- w jakich kolekcjach obecnie znajdują się dzieła z przedwojennego Muzeum Książąt Lubomirskich
- co łączy muzeum z Ossolineum
- rysunki i grafiki jakich znanych artystów znajdują się w zbiorach
W 2002 roku dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich Adolf Juzwenko i wnukowie ks. Andrzeja Lubomirskiego, ostatniego kuratora Ossolinem we Lwowie, podpisali „Uroczyste postanowienie”. Był to pierwszy krok w odtwarzaniu Muzeum Książąt Lubomirskich w strukturach Ossolineum we Wrocławiu. Ostatnim było uchwalenie przez Sejm RP pięć lat później zmian w ustawie o fundacji Zakład Narodowy im. Ossolińskich.

Ma on zostać wzniesiony naprzeciw siedziby Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, na działce u zbiegu ulicy Szewskiej i placu Uniwersyteckiego. Do konkursu zgłosiło się 216 pracowni architektonicznych z całego świata. Wygrała pracownia architektoniczna WXCA Sp. z o.o. z Warszawy. Jury uzasadniało swoją decyzję:
„Propozycja umiejscowienia muzeum w obiekcie o typologii miejskiej rezydencji odwołuje się do początków muzealnictwa i tradycji mecenatu. Zaproponowano budynek ponadczasowy, łączący nowoczesność z archaicznością dobrze wpisujący się w miejski kontekst”.
Zaproponowany gmach przypomina miejskie pałace, a jednocześnie jest oszczędny, surowy, wręcz ascetyczny. Utrzymany cały w szarości wydawać się może negatywowym odbiciem dawnej historycznej architektury. Budynek ma liczyć pięć kondygnacji naziemnych oraz dwie podziemne, a całkowita powierzchnia użytkowa muzeum wyniesie prawie 10 tys. metrów kwadratowych. Ma też spełniać wszystkie funkcje nowoczesnego muzeum: wystawiennicze, przechowywania zbiorów i ich konserwacji, badawcze, ale też edukacyjne. Wreszcie, stać się nową siedzibą instytucji powołanej niemalże sto lat wcześniej.
Kres muzeum na Kresach
Początkiem historii muzeum była umowa zawarta w 1823 roku przez Józefa Maksymiliana Ossolińskiego i ks. Henryka Lubomirskiego o powołaniu we Lwowie Muzeum Książąt Lubomirskich, sześć lat po stworzeniu Ossolineum.


Muzeum Książąt Lubomirskich otworzyło się dla publiczności w 1870 roku. Z czasem w tym mieście powstały inne muzea, w tym powołana w 1897 roku Lwowska Galeria Obrazów (obecnie Lwowska Narodowa Galeria Sztuki im. Borysa Woźnickiego). Jednak – jako część Ossolineum, jednej z najważniejszych narodowych instytucji –
W kolekcji muzeum znajdowały się także grafiki i rysunki, numizmaty i medale, a także rzeźby, przedmioty rzemiosła artystycznego i pamiątkowo-historyczne.
Muzeum Lubomirskich we Lwowie (GALERIA)
Kres jego działalności położyło zajęcie Lwowa przez wojska sowieckie i włączenie tych terenów do USRS. W 1940 roku Muzeum Książąt Lubomirskich podzieliło los innych tamtejszych muzeów i bibliotek: część z nich zlikwidowano, niektóre zbiory scalono lub przemieszano, rozpraszając wiele historycznych kolekcji.
Od zakończenia wojny polskie władze zabiegały o przekazanie do kraju najważniejszych zbiorów, które pozostały za wschodnią granicą. Po długich zabiegach między lipcem 1946 a marcem 1947 roku jako „dar narodu ukraińskiego dla narodu polskiego” trafiła do Polski część ossolińskich kolekcji: około 260 tysięcy książek oraz 43 procent rękopisów i 44 procent starych druków. W tym samym czasie z muzeów lwowskich oraz z innych miast trafiła do kraju niewielka część kolekcji obrazów. I tylko one wraz z obiektami wywiezionym jeszcze przez niemieckich okupantów, oraz przewiezionymi przez indywidualne osoby znajdują się w polskich kolekcjach.
„We Lwowie nie kwestionuje się tego”
Kolejną próbę restytucji Muzeum Książąt Lubomirskich podjęto po upadku bloku wschodniego. Po 1991 roku Polska podjęła rozmowy Ukrainą w sprawie restytucji niektórych dóbr kultury, a w 1997 roku złożyła osiem wniosków rewindykacyjnych, z których najobszerniejszy dotyczył właśnie zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Wystąpiła o zwrot m.in. kolekcji Muzeum Książąt Lubomirskich. Jacek Miler, zajmujący się w MKiDN przez lata problemem dóbr kultury za granicą, podkreślał potem, że stronie polskiej zależało „przede wszystkim na rozpoczęciu rozmów na ten temat. Uznaliśmy, że z tego właśnie powodu wybór właśnie tych obiektów będzie najbardziej właściwy (…). Składając właśnie te wnioski chcieliśmy zasygnalizować, że te obiekty mają szczególną wartość dla polskiego dziedzictwa narodowego”.
Strona ukraińska wszystkie te wnioski odrzuciła. Uznała bowiem, że przedmiotem restytucji nie mogą być dobra kultury należące do kolekcji historycznie stworzonych na obecnym terytorium Ukrainy. Co gorsze, ograniczeniu uległa współpraca polsko-ukraińska dotycząca polskich dóbr kultury znajdujących się nadal we Lwowie. Koniecznym stało się zbudowanie tych relacji na nowo.

