Fot. Muzeum – Zamek w Łańcucie
- co to kakatorium i „krzesło czystości”
- w której polskiej rezydencji miednice były wielkości salaterek
- która księżna wprowadziła higienę na zamku w Pszczynie
Nie ma łazienki nawet w gubernialnym mieście Siedlcach… W ziemiańskich domach są fortepiany, ale nie ma łazienek – i
łatwiej nauczyć się francuskiego, niż znaleźć miejsce, w którym można się wykąpać
– zauważał kąśliwie Bolesław Prus w „Kronikach tygodniowych”. Czy zapisek autora „Lalki” wyczerpuje temat, czy na ziemiach polskich powstawały jednak miejsca, gdzie można było zadbać o higienę?
Niespodziewane prysznice dla gości, magrabia suchy
Nie oszukujmy się – higiena w dawnych wiekach była pojmowana inaczej niż dzisiaj. Od czasów epidemii dżumy w XIV i XV wieku kąpiele uważano za przyczynę szerzenia się choroby.
Miały one przyczyniać się do rozszerzania porów skóry i sprawiać, że bakterie otrzymywały łatwy dostęp do ciała. Kolejne wieki nie były lepsze – w XVII wieku dbanie o higienę ograniczało się do częstej zmiany bielizny, która wchłaniała pot, oraz do stosowania perfum i pudrów, które mniej lub bardziej skutecznie tłumiły zapach niemytego ciała. Czy aby ten rozpowszechniony obraz wieków brudu na terenach dzisiejszej Polski wyczerpuje temat?


I tak, i nie. Z jednej strony kąpiele były dobrem luksusowym, z drugiej w Polsce były widoczne wpływy Orientu, gdzie mycie się jest częste i regulowane nakazami religii. Istniały wciąż łaźnie publiczne, a przy wielu siedzibach szlacheckich dobudowywano łaźnie parowe, zwykle niewielkie drewniane pomieszczenia z podgrzewanymi, polewanymi wodą kamieniami. Były też łaźnie spektakularne, które wzbudzały zachwyt odwiedzających. Należą do nich łaźnie pińczowskie, tak opisywane w 1611 roku przez ariańskiego duchownego Simona Pistoriusa:
„Kiedy się tkniesz rzeczy jednej,
Puści się deszcz niepodobny
Z góry i ze ścian, z pawimentu,
I z każdego instrumentu,
Który w sobie wodę nosi,
Co trzydzieści wód przenosi”.
Łaźnia pińczowska znajdowała się w ogrodzie, składała się z dwóch części, zdobiły ją polichromie i rzeźby. Były tam i fontanna, i ptaszki w klatkach, które śpiewały ku uciesze odwiedzających. Podobno na gości czyhały niespodziewane prysznice, a tylko sam margrabia Myszkowski, właściciel tego przybytku, wiedział, jak przejść przez łaźnię i nie zostać zmoczonym. Drugie pomieszczenie łaźni, wyłożone marmurem cieplice, miało służyć do kąpieli gorących. Woda zimna i gorąca leciała tam z pysków lwa i niedźwiedzia. Nawet podając w wątpliwość akuratność opisu Pistoriusa, zachwycającego się np. rzeźbami wydającymi dźwięki, i tak łaźnia Myszkowskiego musiała być imponującym obiektem. Pewne pojęcie o tym, jak mogła wyglądać łaźnia magnacka z końca XVII wieku, daje pawilon warszawskich Łazienek, nad którego wejściem wciąż można przeczytać łacińską inskrypcję:
„Ten dom nienawidzi smutku, kocha pokój, ofiarowuje kąpiel, zaleca życie sielskie i życzy sobie gościć ludzi poczciwych”.
Do dziś można podziwiać pokój kąpielowy pamiętający czasy Stanisława Herakliusza Lubomirskiego ze scenami z „Metamorfoz” Owidiusza i biało-niebieskimi holenderskimi kaflami na ścianach. Niegdyś były tu dwie metalowe, wpuszczone w posadzkę wanny oraz zbiorniki na ciepłą i zimną wodę.

