Krzyż wykonany z obciętej lufy od niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Chałupki Zbrzańskie, listopad 2025 r.
Krzyż wykonany z obciętej lufy od niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Chałupki Zbrzańskie, listopad 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Artykuły

Cel, pal, amen

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego tak wiele „pancernych krzyży” powstało w okolicach Morawicy
  • W jaki sposób łączono poszczególne elementy tych obiektów kultu
  • Do czego wykorzystywano elementy porzuconychpojazdów wojskowych

W województwie świętokrzyskim, w powiecie kieleckim, na skrzyżowaniu drogi Morawica-Pińczów, w Dębskiej Woli, stoi przydrożny krzyż. Na pierwszy rzut oka zwyczajny. Taki, jakich wiele stawiano na polskich wsiach. Dopiero z bliska widać szczegóły.

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Główna część krzyża wykonana z lufy od niemieckiego działa przeciwlotniczego 8,8 cm Flak 36 oraz lufy od niemieckiego działka przeciwlotniczego 3,7 FlaK 18. Krzyż zwieńczony pociskiem od niemieckiego granatnika przeciwpancernego Panzerfaust 30 klein. Ramiona wykonane z łusek po nabojach do armaty 8,8 cm FlaK. Dębska Wola, listopad 2025 r.

– Główna część krzyża to lufa od niemieckiego działa przeciwlotniczego kaliber 8,8 cm FlaK 36 (skrót od Flugabwehrkanone). To legenda II wojny światowej. Armata była w stanie zestrzelić bombowce na wysokości 10 kilometrów i przebijać pancerz niemal każdego radzieckiego czołgu. W nią jest włożona mniejsza lufa od działka przeciwlotniczego kaliber 3,7 cm FlaK 43. Zwieńczenie krzyża to głowica od niemieckiego granatnika jednorazowego użytku Panzerfaust – dosłownie tłumacząc: pancerna pięść. Ramiona krzyża wykonano z łusek po nabojach do armaty FlaK 36 – opowiada Konrad Maj, regionalista i przewodnik świętokrzyski, który od lat bada te niezwykłe obiekty. Co jego zdaniem istotne,

wszystkie elementy są łączone na śrubki, zaklepywane. Nie ma tam żadnego spawania.

Fot. Grząyna Makara
Cel, pal, amen
Fragment podstawy krzyża – kapliczki wykonanej z elementów niemieckiego czołgu ciężkiego PzKpfw VI Ausf. B Tiger II. Do budowy użyto piastę z koła jezdnego, bębna oraz tarcz hamulcowych. Obice, listopad 2025 r.

To świadczy o pomysłowości i zaradności kowali, którzy konstruowali krzyże.

Ewenement na skrzyżowaniu wojny i wiary

W Dębskiej Woli są jeszcze trzy podobne krzyże. A w okolicy miejscowości Morawica pancernych krzyży jest aż dziewiętnaście. To wota dziękczynne. Tuż po II wojnie światowej wmontowane w sakralną przestrzeń przez lokalnych kowali jako dowód wdzięczności Bogu za ocalenie życia.

„W styczniu 1945 roku przez tutejsze pola przetoczyła się jedna z największych bitew pancernych w historii Polski.

To było oczywiście traumatyczne przeżycie dla ludności tych terenów – strach o życie, o dobytek, niepewność jutra. Ich rodzinne spokojne wioski stały się areną wielkiej bitwy. Ci, którzy przeżyli, często nie mieli dokąd wracać. Mimo to mieli świadomość, że wielkim szczęściem jest sam fakt, że przeżyli. Po krótkim czasie ustania walk zaczęto stawiać przydrożne krzyże jako symbol wdzięczności za ocalenie życia. Do ich budowy kowale wykorzystywali elementy uzbrojenia, które pozostało po działaniach wojennych” – pisze Konrad Maj w swojej książce „Tropem jednej z największych bitew pancernych na ziemiach polskich. Styczeń 1945 r.”.

Jego zdaniem nie ma drugiego takiego miejsca w Europie. Wielką wartością jest to, że krzyże stoją in situ, w miejscu, gdzie zostały porzucone, spalone, uszkodzone pojazdy pancerne. To nie muzeum w Warszawie czy Skarżysku.

