- jaki wpływ na wizerunek Piłsudskiego miał jego okres legionowy
- jak postać Marszałka była wykorzystywana na plakatach wyborczych
- który projekt pomnika Wodza został użyty w pomniku Wdzięczności Armii Czerwonej
– A co to za plac?
– Plac Piłsudskiego, panie marszałku!
– Bardzo dobrze. A to, co to za ulica?
– Marszałkowska, panie marszałku!
– Bardzo dobrze. A ten plac jak się nazywa?
– Plac Zbawiciela, panie marszałku!
– Wiem, że chcieliście dobrze, ale czy to aby nie przesada?

Przedwojenny dowcip trafnie oddaje sytuację.
Kult Komendanta (dla familiantów) i Marszałka, ewentualnie Dziadka (dla pozostałych) – osoby bądź co bądź żyjącej, nie miał w Polsce precedensu.
Może dopiero specyficznie polskie uwielbienie dla Jana Pawła II mogłoby się z nim równać. Dobrze się składało – Józef Piłsudski, czego wielokrotnie dowodził, był w sobie zakochany, łaknął hołdów, zezwalał na nie, a czasem – wręcz inspirował. Zwłaszcza wydawane przez niego zarządzenia dotyczące pośmiertnych losów jego ciała wydają się tu symptomatyczne – Marszałek osobiście wybierał cytaty ze Słowackiego, które miały zdobić nagrobek jego serca na wileńskiej Rossie, sam również zdecydował o przekazaniu swojego cennego mózgu do badań naukowych.
Po przewrocie majowym kult Piłsudskiego stał się czymś w rodzaju państwowej religii –
plac Saski przemianowano na plac Piłsudskiego w 1928 roku, sześć lat później wodowano transatlantyk Piłsudski (poprzedni statek o nazwie Józef Piłsudski amerykańska Polonia wprowadziła do służby już w 1921 roku, niestety pływał tyko rok). W 1920 roku Józef Piłsudski podpisał dekret, w którym zatwierdzał przyznany sobie stopień marszałka, w 1929 roku ukazała się książka „Józef Piłsudski o sobie”, w której Zygmunt Zygmuntowicz zebrał wypowiedzi Marszałka na własny temat (również w narracji trzecioosobowej),



a imieniny Józefa stały się nieformalnym, choć oficjalnie obchodzonym świętem. Istniał Główny Obywatelski Komitet Obchodu Imienin Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego, który w 1933 roku oświadczał:
„Józef Piłsudski – to chlubny pokój, owoc pracy zwycięskiego Wodza Narodu, Józef Piłsudski – to hasło wspólnego trudu dla utrwalenia potęgi Rzeczypospolitej w nowej społeczności polskiej”.
Nic dziwnego, że sztuki plastyczne, z poruszenia własnych serc artystów lub na państwowe zamówienie, doskonale odnalazły się w podtrzymującej ów kult produkcji artystycznej. Tym chętniej, że charakterystyczna twarz Marszałka z mocno zarysowanymi kośćmi policzkowymi, krzaczastymi brwiami i wąsem była obiektem pod tym względem niezwykle wdzięcznym.

Ojciec
„Pod oknem przy telefonie rozebrany siedział Piłsudski i wydawał rozkazy głosem bardzo władczym, ale tak spokojnym, jak gdyby szło o partię szachów. Tak, tutaj był to już nie prorok, lecz wódz w całym tego słowa znaczeniu” – wspominał Stanisław Thugutt, peowiak i legionista, późniejszy minister spraw wewnętrznych, przebieg bitwy z Rosjanami w 1916 roku. „Coraz bliższy byłem wiary, że moc jakaś czarodziejska strzeże Komendanta” – opisywał Bolesław Wieniawa-Długoszowski swoje wrażenia ze słynnej bitwy pod Kostiuchnówką, w której „gdy Piłsudski był na reducie, nie spadł na nią ani jeden pocisk”. W dziesiątkach legionowych wspomnień przewija się obraz Brygadiera-cudotwórcy, kogoś o nadnaturalnych mocach, genialnego stratega wojskowego, który patrzy dalej, widzi więcej i wskrzesi Polskę, w co powszechnie wierzono.

Sam Komendant również starannie pracował nad „marką własną” – wybite zęby przesłaniał krzaczasty wąs, „demokratyczna” maciejówka stała się jego znakiem rozpoznawczym, podobnie jak prosty, szary i (świetnie skrojony) mundur strzelca bez dystynkcji.
Powszechnie to dostrzegano i podkreślano w hagiografii („Jedzie, jedzie na Kasztance, siwy strzelca strój…”, „…ale pod tą bluzą szarą serce ze złota”).
Jednostkowe, istniejące tylko w jednym egzemplarzu mundury, związane z postacią Wodza, jeszcze nie były powszechne w Europie, trzeba było na to poczekać kilka lat. Ostatnim, noszącym „mundur ponad podziałami” (na formacje i szarże) był Napoleon.

Legiony były armią specyficzną – to inteligenckie wojsko, w którym w randze strzelców (choć oczywiście nie tylko) służyli pisarze, malarze, rzeźbiarze, poeci. Jednak biorąc pod uwagę nawet to, musi dziwić, jak szybko powstała ikonografia Komendanta.
W wydanym w 1920 roku tomiku „Karmazynowy poemat” Jan Lechoń (pracujący wówczas w Biurze Prasowym Wodza Naczelnego Józefa Piłsudskiego) zebrał wiersze napisane w latach 1916–1918. Zawarty tam utwór „Piłsudski” podkreśla różnicę stroju między tytułową postacią a resztą wojska:
„Konnica ma rabaty pełne galanterii
Lansjery-bohatery! Czołem kawalerii
Hej, kwiaty na armaty! Żołnierzom do dłoni!
Katedra oszalała! Ze wszystkich sił dzwoni.
Księża idą z katedry w czerwieni i złocie.
Białe kwiaty padają pod stopy piechocie.
Szeregi za szeregiem! Sztandary! Sztandary!
………………………………………………
A On mówić nie może! Mundur na nim szary”.
Wiersz, najpewniej napisany już po odzyskaniu niepodległości, przedstawia uroczyste (organizowane przez Niemców) powołanie Rady Regencyjnej z listopada 1917 roku. Piłsudski nie mógł mówić nie ze wzruszenia, ale z powodu nieobecności. Był już bowiem więziony w Magdeburgu (jak Chrobry, nawiasem mówiąc), skąd za rok miał triumfalnie powrócić. Magdeburska „twierdza” (w rzeczywistości był to domek, podarowany zresztą później Polsce przez III Rzeszę i ustawiony w Łazienkach) wizerunkowo bardzo mu się przysłużyła. Przybył do Warszawy 10 listopada, nazajutrz intronizowana rok wcześniej Rada Regencyjna przekazała mu władzę wojskową. Niebawem piłsudczycy ustanowili ten dzień Świętem Niepodległości. Mesjasz spełnił pokładane w nim nadzieje – Polska zmartwychwstała.
(…)
Cały artykuł znajduje sie w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 1/2026, dostępnym na rynku od 31 grudnia 2025 roku.
Zachęcamy do zakupu prenumeraty, bądź numeru pisma