Ostatni seans w Kinie Ton. Kinooperator Mirosław Chrościński... Białystok, 26 czerwca 2008 r.
Ostatni seans w Kinie Ton. Kinooperator Mirosław Chrościński… Białystok, 26 czerwca 2008 r.
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl
Artykuły

Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)

Z tego artykułu dowiesz się:
  • jakie kino mieści się w XVIII-wiecznym przytułku
  • gdzie miał powstać najnowocześniejszy Teatr Żydowski
  • gdzie znajdowało się słynne kino „dla dorosłych”

Toruń. Kino między gotyckimi murami

Toruń nie doczekał się monumentalnych pałaców filmowych na miarę warszawskiej Moskwy czy krakowskiego Kijowa. Kino rozwijało się tu inaczej, dyskretnie wpisując się w zwartą zabudowę średniowiecznego miasta. W przeciwieństwie do modernistycznych świątyń filmu powstających po II wojnie światowej, pierwsze toruńskie kina ukrywały się w kamienicach, dawnych salach zgromadzeń i adaptowanych budynkach handlowych. Były częścią miejskiej tkanki, a nie jej dominantą. Może właśnie dlatego dziś tak trudno je odnaleźć.

Pierwszym stałym kinem Torunia był otwarty w marcu 1907 Kinematographen-Theater w kompleksie Victoria Park.

Działał jednak prawdopodobnie tylko przez kilka miesięcy.

Najstarszym stałym kinem był otwarty w 1907 roku Corso, mieszczący się na rogu Rynku Nowomiejskiego, w pobliżu wylotu ulicy Prostej. Dziś trudno wyobrazić sobie lepszą lokalizację. Kilka kroków od gotyckiego kościoła św. Jakuba, pośród kupieckich kamienic i średniowiecznego układu ulic pojawiło się jedno z pierwszych miejsc, gdzie mieszkańcy mogli oglądać ruchome obrazy. Kino nie próbowało konkurować z historyczną architekturą. Wręcz przeciwnie, wpisało się w nią niemal niezauważalnie. Tak wyglądała pierwsza generacja kin w Europie. Architektura filmowa nie miała jeszcze własnego języka. Wykorzystywała to, co miasto już posiadało.

Arkadiusz Ziołek / East News
Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
Pomnik Flisaka, Toruń, Rynek Staromiejski, 2022 r.

Kiedy w latach trzydziestych Corso wyposażono w aparaturę dźwiękową, przebudowa nie ograniczyła się do wymiany projektora. Kino musiało dostosować akustykę sali, kabinę projekcyjną i zaplecze techniczne do wymagań nowego medium. Właśnie takie modernizacje są dziś fascynującym świadectwem tego, jak rozwój technologii wpływał na architekturę. W przeciwieństwie do teatrów, które przez stulecia zmieniały się stosunkowo powoli, kina przebudowywano niemal co dekadę.

Kilkaset metrów dalej działała Lira, otwarta w 1928 roku przy ulicy Strumykowej. W latach trzydziestych otrzymała bardziej nowoczesną nazwę As, po wojnie została przemianowana na Orła. To właściwie historia całego XX wieku zapisana na jednym szyldzie. Toruń czasów II Rzeczpospolita, okupacja i Polska Ludowa odciskały swoje piętno.

Sam budynek trwał niewzruszenie, służąc kolejnym pokoleniom mieszkańców aż do 2008 roku

Przy ulicy Bydgoskiej działało kino Nowość, później Oaza, następnie Tivoli.

Inną historię przy tej ulicy w tym miejscu zapisało Echo. Powstało po wojnie w domu kultury wzniesionym przy ulicy Bydgoskiej przez Pomorskie Zakłady Wytwórcze Aparatury Niskiego Napięcia. Było klasycznym przykładem kina zakładowego, w którym seanse filmowe stanowiły część szerszej działalności kulturalnej przedsiębiorstwa. Kino zamknięto w latach 90., a jego budynek został później rozebrany. Dziś w jego miejscu stoi apartamentowiec. To jeden z wielu przykładów architektury, która zniknęła nie dlatego, że była bezwartościowa, lecz dlatego, że przestała odpowiadać ekonomii współczesnego miasta.