Jednak w XVII wieku łazienka w obrębie samego pałacu, dworu czy zamku nie była rzeczą oczywistą.
Potrzeby higieniczne załatwiano zazwyczaj, myjąc widoczne części ciała (ręce, stopy i twarz) w sypialniach lub garderobach. Pełnej kąpieli zażywano rzadziej, twierdząc, że osłabia ona i nie sprzyja zdrowotności.
Była to ponadto sprawa kłopotliwa. Wodę do kąpieli musieli wszak zagrzać i przynieść służący.
Znaczące zmiany zaczęły się w XVIII wieku. Wówczas to uległ rozbudowaniu arsenał przedmiotów, które służyły do dbania o higienę osobistą. Warto też przyjrzeć się rozpoczętej wtedy oszałamiającej karierze „krzesła czystości”, czyli bidetu, który w wersji de luxe stał się ekskluzywnym prezentem dla dam. Taki bidet wykonany z orzecha włoskiego z misą z kryształu i pokrywą wykończoną czerwoną skórą otrzymała markiza de Pompadour od kupca i wytwórcy mebli Pierre’a de Migeona. I nie był to jedyny bidet prezent w jej kolekcji. W europejskich domach możnych zaczęto też wyznaczać specjalne pomieszczenia, które miały służyć kąpieli.
2. Fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Wilanów: wstydu nie ma
Izabela z Czartoryskich Lubomirska (1736–1816), piękna, elegancka i bajecznie bogata dziedziczka, była córką Marii Zofii z Sieniawskich i wojewody ruskiego Augusta Czartoryskiego. Wydano ją za mąż za kilkanaście lat starszego Stanisława Lubomirskiego, późniejszego marszałka wielkiego koronnego. Izabeli nieobce były światowe nowinki w kwestiach mody i urody, wiele podróżowała po Europie, najwięcej czasu spędzając we Francji i w Wiedniu. Lubomirska ponadto uwielbiała się kąpać. Zachowały się rachunki za kąpiele podczas pobytu księżnej we Francji. W dzienniku wydatków odnotowano koszty wypożyczenia wanny, w której
Izabela brała kąpiele z dodatkiem skórek winogron i wina. Takie kąpiele jako relaksujące i poprawiające elastyczność skóry do dziś są reklamowane przez modne spa.

Nic dziwnego, że księżna zadbała też o światowy poziom domowego przybytku kąpielowego. W latach 1775–1778 wzniesiono na terenie jej dóbr wilanowskich dwukondygnacyjny pawilon kąpielowy, który zaprojektował Szymon Bogumił Zug. Budynek – mieszczący oprócz pokoju kąpielowego również gabinet, sypialnię, pokój do ubierania, kilka garderób, kakatorium (czyli tzw. miejsce ustronne) oraz pomieszczenia służby – połączono z prywatnym apartamentem Lubomirskiej w południowym skrzydle wilanowskiego pałacu. Sercem budowli był obszerny pokój kąpielowy, który wzbudzał zachwyt gości. Miał on wysokość dwóch kondygnacji. Pomieszczenie doświetlały trzy wysokie okna typu porte-fenêtre wychodzące na ogród. Naprzeciw okna znajdowała się nisza, ujęta w dwie marmoryzowane kolumny, w której umieszczono miedzianą wannę na sześciu złoconych lwich łapach. Nad wanną, cynową w środku, marmoryzowaną na zewnątrz, znajdowała się złocona głowa lwa, z której leciała woda. Po kąpieli była ona odprowadzana cynową rurą na zewnątrz. Podłogę zdobiła biało-czarna szachownica z marmuru. W pokoju stały meble wypoczynkowe, w tym kanapa z baldachimem oraz stolik z szufladą na papier, piaskownicę i kałamarz. Wystroju dopełniały wazy z saskiej porcelany na postumentach oraz kwiaty na mahoniowych stoliczkach. Zachwycony po wizycie w Wilanowie dyrektor Królewskiej Biblioteki w Berlinie, Johann Erich Biester, pisał:
„Zwłaszcza łazienki nie powstydziłaby się żadna królewska rezydencja”.



