu transformacji, jaką przeszedł budynek pod koniec lat 60. Nie miejmy litości i napiszmy, kto stoi za tym projektem: Adrian Szendzielorz wraz z zespołem Biura Projektów Kopalnictwa Surowców Chemicznych Biprokop.
Szczęśliwie, nowa elewacja nie zastąpiła w całości dawnego wystroju, a jedynie go przesłoniła.
2. Fot. domena publiczna
– Zachowanie w dobrym stanie przynajmniej części detali potwierdza dokumentacja fotograficzna z 2022 roku, wykonana przez Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków. W hali zachowały się również nitowane profile stalowe konstrukcji dachu – potwierdza Anna Piontek, miejska konserwator zabytków w Chorzowie.
– Bardzo ostrożnie, jak w przypadku każdego obiektu zabytkowego, można stwierdzić, że dokumentacja wskazuje na możliwość przywrócenia zachowanych oryginalnych fasad i detali architektonicznych. Takie też są rekomendacje konserwatorskie dla obiektu.
Jest zatem nadzieja, choć łatwo raczej nie będzie. Prywatny właściciel, który po 2010 roku planował przywrócenie hali dawniejszego wyglądu, najwyraźniej się poddał. „Stara Palarnia” (bo pod koniec XX wieku budynek mieścił m.in. palarnię kawy i skład herbaty) wciąż czeka. Urząd miasta, mimo zgłaszanej kilka lat temu chęci odkupienia budynku, nie jest już nim zainteresowany.
Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!