Znacznie więcej szczęścia miał kinoteatr Osa. Działał na terenie toruńskiej jednostki artyleryjskiej przy ulicy Sobieskiego, a jego nazwa nawiązywała do Oficerskiej Szkoły Artylerii. Dysponowało dużą salą na około 600 miejsc. Z projekcji korzystali nie tylko żołnierze, lecz także mieszkańcy Torunia.

Architektura podporządkowana była przede wszystkim funkcji ceremonialnej: dużej widowni, scenie i odpowiedniej akustyce.

Co ciekawe, budynek nigdy nie utracił swojego kulturalnego charakteru. Do dziś służy jako sala widowiskowa Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia, ale nie jest już dostępny dla mieszkańców. Niemniej pozostaje jednym z nielicznych przykładów toruńskiego kina, które zachowało swoją pierwotną funkcję. W czasach, gdy większość dawnych sal kinowych zmienia się w sklepy lub biura, taka ciągłość wydaje się szczególnie cenna.

Właśnie to odróżnia Toruń od wielu innych miast opisywanych w naszym cyklu. Tutaj nie zachowały się spektakularne modernistyczne gmachy. Zachowała się natomiast pamięć o kinach wpisanych w codzienną tkankę miasta. Nie dominowały panoramy Torunia, nie rywalizowały z gotyckimi kościołami ani ratuszem. Były częścią zwyczajnego życia mieszkańców.

Dziś ich historia okazuje się zaskakująco aktualna. Coraz częściej dyskutujemy o ochronie modernizmu czy architektury powojennej, tymczasem z pamięci znikają znacznie skromniejsze budynki, które przez dziesięciolecia kształtowały lokalną kulturę.

Lublin. Miasto wielu ekranów

Najstarsza historia lubelskiego kina prowadzi do budynku, który do dziś pozostaje jednym z najważniejszych zabytków miasta. W murach obecnego Teatru Starego przy ulicy Jezuickiej już w 1907 roku działał tu Théâtre Optique Parisien. W kolejnych dekadach kino zmieniało nazwy na Rialto, Wiedza, Panteon i Adria, a po wojnie funkcjonowało jako Kino Staromiejskie. To jeden z najstarszych przykładów adaptacji historycznej architektury na potrzeby kinematografu. Budynek, wzniesiony jeszcze jako teatr publiczny, niezwykle płynnie przeszedł od sztuki scenicznej do filmu.

Fot. wilkimedia commons
Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
Kino Rialto w Lublinie

W 1981 roku odbył się ostatni seans, po którym obiekt zamknięto z powodu złego stanu technicznego. Pozbawiony właściwej opieki budynek stopniowo popadał w ruinę, a jego degradację pogłębiały kolejne pożary, w tym pożar z 1993 roku.

Dopiero przeprowadzona po latach kompleksowa konserwacja przywróciła obiekt do życia jako teatr. Sam budynek odzyskał swoją pierwotną funkcję miejsca kultury, jednak seanse filmowe odbywają się w nim wciąż, choć raczej jako projekcje specjalne, a nie repertuarowe propozycje.

Znacznie bardziej romantyczną kartę lubelskiej historii zapisuje Rusałka. Dziś po niezwykłym kompleksie nad Bystrzycą nie pozostał właściwie żaden ślad. Trudno uwierzyć, że jeszcze sto lat temu było to jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców miasta. Założony pod koniec XIX wieku ogród rozrywki przypominał wiedeńskie i berlińskie Volksgärten. Obok letniego teatru działała restauracja, przystań łódek, huśtawki, strzelnice i rozległy park spacerowy. Kino pojawić się tutaj dopiero później, stając się naturalnym rozwinięciem istniejącego już kompleksu rozrywkowego.

Sam drewniany teatr należał do największych tego typu obiektów w Lublinie. Na widowni mogło zasiąść blisko tysiąc osób. Scena była na tyle duża, że odbywały się tu nie tylko przedstawienia teatralne i operetki, ale również występy cyrkowe. W okresie międzywojennym funkcjonował już jako kinoteatr, miejsce, w którym sztuka sceniczna i film przenikały się niemal każdego dnia.

Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
Kinoteatr Rusałka w Lublinie – pocztówka z 1913 r.

W latach trzydziestych planowano stworzyć tu nowoczesny Teatr Żydowski. Projekt Samuela Trachtenberga nigdy nie został zrealizowany, a cały kompleks rozebrano. Dziś jedynym śladem po tym niezwykłym miejscu pozostaje nazwa ulicy Rusałka oraz archiwalne fotografie. To jeden z tych zabytków, których nie da się już chronić materialnie. Można jedynie zachowywać pamięć o nich.

Jeżeli Rusałka była najbardziej malowniczym kinem Lublina, to Corso należało do najbardziej eleganckich. Powstało z przekształcenia kina Oaza (które powstało w miejscu… wrotkowiska) przy ulicy Radziwiłłowskiej i już od lat dwudziestych uchodziło za najbardziej luksusową salę filmową miasta. Architektura wnętrz podporządkowana była jednemu celowi, jakim było wywołanie u widza poczucia uczestnictwa w wydarzeniu wyjątkowym. W poczekalni błyszczały ogromne lustra, działała elegancka kawiarnia, szatnia oraz reprezentacyjne foyer. Takie rozwiązania znamy z największych europejskich kin tego okresu. Film zaczynał się nie w chwili zgaśnięcia świateł, lecz już w momencie przekroczenia progu.

Corso było również laboratorium nowych technologii. To właśnie tutaj odbywały się pierwsze w Lublinie pokazy filmu barwnego. W 1924 roku przemawiał tu Józef Piłsudski, a kino należało do najważniejszych adresów życia publicznego miasta. Niestety nie przetrwało wojny. W 1944 roku budynek spłonął, podobnie jak wiele innych reprezentacyjnych obiektów przedwojennego Lublina, a aparaturę zabrali wycofujący się Niemcy.

Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
Kino Corso w czasie okupacji niemieckiej (przemianowane na Deutsche Lichtspiele)

Równie ciekawą historię opowiada Apollo, późniejsze Wyzwolenie. Było to kino dla najbardziej wymagającej publiczności. Uchylane miękkie fotele, balkony, elegancka obsługa, a nawet rozpylana pomiędzy seansami woda kolońska tworzyły atmosferę luksusu, która dziś może wydawać się wręcz niewiarygodna. Trudno o lepszy przykład tego, że w dwudziestoleciu międzywojennym kino było doświadczeniem społecznym i towarzyskim, a nie jedynie projekcją filmu.

Ale Lublin miał także swoje miejsca znacznie mniej oczywiste. Jednym z najbardziej zagadkowych pozostaje Pallach, określany jako kino wyłącznie dla dorosłych. Wbrew współczesnym skojarzeniom nie wyświetlano tam filmów pornograficznych. Ówczesna cenzura za „erotyczne” uznawała już sceny pocałunków czy odsłoniętych pleców. Dyskretne loże, ciężkie kotary i kameralna atmosfera sprawiały jednak, że kino obrosło miejskimi legendami, stając się jednym z najbardziej tajemniczych adresów przedwojennego Lublina.

Na drugim biegunie znajdowała się Gwiazda prowadzona przez środowiska katolickie, co wpływało na jego wizerunek. Zdarzało się, że repertuar dostosowywano do kalendarza liturgicznego, a w okresie Wielkiego Postu czy Bożego Narodzenia dominowały filmy religijne, choć – co ważne – kino podnajmowano różnym zewnętrznym dzierżawcom. Niemniej historia tych dwóch kin pokazuje niezwykłe zróżnicowanie przedwojennego miasta. Kilkaset metrów od siebie funkcjonowały sale skierowane do zupełnie różnych odbiorców, odpowiadające odmiennym potrzebom i światopoglądom.

