Bieżący numer 4/2026

Numer 4/2026

Na naszych okładkach pojawiają się tym razem Boris Kudlička, dyrektor Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, bezoar, czyli tajemnicza „kamienna” osobliwość przez stulecia ceniona jako lekarstwo i klejnot kolekcjonerski, oraz kadr z serialowej „Lalki”. I każda pokazuje, jak różnorodną zawartość skrywa kwartalnik (co ważne: za wszystkim trzema okładkami taką samą!).

Rozmową numeru jest spotkanie ze scenografem teatralnym, architektem i dyrektorem Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Boris Kudlička opowiada o tym, czym różni się projektowanie dekoracji teatralnej od tworzenia muzealnej wystawy, jak pracuje się z przestrzenią obciążoną tradycją i czy gmach Opery Narodowej można odczarować.

Na kolejną z okładek trafił kadr z „Lalki”. O kostiumach przygotowanych do nowej serialowej adaptacji powieści Bolesława Prusa opowiada Dorota Roqueplo. Zdradza, gdzie szuka materiałów na suknie, surduty i inne elementy garderoby oraz jak wiele o bohaterach można powiedzieć za pomocą kroju, tkaniny i detalu. Zastanawia się również, czy Wokulski mógł nosić… gorset.

Trzeci bohater okładkowy jest zdecydowanie najmniejszy, ale otacza go aura niemal magiczna. Bezoary, czyli złogi powstające w przewodach pokarmowych niektórych zwierząt, przez wieki uchodziły za skuteczne antidotum na trucizny. Oprawiano je w srebro i złoto, przechowywano w książęcych skarbcach oraz kunstkamerach. Były jednocześnie lekarstwem, osobliwością, dziełem złotniczym w jednym. Co więcej, nauka niepostrzeżenie przechodziła w nich magię.

Szczególne miejsce w numerze zajmuje dział poświęcony wojnie. Nie jest to jednak jeszcze jeden przegląd bitew, dowódców i militarnych dat. Wojnę oglądamy od strony mniej oczywistej. Zaglądamy więc do warszawskiej „Łodzi Podwodnej”, czyli radiostacji, która przez całą okupację działała w domu na Żoliborzu, pozostając poza zasięgiem niemieckich służb. Przyglądamy się wojennym mistyfikacjom i atrapie jako szczególnemu gatunkowi sztuki użytkowej. Malarze, rzeźbiarze, scenografowie, a nawet aktorzy wykorzystywali swój talent, aby tworzyć pozory zdolne wprowadzić przeciwnika w błąd.

Przypominamy także pierwszy obraz, który Tadeusz Kantor namalował na zamówienie i – zarazem – jeden z ostatnich, jaki stworzył przed śmiercią. Powstał na prośbę weteranów Armii Krajowej i przedstawiał artystyczną wizję klęski wrześniowej 1939 roku.

Opowiadamy również o zaskakującym dziele Józefa Mehoffera, odnalezionym na plebanii, w którym malarz zmierzył się z tragedią powstania warszawskiego.

Wojna ma w tym numerze także smak. Jest on najczęściej gorzki, choć przyprawiony zaradnością. Piszemy bowiem o substytutach, czarnym rynku, renesansie ziemniaków i kapusty, obsadzaniu miejskich skwerów warzywami oraz skracaniu czasu gotowania. To opowieść o kuchni, w której chodziło o przetrwanie.

Z kolei tekst o podziemnym życiu literackim przypomina, że podczas okupacji Polacy nie tylko pisali wiersze, ale również je drukowali i rozpowszechniali. Na wystawie publikacji konspiracyjnych zorganizowanej w Londynie w 1942 roku znalazło się aż 150 pozycji pochodzących z Polski – więcej niż z któregokolwiek innego okupowanego kraju Europy.