Oglądamy je w krajobrazie, gdzie w 1945 roku toczyły się walki. Jest to ewenement. Łącznie w województwie świętokrzyskim jest już zidentyfikowanych ponad 30 takich obiektów, ale Morawica stanowi absolutne centrum fenomenu.

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż wykonany z lufy od radzieckiego czołgu T-34/85. Zwieńczenie stanowi pocisk przeciwpancerny włożony w lufę, ramiona wykonane z łusek po nabojach – prawdopodobnie kaliber 76,2. Lisów, ul. Pagóry, 10 listopada 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Tablica pamiątkowa przy krzyżu. Lisów, ul. Pagóry, 10 listopada 2025 r.

Dlatego Lokalna Grupa Działania „Perły Czarnej Nidy” przy wsparciu władz gminy Morawica oznakowała

Szlak Pancerny. Trasa wiedzie przez Łabędziów, Radomice, Brudzów, Lisów, Obice, Dębską Wolę, Zbrzę, Chałupki Zbrzańskie, Nidę, Wolę Morawicką. Każdy punkt to inna historia. Każdy krzyż zawiera w swojej konstrukcji elementy z pola bitwy.

Już w latach 90. Stanisław Kędzior, regionalista, zwrócił uwagę na osobliwe lokalne kapliczki, ale nie wszystkie rozpoznał jako pozostałości wojenne. Dopiero szczegółowa analiza, porównanie z dokumentacją techniczną, rozmowy ze starszymi ludźmi i konfrontacja z raportami bojowymi walczących w tym rejonie jednostek pozwoliły na dokładną, choć wciąż nie kompletną identyfikację oraz wpisanie obiektów w kontekst historyczny wydarzeń ze stycznia 1945 roku.

Pantera z Czarnej Nidy

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż pancerny w Łabędziowie, listopad 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż pancerny w Łabędziowie, listopad 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż pancerny w Łabędziowie, listopad 2025 r.

W Łabędziowie stoją dwa pancerne krzyże. Oba w pobliżu lasu i skrzyżowania z drogą prowadzącą do Radomic. Jeden jest wykonany z lufy od niemieckiej armaty przeciwpancernej PaK40 7,5 cm. Krzyż jest zwieńczony łuską po naboju dużego kalibru. Pod łuską widnieje gwint, na który nakręcało się hamulec wylotowy armaty. A u podstawy widzimy fragment, na który była nakładana komora zamkowa. To charakterystyczne detale, po których jest możliwa identyfikacja (na zdjęciach powyżej). Drugi krzyż stoi bliżej lasu. Jego podstawę wykonano z koła napędowego od niemieckiego czołgu PzKpfw V zwanego Panterą. Brakuje w nim jednej zębatki, która poruszała gąsienice (na fotografiach poniżej).

1. Fot. Grażyna Makara
2. Fot. Grażyna Makara
Krzyż Pancerny w Łabędziowie, listopad 2025 r.
Krzyż Pancerny w Łabędziowie, listopad 2025 r.
Krzyż Pancerny w Łabędziowie, listopad 2025 r.

Nieopodal Łabędziowa płynie rzeka Czarna Nida. Podczas walk w 1945 roku stała się ona wielką przeszkodą na drodze pojazdów pancernych. Wiele pojazdów zatonęło w jej nurtach podczas próby forsowania. Pierwsza akcja wydobywcza wraku odbyła się w 1990 roku. Po 45 latach od pamiętnego stycznia z nurtów rzeki wydobyto dosyć kompletny wrak czołgu Pantera. Dziś stoi na ekspozycji w muzeum pod Bostonem w USA – opowiada Maj.

Zresztą wraki z płynącej w pobliżu rzeki wydobywa się do dziś, a niemal każda akcja budzi kontrowersje.

Największa i najbardziej spektakularna akcja wydobycia wraków z Czarnej Nidy miała miejsce w Bieleckich Młynach we wrześniu 2023 roku. Po kilkudniowej akcji z rzeki wydobyto Bergepantherę, czyli pojazd ewakuacyjny zbudowany na podwoziu czołgu PzKpfw V Panther. Do miejscowości zjechały światowe media.

– Wziąłem urlop, byłem tam od rana do wieczora. Nikt mnie nie zaskoczy, co tam się działo. Oprócz podwozia znaleziono elementy PzKpfw IV i transportera SdKfz 251. Bardzo istotne znaleziska w kontekście odtworzenia przebiegu walk w tym rejonie – wspomina Maj.