Po wojnie mapa kin stała się jeszcze bardziej różnorodna. Obok dużych sal pojawiły się kina zakładowe, działające przy Fabryce Samochodów Ciężarowych, Domu Żołnierza, cukrowni, komendzie milicji czy nawet prokuraturze. Powstało kino Medyk, którego główną publiczność stanowili pacjenci szpitala klinicznego i studenci Akademii Medycznej. Dziś brzmi to egzotycznie, ale w Polsce Ludowej kino było jednym z podstawowych narzędzi budowania wspólnoty zakładu pracy czy instytucji.

Ostatnim wielkim rozdziałem tej historii był Kosmos. Oddany do użytku w 1961 roku należał do największych i najnowocześniejszych kin w Lublinie. Monumentalna sala na blisko osiemset miejsc, panoramiczny ekran i modernistyczna architektura miały symbolizować nowoczesność miasta. Tysiące mieszkańców oglądały tu “Pana Wołodyjowskiego”, “Krzyżaków” czy największe światowe premiery. Dziś Kosmos istnieje już tylko na fotografiach. Rozebrano go w 2012 roku.

To symboliczny koniec historii lubelskich kin. Miasta, które przez cały XX wiek posiadało niezwykle bogatą i różnorodną kulturę filmową. Paradoksalnie właśnie ta różnorodność wydaje się dziś jego największym dziedzictwem. Bo historia lubelskich kin nie opowiada wyłącznie o architekturze. Opowiada przede wszystkim o mieszkańcach, którzy niezależnie od wieku, wykształcenia, zawodu czy poglądów potrafili odnaleźć w mieście kino stworzone właśnie dla siebie.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Białystok. Kino na pograniczu światów

Historia białostockich kin jest historią miasta, które przez większą część XX wieku pozostawało jednym z najważniejszych ośrodków kinematograficznych północno-wschodniej Polski. Przed wojną działało tu zaledwie kilka kin, ale każde miało własny charakter i własną publiczność. Ich właścicielami byli najczęściej żydowscy przedsiębiorcy, a repertuar odzwierciedlał wielokulturowy charakter miasta. Wystarczy spojrzeć na zachowane bilety, afisze i reklamy, by zobaczyć, jak ważną częścią miejskiego krajobrazu stały się kina już w dwudziestoleciu międzywojennym.

Najstarszymi i najbardziej znanymi były Palace, Modern, Apollo, Polonia, Świat i Gryf. Co ciekawe, nie tworzyły one wyraźnej hierarchii. Bardziej ambitny repertuar można było zobaczyć w Apollo, Modernie i Świecie, natomiast Gryf czy Polonia przyciągały przede wszystkim młodzież filmami przygodowymi i sensacyjnymi. Już wtedy kino było więc nie tylko budynkiem, ale także świadomym wyborem stylu życia i sposobu spędzania wolnego czasu.

Losy białostockich kin brutalnie przerwała II wojna światowa. Część właścicieli zginęła w Zagładzie, część budynków została zniszczona lub przejęta przez okupantów.

Powojenny Białystok właściwie od nowa budował swoją mapę filmową. Najbardziej spektakularnym symbolem tego procesu stało się kino Pokój. Powstało w 1952 roku przy ulicy Lipowej, dokładnie tam, gdzie przed wojną działały kolejno kina Modern, Pan i okupacyjny Capitol. Nie była to przypadkowa lokalizacja. Nowa architektura świadomie wykorzystywała miejsce, które mieszkańcy od kilkudziesięciu lat kojarzyli z filmem. Projekt powierzono architektowi Zygmuntowi Rogulskiemu, który stworzył jeden z najnowocześniejszych obiektów kinowych w Polsce pierwszej połowy lat 50. Otwarta w 1952 roku sala mieściła około 800 osób i wyróżniała się nowoczesnymi rozwiązaniami akustycznymi, wentylacją oraz klimatyzacją. W połowie lat 50. kino wyposażono dodatkowo w panoramiczny ekran i dźwięk stereofoniczny. W lokalnej prasie podkreślano, że jego wyposażenie dorównuje najlepszym obiektom w kraju.

