Zakład Zdrojowo-Kąpielowy im. Adama hr. Stadnickiego. Firmowe auto przed budynkiem dyrekcji. Szczawnica, lata 20. XX w.
Zakład Zdrojowo-Kąpielowy im. Adama hr. Stadnickiego. Firmowe auto przed budynkiem dyrekcji. Szczawnica, lata 20. XX w.
Fot. NAC
Recenzje

Drewniana architektura uzdrowisk

Z tego artykułu dowiesz się:
  • dlaczego w uzdrowiskach królowały budynki z drewna
  • kiedy polskie zdroje zaczęły podupadać
  • jak przejawiał się patriotyzm wśród kuracjuszy

Co łączyło Marię Konopnicką, Henryka Sienkiewicza, Jana Paderewskiego, Helenę Modrzejewską i Jana Matejkę?

Wszyscy jeździli do rodzimych uzdrowisk.

Lista słynnych kuracjuszy jest o wiele dłuższa.

Co ciekawe, chorzy stanowili nie więcej niż 30 procent gości.
Pozostałe 70 procent to osoby towarzyszące: rodzina, przyjaciele, służba i wczasowicze

przybyli, aby po prostu odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku. O tym, co ich przyciągało, jak mógł wyglądać pobyt oraz czy podróż „do wód” była jedynie modą, czy  patriotycznym obowiązkiem, opowiada Grażyna Ruszczyk w monografii „Drewniana architektura uzdrowisk polskich w XIX i na początku XX wieku”.

Fot. Fotoma Krynica / NAC
Drewniana architektura uzdrowisk
Józef Piłsudski u wód. Przejażdżka saniami, z prawej Wanda Piłsudska, z lewej Jadwiga Piłsudska. Krynica, styczedń 1934 r.

Garść statystyk

Drewniany domek łaziebny w Krynicy, będący zalążkiem jednego z największych uzdrowisk na ziemiach polskich, kilka lat po otwarciu w 1794 roku mógł liczyć na kilkudziesięciu kuracjuszy w sezonie. Gdy miejscowość oficjalnie uznano zdrojem kąpielowym i sprowadzono stale rezydującego lekarza, liczba gości wzrosła do kilkuset. W drugiej połowie XIX stulecia do Krynicy wabiło przede wszystkim nazwisko Józefa Dietla. To za czasów ojca polskiej balneologii i jego następców kurort przeżywał rozkwit: powstawały kolejne obiekty lecznicze, pensjonaty, intensywnie prowadzono działalność kulturalną z Teatrem Modrzewiowym na czele, a poprowadzona wkrótce linia kolejowa (w 1876 roku do Muszyny, w 1911 – do Krynicy) rozpoczęła modę na podróż „do wód”.

Fot. Biblioteka Narodowa Polona
Drewniana architektura uzdrowisk
Afisz, zaproszenie kuraciuszy na wieczorek zapoznawczy. Krynica, lata 30,. XX w.
Fot. Biblioteka Narodowa Polona
Drewniana architektura uzdrowisk
Krynica Zdrój. Pocztówka z ok. 1912 r.

U progu XX wieku liczba osób przybyłych do uzdrowiska w Krynicy wynosiła już ponad 6 tysięcy,
a w 1910 roku przekroczyła
9 tysięcy.

W rankingu wyprzedziła zatem podkarpacki Iwonicz (niemal dwukrotna przewaga pod względem liczby gości) czy leżący dziś w granicach Ukrainy Truskawiec (blisko trzykrotnie), ustępując jedynie równie słynnemu Ciechocinkowi

(w 1911 roku sanatorium w Ciechocinku odwiedziło
15970 osób)

oraz najmłodszemu w zestawieniu Zakopanemu.

Ten ostatni, działający przez cały rok kurort, status stacji klimatycznej uzyskał dopiero w 1886 roku, ale już w 1912 roku zawitał tam dwunastotysięczny klient – według spisu oficjalnego, gdyż na liście nieoficjalnej widniało ok. 30 tysięcy nazwisk.

Fot. NAC
Drewniana architektura uzdrowisk
Państwowy Zakład Przyrodoleczniczy w Krynicy-Zdroju. Pacjent podczas kąpieli świetlnej w zakładzie fizykoterapii, ok 1920 r.