Fot. Pawel Malecki / Agencja Wyborcza.pl
Cel, pal, amen
Policja zabezpiecza wydobyty wrak czołgu Bergepanther. Bieleckie Młyny, wrzesień 2023 r.

Ostatecznie wrak „aresztowano” i trafił do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, ale do jego przejęcia rościło żądania kilka instytucji.

W Lisowie znajdują się trzy kolejne krzyże. Brygada Armii Czerwonej wykazała tu zniszczenie czterech czołgów T-34. Ich lufy posłużyły do budowy trzech krzyży. Maj pokazuje charakterystyczne elementy – jarzmo, dolną część lufy T-34, ramiona wykonane z łusek mosiężnych. Na starych fotografiach widać, jak krzyże wyglądały pierwotnie. Z czasem ludność w dobrej wierze przeprowadzała renowacje. Krzyż przy ulicy Pagóry miał dużo szczęścia. Renowacja nie tylko nie zatarła charakterystycznych elementów, ale wręcz je uwypukliła. Usunięto nakładane przez lata farby, odkuto beton i wyeksponowano jarzmo armaty. Są w nim widoczne otwory na celownik i karabin maszynowy.

Krzyż przy drodze na Zaborze obudowano płytą marmurową. Pewne charakterystyczne cechy świadczące o pochodzeniu elementów się zatarły, ale w zwieńczeniu pozostał pocisk przeciwpancerny, w ramionach pociski moździerzowe.

Najstarsi mieszkańcy pamiętają, że trzeci krzyż w Lisowie powstał z lufy porzuconej przy drodze. Jarzmo u podstawy ma widoczne uszkodzenia bojowe. Ustalono, że czołg został trafiony, ale przeszedł remont, odzyskał zdolność bojową i pojechał dalej na zachód.

Gdy w późniejszych latach krzyż przebudowywano, natrafiono na wmurowane pociski. – Saperzy, jak przyjeżdżali, łapali się za głowę

– wspomina Maj. Po sprawdzeniu w krzyżach pozostały już tylko te elementy amunicji, które są bezpieczne.

Wybuchowa kapliczka

Historia krzyża w Obicach jest jeszcze bardziej sensacyjna. Przez lata lokalni mieszkańcy bielili go farbą wapienną. Z czasem konieczna była gruntowna renowacja. Podczas demontażu znaleziono w podbudowie olbrzymi pocisk jeszcze z czasów I wojny światowej. Podejrzewano, że wciąż może być śmiertelnie niebezpieczny. Sprawa stała się medialna, a „wybuchowa kapliczka” trafiła na pierwsze strony lokalnych gazet. Wdrożono pełną procedurę saperską. Pojawił się świadek, który znał historię, jak to się stało, że pocisk z I wojny światowej stał się częścią krzyża.

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż – kapliczka wykonana z elementów niemieckiego czołgu ciężkiego PzKpfw VI Ausf. B Tiger II. Do budowy użyto piastę z koła jezdnego, bębna oraz tarcz hamulcowych. Obice, listopad 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż – kapliczka wykonana z elementów niemieckiego czołgu ciężkiego PzKpfw VI Ausf. B Tiger II. Do budowy użyto piastę z koła jezdnego, bębna oraz tarcz hamulcowych. Obice, listopad 2025 r.

– Pocisk wpadł komuś do domu, nie eksplodował, uznano to za cud i wmurowano w istniejącą kapliczkę.

Po zakończeniu II wojny światowej w konstrukcję kapliczki wkomponowano elementy z legendarnego niemieckiego czołgu zwanego Tygrysem Królewskim. To jedyny krzyż w okolicach Morawicy, który w swojej konstrukcji zawierał elementy pochodzące z dwóch wojen światowych. Ostatecznie pocisk z I wojny zabrali saperzy. W krzyżu pozostały części czołgu Königstiger II, pojazdu, którego wyprodukowano tylko 470 egzemplarzy. Piasta z koła i bęben hamulcowy zostały profesjonalnie zakonserwowane i odmalowane – tłumaczy Maj.

Krzyż skrywał jeszcze jedną historię. Gdy skuto warstwy farby, pod spodem okazały się inskrypcje i data – 1906 rok.

W okolicy są też ślady Elefanta, czyli niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger Ferdinand/Elefant.

To prawdziwa pancerna legenda i rzadkość. Wyprodukowano tylko około 100 sztuk tych pojazdów.

