Wernher von Braun, dyrektor Centrum Lotow Kosmicznych im. Marshalla (NASA), w swoim biurze w Huntsville, Alabama, ok. 1965 r.
Fot. Getty Images
Artykuły

Między kosmosem a swastyką. Historia Wernhera von Brauna

Z tego artykułu dowiesz się:
  • dlaczego von Braun poszedł na współpracę z Hitlerem
  • dlaczego naukowcy współpracujący z nazistami uniknęli po wojnie odpowiedzialności
  • jak Walt Disney pomógł w promocji programu kosmicznego

Wirsitz – senne miasteczko w Wielkopolsce na początku XX wieku. Brukowany rynek, kościół, kilka urzędów i kawiarnia. Największą atrakcją bywa tu przyjazd pociągu. Nic nie zapowiada, że właśnie tutaj w 1912 roku przyjdzie na świat chłopiec, którego nazwisko zapisze się w dziejach XX wieku. Siedem lat później miasteczko zmieni nazwę na Wyrzysk i wejdzie w granice odrodzonej Rzeczypospolitej, a mały Wernher wraz z rodziną przeprowadzi się do Berlina.

Fot. domena publiczna
Między kosmosem a swastyką. Historia Wernhera von Brauna
Wernher von Braun przy silnikach F-1 rakiety Saturn V, Huntsville, Alabama, ok. 1969 r.

To właśnie tam, w stolicy Niemiec, rozegra się historia, która najlepiej zapowiada jego przyszłość. Dziesięcioletni chłopiec kupuje od ulicznego handlarza kilka rakiet-fajerwerków i przyczepia je do dziecięcego wózka. Iskra, syk, płomień – i wehikuł z łoskotem pędzi przez Tiergartenallee, główną aleję miasta. Przechodnie w popłochu uskakują na boki, koń w zaprzęgu staje dęba, a policjant chwyta niesfornego konstruktora i odprowadza go do ojca. Wernher boi się awantury, ale gdzieś w środku triumfuje: zbudował rakietę, która naprawdę coś poruszyła.

No dobrze, parę rzeczy trzeba będzie dopracować…

Wtedy to zdarzenie zapisuje się tylko jako psikus dziecka z dobrego domu. Nikt nie przypuszcza, że jest zapowiedzią przyszłości całego świata. Że Wernher Magnus Maximilian Freiherr von Braun – chłopiec z Wirsitz, wychowany w Berlinie – stanie się zarówno twórcą rakiet, które otworzą ludziom drogę na Księżyc, jak i inżynierem, który w czasie wojny odda swój talent III Rzeszy.

Rodzina von Braunów osiada w Berlinie – mieście wielkich alei, kawiarni pełnych dyskusji i uniwersytetów, które przyciągają młodych zdolnych z całych Niemiec. To tutaj dorasta Wernher. Zafascynowany literaturą science fiction i teleskopem podarowanym przez matkę, już jako student politechniki zaczyna projektować pierwsze poważne silniki rakietowe. Marzy o podróżach międzyplanetarnych i lotach ku Księżycowi, ale szybko odkrywa, że jego pasja nie istnieje w próżni.

W Niemczech lat 30 . nauka i polityka splatają się nierozerwalnie – a każda rakieta, choćby w marzeniach miała lecieć ku gwiazdom, w rzeczywistości musi najpierw służyć armii.

Trafiliśmy nie w tę planetę

Wernher zacznie konstruować pierwsze poważne silniki rakietowe i marzyć o podróżach w przestrzeń kosmiczną już jako młody student politechniki. Niestety marzenia te od początku są uwikłane w politykę. W Niemczech lat 30. władza nie zamierza finansować wypraw na Księżyc, ale chętnie zainwestuje w broń, która da przewagę na polu bitwy. Von Braun wie, że jeśli chce kontynuować badania, musi je prowadzić pod auspicjami wojska. I że każdy kolejny eksperyment będzie miał nie tylko wymiar naukowy, lecz także militarny.

Von Braun dorastał w Niemczech, w państwie, które kazało mu podjąć decyzję: marzenie o rakietach i podróżach kosmicznych da się urzeczywistnić, ale tylko pod znakiem swastyki. W 1932 roku ukończył studia inżynierskie i już rok później pracował w wojskowym ośrodku badawczym, gdzie z innymi konstruktorami testował silniki rakietowe. Marzył o lotach na Księżyc, ale to Hitler miał pieniądze i władzę, by umożliwić mu badania.