W XIX wieku w pokoju kąpielowym Lubomirskiej w Wilanowie urządzono sypialnię Aleksandry Potockiej. Wnętrze łazienki udało się jednak zrekonstruować pod koniec lat 60. XX wieku, głównie dzięki szczegółowemu inwentarzowi z 1793 roku.
Wanna z widokiem na ogród
W 1783 roku, po śmierci męża, księżna Lubomirska stała się właścicielką zamku łańcuckiego, który został wówczas rozbudowany i zmodernizowany. Główną łazienkę Lubomirskiej umieszczono przy sypialni na parterze skrzydła północnego. Podobnie jak w Wilanowie, pod ścianą stał tam pokaźny kominek z lustrem powyżej, wanna była umieszczona w niszy, a pokój oświetlały okna w typie porte-fenêtre oferujące widok na zamkowy ogród. Największą ozdobą pomieszczenia były polichromie w stylu pompejańskim. Tu również stały meble wypoczynkowe. Były także toaletka fornirowana drewnem różanym i szafa, w której przechowywano białe płótno do wyściełania wanny podczas kąpieli.

Po śmierci Lubomirskiej zlikwidowano osobne pomieszczenia kąpielowe na zamku, wydzielając miejsce do mycia w sypialniach, garderobach lub pokojach toaletowych. Zwykle stawiano tam umywalnie w formie drewnianego stołu z dolną półką, na których stał komplet toaletowy: dzban nalewak z miednicą, przyborniki na mydło, gąbkę i szczoteczkę, czasem wanienka do mycia nóg. Stali goście, wiedząc o braku łazienek, przywozili z sobą miednice i wanny, co stwierdza z konsternacją odwiedzający w 1887 roku Łańcut szambelan dworu cesarskiego Marian Rosco-Bogdanowicz, dodając:
„Miednice w dwupiętrowych kantorkach przy łóżkach były wielkości salaterek”.
Dopiero modernizacja zamku za Romana i Elżbiety Potockich w latach 1889–1912 znacząco zmieniła tę sytuację. Prace związane z zainstalowaniem ceramicznych wanien, zlewów, umywalek czy bidetów zlecono firmie Johna Thomasa Gramlicka, noszącego z dumą tytuł cesarsko-królewskiego dostawcy dworu. Do zamku doprowadzono wówczas kanalizację i wodociąg. Projekt przebudowy całości powierzono wiedeńskim architektom: Armandowi Bauqué i Albertowi Pio. Powstało wówczas 18 łazienek, z czego 14 dotrwało do naszych czasów. Nie oznaczało to bynajmniej likwidacji wszystkich anachronicznych kącików do mycia wyznaczonych w apartamentach.
Dziś na uwagę zasługują nie tylko same łańcuckie łazienki, lecz także zachowane w nich urządzenia sanitarne. Prawdziwą perełką jest ręcznie malowany przenośny bidet, którego ceramiczna misa datuje się na mniej więcej 1784 rok. Jest ona malowana naszkliwnie, złocona i zdobiona monogramem „MA” pod koroną. Potoccy uważali ów bidet za niegdysiejszą własność samej królowej Marii Antoniny3. Niezwykle dekoracyjne bywają i bardziej współczesne elementy wyposażenia. Uwagę w łazience na drugim piętrze skrzydła wschodniego przykuwa angielska muszla klozetowa z mniej więcej 1891 roku z ręcznie malowanymi motywami barwnych chryzantem. W ścianie, w niszy ujętej drewnianą ramką, zainstalowano ceramiczną spłuczkę. Waterklozet wstawiała tu firma Gramlicka, który nie omieszkał zostawić swojej sygnatury na rączce spłuczki i… wewnątrz samej muszli.
Zamek w łańcucie: dla każdego coś miłego
Łańcuckie łazienki różnią się i armaturą, i samym wystrojem. Czasem są to wnętrza kameralne, jak niewielka łazienka w Apartamencie Damskim, oddzielona przepierzeniem od Ubieralni, w której nad wanną ujętą w drewnianą boazerię umieszczono siedem ręcznie malowanych fajansowych kafli z wizerunkami ptaków w zieleni. Czasem są to pomieszczenia imponujące rozmachem i wystrojem, jak okazała łazienka z wieży północno-zachodniej. Ma ona wannę w niszy, którą wieńczy scena morska z Posejdonem powożącym rydwanem w kształcie muszli, zaprzężonym w hippokampy (konioryby). Największą uwagę przykuwają tu polichromie w typie pompejańskim. Są tam motywy kandelabrowe, wachlarze, półpostacie uskrzydlonych kobiet, sfinksy, wici roślinne i maski utrzymane w szaro-błękitno-brązowej tonacji. Skromniejsza jest ośmioboczna łazienka na drugim piętrze wieży północno-wschodniej ze ścianami pokrytymi drukowaną, lnianą materią z przełomu lat 20. i 30. XX wieku, dekorowaną motywami zabawy w pierścień. Wanna jest tu ujęta w drewnianą obudowę z profilowanymi płycinami i boazerią powyżej, jak w wielu innych łańcuckich pokojach kąpielowych.