Przez lata spekulowano, czy na pewno walczyły w okolicach Morawicy. Tymczasem w Chałupkach Zbrzańskich, w przydomowym ogródku, stoi krzyż wykonany właśnie z jego lufy. Maj znał go od dawna, ale dopiero rozmowa z pewną mieszkanką przyniosła rozwiązanie zagadki i odpowiedzi na nurtujące go pytania.

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż wykonany z lufy od (prawdopodobnie) niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Chałupki Zbrzańskie, listopad 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż wykonany z lufy od (prawdopodobnie) niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Chałupki Zbrzańskie, listopad 2025 r.
Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż wykonany z lufy od (prawdopodobnie) niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Chałupki Zbrzańskie, listopad 2025 r.

– Według relacji mieszkańców lufa została pozyskana z pojazdu, który stał rozbity na łące pod lasem. Lufa nosi ślady cięcia gazem, nie jest więc cała. Według relacji była kiedyś wykopana, by sprawdzić, czy została na niej komora zamkowa. Nie ma jej. Identyfikacja pojazdu nie jest jeszcze stuprocentowa, jednak lokalne relacje są spójne. Wygląda na to, że w okolicy walczyła jedna kompania niszczycieli. Pewniejszy ślad na obecność tego pojazdu znajduje się w Woli Morawickiej, gdzie stoi krzyż, do którego budowy wykorzystano połowę koła jezdnego właśnie od Elefanta oraz podstawę od niemieckiej armaty FlaK 8,8 cm. Tu mamy stuprocentową pewność – mówi Maj.

Fot. Grażna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż wykonany z podstawy od niemieckiej armaty 8,8 cm FlaK oraz połowy koła jezdnego od niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Wola Morawicka, listopad 2025 r.
Fot. Grażna Makara
Cel, pal, amen
Krzyż wykonany z podstawy od niemieckiej armaty 8,8 cm FlaK oraz połowy koła jezdnego od niemieckiego ciężkiego niszczyciela czołgów Panzerjäger Tiger(P) – Elefant. Wola Morawicka, listopad 2025 r.

Dekle od czołgów jako poidła dla kur

Ślady bitwy można znaleźć nie tylko w konstrukcji przydrożnych kapliczek. W trudnej powojennej rzeczywistości cenny był każdy materiał, który można było wykorzystać do odbudowy zniszczonych gospodarstw. Stal była dosłownie na wagę złota.

„Po ustaniu działań wojennych pole bitwy usłane było masą porzuconego lub rozbitego sprzętu wojskowego. Pojazdy budziły duże zainteresowanie. Na polach stały machiny, które były szczytem myśli technicznej tamtych lat, więc trudno się dziwić, że mieszkańcy – a szczególnie młodzież – rozpoczęła oględziny i demontaż wszelkich pojazdów. Pozostałości wojenne dawały szereg możliwości zastosowania w budownictwie, a potrzeba okazała się, nie po raz pierwszy, matką wynalazków” – pisze w swojej książce Konrad Maj.

Chcesz być na bieżąco z przeszłością?

Tak brzmią wspomnienia anonimowego mieszkańca, które ukazały się lokalnej prasie w latach 90.:

„Gdy ten dom budowałem, rury i blachy drogie były. Na dodatek jeszcze u sekretarza gminy trzeba było prosić o przydział. Więc w pole ze szwagrem furmanką pojechałem. Przywieźli my, żeby nie skłamać, z 15 luf od dział samobieżnych. To taka dobra stal, że jak kanalizację i centralne zrobiłem, to do dzisiaj rdzy na niej nie ma i służyć ona będzie jeszcze moim prawnukom. Kiedyś żona mówi do mnie, bym jakąś budę dla psa z desek zrobił. Pomyślałem, że nie będę z desek budy dla psa robił, bo szkoda. Od kuzyna gaz my przywieźli, raz, dwa

– przecięliśmy wieżyczkę od czołgu na pół i buda dla psa jak się patrzy”.

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Słupki narożne ogrodzenia kapliczki wykonane z dwóch rodzajów drążków skrętnych z zawieszenia niemieckiego czołgu prawdopodobnie typu PzKpfw VI Ausf B Tiger II. Zbrza, ul. Nowa Wieś, listopad 2025 r.