Fot. Getty Images
Między kosmosem a swastyką. Historia Wernhera von Brauna
Po ataku rakietą V-2 (zginęło 110 osób). Farringdon
Market, Londyn, marzec 1945 r.

Nocne niebo rozdziera oślepiający błysk. Huk towarzyszący startowi nowej rakiety V-2 sprawia, że ziemia drży, a żołnierze i oficerowie zgromadzeni w Peenemünde, Wojskowym Ośrodku Doświadczalnym Armii na wyspie Uznam, zadzierają głowy w niemym podziwie. Adolf Hitler, obecny na pokazie, klaszcze z uznaniem – w jego oczach to cudowna broń, która ma odmienić losy wojny. Wernher von Braun, stojący kilka kroków dalej, nie podziela entuzjazmu. Sukces techniczny – owszem – ale rakieta uderza w ziemię. A co gorsza: w Ziemię.

„Co to za zwycięstwo – miał rzucić – skoro trafiliśmy nie w tę planetę, co trzeba?”

Tak zaczęło się spełnianie marzenia, które było jednocześnie koszmarem. Rakiety V-2 – potężne, jakich dotąd świat nie widział – spadały na Londyn i Antwerpię, niosąc śmierć tysięcy cywilów. Historycy szacują, że w tych atakach zginęło około dziewięć tysięcy osób. Jeszcze tragiczniejszy bilans krył się za kulisami: w obozie Mittelbau-Dora, gdzie więźniowie budowali V-2 w nieludzkich warunkach, życie straciło ponad 12 tysięcy robotników przymusowych. To znaczy, że

rakiety von Brauna pochłonęły więcej ofiar na liniach montażowych niż w działaniach wojennych.

Sam konstruktor nie był wolny od podejrzeń. W 1944 roku trafił na przesłuchanie gestapo – oskarżony, że zbyt głośno mówi o marzeniach o kosmosie, a zbyt mało o broni dla Führera. Wyszedł, bo był zbyt cenny, by go ukarać. Ale jego rola w machinie wojennej była jasna: działał dla nazizmu, wiedząc, że tylko tak zrealizuje własne plany.

Ten wybór – pakt z reżimem w imię nauki – stał się piętnem, które towarzyszyło mu do końca życia. Choć bez niego może nigdy nie doszedłby do Saturnów V, które poniosły ludzi na Księżyc.

1. Fot. Getty Images
2. Fot. Getty Images
Między kosmosem a swastyką. Historia Wernhera von Brauna
Prezydent John F. Kennedy wita von Brauna w Redstone Arsenal, Huntsville, Alabama, maj 1963 r.
Wernher von Braun i nazistowscy notable podczas próby rakiety V-2. Peenemunde, maj 1943 r. (slajd pierwszy) oraz vonn Braun i prezydent USA John F. Kennedy. Powitanie w Redstone Arsenal, Huntsville, Alabama, maj 1963 r. (slajd drugi)

Inżynierowie – skarb zimnej wojny

Wiosna 1945 roku. Trzecia Rzesza się wali, front przesuwa się nieubłaganie na zachód, a niemieccy inżynierowie wiedzą, że lada dzień ich laboratoria zajmą albo Amerykanie, albo Sowieci. Wernher von Braun podejmuje decyzję: poddaje się Amerykanom (…)

Całośc artykułu – drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 1/2026, dostępnym na rynku od 29 stycznia 2025 roku.

Zachęcamy do nabycia prenumeraty


Olga Woźniak

Dziennikarka naukowa i edukatorka, autorka podcastu „Łapacz słów” oraz licznych tekstów popularyzujących naukę. Prowadzi prywatną szkołę podstawową Eureka im. Hypatii w Zalesiu Górnym pod Warszawą.

Popularne

Zawód? Mariusz Szczygieł!

Reporter, który przez lata szukał prawdy w ludzkich losach, dziś tropi sensy w obrazach i instalacjach, a na nowe terytorium wchodzi z zapałem debiutanta i dystansem giganuworysza. Mariusz Szczygieł opowiada o swojej drodze od dziennikarstwa do świata sztuki...

Nie ma języków lepszych i gorszych. Czyli o języku wilamowskim

O tym, ile osób mówi po wilamowsku, czym jest „S’łjyrbihła cyr wymysiöeryśa śproh fjy dyg rusa łoüt” oraz gdzie prowadzony jest lektorat języka wilamowskiego, czyli wymysiöeryś, mówi Tomasz Wicherkiewicz, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek rady programowej Instytutu Różnorodności Językowej Rzeczypospolitej...