„Z trudem, ale pojęliśmy, że Ossolineum jest jedno – ze zbiorami we Wrocławiu i we Lwowie i podjęliśmy dyskusję nad tym, co należy zrobić, aby zachować jedność bez konieczności przemieszczenia zbiorów”
– podkreślał Adolf Juzwenko na konferencji „Polska polityka wschodnia” w 2005 roku. I udało się w latach 2003–2005 podpisać umowy dotyczące współpracy, które pozwoliły na rozpoczęcie cyfrowego kopiowania zbiorów Ossolineum znajdujących się obecnie w Bibliotece im. Stefanyka we Lwowie. Po latach, w rozmowie opublikowanej w „Nowej Europie Wschodniej” podsumowywał stan relacji z ukraińskimi partnerami: „Kolekcje Ossolińskie pozostały we Lwowie, ale nie przestały być historycznymi kolekcjami ossolińskimi”. I dodawał: „We Lwowie nie kwestionuje się tego”. Kolejne lata, które przyniosły agresję Rosji i konieczność ratowania dzieł i historycznych zbiorów oraz możliwość ich przechowywania i eksponowania w Polsce, poniekąd tego dowodzą.
101 obiektów
Obecnie mamy do czynienia z trzecią już próbą restytucji Muzeum Lubomirskich, rozpoczętą podpisanym w 2002 roku „Uroczystym postanowieniem”. Tym razem zakończoną powodzeniem. Obecnie Ossolineum przeprowadza ostateczną weryfikację oferty na prace budowlane. Jeżeli nie będzie kolejnych przeszkód, jak odwołania o decyzji o wyborze kontrahenta, budowa ruszy w grudniu 2025 roku i potrwa trzy lata.

Muzeum będzie kontynuowało tradycje lwowskiej placówki i odwoływało się do historycznych kolekcji ossolińskich. Będzie jednak nową instytucją.
Na wystawie stałej zostaną pokazane przede wszystkim obiekty pochodzące z obecnych zbiorów Ossolineum lub kolekcji prywatnych. Obiekty z przedwojennej kolekcji mają być prezentowane na wystawach czasowych.
Trzeba pamiętać, że

Częścią kolekcji obecnego muzeum są także zachowane we Wrocławiu cenne zbiory grafik i rysunków z dawnych lwowskich zbiorów, w tym „Głowa brodatego mężczyzny” Albrechta Dürera, jedyny ocalały w kolekcji ze słynnego zespołu rysunków tego artysty przechowywanego do 1940 roku w Ossolineum, unikalny w Polsce zespół rysunków Rembrandta oraz kolekcja medali i numizmatów. W skład jego kolekcji wchodzą wreszcie obiekty ofiarowane muzeum, często bardzo cenne jak „Wesoły kwaterunek” Józefa Brandta z daru Jana i Jadwigi Nowak-Jeziorańskich czy pochodzący z połowy XVIII wieku francuski gobelin „Porwanie Europy” ofiarowany przez ks. Renatę Sapieżynę. Są wreszcie zakupy. Ossolineum systematycznie powiększa bowiem swoją kolekcję m.in. o grafiki Daniela Chodowieckiego (w przedwojennym Ossolineum znajdował się duży zasób jego prac).