A poza tym w numerze piszemy między innymi o:

– Teodorze Talowskim, „galicyjskim Gaudim”, którego architekturę wyróżniają malarskość, fantazja, asymetria i swobodne żonglowanie historycznymi cytatami;

– zabytkowych dzwonach, ich sercach i płaszczach oraz o tym, dlaczego okupanci przetapiali jedne części, a inne pozostawiali;

– golfie i jego materialnej historii: od piłeczek wypychanych pierzem po pole z dołkami urządzone w czasach PRL-u w Mielcu;

– pomyśle stworzenia muzeum popkultury, o którym wręcz marzy dyrektor Muzeum Karykatury dr Paweł Płoski;

– zwrocie ludowym, współczesnym rzemiośle artystycznym oraz programie Kunszt, o których opowiada antropolożka kultury i kuratorka dr hab. Ewa Klekot;

– medalach, które od renesansu stanowiły obowiązkowy element zbiorów europejskich elit, choć zdecydowanie nie należy mylić ich z monetami;

– pawilonach handlowych zaprojektowanych przez Zofię i Oskara Hansenów przy ulicy Balladyny w Lublinie, nazywanych niekiedy małą operą w Sydney, oraz walce o zachowanie tego niezwykłego przykładu powojennego modernizmu;

– Wielkiej Zbrojowni w Gdańsku – niderlandzkim pałacu broni nad Motławą, który przez stulecia pozostawał niedostępny dla cywilów;

– konserwacji Biblii Gutenberga z Pelplina oraz badaniach ujawniających materialną historię jednej z najsłynniejszych książek zachodniej cywilizacji;

Nie zabrakło również tradycyjnego już quizu. Tym razem sprawdzamy wiedzę o Gdyni – „pięknej stulatce”, która w 2026 roku obchodzi stulecie nadania praw miejskich. Miasto zbudowane z ambicji, modernizacyjnego rozmachu i marzeń o otwarciu Polski na świat samo zdążyło już stać się zabytkiem.

Warto przypomnieć, że „Spotkania z Zabytkami” to jedno z najdłużej ukazujących się nieprzerwanie pism popularnonaukowych w Polsce. Pierwszy numer, z „Damą z łasiczką” – dziś częściej nazywaną „Damą z gronostajem” – na okładce, ukazał się w 1977 roku. To magazyn dla wszystkich miłośników zabytków, historii, sztuki i szeroko rozumianego dziedzictwa. Od numeru 7/2023 ukazuje się w nowej odsłonie jako 192-stronicowy kwartalnik.

Więcej informacji o działalności pisma znaleźć można na profilu „Spotkania z Zabytkami” na Facebooku.

Zapraszamy!

Redakcja

Wywiady

Odczarować zamczysko opery

O tym, jak w swojej pracy nawiązuje do dzieł malarskich ojca, czym różni się tworzenie dekoracji dla teatru od projektowania muzealnych wystaw i dlaczego o jego pozostaniu w Warszawie zadecydowała „reżyseria listków”, mówi scenograf teatralny i architekt, dyrektor Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, Boris Kudlička.

Artykuły

Bezoary: przez żołądek do sztuki

W średniowieczu oraz wczesnej nowożytności bezoary i rzekome rogi jednorożca (o których mowa będzie w kolejnym numerze kwartalnika „Spotkania z Zabytkami”) uchodziły za cudowne panacea, lekarstwa na wiele chorób. Poprzedzał je teriak, antidotum wynalezione przez nadwornego medyka cesarza Nerona. Należały do najbardziej znanych i cenionych leków aż po XVIII wiek. Zamorscy kupcy i aptekarze zbijali na nich fortuny…

Recenzje

Zabrakło majstersztyku

Rzemiosło wróciło do łask. Widać to po tłumach na kursach ceramiki czy haftu. W muzealnictwie trwa z kolei moda na średniowiecze i nowożytność opowiadane od strony codzienności: pracy, jedzenia, ciała, handlu i przedmiotów. W tej sytuacji wystawa „Kunszt i fach. Kraków rzemieślników” w Muzeum Krakowa powinna trafić dość celnie w oczekiwania. Tymczasem to wystawa bez wątpienia fachowa, ale…

Recenzje

Axentowicz odnalazł się w Gorlicach

Co Teodor Axentowicz miał za życia wspólnego z Gorlicami? Prawdopodobnie nic. Na szczęście jednak to tam trafiła cała spuścizna po tym wyrafinowanym, wziętym portreciście kobiet, pierwszym profesorze zreformowanej Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie, „światowcu” w małopolskim światku artystycznym pierwszych dekad…