Inny charakter ma obszerna Łazienka Żółta w Apartamencie Męskim, ogrzewana kominkiem z białego marmuru. Tu wanna i bidet są oddzielone od wnętrza dwustronnym parawanem. Przestrzeń obok wanny wyłożono żółtymi płytami z kwietnym motywem pod sufitem. W tym właśnie pomieszczeniu bywał w czasie swojej wizyty w 1923 roku król Rumunii Ferdynand I. A nie była to jedyna łazienka, która służyła koronowanej głowie.
„Cóż Panie, jedź do Książa. Tam nie wpadniesz w zły nastrój. Tam jest pełno łazienek”
– takimi słowami miała się zwrócić do cesarza Wilhelma II Patsy Cornwallis-West, matka księżnej Hochberg von Pless, pani na zamkach w Książu i Pszczynie. Daisy, a właściwie Maria Teresa Oliwia Hochberg von Pless, pozostawała w ciepłych stosunkach z cesarzem Wilhelmem II, który wiele razy gościł w rodowych siedzibach Hochbergów.
Angielka walczy z niemieckim brudem
Księżna Daisy, Angielka z urodzenia, kiedy zamieszkała na Śląsku, była rozczarowana poziomem niemieckiej higieny. Gdy jako młoda mężatka przyjechała do Pszczyny, z przerażeniem odkryła, że w okazałym pszczyńskim pałacu nie było żadnego pokoju kąpielowego! To właśnie ona doprowadziła do zmiany tego stanu rzeczy. Do dziś zachowała się łazienka urządzona dla Daisy, wyłożona marmurem i lustrami, z wpuszczonym w posadzkę marmurowym basenem, do którego schodziło się po kilku schodkach.
2. Fot. Domena Publiczna
W tym samym czasie co w Pszczynie modernizację przeszedł pałac Konstantego Zamoyskiego w Kozłówce. Tam instalacje wodno-kanalizacyjne wykonała firma Sikorski & Kurcewski. Powstało wówczas sześć łazienek wyłożonych kaflami firmy Villeroy & Boch, z ceramicznymi wannami, muszlami klozetowymi i kolumnami do grzania wody. Taką kolumnę znajdziemy w Łazience Hrabiny na piętrze, gdzie komfort termiczny był również zapewniony przez malowany, biało-kobaltowy piec. Szczególne miejsce w kozłowieckim budynku zajmuje zachowana do dziś mahoniowa umywalnia z wysuwanym bidetem, wanienką do mycia nóg oraz kryształowym lustrem, które ma marmurowy blat z uchylną misą.