Dziś szczególnie ciekawy wydaje się sam program architektoniczny tego budynku. Kino nie miało być wyłącznie salą projekcyjną. Zaplanowano czytelnię, przestrzenie spotkań i reprezentacyjne foyer. W pierwszych latach działała tu nawet propagandowa czytelnia z prasą radziecką, którą po śmierci Stalina szybko zastąpiła popularna cukiernia. Ta pozornie drobna zmiana dobrze pokazuje, jak architektura dostosowywała się do przemian politycznych i społecznych. Budynek pozostawał ten sam, zmieniały się jedynie jego funkcje i znaczenia.

Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
Kino Ton w Białymstoku
Fot. Wojskowa Agencja Fotograficzna / NAC
Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
III Wojewódzki Zjazd Związku Samopomocy Chłopskiej w ówczesnym Teatrze Miejskim (Kinie Ton). Lublin, ok. 1947-1950 r.

Jeszcze starszą historię opowiada kino Ton. Paradoksalnie jego wartość nie wynika wyłącznie z historii kina, lecz z historii samego budynku. Mieści się on bowiem w XVIII-wiecznym przytułku ufundowanym przez Jana Klemensa Branickiego przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W ciągu ponad dwóch wieków pełnił funkcję szpitala, przytułku, magazynu. W 1919 roku do historycznego budynku dobudowano salę widowiskową. Jeszcze przed wojną działało w niej kino Świat, po wojnie zaś kolejno teatr miejski i kino Ton. Jest znakomitym przykładem tego, jak kolejne epoki potrafiły nadawać zabytkowej architekturze zupełnie nowe znaczenia.

Obok Pokoju i Tonu działały również kina Syrena oraz Forum. Pierwsze z nich zakończyło działalność w 2008 roku, a jej dawny budynek ponownie przejęły organizacje religijne związane z historyczną Misją Barbikańską. Drugie, prowadzone przez Białostocki Ośrodek Kultury, pozostało jednym z nielicznych bastionów kina studyjnego w regionie. To właśnie ono przejęło rolę, którą dawniej pełniły sale niewielkich kin rozsianych po polskich miastach, miejsca spotkania z ambitnym repertuarem, festiwalami i dyskusjami o filmie.

Historia białostockich kin kończy się więc podobnie jak w wielu innych miastach opisywanych w naszym cyklu.

Fot. Simpledot / Wikimedia Commons
Świątynie ruchomych obrazów (cz. III)
Kino Syrena, rok po zamknięciu. Białystok, 2009 r.

Zmieniały się nazwy, właściciele i ustroje polityczne, ale przez ponad sto lat nie zmieniała się jedna rzecz: potrzeba wspólnego oglądania filmów. To ona okazała się najtrwalszym elementem tego dziedzictwa.

Papierowa wersja magazynu „Spotkania z Zabytkami” ukazuje się jako kwartalnik. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Malwina Górecka

Specjalistka ds. promocji szkolnictwa w kraju i zagranicą, dokumentalistka, scenarzystka i producentka filmowa. W swojej karierze zajmowała się promocją osiągnięć polskiej nauki i nowoczesnych technologii, ale także zagadnieniami feminizmu, równości czy historią kinematografii.

Popularne

Świątynie ruchomych obrazów (część I)

Kiedy pod koniec XIX wieku bracia Lumière po raz pierwszy wprawili fotografie w ruch, mało kto przypuszczał, że kino stanie się jedną z najważniejszych instytucji nowoczesnego miasta. W ciągu zaledwie kilku dekad sale projekcyjne wyrosły obok teatrów, dworców i domów towarowych na symbole nowoczesności. To tutaj po raz pierwszy oglądano odległe kraje, uczono się mody, poznawano nowe obyczaje, śledzono wielką historię i przeżywano pierwsze filmowe wzruszenia...

Świątynie ruchomych obrazów (cz. II)

W pierwszej części naszej podróży odwiedziliśmy kina, które do dziś pozostają ikonami polskiej architektury XX wieku. Ta opowieść ma jednak jeszcze drugą stronę. To również niewielkie kina ukryte w dawnych restauracjach, kaplicach, ogrodach letnich czy… zajezdniach tramwajowych. Miejsca, które często nie imponowały skalą, ale przez dziesięciolecia stanowiły lokalne centra życia społecznego...