Łączenie w jednym miejscu
Jednak obok tego pierwszego procesu restytucyjnego, czyli tworzenia instytucji z własnym gmachem i zbiorami we Wrocławiu, trwa drugi, nie mniej ważny proces: odtwarzania historii Ossolineum i Muzeum Lubomirskich wraz z ich przedwojennymi kolekcjami. W przypadku zbiorów bibliotecznych dzieje się to od dwóch dekad poprzez kopiowanie kolekcji znajdujących się we Wrocławiu i we Lwowie. W ten sposób,
w ścisłej współpracy ze stroną ukraińską, powstaje cyfrowa wersja przedwojennej biblioteki Ossolineum – rozproszone przed laty zbiory są łączone w jednym miejscu.
Udało się też powołać przy Bibliotece im. Stefanyka pełnomocnika Ossolineum, którego zadaniem jest m.in. współpraca ze wszystkimi instytucjami, do których po wojnie trafiły kolekcje sztuki Muzeum Lubomirskich funkcjonującego do wybuchu II wojny światowej w ramach struktury Ossolineum.
Podobny zabieg tworzenia cyfrowej kopii zbiorów jest niewystarczający w przypadku dzieł sztuki. Przyjęto zatem w Ossolineum inny model działania.
Jeden jego element to organizacja wystaw czasowych. Pierwszą – „Początki Muzeum Lubomirskich” – zorganizowano we Wrocławiu. Zgromadzono na niej dzieła sztuki, które wchodziły w skład pierwotnej kolekcji ks. Henryka Lubomirskiego. Pokazano zatem obiekty, który stały u początku tego muzeum, w tym obrazy, m.in. efektowny „Wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu” Bernarda Bellotta, rysunki i miniatury, medale i numizmaty, rzeźby czy rzemiosło artystyczne.

Kolejna wystawa – „Muzeum Książąt Lubomirskich. Nie/zapomniana historia” – została otwarta w 2017 roku we Lwowie. W kolejnym roku została zaprezentowana we Wrocławiu. Zorganizowano ją w dwusetną rocznicę powołania Ossolińskich. I była unikalnym wydarzeniem. Nie tylko wypożyczono na nią wybitne dzieła z lwowskich kolekcji muzealnych, jak „Portret Henryka Lubomirskiego jako Kupidyna” Angeliki Kauffmann i „Modlitwę w stepie” Józefa Brandta, ale
była ona wspólną inicjatywą Lwowskiej Galerii Sztuki oraz wrocławskiego Ossolineum. Tego typu partnerska współpraca była i nadal jest rzadka w przypadku polskich i ukraińskich muzeów.


Wreszcie w 200-lecie Muzeum Lubomirskich przygotowano we Wrocławiu wystawę „Historia nie/oczywista” pokazującą jego dzieje od powstania, budowania instytucji i kolekcji we Lwowie, drugą wojnę światową i grabież zbiorów, po powojenne losy i odtworzenie muzeum we Wrocławiu. Opowiadano o kolekcji – na wystawie znalazły się obiekty znajdujące się obecnie w zbiorach wrocławskich, ale też o ludziach, którzy przez kolejne pokolenia tworzyli tę instytucję. Była ona, jak podkreśla kierująca Muzeum Książąt Lubomirskich Joanna Błoch w publikacji towarzyszącej tej wystawie, „nie tyle podsumowującą minione dwieście lat, ile raczej otwierającą nas w przyszłość”.
Wszystkie te ekspozycje układały się w swoisty tryptyk opowiadający o dziejach Muzeum Lubomirskich od 1823 roku po współczesność.
Nie tylko wystawy
Drugi, nie mniej ważny element, to wydawane w ostatnich latach publikacje, które odtwarzają historię Muzeum Książąt Lubomirskich. W 2020 roku ukazały się „Rysunki artystów polskich z Muzeum Lubomirskich we Lwowie” Anity Soroko, poświęcone przedwojennej, bardzo bogatej kolekcji, z których większość po 1945 roku została w Ukrainie i jest obecnie przechowywana w Bibliotece im. Stefanyka. Druga ważna publikacja to zapowiadane na ten rok opracowanie Adama Deglera „Muzeum Lubomirskich 1823–1940. Zbiór monet antycznych”. W 2023 roku wydano także pracę zbiorową pod redakcją Wojciecha Gruka „Zmienny krajobraz. 200 lat Muzeum Książąt Lubomirskich”, która w oryginalny sposób, na przykładzie 25 obiektów z obecnych zbiorów tego Muzeum, zarówno szerzej znanych, ale także wiadomych jedynie specjalistom opowiada o historii najpierw lwowskiej, a obecnie wrocławskiej instytucji.
Jednak na szczególną uwagę zasługuje trzecie z opracowań dotyczących dawnych lwowskich kolekcji: przygotowany przez Beatę Długajczyk i Leszka Machnika tom „Muzeum Lubomirskich 1823–1940. Zbiór malarstwa”. Ponieważ w historii tej właśnie części kolekcji, niczym w soczewce, można zobaczyć skomplikowanie losów nie tylko tych zbiorów, ale szerzej lwowskich dóbr kultury podczas drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu.
W 1940 roku część z tamtejszych bibliotek i muzeów zlikwidowano, niektóre zbiory scalono lub przemieszczono, rozpraszając tym samym wiele historycznych kolekcji, m.in. z Biblioteki Ossolineum i 5 innych bibliotek utworzono Lwowską Filię Biblioteki AN USRR, obecnie Bibliotekę im. Wasyla Stefanyka.