Autorka monografii o drewnianej architekturze polskich uzdrowisk przytacza te statystyki jedynie po to, aby zobrazować skalę popularności ośrodków. Jej opowieść z pogranicza rozprawy naukowej i eseju historycznego sięga o wiele głębiej i szerzej. Ruszczyk oprowadza czytelników po meandrach polityczno-gospodarczych decyzji dotyczących budowy i rozwoju kurortów, nie tracąc z oczu wymiaru społecznego. Jej ogromna wiedza poparta tekstami źródłowymi, przystępny język umiejętnie balansujący między faktami a ciekawostkami oraz imponujący materiał ikonograficzny czynią tę podróż niezwykle pouczającą i inspirującą.

Fot. Stanisław Mucha / NAC
Drewniana architektura uzdrowisk
Kuracjusze na deptaku przed Starą Pijalnią. Państwowy Zakład Zdrojowy w Krynicy-Zdroju, lata 20. XX w.
Fot. NAC
Drewniana architektura uzdrowisk
Oficjele wizytuja budowę Nowych Łazienek w Krynicy-Zdroju (m.in.: wojewoda krakowski Władysław Kowalikowski /stoi 2. z prawej/, minister kolei żelaznych Kazimierz Tyszka /3. z lewej/, wojewoda lubelski Stanisław Moskalewski /5. z lewej/, dyrektor Zakładu Zdrojowego w Krynicy Leon Nowotarski /4. z lewej/), ok. 1923 – 1926 r.

Drewno rządzi

Drewniana zabudowa dominowała w krajobrazie wsi i miasteczek w XIX i na początku XX wieku. W miejscowościach leczniczych wykorzystywano ów materiał nie tylko ze względu na niską cenę, łatwy dostęp czy szybką obróbkę. Liczyły się też zwrot nakładów i zysk, a te ułatwiały przepisy umożliwiające zamieszkanie w drewnianym domu zaraz po zakończeniu budowy – w przeciwieństwie do konstrukcji murowanych, które zgodnie z obowiązującym prawem musiały co najmniej rok schnąć i wietrzyć się przed oddaniem do użytku. Okolicznością sprzyjającą była również sezonowość zdrojowisk – niezamieszkane zimą nie musiały być opalane. Chociaż pojawiały się elementy murowane z cegły czy kamieni (w Busku i Nałęczowie używano wapienia, w Krynicy – piaskowca) oraz metalowe (na przykład stalowa konstrukcja fotograficznego atelier Awita Szuberta w Szczawnicy), to zdecydowanie królowała architektura drewniana.

Aby wyjaśnić ten fenomen, Ruszczyk przywołuje kontekst europejski. Na konkretnych przykładach pokazuje inspiracje stylem szwajcarskim (niezachowane domy przy głównym deptaku w Krynicy: „Pod Topolami”, „Pod Szwajcarem”, „Pod Trąbką”) lub rozwiązania wyrastające z budownictwa szkieletowego różnych krajów. Czyni to nie po to, żeby zdemaskować kopiowanie zachodnich wzorców przez rodzimych konstruktorów, ale by podkreślić ich ambicje w próbie dorównania zagranicznym ośrodkom i pokazać proces wypracowania własnego nurtu w architekturze, silnie zakorzenionego w tradycji romantycznej i lokalności. Badaczka podsumowuje:

„W architekturze murowanej podejmowano różne próby, w drewnianej zaś na początku lat 90. XIX wieku udało się stworzyć styl regionalny, zwany zakopiańskim, wkrótce okrzyknięty mianem narodowego.

Kształtował się on pod wpływem nurtów filozoficznych, artystycznych, społecznych i politycznych, charakteryzujących kulturę europejską przełomu wieków. (…) Badacze twórczości Witkiewicza doceniają wpływ różnych źródeł inspiracji na artystę. Jedni podkreślają silne oddziaływanie stylu rosyjskiego (…), inni poszukiwań prowadzonych przez architektów europejskich, w tym norweskich, i amerykańskich. Jednak wpływy stylu szwajcarskiego, którego wytwory Witkiewicz codziennie oglądał, są najbardziej czytelne”.

Fot. Henryk Schabenbeck / NAC
Drewniana architektura uzdrowisk
Zarząd Uzdrowiska w Zakopanem, 1928 r.