Jednak nie wymienione powyżej łazienki są ulubionym planem polskich filmowców. To pewien salon kąpielowy w… Sosnowcu. W filmie Michała Bajona „Magnat” jest scena, gdy nowobogacki Heinberg wprowadza księcia von Teuss do łazienki w swojej prywatnej rezydencji. Zatacza ręką krąg i mówi z dumą:

„Mon bijou” („Mój klejnocik” – przyp. red.).
Scena ta była kręcona w Pałacu Dietla w Sosnowcu, we wnętrzu, które prasa ochrzciła najpiękniejszą łazienką w Polsce. Pałac na potrzeby swojej rodziny wybudował i rozbudował na przełomie XIX i XX wieku przemysłowiec Heinrich Dietel. Sosnowiecka łazienka wzbudza zachwyt do dziś. Centralne miejsce zajmuje tu basen kąpielowy ozdobiony morskimi stworzeniami, nad którym na ceramicznych płytkach widnieje scena morskiego orszaku. Okna są zdobione witrażami z postaciami putt, a ściany ceramiczną lamperią i takimiż rzeźbami. Obecny wystrój łazienki to rekonstrukcja jej wyglądu z początku XX wieku.
Wyjazd do wód lekiem na całe zło
Dla porządku trzeba dodać, że zanim narodziła się moda na (od pewnego momentu codzienną) kąpiel w domu, istniała tradycja podróżowania do wód. Zjawisko to nasiliło się w Polsce XVI wieku, wtedy też powstały pierwsze traktaty balneologiczne Wojciecha Oczki czy Erazma Syksta. W piciu wody mineralnej i kąpielach w ciepłych źródłach, zwanych cieplicami, szukano lekarstwa m.in. na podagrę.

Wyjazdy do wód zyskały ogromną popularność głównie w wiekach następnych. W 1687 roku do uzdrowiska w Cieplicach przybyła wraz z dworem królowa Maria Kazimiera. Popularność zdobywały czeskie Karlsbad (dziś Karlowe Wary) i Teplitz (Teplice), Baden pod Wiedniem, gdzie kurację w 1638 roku odbył król Władysław IV Waza.
Prawdziwa moda na hydroterapię zapanowała jednak dopiero w XIX wieku, gdy karierę zrobił Vincenz Priessnitz.
W śląskim Gräfenbergu – to wzgórze leżące dziś w czeskich Górach Opawskich niedaleko Jesenika – założył ośrodek, który leczył najprzeróżniejsze choroby zimnymi natryskami.
Wodolecznictwo pojawiało się także w bogatych prywatnych rezydencjach. Ciekawym tego przykładem są wybudowane w latach 1927–1928 łańcuckie łaźnie lecznicze stworzone przez Alfreda Antoniego Potockiego, syna Elżbiety i Romana Potockich. W piwnicach zamku wybudowano wówczas kompleks pomieszczeń do kąpieli leczniczych: m.in. parnię (łaźnię turecką) i łaźnię rzymską (z wanną i wanną nasiadówkową oraz różnymi prysznicami). Były tam też gabinet fizykoterapii, pijalnia i poczekalnia. Chociaż łańcuckie łaźnie lecznicze nie przetrwały do naszych czasów (z wyjątkiem kilku detali: wanny w części kąpielowej czy niewielkiej umywalki), zachowały się ich zdjęcia z lat 30., co ułatwiło ich rekonstrukcję w latach 2018–2020.
Obrazu prywatnych pomieszczeń kąpielowych dopełniają łaźnie o charakterze publicznym, do których chadzała uboższa część społeczeństwa. W czasach Wazów tylko w Warszawie były czynne co najmniej dwie: na Rynku Nowego Miasta i na rogu ul. Mostowej.
Bibliografia: K. Ashenburg, „Historia brudu”, Warszawa 2020; D. Hochberg von Pless, „Taniec na wulkanie 1873–1918”, Kraków 2020; W. Fijałkowski, „Wnętrza pałacu w Wilanowie”, Warszawa 1986; M. Kwiatkowski, „Wielka Księga Łazienek”, Warszawa 2010; A. Szczepaniak, „Przewodnik ilustrowany. Pałac w Kozłówce”, 2023; B. Trojnar, „Łazienki w Zamku w Łańcucie”, Łańcut 2024.
Artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 3/2025 Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!