I był to jedynie początek przemieszczeń tamtejszych dóbr kultury. Potem doszedł niemiecki rabunek, wojenne i powojenne wywozy, wreszcie dalsze przekazy dzieł w ramach ZSRS.
Uzmysłowić trudności
Beata Długajczyk i Leszek Machnik nie tylko przygotowali pierwsze monograficzne opracowanie historii lwowskiego okresu Muzeum Lubomirskich, opisali powstawanie kolekcji i zasady jakimi kierowano się w jej tworzeniu, wreszcie koncepcję ekspozycji stałej oraz jej ewolucję, ale też wykonali wręcz detektywistyczną pracę w poszukiwaniu obiektów z historycznego zbioru. Większość z nich znajduje się obecnie w Ukrainie – największy zespół we Lwowskiej Galerii Sztuki, w której udało się zidentyfikować ok. 500 płócien, ale też cztery obiekty z Muzeum Książąt Lubomirskich odnaleziono w Narodowym Muzeum Sztuki im. Bohdana i Warwary Chanenków w Kijowie.
Są też w Muzeum Narodowym w Warszawie i na Zamku w Łańcucie. Wreszcie 20 dzieł zidentyfikowano w Litewskim Muzeum Sztuki w Wilnie. Wymienienie tym wszystkich miejsc pozwala lepiej uzmysłowić trudności, jakie napotyka się chcąc odtworzyć historyczny kształt tego muzeum.
Dodać trzeba, że z pozostawionych na terenie Ukrainy prawie 1600 obiektów do tej pory udało się zidentyfikować niewiele ponad połowę.
Nadal pozostaje wiele do zrobienia w sprawie historii Muzeum Książąt Lubomirskich i jego zbiorów. Jednak dzięki nieoczywistemu pomysłowi na jego restytucję – odbudowie w nowym miejscu połączonej z badaniami nad dziejami tego muzeum rozpoczął się proces rewindykacji pamięci o polskim dziedzictwie, używając użytego przez historyczkę sztuki Dorotę Piramidowicz określenia. Udało się stworzyć model działania pozwalający jednocześnie na polsko-ukraińską współpracę, mimo roszeń dotyczących dóbr kultury. To duże osiągnięcie, bo bez tej pamięci będziemy pozbawieni istotniej części naszej historii.
Zgoda a Pan Bóg rękę poda
Spór o nazwę „Muzeum Książąt Lubomirskich”, który rozgorzał w ostatnim czasie, tylko pozornie dotyczy szyldu. Tak naprawdę jest sporem o tożsamość i historię.
Po jednej stronie stoi Zakład Narodowy im. Ossolińskich, który od XIX wieku prowadzi Muzeum Książąt Lubomirskich jako integralną część Ossolineum. Po drugiej – Jan Lubomirski-Lanckoroński, potomek rodu, który w Krakowie chce otworzyć muzeum pod taką nazwą . I twierdzi: jak można zabronić używania własnego nazwiska?
Ossolineum z kolei odpowiada, że nazwa „Muzeum Książąt Lubomirskich” jest historyczna i prawnie chroniona, a jej ciągłość sięga momentu, gdy takie gesty były czymś więcej niż brandem. Były wręcz patriotycznym programem. Muzeum przy Ossolineum powstało w okresie, gdy państwo polskie nie istniało, a instytucje kultury stawały się depozytariuszami polskości. To był czas, gdy muzealnictwo było aktem obywatelskiego oporu, a nie marketingowym projektem.