Takie holistyczne podejście, uwzględniające szeroką gamę zjawisk i tendencji, Ruszczyk prezentuje w całej monografii. Mimo że w publikacji znajdziemy wiele szczegółowych informacji o 13 najstarszych, największych i najpopularniejszych miejscowościach kuracyjnych znajdujących się na terenie Królestwa Polskiego (Busko, Ciechocinek, Nałęczów, Otwock, Solec), zaboru rosyjskiego (Druskienniki, Połąga) i Galicji (Iwonicz, Kosów, Krynica, Szczawnica, Truskawiec, Zakopane), to są one przedstawione niekoniecznie chronologicznie, a problematycznie. Analiza porównawcza konstrukcji ścian, tynków czy dekoracji sprawia, że architektoniczne detale nie nudzą laików, a wręcz zachęcają do zgłębienia tematu.

Fot. NAC
Drewniana architektura uzdrowisk
Zakopiański standard. Kierowcy (zapewne) pokonali juz korek na ówczesnej Zakopiance i stoją do Kuźnic (dziś jest tam zakaz wjazdu – przestrzegany raczej nienachalnie…), marzec 1937 r.

Powolne odchodzenie

Architektura uzdrowiskowa nie była dotąd tak częstym tematem prac naukowych jak chociażby historia balneologii, a zwykle opis zabudowy murowanej odbywał się kosztem drewnianej. Niniejszą monografią Ruszczyk odwraca te proporcje. Jej

książka przypomina ekskluzywny katalog domów zdrojowych, łazienek, hoteli i pensjonatów, pijalni wód, altan nad źródłami oraz galerii spacerowych zgrabnie wplecionych w spójną narrację wykraczającą niekiedy poza tematykę stricte architektoniczną.

Wrażenie to potęguje bogaty zbiór ilustracji – szkiców, planów, grafik, czarno-białych zdjęć archiwalnych oraz barwnych fotografii współczesnych – znakomicie dobranych do opisów stworzonych przez autorkę. Cenniejszych tym bardziej, że przywracających do życia budynki już nieistniejące.

Omawiając poszczególne formy i style, Ruszczyk stara się wysnuć ogólne wnioski na temat wyglądu i funkcjonowania uzdrowisk na ziemiach polskich. Wychwytuje podobieństwa, punktuje różnice, dostrzega nieścisłości, weryfikuje dokumenty, wydobywa z niepamięci nazwiska, pomysły i marzenia. Dzięki krytycznemu spojrzeniu udaje jej się stworzyć precyzyjny i interesujący obraz drewnianej architektury bez sentymentalnych dygresji, o które nietrudno w opowieściach z przeszłości.

1. Fot. Biblioteka Narodowa Polona
2. Fot. Biblioteka Narodowa Polona
Busko-Zdrój, przed 1918 r.
Busko-Zdrój, park na pocztówce z ok. 1918 r.
Busko-Zdrój na pocztówkach sprzed 1918 r.

Z monografii badaczki wyłania się obraz uzdrowisk jako sprawnie funkcjonujących komórek organizacyjnych, samowystarczalnych osad. Sytuacja ta zmienia się diametralnie po wybuchu wojny.

O ile po pierwszym światowym konflikcie zbrojnym podjęto mniej lub bardziej udaną próbę reanimacji kurortów, o tyle system komunistyczny narzucony społeczeństwu polskiemu po 1945 roku był początkiem końca architektury drewnianej. Ruszczyk upatruje winy głównie w upaństwowieniu zakładów leczniczych i intensywnej eksploatacji budynków. Po 1989 roku sytuacja wcale nie wyglądała lepiej: państwowe przedsiębiorstwa sanatoryjne upadały, spółki lub prywatni właściciele nie byli zainteresowani remontem, a nierzadko celowo doprowadzali budynki do opłakanego stanu, by następnie je rozebrać. Badaczka wspomina o staraniach służb konserwatorskich, które prowadziły dokumentację architektury w formie kart ewidencyjnych zabytków oraz gromadziły opracowania historyczno-urbanistyczne miejscowości. Miało to na celu „stworzyć szersze podstawy dla planowanej ochrony tego niezwykle bogatego i oryginalnego zespołu, mogącego po remoncie i odpowiedniej adaptacji stać się atrakcją w skali międzynarodowej”.

