Sacrum i profanum: o Nowosielskim słów kilka
fot. Krzysztof Gieraltowski / FORUM
Artykuły

Sacrum i profanum: o Nowosielskim słów kilka

Rok 2023 w polskiej sztuce upływał pod znakiem Jerzego Nowosielskiego. To jeden z najwybitniejszych artystów-teologów, jakich miała polska sztuka. Jego twórczość łączyła korzenie głęboko zapuszczone w tradycji z malarstwem na wskroś nowoczesnym. 

fot. Krzysztof Gieraltowski / FORUM
Sacrum i profanum: o Nowosielskim słów kilka
Jerzy Nowosielski, 1985 r.

Wystarczy wspomnieć o cerkwi w Białym Borze – jednym z najmłodszych obiektów na liście zabytków. Rzeczywiście to jest jedyny architektoniczny projekt Nowosielskiego, właściwie jedyna świątynia zaprojektowana całościowo przez niego, która w istocie prowadzi nas gdzieś na północ, w stronę skandynawskiego pojmowania świata architektury. Nie posiada bezpośrednich nawiązań do lokalnej tradycji. Zresztą jesteśmy na tzw. Ziemiach Odzyskanych, gdzie tradycja została gwałtownie przerwana. 

Nowosielski jest genialnym malarzem, a według mnie nie jest genialnym architektem. Wnętrze tej świątyni jest znacznie ciekawsze niż bryła architektoniczna. Nawiązuje do starej, wczesnochrześcijańskiej tradycji, gdzie świątynia była pewną „skorupą”, która tak naprawdę objawia swoje piękno, kiedy się przekroczy próg i wejdzie do środka. I w tym sensie symbolicznym ujawnia się coś bardzo ważnego w tajemnicy Kościoła, który można poznać tylko od środka. 

Fot. Wojciech Krynski / Forum
Sacrum i profanum: o Nowosielskim słów kilka
Cerkiew greckokatolicka pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Białym Borze, 2000 r.

Mamy tu wnętrze całkowicie zaaranżowane przez Nowosielskiego. Takiej szansy nie miał nigdzie, wcześniej ani później. I ono jest z jednej strony współczesne, chociaż ten Kościół ma już pół wieku, a z drugiej bardzo tradycyjne, jeśli chodzi o odwołania do sztuki cerkiewnej. 

Bardzo podoba mi się też Nowosielski w gotyckich wnętrzach, np. w Górowie Iławeckim czy kościele pofranciszkańskim we Wrocławiu. Gotyk i współczesność, Zachód i Wschód. Jak to wszystko z sobą współgra!

Zachwyca mnie też praca, którą wykonał w warszawskim kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. To jest bardzo ciekawe wnętrze od strony architektonicznej, co Nowosielskiemu stworzyło okazję do kreacji bardzo nietuzinkowego programu ikonograficznego. Osią jest wezwanie Kościoła, ten krzyż jest tam zwornikiem całego założenia artystycznego. Z kolei jego aranżacja na różnych płaszczyznach ścian i sklepienia jest w moim przekonaniu bardzo ciekawa, a przy tym mało znana wśród historyków sztuki, a do tego, niestety, niedoceniona wśród wiernych.

Fot. Wojciech Krynski / Forum
Sacrum i profanum: o Nowosielskim słów kilka
Cerkiew greckokatolicka pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Białym Borze, 2000 r.

Gdyby Nowosielski jeszcze żył i tworzył, chciałbym jego pracę zobaczyć w Świątyni Opatrzności Bożej. Wydaje mi się, że tylko geniusz mógłby uratować to wnętrze, zarazem wydobywając jego walory. Ponieważ był nie tylko artystą, lecz także teologiem, stworzyłby zapewne dzieło artystycznie natchnione, a do tego posiadające odpowiedni ciężar znaczeniowy. Jedno i drugie jest wielką bolączką sztuki współczesnej. 

W kontekście Nowosielskiego niestety mam też jeden apel: wiele z jego dzieł, przede wszystkim polichromie, wymagają pilnej restauracji, np. kruchta w kościele w Wesołej. W niektórych wypadkach to ostatni moment na konserwację! Nie pozwólmy zniknąć Nowosielskiemu z naszych kościołów.

Tekst pochodzi z numeru 1/2024 kwartalnika „Spotkania z Zabytkami”. 

bp Michał Janocha

Biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej. Wykładał m.in. w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej czy Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. Przewodniczący Rady ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przy Konferencji Episkopatu Polski.

Popularne

Bartholomäus Bruyn: tajemnica dwóch paneli  

Dwa kameralnych wymiarów obrazy na dębowych deskach brano za dzieła szkoły Jana van Eycka, eksponowano je w sąsiedztwie „Monny Luizy” (sic!), a finalnie okazały się formalnie związane z  Albrechtem Dürerem. Co mogło znajdować się między dwoma zachowanymi w warszawskim Muzeum Narodowym skrzydłami, i dlaczego na przestrzeni lat zmieniano nie tylko ich atrybucję, ale nawet wymiary?