I tu dochodzimy do clou sporu. Czy naprawdę w XXI wieku mamy przerabiać XIX-wieczną ideę wspólnoty na spór o szyld? Czy nie gubimy sensu, redukując wielką historię do małej, a może nawet małostkowej, kłótni? Historia rodu Lubomirskich – podobnie jak historia Ossolineum – była historią fundacji, donacji, ofiarowania czegoś większego niż prywatny prestiż. Kultura była wówczas traktowana jako służba.
Jan Lubomirski-Lanckoroński przekonuje, że jego krakowskie muzeum nie chce być wydmuszką, lecz realnym miejscem prezentacji zbiorów. Zapowiada pokazanie kolekcji starożytności, militariów, kolekcji monet, począwszy od czasów Władysława Hermana. Do tego prace Rembrandta van Rijn czy Albrechta Dürera. Albo obraz jednego z uczniów Leonarda da Vinci. Do tego sztuka współczesna: Pablo Picasso, Marc Chagall, Andy Warhol, Keith Haring, Antoni Tàpies czy Robert Delaunay. W zapowiedziach pojawiają się pamiątki rodzinne, fotografie i archiwalia. Brzmi znakomicie. Ma być też opowieść o rodzie, o jego roli w historii, wreszcie o Karolinie Lanckorońskiej, którą nazywa pieszczotliwie „ciocią Karlą”. A przecież to właśnie ona ofiarowała Krakowowi bezcenny dar – kolekcję obrazów włoskich mistrzów, dziś w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu. Kraków ma wobec niej dług wdzięczności.
Może więc rozwiązanie jest prostsze niż się wydaje. Może zamiast przeciągać linę między Wrocławiem a Krakowem, warto przeciąć węzeł nie mieczem, tylko rozsądkiem. „Muzeum Lubomirskich-Lanckorońskich w Krakowie” – nazwa czytelna, oddająca tożsamość inicjatora, a zarazem niepodważająca historycznej ciągłości Muzeum Książąt Lubomirskich przy Ossolineum. Wtedy każdy zostaje przy swoim, a zarazem przy wspólnym. A w przyszłości wspólne projekty edukacyjne i badawcze…
Lubomirscy zapisali się w historii jako fundatorzy, Ossolineum – jako strażnik pamięci. Czy naprawdę nie da się w tej opowieści wspólnie dopisać kolejnego rozdziału? Zamiast wojny na logotypy, może lepiej zaproponować sojusz wokół idei? Bo muzeum to nie tylko mury i marka. To pamięć, która nie powinna być polem bitwy. I może właśnie dziś, w epoce sporów o wszystko, warto przypomnieć, że największe rody poznaje się nie po tym, jak bronią nazwiska, lecz po tym, jak dzielą się dziedzictwem.
Bo przecież nie chodzi o to, kto ma rację w sensie formalno-prawnym. Chodzi o gest. O pokazanie, że nazwisko zobowiązuje. Że jeśli jest się potomkiem rodu, który przez wieki budował Rzeczpospolitą – także jej kulturę – to nie wypada sięgać po liberum veto. To nie czas na Władysława Sicińskiego. To czas na współpracę – zwłaszcza gdy herbowe zawołanie brzmi: „Patriam Versus”, czyli „Zwróceni ku Ojczyźnie”.
Łukasz Gazur











![[Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, biblioteka, gabinet grafiki][1947]FotografiaBiblioteka Narodowa Zakład Narodowy im. Ossolińskich, gabinet grafiki, 1947 r. Fot. Biblioteka Narodowa Polona](https://spotkaniazzabytkami.pl/wp-content/uploads/2026/02/2f973587-c772-4cff-8359-b5cde118ebaa-800x767.jpg)


