Fot. NID
Drewniana architektura uzdrowisk
Karta biała dawnego ODZ – d. uzdrowisko Abrama Gurewicza w Otwocku. Oprac. Jerzy Szałygin

Fragment wypowiedzi Hanny Pieńkowskiej, Wojewódzkiej Konserwatorki Zabytków w Krakowie, dotyczył co prawda Krynicy, ale ten sam cel przyświecał zleceniodawcom i autorom innych opracowań. Jak podkreśla Ruszczyk:

„Stanowiły one jednak znikomą część potrzeb w tym zakresie. Obejmowały zabytki o największej wartości architektonicznej lub historycznej, podczas gdy większość drewnianych domów nie miała żadnej dokumentacji i nie była i nie jest wpisana do rejestru zabytków, a nawet do ewidencji. Zatem znikając z krajobrazu, bezpowrotnie znikają również z pamięci”.

Leczenie patriotyczne

Polskich uzdrowisk nie należy traktować jedynie jako ośrodków zdrowia. W końcu nie chodziło w nich tylko o to, by wyleczyć ciało, lecz przede wszystkim duszę.

Jeśli w XVIII wieku panowała moda na wyjazdy „do wód” europejskich, to z początkiem następnego stulecia zaczęto doceniać rodzime tereny. O ile wcześniej o wyborze polskich zdrojów decydowały niższe koszty podróży i pobytu, o tyle w XX wieku silnie akcentowano obowiązek patriotyczny. W dodatku kurorty powoli wyrastały na centra życia artystycznego. „Zakładano biblioteki i czytelnie”, „urządzano wieczory poetyckie, muzyczne, spotkania z pisarzami i innymi artystami”, „organizowano gry i zajęcia sportowe, zwiedzanie zabytków i dziwów natury w sąsiednich miejscowościach” – wymienia Ruszczyk.

Fot. Leon Starża Majewski / Biblioteka Narodowa Polona
Drewniana architektura uzdrowisk
Kuracjusze na korcie. Iwonicz, 1898 r.

Z inicjatywy gości w sąsiedztwie źródeł stawiano nawet kapliczki. Drewniane budowle sakralne urozmaicały architekturę między innymi Ciechocinka, Iwonicza i Zakopanego. Do religii nawiązywały również nazwy poszczególnych willi: „Pod Matką Boską” lub „Pod Bogarodzicą”. Polskość miały podkreślać symbole narodowe, ważne wydarzenia lub postaci historyczne patronujące domom zdrojowym: „Polonia”, „Orzeł Biały”, „Szczerbiec”, „Kościuszko”, „Krakus”, „Szopen”. Nie brakowało bohaterów literackich lub nazw geograficznych: „Świtezianka”, „Grażyna”, „Rusałka”, „Morskie Oko”, „Mazowsze”. Najczęściej, jak podkreśla badaczka, wykorzystywano imiona żeńskie, wśród których królowała „Zofia”.

„[…] podróż łatwa, miejscowość piękna i kuracja dobra, o czym coś wiem, bo sam jej dużo zawdzięczam” – zachwalał Bolesław Prus na łamach „Kronik tygodniowych” uzdrowisko w Nałęczowie.

Józef Ignacy Kraszewski akcję powieści „Wielki Nieznajomy” przeniósł do Krynicy, zaś autor „Quo vadis” udzielał dowcipnych rad gościom Szczawnicy. Ruszczyk utrwaliła w swojej monografii drewniany krajobraz uzdrowisk polskich nie tylko „na pamiątkę”, lecz by zaalarmować o niszczejącym dziedzictwie, które przynajmniej częściowo można jeszcze uratować.

Drewniana architektura uzdrowisk

Grażyna Ruszczyk, „Drewniana architektura uzdrowisk polskich w XIX i na początku XX wieku”, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Warszawa


Agnieszka Warnke

Krytyczka literacka, dziennikarka, popularyzatorka książek dla dzieci. Publikowała autorskie teksty m.in. na Culture.pl, w „Przekroju”, portalach niezlasztuka.net i kulturaonline.pl.

Popularne

Szczawnica: zdrowe wody wśród pięknej architektury

„Uzdrowisko leży w Dolinie Dunajca, w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Narodowego w Pieninach wśród malowniczych zalesionych wzgórz, osłaniających je od wiatru. Czyste i spokojne powietrze, duże nasłonecznienie, małe wahania ciepłoty dziennej stwarzają idealne warunki klimatyczne” - fragment ten otwiera akapit poświęcony Szczawnicy w publikacji „Polskie Uzdrowiska” z lat 50. XX wieku. I chociaż jakość powietrza pozostawia obecnie wiele do życzenia, cała reszta wydaje się być aktualna...