„Łukasz Stokłosa. Lśnienie” – wystawa w Zamku Królewskim w Warszawie
Fot. Zamek Królewski w Warszawie
Galerie

„Lśnienie”, czyli infekcja, która daje odporność

Wystawa Łukasz Stokłosa działa jak wirus, zarażając współczesnością – świadomie i z premedytacją – Zamek Królewski w Warszawie. Wnika w historyczne wnętrza, ale ich nie kolonizuje. Ujawnia napięcie, pokazuje, że to miejsce żyje dziś w trybie rekonstrukcji, pamięci i nieustannego dopowiadania sensów.

Choć Zamek Królewski w Wawelu w zeszłym roku też pokazał sztukę Łukasza Stokłosy w zestawieniu postacią Frredy’ego Mercury’ego, to na polskim rynku sztuki to wciąż gest nowatorski,ale na świecie od dawna oswojony. W Luwrze, Wersalu czy Prado sztuka współczesna bywa wpuszczana do wnętrz historycznych jak test odporności instytucji, sprawdzian tego, czy przeszłość potrafi znieść dialog z teraźniejszością. Tylko w zeszłym roku Palacio de Liria pokazywano feministyczną sztukę Joany Vacancelos, a willa Borghese – sztukę amerykańśko-kenijskiej artystki Wangechi Mutu, opowiadającą o historiach postkolonialnych. U nas takie interwencje nadal traktowane są ostrożnie, czasem podejrzliwie, jakby współczesność mogła zabrudzić polichromie albo naruszyć mit miejsca. Tymczasem wystawa Stokłosy pokazuje, że to właśnie brak takich „wirusów” bywa dla historii groźniejszy, bo prowadzi do jej petryfikacji.

Kuratorski gest jest tu interesujący z kilku powodów. Po pierwsze: brak dosłowności. Stokłosa nie kontruje sal agresywną formą ani nie wchodzi w estetyczny wrestling z architekturą. Jego obrazy są zamglone, wyciszone, jakby specjalnie zaprojektowane do rozmowy półgłosem. Dzięki temu nie konkurują z wnętrzami Zamku, lecz zmieniają sposób, w jaki na nie patrzymy.

Po drugie: to sztuka, która nie opowiada historii Zamku, tylko mówi o jej braku. O wywietrzeniu dawnego życia z reprezentacyjnych przestrzeni. O tym, że to, co dziś oglądamy, jest już zawsze „po”: po zniszczeniu, po odbudowie, po pierwotnej funkcji. Zamglone pałacowe wnętrza Stokłosy, malowane w manierze sfumato, działają jak wizualne echo. Są obrazami pamięci, która nie potrafi już przywołać konkretnych postaci, ale wciąż przechowuje atmosferę.

Po trzecie wreszcie: wystawa stawia ważne pytanie o status autentyczności. Zamek Królewski w Warszawie to przecież przestrzeń-symbol: odbudowana, zrekonstruowana z pietyzmem, ale jednak wtórna wobec własnej historii. Obrazy Stokłosy próbują tę historię „dopełniać”. One ją rozszczelniają. Pokazują, że autentyczność nie musi polegać na iluzji ciągłości, lecz może ujawniać się właśnie w pęknięciu, w nieostrości, w zawieszeniu między tym, co było, a tym, co zostało opowiedziane. To interesujące właśnie dlatego, że Stokłosa nie opowiada „o Zamku”. On opowiada o wyparowaniu życia z wnętrz, o tym, co zostaje, gdy z przestrzeni znikają użytkownicy, dwór, rytuał, codzienność. Jego obrazy są jak rentgen, pokazują nie tyle meble i ściany, ile pustkę po funkcji. Zamglone wnętrza pałacowe, które maluje, są dziwnie kompatybilne z tym, co Zamek już w sobie niesie: z historią rekonstruowaną, z pamięcią odzyskaną, z aurą miejsca, które jest jednocześnie autentyczne i wtórne, prawdziwe i odtworzone. Sama ekipa Zamku czasem próbuje z tym walczyć, pokazując stół jakby właśnie przy nim ucztował władca i jego świta. To mikroingerencje próbujące przywrócić życie.

To także ciekawy test dla samego Zamku Królewskiego. Bo nagle okazuje się, że przestrzeń tak silnie obciążona znaczeniem potrafi udźwignąć nie tylko narrację narodową, ceremonialną, edukacyjną, lecz także współczesną refleksję o pamięci jako stanie zaniku, a nie triumfu. Obrazy Stokłosy nie pytają „jak było?”, lecz „co z tego jeszcze zostało w powietrzu?”.

Dlatego ta wystawa działa tak dobrze. Nie jest ani dekoracją, ani prowokacją dla samej prowokacji. To świadomy, precyzyjny gest kuratorski, który traktuje Zamek nie jak relikwiarz, lecz jak organizm zdolny do reagowania na infekcji, do zmiany, do adaptacji. Stokłosa nie zakłóca porządku tego miejsca. On pokazuje, że porządek już dawno został zakłócony przez historię, a sztuka współczesna potrafi ten fakt jedynie uczciwie nazwać.

Rzadko zdarza się sytuacja, w której malarstwo tak konsekwentnie i tak subtelnie potrafi uruchomić instytucję pamięci przeciwko jej własnym przyzwyczajeniom. I zrobić to bez hałasu. W półmroku. W lekkiej mgle.

Łukasz Stokłosa (ur. 1986) jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.
Ma na koncie kilkadziesiąt wystaw indywidualnych i zbiorowych w Polsce i za granicą. Jego prace znajdują się w kolekcjach m.in. Zamku Królewskiego na Wawelu oraz Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK w Krakowie.

„Lśnienie”, czyli infekcja, która daje odporność

Wystawa prezentowana w Zamku Królewskim w Warszawie
od 16 stycznia do 27 września 2026 roku


Łukasz Gazur

Krytyk sztuki i teatru, wieloletni szef działu kultury w "Dzienniku Polskim" i "Gazecie Krakowskiej". Publikował i współpracował m.in. z "Przekrojem", "Tygodnikiem Powszechnym", "Wprost", TVP Kultura. Wykładowca akademicki na kierunkach kolekcjonerskich i antykwarycznych oraz dziennikarskich. Czterokrotnie wyróżniony Nagrodą Dziennikarzy Małopolski. Członek polskiej sekcji międzynarodowego stowarzyszenia krytyków AICA. Zastępca redaktora naczelnego magazynu "Spotkania z Zabytkami". Laureat jubileuszowej edycji nagród „Kolekcjonerstwo – nauka i upowszechnianie” im. Feliksa Jasieńskiego.

Popularne

Tęcza w ciemni

Koncepcja jest pięknie przewrotna: zerwać z czarno-białym stereotypem. Uświadomić, że początki fotografii wcale nie były pozbawione barw. Ba, że kolor był w niej wręcz od początku, tylko w innych miejscach, niż się go spodziewaliśmy. Nie tylko w odbitkach czy emulsjach,...