Konrad Maj dokumentuje to zjawisko. Ogniwa gąsienic jako nadproża w stodołach, drążki skrętne jako słupki ogrodzeń, dach czołgu jako strop w piwnicy. Dekle od kół czołgów jako poidła dla kur – wystarczyło odwrócić, nalać wody lub wsypać ziarno. Koła od transporterów montowano do wiejskich wozów. Skrzynki po amunicji służyły np. jako domowe archiwa dokumentów.

W Bilczy podczas rozbiórki starej remizy wykuto całą lufę wmurowaną w ścianę. Trafiła do prywatnego muzeum. Gongi przeciwpożarowe przy strażackich remizach często wykonywano właśnie z luf czołgowych. W Piotrkowicach nad wejściem do kościoła wmurowano pociski przeciwpancerne od Tygrysa, bombę lotniczą i pociski artyleryjskie. Prawdopodobnie na pamiątkę wydarzeń.

Inny niż wszystkie

Na szlaku jest jeszcze jeden ważny krzyż. Inny, współczesny. To symbol pojednania, który ma przypominać o wydarzeniach wojennych i przestrzec kolejne pokolenia, żeby to się nigdy więcej nie powtórzyło.

Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Wyborcza.pl
Cel, pal, amen
Krzyż Pojednania w Radomicach, styczeń 2007 r.

W latach 90., po upadku komunizmu i uwolnieniu granic, na ziemię świętokrzyską powrócili uczestnicy walk ze stycznia 1945 roku, byli żołnierze wojsk niemieckich 2. Pułku Pancernego. Chcieli ponownie zobaczyć okolice, w których ich pułk został rozgromiony. I przeprosić ludność, pojednać się z Polakami. W porozumieniu z lokalnymi władzami, proboszczem i mieszkańcami zapadła decyzja o budowie krzyża pojednania na terenie cmentarza w Radomicach. U podstawy krzyża są trzy tablice kamienne z napisami w trzech językach – polskim, niemieckim i rosyjskim. Przez lata raz w roku na nabożeństwo pod krzyżem przyjeżdżali weterani Wehrmachtu wraz z rodzinami. Ostatni weteran z Panzer-Regiment 2 zmarł w 2020 roku. I tu historia mogłaby się skończyć. Ale trwa do dziś, bo wciąż spotykają się tu mieszkańcy i delegacje z Niemiec – w tym potomkowie żołnierzy.

Fot. Grażyna Makara
Cel, pal, amen
Konrad Maj przy krzyżu wykonanym z elementów od niemieckiego czołgu ciężkiego PzKpfw VI Ausf. B Tiger II. Do budowy użyto piastę z koła jezdnego, bębna oraz tarcz hamulcowych

Konrad Maj

Regionalista, przewodnik świętokrzyski, kolekcjoner. Autor książek i artykułów dotyczących działań wojennych na ziemi świętokrzyskiej. Od lat dokumentuje pozostałości po walkach ze stycznia 1945 roku w krajobrazie świętokrzyskich wsi. Prowadzi fanpage „Tropem pancernych bojów”. Uczestnik programów telewizyjnych poświęconych historii pancernej regionu.

Artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku „Spotkania z Zabytkami” nr 1/2026. Zachęcamy do zakupu prenumeraty bądź aktualnego numeru!


Agata Jankowska

Dziennikarka, reportażystka, autorka książek, prelegentka i panelistka. Specjalizuje się w tematach społecznych, biznesowych, ekonomicznych i psychologicznych. Publikowała w tygodniku Przekrój i magazynie Wysokie Obcasy. Przez lata związana z działem społecznym tygodnika Wprost. Obecnie pisze do magazynu Forbes Woman i publikuje w magazynie Elle. Jest autorką książek: “Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” (Świat Książki), “In vitro. Rozmowy intymne” (Pruszyński. Sp. z.o.o.), “ Hajland. Jak ćpają nasze dzieci”(Wielka Litera). Nominowana do nagrody Grand Press i do nagrody Korony Równości.

Popularne

Dywizjon dziedzictwa

Do końca lutego 2024 roku zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo 902 obiektów zabytkowych objętych ochroną – wynika z danych ukraińskiego Ministerstwa Kultury i Polityki Informacyjnej. Rabowane są obiekty uznane za wartościowe dla narracji Kremla, mające dowodzić związków historyczno-kulturowych Ukrainy z „Mateczką-Rossiją” i uzasadniać roszczenia terytorialne...